Elizabeth Kostova "Historyk"

Historia, biblioteki, zabytkowe książki, Rumunia, Dracula i tajemnicze wydarzenia. Czego więcej może chcieć taka miłośniczka wyżej wymienionych rzeczy, jak ja?

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/32000/32816/155x220.jpg
Młoda dziewczyna odkrywa w bibliotece ojca dziwną książkę z wizerunkiem smoka i stos starych listów. Dzięki nim, oraz dzięki opowieściom snutym (choć niechętnie) przez ojca, zaczyna poznawać przeszłość swoich rodziców, jak również historię Draculi - Vlada Palownika. Czy to możliwe, że zło zapoczątkowane przez Draculę przetrwało do dzisiaj? Jeżeli tak, to w jaki sposób je powstrzymać?

Jak wspomniałam na początku, książka Elizabeth Kostovy zawiera w sobie kilka elementów, które szczególnie mnie interesują. Jednak nie są to jej jedyne zalety. Akcja toczy się na kilku płaszczyznach czasowych - poznajemy różne wydarzenia bezpośrednio z opowieści głównej bohaterki, listów innych bohaterów czy też ich ustnych relacji. Nie stwarza to jednak wrażenia chaosu, wręcz przeciwnie - wszystko czyta się płynnie. Na plus należy też zaliczyć ciekawą fabułę, pełną zaskakujących wydarzeń, oraz dające do myślenia zakończenie. Z punktu widzenia (przyszłej) bibliotekarki muszę jeszcze dodać, że bohaterowie "Historyka" często przesiadują w bibliotekach i archiwach, zawierających naprawdę cenne zbiory. I nie mają problemów z posługiwaniem się katalogami bibliotecznymi;) Ehh, chciałoby się samemu mieć dostęp do takich skarbnic wiedzy;)

Polecam "Historyka" wszystkim miłośnikom tajemnic z przeszłości, Draculi, starych bibliotek... To ponad 600 stron dobrej opowieści.

___
Jak widać, powoli wracam do blogowego świata. Na stałe planuję wrócić po egzaminie licencjackim, który mam trzeciego lipca. Dziękuję za wyrozumiałość;)
Stosik biblioteczny

Stosik biblioteczny

Dużo się u mnie ostatnio dzieje (niestety nie tylko dobrych rzeczy) i nie mam czasu odwiedzać Waszych blogów. Do tej pory nie skończyłam też czytać książki, którą zaczęłam już jakiś czas temu. Żeby dać znać o swoim istnieniu i wytłumaczyć się z nieobecności, postanowiłam zamieścić post ze stosikiem - zdobyczami z biblioteki. Oto i on:


Od dołu:
1. Mariola Pryzwan "Cybulski o sobie"
2. Mons Kallentoff "Jesienna sonata"
3. Elizabeth Kostova "Historyk" (jestem w trakcie lektury)
4. Richard Paul Evans "Słonecznik"
5. Nicholas Sparks "Na zakręcie" - książka zdecydowanie zaczytana (że posłużę się bibliotekarskim określeniem). kartki wypadają na potęgę...

Co myślicie o tym stosie? Polecacie/odradzacie coś?

Lew Tołstoj "Wojna i pokój"

Kto nie słyszał o tym wielkim dziele rosyjskiego pisarza? Powieść opowiada o najeździe wojsk napoleońskich na Rosję i obronie tego kraju przez jego mieszkańców. Nie ma jednego, głównego bohatera, któremu możemy towarzyszyć przez cały czas. Zamiast tego otrzymujemy panoramę społeczeństwa rosyjskiego tamtego okresu. Gdyby jednak pokusić się o wyznaczenie głównej postaci, myślę że okazałaby się nią Natasza Rostow - hrabianka, którą poznajemy jeszcze jako dorastającą dziewczynkę, a opuszczamy jako...no właśnie, jak potoczą się losy Nataszy?

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/48000/48090/155x220.jpg
Nie chcę opisywać zbyt wielu szczegółów i tym samym zdradzać fabuły. Muszę jednak przyznać, że postaci są bardzo dobrze wykreowane i zmieniają się wraz z biegiem wydarzeń. Można powiedzieć, że dorastają. Natasza jednak nie wzbudziła mojej sympatii. Nie podobały mi się jej decyzje, sposób zachowania... No cóż. Za to księcia Andrzeja, którego początkowo nie lubiłam, później obdarzyłam sympatią.

Bezdyskusyjnie jest to dobrze napisana powieść, którą warto przeczytać. Irytował mnie czasem jednak sposób prowadzenia narracji - używanie zwrotów typu: "nasz naród rosyjski" - nie utożsamiam się z tym;) Dodatkowo o wiele lepiej czytało mi się rozdziały poświęcone perypetiom różnych bohaterów, niż te opowiadające ogólnie o ruchach wojsk czy też opisujące teoretyczne zagadnienia dotyczące historii. Szczególnie te ostatnie sprawiły, że ciężko było mi przebrnąć przez zakończenie książki. Spodziewałam się opisu dalszych losów bohaterów powieści, a otrzymałam długi wywód na temat sił, które kształtują wydarzenia historyczne.
No cóż, taka jest specyfika tej książki. Jednak na pewno warto się z nią zapoznać, w końcu należy do klasyki literatury światowej. Ale i tak uważam, że "Anna Karenina" jest lepsza;)
Otagowana - czyli o tym, co lubię...

Otagowana - czyli o tym, co lubię...

Zostałam oTAGowana przez Rudą i tym samym zaproszona do nowej blogowej zabawy;) Oto jej zasady:

1. Bannerem jest widoczne po lewej zdjęcie.
2. Trzeba napisać, kto mnie otagował - już zrobione;)
3. Należy wypisać wszystkie drobne rzeczy, które przychodzą do głowy, które się lubi, które czynią człowieka szczęśliwym. Nawet drobnostki, które wydają się nieistotne;)
4. Trzeba też otagować kilka osób;)






Lubię czekoladę, kawę - szczególnie latte macchiato, lody oraz wszelkiego rodzaju dobre rzeczy do jedzenia;)
Lubię, oczywiście, czytać książki i prowadzić bloga. Lubię chodzić do empiku na Rynku w Krakowie i do sklepu z tanią książką na ul.Grodzkiej (chociaż czasem może to wywoływać uczucie irytacji, że nie stać mnie na te wszystkie książki;)
Lubię chodzić do kina ze znajomymi i spotykać się z przyjaciółkami.
Lubię rozmowy z moją współlokatorką i wspólne wyszukiwanie w internecie obrazków z Lokim czy też Iron Manem... oraz ogólny nastrój "głupawy", który panuje w naszym mieszkaniu w czasie sesji;)
Lubię chodzić na spacery, lubię robić zdjęcia...
Lubię spać, choć nie śpię za długo.
Lubię oglądać filmy.
Lubię się śmiać.
Lubię, kiedy ludzie wokół mnie są szczęśliwi i kiedy sama mam dobry humor.
Lubię kupować nowe ubrania;)
Lubię, kiedy uśmiechają się do mnie nieznajomi.
Lubię, kiedy ludzie są dla siebie mili.
Lubię wygrywać w konkursach - np. u Cinnamon;) Jeszcze raz dziękuję!;)
Lubię jeszcze całą masę innych rzeczy i chyba mogłabym długo je wymieniać;)

Do zabawy zapraszam (oczywiście jeśli wymienione osoby mają na to ochotę):
Cinnamon
Maialis
Megajrę

Miło jest tworzyć takie pozytywne posty;)

Martyna Wojciechowska "Kobieta na krańcu świata"

Martyna Wojciechowska wraz z ekipą telewizyjną odwiedziła Amerykę Południową, Azję i Afrykę. Powstał program, który pewnie wielu z Was widziało, o życiu kobiet w różnych miejscach na Ziemi. "Przy okazji" powstała też i książka.

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/49000/49151/155x220.jpg
Autorka w każdym z odwiedzonych państw starała się poznać życie wybranych kobiet, będących niejako przedstawicielkami określonej grupy społecznej (część z nich jednak zajmuje się czymś dla kobiet nietypowym). Mamy więc Carmen Rojas - zapaśniczkę z Boliwii, Edith Tripel - gauchę (czyli kobietę-kowboja) z Argentyny, całą grupę kobiet z Wenezueli zafascynowanych operacjami plastycznymi, kobiety-saperów z Kambodży, Bien Thi Nguyen z Wietnamu mieszkającą w domu na łodzi, Daphne Sheldrick opiekującą się słoniami w Kenii, Wache Musa i Maryam Omar - dwie żony tego samego męża mieszkające na Zanzibarze i Raisiuę, pannę młodą z Namibii.
Każda historia opisana jest w osobnym rozdziale, który poprzedzony jest czymś w rodzaju metryki - zdjęciem danej osoby, jej imieniem i nazwiskiem, wiekiem, stanem cywilnym...
Obok informacji na temat życia poszczególnych kobiet autorka przedstawia również krótko historię danego kraju - miejsca akcji, jego współczesne oblicze oraz zwyczaje i mentalność ludzi. Jest to więc nie tylko (choć przede wszystkim) opowieść o kobietach, ale również o egzotycznych dla nas miejscach na świecie.

Martyna Wojciechowska pisze w przystępny sposób, nie wymądrza się. Wciągnęłam się w jej opowieść. Oburzałam się na przykład na wenezuelskie "królowe piękności", które swoją urodę często zawdzięczają po prostu operacjom plastycznym (które są w tym kraju bardzo popularne). Myślałam o tym, jak źle jest dzielić ukochaną osobę z jeszcze jedną albo kilkoma żonami, jak to jest chociażby na Zanzibarze. Próbowałam sobie wyobrazić życie na łódce w Wietnamie. Jedynie w przypadku opowieści o Daphne Sheldrick z Kenii miałam wrażenie, że praktycznie cały rozdział poświęcony jest słoniom, którymi kobieta się opiekuje.

Dzięki lekturze tej książki mogłam się przekonać, jak różni się od siebie życie kobiet w poszczególnych zakątkach świata. Mimo wszystko okazuje się, że wszystkie kobiety są w pewnym stopniu takie same - kochają swoje rodziny i troszczą się o nie, każda z nich (z nas;) lubi pięknie wyglądać...

Jeżeli ktoś jeszcze nie widział reportaży z cyklu "Kobieta na krańcu świata", serdecznie polecam tę książkę. W zasadzie...jeżeli ktoś je widział i podobały mu się, też może ją kupić;) Jest ładnie wydana, zawiera wiele zdjęć, jednak nie ma się wrażenia że tekstu jest za mało.
Jak pisze autorka:
"Nie da się bowiem dotrzeć do istoty sprawy, dotknąć i poczuć energii miejsca, tej tętniącej pod skórą, spędzając czas w pięciogwiazdkowych hotelach. Trzeba być z ludźmi i blisko nich, żyć jak oni i jeść to, co oni, śpiewać z nimi, pić ohydny alkohol, otworzyć się na to, co nowe."
I w ten właśnie sposób powstała ta książka.
Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger