Bogusław Wołoszański "Wojna, miłość, zdrada"



Autor: Bogusław Wołoszański
Tytuł: "Wojna, miłość, zdrada"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Wołoszański
Rok wydania: 2011
Lektor: Ewa Rączy, Piotr Warszawski, Bogusław Wołoszański





Miłośnicy historii z pewnością kojarzą Bogusława Wołoszańskiego, jego książki i programy (w tvp czy radiu Zet). Posiada on dar opowiadania o zdarzeniach z przeszłości w niesamowicie interesujący sposób. Niedawno miałam okazję sięgnąć po jedną z jego nowszych książek, wydaną zarówno w sposób tradycyjny jak i w formie audiobooka. 

"Wojna, miłość, zdrada" to bardzo dobry tytuł, w zwięzły sposób przedstawiający treść książki. Każdy z osiemnastu rozdziałów to opowieść o kobietach, które miały duży wpływ na historię. Najczęściej były agentkami różnych wywiadów, lub w jakiś sposób związały się z mężczyznami zajmującymi się szpiegostwem. Mata Hari, Lea Niako, Elizabeth Peck, Halina Szymańska, Noor Inayat Khan, Violetta Szabo, Melita Norwood, Coco Chanel... To tylko niektóre nazwiska kobiet, które pojawiają się na łamach tej książki. 

Oradour-Sur-Glane. Miasteczka nigdy
nie odbudowano.
Szczególnie mogę polecić rozdział pierwszy - "Pająki", który opowiada o Macie Hari. Okazuje się, że wcale nie była ważnym szpiegiem, a jej legenda została rozpowszechniona głównie za sprawą filmów w większym lub mniejszym stopniu opartych na jej historii.
Zafascynował mnie również rozdział jedenasty, "Violetta", którego bohaterką jest Violetta Szabo - a konkretnie zawarta w nim opowieść o tragicznych wydarzeniach mających miejsce we francuskiej wiosce Oradour-Sur-Glane. Według oficjalnej wersji w czasie II wojny światowej Niemcy wymordowali wszystkich jej mieszkańców w odwecie za zabicie przez ruch oporu oficera SS. Jednak Bogusław Wołoszański przedstawia zupełnie inne wyjaśnienie tej historii...

"Wojna, miłość, zdrada" to fascynująca opowieść o działalności tajnych agentów w I połowie XX wieku. Bogusław Wołoszański z pewnością umie przyciągnąć uwagę czytelników. Lekturę odbiera się o wiele przyjemniej, kiedy korzysta się z audiobooka - lektorem jest sam autor, a jak wiadomo jego charakterystyczny sposób opowiadania jest niepowtarzalny. 

Cieszę się, że mogłam w ten sposób odświeżyć nieco swoją wiedzę historyczną oraz poznać wiele nowych interesujących faktów. Takie lektury to dla mnie sama przyjemność;)

Moja ocena: 5/6
________________________
Źródła zdjęć:
1. http://ecsmedia.pl/c/wojna-milosc-zdrada-audiobook-cd-p-iext3770141.jpg
2. http://media-cache-ec3.pinimg.com/736x/54/53/79/5453798aa6f044af1cea056cd10c9718.jpg

Karin Slaughter "Niewierny"



Autor: Karin Slaughter
Tytuł: "Niewierny"
Tytuł oryginału: "Faithless"
Wydawnictwo: REBIS
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 449





Karin Slaughter
Lekarz Sara Linton i jej (były) mąż, szef policji Jeffery Tolliver, podczas spaceru po lesie znajdują skrzynię z pogrzebanymi w niej zwłokami dziewczyny. Okazuje się, że zakopano ją żywcem, a następnie otruto. Jeffery i Sara starają się znaleźć sprawcę tego morderstwa. Czy w grę wchodziła zemsta? Zazdrość? A może coś wspólnego z zabójstwem miała rodzina ofiary, która jest dosyć specyficzna?

Lektura tej książki była dla mnie nieco męcząca. 
Autorka połączyła w niej kilka wątków. Mamy więc morderstwo, problemy małżeńskie Sary i Jeffrey'a, kłopoty osobiste młodej policjantki Leny, a także kwestie wiary i moralności. Nie chodzi o to, że było tego wszystkiego za dużo. Jednak czytanie np. o kłótniach małżeństwa, ich problemach z dogadaniem się, niezbyt mi się podobało. Tym bardziej, że oboje zachowywali się po prostu dziecinnie. 
Nie podobało mi się również przedstawienie spraw związanych z wiarą - wszystko zostało ukazane w dosyć niekorzystnym świetle, w zasadzie mamy dwie skrajności: niewierzących albo wręcz fanatyków religijnych. 
Sam sposób pisania Karin Slaughter również mnie nie zachwycił. Nie jest zły, jednak - przynajmniej w tej powieści - nie umywa się np. do Jeffery'ego Deavera.

To wszystko nie oznacza, że "Niewierny" jest złą powieścią. Jednak czytałam już dużo lepszych książek, dlatego moje wymagania są większe. Spotkanie z Karin Slaughter chyba lepiej zacząć od innego thrillera jej autorstwa. Może wypowie się ktoś, kto ma o tym jakieś pojęcie?;)

Moja ocena: 3,5/6

Dziękuję za miłe słowa w komentarzach pod ostatnim postem;) Z oczami raz lepiej, raz gorzej. Mam jednak nadzieję, że po sesji wszystko wróci do normy;)
_______________________________
Źródła zdjęć:
1. http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/60000/60379/155x220.jpg
2. http://media-cache-ak1.pinimg.com/736x/6b/1a/c8/6b1ac8f37950b21234603b39d371a320.jpg
3. http://media-cache-ec3.pinimg.com/736x/b9/27/29/b92729cb3a0c2d47adfa12e97187bff6.jpg

Henning Mankell "Morderca bez twarzy"



Autor: Henning Mankell
Tytuł: "Morderca bez twarzy"
Tytuł oryginału: "Mordare utan ansikte"
Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
Lektor: Marcin Popczyński
Czas nagrania: 9 godz. 18 min. 32 sek.




W Skanii doszło do brutalnego morderstwa: ktoś w okrutny sposób zabił dwoje staruszków. Umierająca kobieta zdążyła wyszeptać tylko jedno słowo: "zagraniczny". Kiedy wiadomość o tym przedostaje się do pracy, wzrasta i tak już duża niechęć w stosunku do imigrantów. Komisarz Wallander i jego koledzy muszą nie tylko złapać mordercę, ale też chronić cudzoziemców, którym anonimowi szwedzcy obywatele grożą śmiercią...

To pierwsza książka z serii o Kurcie Wallanderze. Ale nie pierwsza, którą poznałam, jak już zapewne wiecie. Nie wiem, czy gdybym zaczęła poznawać twórczość Henninga Mankella właśnie od tej powieści, zdecydowałabym się na przeczytanie kolejnych.

Skania
Kurt Wallander przeżywa tutaj bardzo ciężkie chwile. Jest świeżo po rozstaniu z żoną, praktycznie nie ma kontaktu z córką, nie dogaduje się z ojcem. Jest nerwowy, zagubiony. Wszystko to sprawia, że czasem zachowuje się niezwykle głupio. Zwłaszcza, kiedy zdarzy mu się za dużo wypić. Nie podobała mi się jego relacja z prokurator Anette Brolin. W tej części Kurt nie budzi zbytniej sympatii.

Jeżeli chodzi o samą intrygę - zagadka jest trudna do rozwiązania, jednak jej wyjaśnienie okazuje się banalne. Nie dowiadujemy się na początku kto jest mordercą, co uważam za duży plus. Mało wiarygodna była natomiast postać kasjerki z banku, obdarzonej niezwykłą wręcz pamięcią.

Podsumowując: książka jest dobra, jednak kolejne części przygód Wallandera uważam za o wiele bardziej udane. Jest on tam dojrzalszy, jest "bardziej sobą". Fabuła jest lepiej poprowadzona i wszystkie wątki zgrabniej łączą się w całość. Nie znaczy to jednak, że należy omijać tę powieść szerokim łukiem. W końcu warto poznać i tę młodszą wersję Wallandera. Wtedy bardziej docenimy Kurta z późniejszych części;)

Moja ocena: 4,5/6

Ostatnio mam dosyć poważne problemy ze wzrokiem, dlatego mogę pojawiać się u Was mniej regularnie. Czytać też nie bardzo mogę, na szczęście ratują mnie audiobooki;) W każdym razie mam nadzieję, że od lipca (już po sesji) wszystko wróci do normy;)
________________
Źródła zdjęć: http://www.bibliotekaakustyczna.pl/gfx/ksiazki/okladka/24/Morderca-bez-twarzy--HMankell--front200.jpg
http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/8d/4f/0c/8d4f0c5d814747c4de82c88c78c6bdf8.jpg
Artur Barciś, Marzanna Graff "Rozmowy bez retuszu"

Artur Barciś, Marzanna Graff "Rozmowy bez retuszu"


Autorzy: Artur Barciś, Marzanna Graff
Tytuł: "Rozmowy bez retuszu"
Wydawnictwo: M
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 217

(...) aktorstwo to nie jest coś, czego można się ot, tak nauczyć. To jest dar, z którym się człowiek rodzi. Można to oczywiście spaskudzić, zmarnować, rozmienić na drobne albo szlifować. Jednak, żeby coś z tym zrobić, trzeba najpierw to mieć, czuć w sobie." /s. 14/
Pan Artur Barciś zdecydowanie nie zmarnował swoich zdolności. Prawdopodobnie większość osób kojarzy go głównie z seriali: "Miodowe lata", "Doręczyciel", "Ranczo"...ewentualnie jeszcze z epizodów w "Dekalogu" Krzysztofa Kieślowskiego. Mniej widzów obserwuje go w innych produkcjach filmowych lub na deskach warszawskich teatrów. Nikt jednak nie może zaprzeczyć, że Artur Barciś ma talent.
Jeżeli ktoś chce poznać pewne fakty z jego życia, dowiedzieć się jak przebiegała jego kariera, a nawet przeczytać bajkę autorstwa aktora - "Rozmowy bez retuszu" to idealna pozycja.

"Krótki film o zabijaniu"
Książka to wywiad z Arturem Barcisiem, przeprowadzony przez Marzannę Graff - pisarkę, scenarzystkę i aktorkę. Treść podzielona jest na trzynaście rozdziałów, w których aktor opowiada mniej więcej w chronologicznej kolejności o swoim życiu. Całość ilustrowana jest zdjęciami, głównie z prywatnego archiwum.

Pan Barciś wypowiada się w bardzo przystępny i ciekawy sposób, co sprawia że "Rozmowy..." czyta się z przyjemnością. Wprawdzie bez osoby zadającej pytania oraz opracowującej całość nie byłoby wywiadu, jednak niezaprzeczalnie pan Artur jest tutaj najważniejszy i to opowiadane przez niego historie sprawiają, że ciężko było oderwać się od tej książki. Lubiłam go już wcześniej, ale moja sympatia jeszcze wzrosła, kiedy przeczytałam tę wypowiedź:
"Jako dziecko musiałem pasać krowy. Trzeba było iść z tymi krowami na miedzę i one tam się pasły. Ciągle dostawałem lanie, bo krowy szły w kartofle sąsiada albo w inną szkodę, bo ja oczywiście do pasania krów brałem książkę. I jak wchodziłem w ten magiczny świat, to krowy szły, gdzie chciały. A ja czytałem i nie widziałem w ogóle, co się dzieje, mnie tam nie było. Zamiast pilnować krów, przechodziłem w inny wymiar. Do dziś tak mam, gdy się zaczytam. Żona mówi, że się "zawieszam". Jak komputer. Ma rację." /s. 23/
"Rozmowy bez retuszu" nie są książką dla każdego. Najwięcej przyjemności z lektury będą mieli fani Artura Barcisia, nawet jeżeli znają go tylko jako Tadzia Norka albo Czerepacha. Może ta pozycja zachęci kogoś do obejrzenia filmów lub przedstawień teatralnych z jego udziałem? Warto też poznać go nie tylko jako artystę, ale też zwykłego człowieka - kogoś bardzo sympatycznego. Aż chciałoby się osobiście porozmawiać z panem Arturem i poprosić go o dokładniejsze przedstawienie niektórych historii, zadać dodatkowe pytania... Żałuję, że nie skorzystałam z tej okazji na ostatnich targach książki w Krakowie, kiedy Artur Barciś i Marzanna Graff podpisywali tę książkę. Mimo wszystko kontakt z aktorem jest możliwy - za pośrednictwem jego strony internetowej

"Braciszek"
Zachęcam do przeczytania wszystkich, którzy lubią pana Artura. Ciekawa jestem, co powiecie o napisanej przez niego bajce, która została dołączona jako dodatkowy rozdział na końcu książki...

Moja ocena: 5/6

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa M
_________________________
Źródła zdjęć:
1. Zdjęcie mojego autorstwa (jak widać;)
2. http://fototeka.fn.org.pl/public/cache/1-F-496-21-440x800.jpg
3. http://img.interia.pl/rozrywka/nimg/g/u/baaaaaaa_Barcis_5384813.jpg

John Grisham "Wspólnik"




Autor: John Grisham
Tytuł: "Wspólnik"
Tytuł oryginału: "The Partner"
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 333





"Wszyscy tego pragną. Na pewnym etapie każdy zaczyna marzyć o rzuceniu wszystkiego. To jasne, iż życie jest o wiele piękniejsze na słonecznej plaży czy górskich szlakach. Można się pozbyć wszelkich problemów." /s. 323/
Podobne pragnienie miał również Patrick Lanigan, adwokat w kancelarii prawniczej w Biloxi. Dlatego pewnego dnia upozorował własną śmierć w wypadku samochodowym i zniknął. Kilka tygodni później z konta jego kancelarii zniknęły również pieniądze - 90 milionów dolarów. Krótko po tym rozpoczęły się poszukiwania Patricka, które zostały uwieńczone sukcesem dopiero po 4 latach. Adwokata przewieziono do USA i postawiono w stan oskarżenia. Zarzutów było sporo. 
"Tak oto, w ciągu zaledwie dwudziestu czterech godzin, Patrickowi wytoczono zarzut popełnienia morderstwa z premedytacją, jego żona wystąpiła o rozwód, Aricia zaskarżył go o zwrot dziewięćdziesięciu milionów dolarów i odszkodowanie za straty moralne, dawni przyjaciele z kancelarii adwokackiej wystąpili o oddanie trzydziestu milionów, także powiększonych o stosowne odszkodowanie, a towarzystwo ubezpieczeniowe Monarch-Sierra wystosowało pozew o zwrot czterech milionów, domagając się jednocześnie dziesięciomilionowej rekompensaty, której głównym celem byłoby przykładne ukaranie oszusta." /s. 61/
Jak z tym wszystkim poradzi sobie Lanigan? Czy zostanie skazany? A może, jako prawnik, zachował parę asów w rękawie - i dzięki temu otrzyma teraz złagodzenie wyroku? Jak w ogóle doszło do kradzieży i ucieczki? I gdzie są w tym momencie pieniądze, których miejsca ukrycia Patrick nie chciał ujawnić?

Gdzieś w Brazylii. To w tym
kraju ukrywał się Patrick.
Wydawało mi się, że to książka nie dla mnie. Jej początek przypominał sceny z filmów sensacyjnych, które nie należą do moich ulubionych gatunków. Jednak kiedy akcja przeniosła się do Biloxi i rozpoczęto przygotowania do procesu, zrobiło się ciekawiej;)

Charakterystyczne dla Grishama jest to, że nawet kiedy pisze o zawiłościach prawa albo sądowych procedurach, nie nudzi czytelnika. Jestem tego najlepszym przykładem - prawo (przepraszam wszystkich zainteresowanych tematem) jest dla mnie dziedziną nudną i skomplikowaną i za nic nie mogę go pojąć. Jednak czytanie powieści Johna Grishama, określanych przecież jako thrillery prawnicze, to dla mnie prawdziwa przyjemność. 

Zauważyłam, że autor ma słabość do jednego wątku - rozpoczynania nowego życia w jakimś egzotycznym miejscu, najlepiej poprzedzonego zdobyciem ogromnej ilości pieniędzy. Zazwyczaj jednak motyw ten pojawia się na końcu jego powieści. Tym ciekawiej było przeczytać książkę przedstawiającą życie po takim wydarzeniu. Ze wszystkimi jego konsekwencjami. 

Głównego bohatera można polubić. Jest on w zasadzie najlepiej skonstruowaną postacią. Inne osoby przedstawione są dosyć ogólnie i nie poznajemy ich dokładniej. Natomiast jesteśmy gotowi od początku kibicować Patrickowi i życzyć mu jak najlepiej. Nawet wiedząc, co zrobił. 

Znowu Brazylia. Takim samochodem
Patrick poruszał się po okolicy.
Dużym atutem powieści jest jej zakończenie. Autor zostawił wskazówki, dzięki którym można się w pewnym momencie domyślić, jak wszystko się potoczy. Nie jesteśmy jednak w stanie już na początku odgadnąć, co stanie się z Patrickiem. 

Nie jest to jedna z najbardziej znanych powieści Grishama. Mimo wszystko myślę, że nie będziecie zawiedzeni. To naprawdę dobra książka, której fabuła zaskakuje. Spodziewaliście się nudy, przewidywalności i zawiłego prawniczego języka? Nic z tych rzeczy!
"Życie zbiega to ekscytująca przygoda, romantyczna i emocjonująca, ale tylko do czasu, gdy się dowiesz, że ktoś ci depcze po piętach. Od tej pory już wiesz, że kiedy śpisz, ten ktoś skrada się twoim śladem; kiedy w restauracji dziesięciomilionowej metropolii jesz obiad w towarzystwie pięknej kobiety, ten ktoś puka do drzwi różnych ludzi, pokazuje dozorcom twoje zdjęcie i proponuje forsę za informacje." s. /328/
Moja ocena: 5/6
____________________
Źródła zdjęć:
http://static.punkt44.pl/grafika/produkty/midi/68543_0001.jpg 
http://media-cache-ec3.pinimg.com/736x/0a/dd/d3/0addd38ff4e480fb744a8201872312c8.jpg
http://media-cache-ec4.pinimg.com/736x/ed/40/c8/ed40c803b48ca571c5c66e8c6bd5f1a1.jpg
Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger