Isabel Allende "Zorro. Narodziny legendy"



Autor: Isabel Allende
Tytuł: "Zorro. Narodziny legendy"
Tytuł oryginału: "El Zorro. Comienza la legenda"
Wydawnictwo: MUZA SA
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 456





Postać zamaskowanego bohatera chroniącego ludność Kalifornii jest wzorowana na autentycznej postaci Joaquina Muriety. Po raz pierwszy Zorro pojawił się w powieści Johnstona McCulley'a "The Curse of Capistrano", wydanej w 1919 r. Dzisiaj jest on nam znany głównie z filmów z Antonio Banderasem oraz dwóch seriali - z 1957 i 1990 r. Isabel Allende pokusiła się o stworzenie powieści opisującej dzieciństwo i młodość Diego de la Vegi oraz wyjaśniającej, dlaczego został Zorro.

Skąd pomysł na strój Zorro? Dlaczego Diego tak dobrze władał szablą? Czy sierżant Garcia zawsze był niezdarnym, choć w sumie sympatycznym grubaskiem? Co właściwie znaczy pseudonim "Zorro"?
Tego wszystkiego można dowiedzieć się z książki Isabel Allende. Wartka akcja, obfitość ekscytujących wydarzeń oraz duże poczucie humoru autorki gwarantują, że nie będziecie się nudzić podczas lektury.

Tylko jedna uwaga - powieść kończy się w momencie, w którym na dobrą sprawę mogłaby się dopiero zaczynać. Jeżeli więc oczekujecie książki tylko i wyłącznie o przygodach Zorro, a nie czegoś w rodzaju prequelu, to nie jest to pozycja dla Was.

Moja ocena: 4,5/6

Przepraszam za tę nieco nieskładną opinię o książce i nieodwiedzanie Waszych blogów. Postaram się ogarnąć w najbliższym czasie (gdzieś pomiędzy pisaniem kolejnych prac zaliczeniowych na zajęcia i opanowywaniem obsługi Corela;)
___________________
Źródła zdjęć:
http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/37000/37139/155x220.jpg
http://www.movieposter.com/posters/archive/main/125/MPW-62905

10 komentarzy:

  1. jakoś nie czuję potrzeby przeczytania "Zorra" ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Isabel Allende i Zorro? Zaskakujące, ale dlaczego nie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna książka! Zresztą jak wszystkie Allende, jednej z moich ulubionych pisarek. Pamiętam jeszcze takie anime o Zorro i serial, który leciał w soboty na Jedynce, z kolei filmu z Banderasem już nie lubię.

    Ja swój egzemplarz kupiłam w Dedalusie za 9 zł :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ogromny sentyment do starego serialu, w którym główną rolę grał Guy Williams. I to jego twarz (a nie Banderasa) już zawsze będzie miał dla mnie ten bohater. :) O książce Johnstona McCulley'a słyszałam, ale nigdy jej nie czytałam. O tej recenzowanej przez Ciebie słyszę za to pierwszy raz. Kupować pewnie nie będę, ale jeśli natrafię na nią w bibliotece to z ciekawości wypożyczę. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam kiedyś zakochana w Zorro:D Po tę książkę raczej nie sięgnę, jakoś do mnie nie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  6. To kto jest autorką kusi do jej przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Swego czasu uwielbiałam Zorro, więc chętnie dowiem się czegoś więcej na jego temat.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oh Zorro, uwielbiałam zawsze film, więc książkę również przeczytałabym z miłą chęcią. Ehh, przypomniał mi się odcinek Świata Wg Kiepskich z Zorro... heh

    OdpowiedzUsuń
  9. Ech, coś wiem na temat tych prac zaliczeniowych ;) Ostatnio mam taki nawał pracy, że czasami zastanawiam się, po co mi to wszystko, skoro nie mam nawet czasu, by przygotować sobie coś do jedzenia... Ale mniejsza z tym!
    Krótko, ale treściwie ;) Kiedyś w TV leciał stary serial o Zorro, który lubiłam oglądać, ale nawet nie wiem, kto w nim grał... W każdym razie książkę chętnie bym przeczytała :) Żałuję tylko, że kończy się w momencie, który mógłby robić za początek i że nie przedstawia właściwych przygód Zorro.
    PS Lepsze średnie porównanie, niż to fatalne ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakoś zawsze tę książkę omijałam. W sumie nie wiem czemu, bo Allende bardzo lubię.

    A Corel dobra rzecz. Choć skomplikowana, więc zatrzymałam się na podstawach. :P Jakieś ciekawe projekty masz w planach?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger