Denise Kiernan "Dziewczyny atomowe"

Denise Kiernan "Dziewczyny atomowe"


Autor: Denise Kiernan
Tytuł: "Dziewczyny atomowe"
Tytuł oryginału: "The Girls of Atomic City"
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 418
"W 1942 roku Appalachy stały się strażnikiem nowej tajemnicy. Tutejsza ziemia zadrżała i zatrzęsła się przed bezprecedensowym sojuszem wojska, przemysłu i nauki, który doprowadził do stworzenia najpotężniejszej i najbardziej kontrowersyjnej broni spośród wszystkich znanych dotąd ludzkości. Broni dysponującej ogromną, niespotykaną w historii mocą, broni, która uwalniała energię podstawowego składnika materii, czyli atomu." /s.9/
 Podczas II wojny światowej w USA powstało miasto, którego oficjalnie nie było na mapach. W Oak Ridge, bo o nim mowa, wybudowano ogromne zakłady przemysłowe. Sprowadzono do niego starannie wybranych i sprawdzonych wcześniej ludzi, którym zaoferowano pracę. Tylko kilka osób wiedziało, że Zakłady Techniczne Clinton są tak naprawdę częścią Projektu Manhattan. A sam projekt ma na celu zbudowanie bomby atomowej...

Jedna z "dziewczyn atomowych" przy pracy
Życie w Oak Ridge nie należało do najłatwiejszych. Trudne warunki mieszkaniowe, wszechobecne błoto (skutek uboczny budowania miasta w wielkim pośpiechu), atmosfera tajemnicy (nikt nie mógł mówić, czym się zajmuje, a informacje dotyczące życia miasta nie mogły przedostawać się poza jego granice)... Nie wystraszyło to jednak wielu Amerykanów, którzy wierzyli, że ich poświęcenie i ciężka praca przyczynią się do szybszego zakończenia wojny. Szczególną rolę odgrywały w Oak Ridge kobiety, które zajmowały się prawie wszystkim. W "Dziewczynach atomowych" autorka przedstawia sylwetki niektórych z nich: sekretarek w biurach projektu, operatorek kalutronów, pielęgniarek, pracownic w fabrykach...
"Kobiety przydawały temu wojskowemu obiektowi społecznego charakteru, który do tej pory był ignorowany. To one w dużym stopniu zdecydowały o powodzeniu Projektu. (...) Wprowadzały do życia miasta poczucie trwałości, społecznej wspólnoty, przynależności. (...) Kobiety stanowiły potężną siłę. I bardzo ich potrzebowano." /s.135/
Denise Kiernan pracowała nad swoją książką przez 7 lat. Efekty tej pracy są widoczne. Każdy rozdział podzielony jest na dwie części. Jedna opisuje życie codzienne w Oak Ridge, natomiast druga przybliża kolejne etapy prac nad bombą atomową. Tekst powstał na podstawie dostępnej literatury oraz rozmów z dawnymi i obecnymi mieszkańcami Oak Ridge, w szczególności z kobietami. Książka zawiera również zdjęcia przedstawiające życie w mieście w czasach II wojny światowej. 
Szczególnie interesujące są fragmenty dotyczące codziennego życia - pracy oraz sposobów spędzania czasu wolnego. Jednak nawet kwestie związane z fizyką przedstawione są w zrozumiały dla laika sposób. 

Skonstruowanie i użycie bomby atomowej to bardzo kontrowersyjne tematy. Denise Kiernan nikogo jednak nie ocenia. Tym bardziej, że mieszkańcy Oak Ridge nie wiedzieli, nad czym tak naprawdę pracują. "Dziewczyny atomowe" przedstawiają tamte czasy w bardzo dobry sposób. Wyciąganie wniosków należy do Was. 

Moja ocena: 5/6

Wujek Sam ostrzega.

________________________
Źródła zdjęć: 
1. Produkcja własna.
2. http://dziewczynyatomowe.pl/files/pages/slider/slide-1.jpg
3. http://dziewczynyatomowe.pl/files/pages/slider/slide-4.jpg
Dmitry Glukhovsky "Metro 2034"

Dmitry Glukhovsky "Metro 2034"


Autor: Dmitry Glukhovsky
Tytuł: "Metro 2034"
Tytuł oryginału: "Метро 2034"
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 487

Być może pamiętacie moje zachwyty nad książką "Metro 2033". Jakiś czas temu sięgnęłam w końcu po jej drugą część. Przyjemnie było znowu wrócić do tego świata. Chociaż nie..."przyjemnie" to nie jest odpowiednie słowo w odniesieniu do "Metra...".
"To świat, w którym nie ma jutra. Nie ma w nim miejsca na marzenia, plany, nadzieje. Uczucia ustępują tu instynktom, a najważniejszy z nich każe przeżyć. Za wszelką cenę przeżyć." /s.10/
Od wydarzeń opisanych w poprzedniej powieści minął rok. Tym razem trafiamy do stacji położonej na przeciwnym końcu metra niż WOGN. Na Sewastopolską. Jej mieszkańcy są coraz bardziej zaniepokojeni, ponieważ karawany, które wysyłają w głąb metra i które są dla nich jedynym źródłem amunicji i innych niezbędnych artykułów, od jakiegoś czasu nie wracają. Mało tego, urywa się łączność telefoniczna ze stacjami położonymi bliżej Polis. Dodatkowo każdy, kto wyrusza na poszukiwanie zaginionych karawan, również ginie bez śladu. Mieszkańcy Sewastopolskiej są odcięci od świata. Z jednej strony mają groźne stworzenia z powierzchni, przed którymi bronią całe metro. Z drugiej - nieznane, a przez to jeszcze groźniejsze, niebezpieczeństwo. 

Prospekt Mira, jedna ze stacji
w moskiewskim metrze.
"Istiomin mówił, że w ostatnich dniach ludzie go coraz częściej pytali, czemu na stacji przygaszono oświetlenie, i żądali przywrócenia wcześniejszej jasności lamp. A przecież nikt nawet nie pomyślał, by zmniejszyć napięcie, żarówki cały czas świeciły z pełną mocą. Ciemność gęstniała nie na stacji, a w ludzkich duszach, i nie mogły jej rozproszyć nawet najjaśniejsze lampy rtęciowe." /s.29/
Ostatnią szansę na wyjaśnienie tej tajemnicy ma ekspedycja składająca się z Huntera - znanego z pierwszej części, a jednocześnie będącego teraz zupełnie innym człowiekiem, Homera - samozwańczego kronikarza metra i młodego żołnierza Ahmeda. Po drodze dołącza do nich młoda dziewczyna, Sasza. 

Od razu napiszę, że ta powieść jest gorsza od "Metra 2033". Nie znaczy to jednak, że jest zła. Przede wszystkim, znowu mamy okazję podróżować po metrze, poczuć jego niepowtarzalny klimat. Tym razem autor skupia się nie tyle na przedstawieniu różnych frakcji działających w podziemiach Moskwy, co na przygodach głównych bohaterów. W międzyczasie możemy jednak przeczytać o tym, co działo się w mieście w dniu apokalipsy, kiedy wiedziano już o rakietach zbliżających się do Moskwy. Wracamy do części metra odwiedzanych wcześniej przez Artema, ale poznajemy też nowe. Spotykamy Huntera, Młynarza, Artema...ale też mnóstwo nowych postaci. Znowu stykamy się z niesamowitymi zjawiskami występującymi w metrze i z opowieściami o miejscach takich, jak legendarny Szmaragdowy Gród. 
Podczas lektury nudziłam się tylko w momentach, kiedy czytałam fragmenty twórczości Homera (tego z metra). Na szczęście nie było ich dużo.

Kolejna stacja, Majakowska
Zakończenie "Metra 2033" poważnie mną wstrząsnęło i przez jakiś czas nie mogłam się pozbierać. W przypadku drugiej części było nieco spokojniej. Z naciskiem na "nieco", ponieważ to, jak skończyło się "Metro 2034"...no cóż, po prostu trzeba to przeczytać.

Jestem zadowolona z lektury. Teraz czekam na "Metro 2035", które ma zostać wydane w Rosji w grudniu tego roku. A tymczasem na półce oczekują na swoją kolej "Korzenie niebios", czyli jedna z powieści należących do Uniwersum Metro 2033. Wciągnęłam się w te książki. Pomysł na fabułę jednocześnie mnie oczarował i przeraził. Myślę, że jest to całkiem dobra rekomendacja. 

Moja ocena: 5/6
_______________________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna.
2. http://media-cache-ak2.pinimg.com/736x/2b/2d/a8/2b2da8c22c339fbc8d538deb5561a140.jpg
3. http://media-cache-ak2.pinimg.com/736x/12/79/8d/12798da241a44dcef7c2c76de2fe9ae3.jpg
Joachim Badeni OP "Czego dusza pragnie. Elementarz duchowy"

Joachim Badeni OP "Czego dusza pragnie. Elementarz duchowy"


Autor: Joachim Badeni OP
Tytuł: "Czego dusza pragnie. Elementarz duchowy"
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 94
"Każdy, kto zetknął się z Ojcem Joachimem, mógł dostrzec jego świętość. Była to świętość maksymalnie normalna, nieuładzona, bez udziwnień i przesadnej pobożności, dewocji, często idąca pod prąd powierzchownych opinii. Ojciec uwielbiał słowem jak szpilką przebijać balon pobożnego kościelnego nadęcia, sztucznej powagi. (...) Często mówił, że Pan Bóg ma niezwykłe poczucie humoru." /wstęp, s. 5/
Ojciec Joachim Badeni był bardzo znanym dominikaninem. W dniach od 7 maja do 18 czerwca 1996 r. prowadził Seminaria w Centrum Kultury Chrześcijańskiej w Krakowie. Wygłoszone wtedy przez niego konferencje składają się na treść "Elementarza duchowego".

Zapis każdej z konferencji znajduje się w osobnym rozdziale. Dodatkowo rozdziały podzielone są na mniejsze części, a najważniejsze zdania, myśli, refleksje, wyodrębnione są w specjalnych ramkach. Wszystko to ułatwia czytanie. Dzięki takiemu podziałowi możliwe jest poznawanie książki stopniowo, we fragmentach - oraz zastanawianie się nad nią, głębsza refleksja. 

Konferencje dotyczą Bożej miłości oraz obecności Boga w naszym życiu. Do książki dołączona jest płyta CD z zapisem wszystkich spotkań. Uwagi ojca Badeniego są bardzo trafne. Często mówił on o rzeczach pozornie oczywistych, ale nad którymi nie zastanawiamy się na co dzień. Używał też bardzo ciekawych porównań, podawał wiele przykładów z życia. Szczególnie zainteresowała mnie opowieść o darze łez. 

Nie jest to książka dla wszystkich. Myślę, że jest skierowana głównie do tych, którzy chcą rozwinąć swoją wiarę. Pozostałych zachęcam do poczytania chociażby o samym ojcu Badenim, który był naprawdę niezwykłą osobą. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu M
____________________________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna
Małgorzata Musierowicz "Szósta klepka"

Małgorzata Musierowicz "Szósta klepka"


Autor: Małgorzata Musierowicz
Tytuł: "Szósta klepka"
Wydawnictwo: Akapit Press
Rok wydania: 2001
Liczba stron: 187

"- Wiesz, ile człowiek ma zmysłów?
- Eee.. no, pięć w zasadzie - powiedziała Cesia, przyszły lekarz.
- Sześć ma zmysłów. Ten szósty jest, kto wie, czy nie najbardziej potrzebny. To zmysł humoru. Im częściej się nim posługujesz, tym życie wydaje się łatwiejsze."
Małgorzata Musierowicz z pewnością posiada zmysł humoru. Szczególnie widoczne jest to w jej powieściach z cyklu "Jeżycjada", w tym w pierwszym tomie zatytułowanym "Szósta klepka".
Cesia i Jerzy. Ilustracja
autorki
Dla niewtajemniczonych: na "Jeżycjadę" składają się powieści opisujące losy rodziny Borejków (mieszkającej na poznańskich Jeżycach) oraz ich znajomych. Jednak Borejkowie są głównymi bohaterami dopiero w trzeciej części - "Kwiat kalafiora". To niezwykle ciepłe i zabawne powieści, skierowane głównie do nastolatek. Czytała je moja mama, czytałam i ja. Ostatnio postanowiłam po raz kolejny wrócić do mojego ulubionego tomu, "Szóstej klepki".

Główną bohaterką jest szesnastoletnia Celestyna Żak, zwana przez rodzinę Cielęciną. Mieszka ona z rodzicami, siostrą, dziadkiem, ciocią oraz jej synem - kilkuletnim Bobciem. Jaka była Cesia?
"Celestyna miała dziwne szczęście do zajmowania ostatniego miejsca, gdziekolwiek by się znalazła. (...) Przyznawała sama przed sobą, że posiada, owszem, najróżniejsze skarby ducha, lecz, niestety, zalety jej ciała są przygnębiająco nieliczne. Brak pewności siebie utrudniał Cesi życie i niemożliwym czynił pełne porozumienie z otoczeniem." /s. 11/
Cesia zupełnie nie zauważała nieśmiałego zainteresowania, jakim darzył ją kolega z klasy - Jerzy Hajduk. Może, gdyby miała mniej na głowie... ale różne wydarzenia w domu (a w domu Żaków działo się dużo!), a także obowiązek pomagania w nauce Dance - zwiewnej i poetyckiej koleżance, którą Cesia podziwiała, skutecznie to uniemożliwiały. Ale chyba w końcu Cesia zorientuje się, że ten okropny i gburowaty Hajduk wcale się z niej nie wyśmiewa, wręcz przeciwnie?

"Szósta klepka" to pełna humoru powieść o bardzo sympatycznej nastolatce i jej zwariowanej rodzinie. Kto nie pamięta Bobcia i jego pięknych pisanek? Białych myszek biegających po całym domu? Pożaru "Rzymu"? Natomiast ostatnia scena - przesyłania wiadomości za pomocą koszyka, jest naprawdę urocza.
Bobcio i jego myszka (ilustracja autorki)

Z pewnością nie udało mi się we właściwy sposób opisać, o czym jest ta książka oraz przekazać, jak przyjemnie się ją czyta. Ale zachęcam do lektury. Jakkolwiek nie czytuję już książek młodzieżowych, do "Jeżycjady" wracam z prawdziwą przyjemnością. Z tego się chyba nie wyrasta;)

Moja ocena: 5/6

Ostatnio założyłam konto na ask.fm (czego to człowiek nie robi, żeby nie pisać pracy magisterskiej...) Więc jeżeli chcecie mnie o coś zapytać, to zapraszam: klik
________________________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna
2. http://www.musierowicz.com.pl/wgc_media/photos/107.jpg
3. http://www.musierowicz.com.pl/wgc_media/photos/104.jpg
Aleksandra Marinina "Zabójca mimo woli"

Aleksandra Marinina "Zabójca mimo woli"


Autor: Aleksandra Marinina
Tytuł: "Zabójca mimo woli"
Tytuł oryginału: "Убийца поневоле"
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 289

Na jednej ze stacji moskiewskiego metra dochodzi do podejrzanej transakcji i wymiany tajemniczego towaru. Zauważa to młoda dziewczyna, która natychmiast staje się obiektem zainteresowania przestępców. Jednak jeden z nich ma większy problem niż przypadkowy (lub nie - bo może dziewczyna specjalnie ich obserwowała?) świadek. Wszystko wskazuje na to, że śledzi go mężczyzna, który chce zemścić się za pewną zbrodnię z przeszłości. Losy wszystkich tych osób są ze sobą powiązane. W jaki sposób? Kto tak naprawdę jest przestępcą, a kto ofiarą? Kim jest tytułowy "Zabójca mimo woli"? To wszystko postara się odkryć major Anastazja Kamieńska.

Nastia Kamieńska to bohaterka całego cyklu książek Aleksandry Marininy. Myślę, że nie trzeba czytać ich w kolejności (czego sama jestem najlepszym przykładem;)
Anastazja pracuje w moskiewskiej policji i zajmuje się tak zwaną pracą analityczną. Polega to m.in. na sporządzaniu szczegółowych raportów i analiz dotyczących przestępstw oraz wynajdywaniu powiązań między nimi i nowych sposobów wyjaśniania spraw. Często jej hipotezy wydają się niedorzeczne, a pomysły nazbyt śmiałe...ale równie często okazuje się, że Anastazja miała rację. Jest też bardzo oddana swojej pracy
"W wykrycie przestępstwa wkładasz całe serce, talent, żyjesz nim, nie śpisz po nocach, ryzykujesz życie, tracisz apetyt, przeżywasz wzloty z powodu każdego udanego kroku i wpadasz w rozpacz, gdy zrobisz błąd." /s. 247-248/
"Zabójca mimo woli" to dobrze napisany kryminał, który bardzo przyjemnie się czyta. Jak przyznaje autorka - w samej zbrodni nie ma nic interesującego. Ciekawi są natomiast ludzie - ich życie, myśli, "wszystko, co wykracza poza ich czyny". Właśnie na tym skupia się Marinina. Nie pomijając jednak wątku kryminalnego.

Moją ulubioną postacią był Bokr, bandzior-intelektualista z zamiłowaniem do lingwistyki, który pomagał Nastii prowadzić śledztwo. Lubię również Loszkę, matematyka zakochanego w Anastazji do szaleństwa. Natomiast sama Kamieńska... podziwiam jej wiedzę i zdolność logicznego myślenia. Jednak decyzje, jakie podejmuje w swoim życiu osobistym, (chodzi głównie o Loszę) już nie do końca mi się podobają. 


Zakończenie kryminału nie należy do typowych, co jest dużym plusem. Chcecie poczuć klimat Moskwy początku lat 90.? Przeczytać powieść, w której  linia pomiędzy policjantami i przestępcami jest chwilami bardzo cienka, bo nikt nie jest jednoznacznie dobry lub zły? Zachęcam do sięgnięcia po "Zabójcę mimo woli". Szczególnie te osoby, które nie miały jeszcze do czynienia ze współczesną literaturą rosyjską.

Moja ocena: 5/6
______________________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna.
2. http://media-cache-ec2.pinimg.com/736x/79/57/84/79578404ad4ea4fd8cdfafa4aab91429.jpg
Meredith Goldstein "Single"

Meredith Goldstein "Single"


Autor: Meredith Goldstein
Tytuł: "Single"
Tytuł oryginału: "The Singles"
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 237
"Na każdym weselu musi być ktoś nieszczęśliwy - powiedział Phil - I zazwyczaj jest to jakaś druhna, prawda? Zawsze gdy jestem na weselu, jakaś kobieta ucieka z płaczem do łazienki." s. 166

 Grupa przyjaciół ze studiów spotyka się na ślubie jednej z koleżanek, Bee. Są singlami, więc nie bardzo pasują do całego wydarzenia - w końcu na przyjęciu obecne są praktycznie same pary. Hannah na weselu spotyka swojego byłego chłopaka. Miał jej towarzyszyć i wspierać ją stary znajomy, Rob, który jednak w ostatniej chwili zawiódł. Sytuacja jest więc nieciekawa. Vicky z kolei zmaga się z depresją i nawet na wyjazd zabiera ze sobą lampę do fototerapii - ukrytą w futerale od gitary. Joe jest wujkiem panny młodej. Zostawiła go żona, a z obecną partnerką nie czuje się najlepiej. Również on czuje się samotny na weselu. Ostatni singiel, Phil, na przyjęciu znalazł się właściwie przypadkiem - jego matka, która była zaproszona, nagle zachorowała i wysłała syna w ramach zastępstwa. Phil nie zna właściwie nikogo i czuje się dosyć niezręcznie.


Powieść podzielona jest na rozdziały, które naprzemiennie dotyczą każdego z tytułowych singli. Wszystkie składają się na historię jednego wesela i grupki zaproszonych gości, którzy przeżywają różnorodne miłosne perypetie.

Ostatnio mam potrzebę czytania i oglądania tego typu historii. Dlatego książka Meredith Goldstein trafiła do mnie w odpowiednim czasie. Czytało się przyjemnie. To lekka powieść, w sam raz na wakacyjne chwile relaksu. Miałam jednak wrażenie, że całość wypadłaby bardziej efektownie jako film - komedia romantyczna. Dlatego chętnie zobaczyłabym ekranizację "Singli".

Nie mam swojej ulubionej postaci. Najbardziej charakterystyczna była jednak Dawn - pierwsza druhna, weteranka konkursów piękności, chętna do pomocy ale i lubiąca zwracać na siebie uwagę. Ona i jej mąż - postawny mężczyzna, wiecznie strofowany przez żonę - musieli tworzyć naprawdę komiczną parę. Reszcie bohaterów niestety można zarzucić niedojrzałość, zupełny brak zdecydowania... Autorka mogła lepiej się postarać i wykreować bardziej przekonujące portrety psychologiczne. Tymczasem mamy dziewczynę przeżywającą spotkanie z dawną miłością, która po weselu momentalnie o wszystkim zapomina, kobietę z depresją, której wystarcza kilka drinków i przystojny mężczyzna u boku, żeby dolegliwość zupełnie minęła...takie rzeczy się nie zdarzają.

Polecam "Singli" jako lekką lekturę na wakacje. Powinna spodobać się miłośnikom powieści obyczajowych. Natomiast osobom lubiącym inne gatunki literackie raczej nie przypadnie do gustu. Chociaż, kto wie?

Moja ocena: 4/6

Za książkę dziękuję Wydawnictwu M
_____________________________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna.
2. http://media-cache-ak3.pinimg.com/236x/ed/f4/69/edf469e5d9aa7f958af7dd46e091f5eb.jpg
3. http://media-cache-ak2.pinimg.com/736x/7e/87/71/7e8771e4c6108190fcc1f469a5586272.jpg

Anne Sward "Do utraty tchu"




Autor: Anne Sward
Tytuł: "Do utraty tchu"
Tytuł oryginału: "Till sista andetaget"
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 318




Tytuł powieści to również tytuł filmu często wspominanego przez głównych bohaterów. Lo i Lukas oglądali go tyle razy, że w pewnym momencie potrafili z pamięci cytować wszystkie dialogi. W ogóle spędzali razem tak dużo czasu, że siebie również znali na pamięć. Pierwszy raz spotkali się, kiedy byli jeszcze dziećmi, a w miejscu w którym mieszkali wybuchł pożar. Od tego momentu stali się praktycznie nierozłączni, choć dobrze ukrywali swoje spotkania przed dorosłymi. W końcu Lukas był kilka lat starszy i stanowił oczywiste zagrożenie dla małej dziewczynki, a później nastolatki... Łączyły ich różne uczucia, ale czy można było zaliczyć do nich miłość? W każdym razie ta relacja miała wpływ na całe ich życie.

To specyficzna książka. Pisałam już kiedyś o "Lecie polarnym" tej autorki. "Do utraty tchu" podobało mi się o wiele bardziej. Historia Lukasa i Lo była dla mnie nie niezwykła i fascynująca. Natomiast sam sposób narracji (historię poznajemy z perspektywy Lo) był bardzo...przyjemny, jeśli mogę posłużyć się takim określeniem. Czytanie nie męczyło, wręcz wciągało. I chociaż często nie pochwalałam decyzji Lo, szczególnie tego co robiła już w dorosłym życiu, chciałam poznać jej historię do końca. Samo zakończenie jednak mnie rozczarowało. Nie było złe, po prostu nie było jednoznaczne. Często jest to plus, tyle że nie dla mnie - lubię wiedzieć dokładnie, co się stało. Muszę jednak przyznać, że inne zakończenie po prostu do tej książki i tej autorki nie pasuje. 

"Do utraty tchu" to powieść, którą zapamiętam na długo. Raczej pozytywnie, ponieważ nie codziennie spotykam się z tak interesującą historią i dobrym stylem pisania. Polecam. O wiele bardziej niż "Lato polarne".

Moja ocena: 4,5/6
_____________________
Źródła zdjęć: 
1. http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/112000/112579/155x220.jpg
2. http://ecimages.kobobooks.com/Image.ashx?imageID=6Fvhj5Qg20qVwEgIJ6PJog&Type=Full
Stephen King "Joyland"

Stephen King "Joyland"


Autor: Stephen King
Tytuł: "Joyland"
Tytuł oryginału: "Joyland"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 335

"To była najpiękniejsza jesień w moim życiu. Nawet po upływie czterdziestu lat mogę tak powiedzieć. I nigdy nie byłem bardziej nieszczęśliwy, tak tez mogę powiedzieć. Ludzie uważają, że pierwsza miłość jest piękna i nigdy nie piękniejsza niż w momencie, kiedy ta pierwsza więź się zrywa. Słyszeliście pewnie z tysiąc piosenek country i popowych, które tego dowodzą; jakiemuś głupcowi złamano serce. A jednak to pierwsze złamane serce zawsze boli najbardziej, goi się najwolniej i pozostawia najbardziej widoczną bliznę. Co w tym pięknego?" /s. 7/
Davin Jones to młody chłopak, który podejmuje wakacyjną pracę w parku rozrywki o nazwie Joyland. Chce zarobić na kolejny rok studiów. Chce również zapomnieć o dziewczynie, która właśnie go zostawiła. Jednak praca w lunaparku to nie sama przyjemność... Devin natrafia na zagadkę morderstwa popełnionego w Joylandzie przed laty. Musi też zmierzyć się z przepowiednią madame Fortuny - kobiety pracującej w parku rozrywki jako wróżka. Wszyscy lekceważą jej słowa... jednak po cichu przyznają, że czasem uda się jej powiedzieć coś niezwykle trafnego. Czy tak jest i w tym przypadku?

"Joyland" nie jest typowym horrorem, chociaż możemy w nim znaleźć elementy tego gatunku. Mamy tu do czynienia również z kryminałem, a także z wątkami obyczajowymi. To niezwykłe połączenie gatunków doprawione charakterystycznym stylem Stephena Kinga wciąga czytelnika już od pierwszej strony. 

Główną postacią powieści zdecydowanie jest Devin. Jest on również narratorem. Opisywani przez niego ludzie są interesujący, prawie każdy z nich ma jakieś charakterystyczne cechy. Najciekawszym bohaterem jest według mnie Mike - ciężko chory chłopiec, który pomimo nieszczęścia zachowuje niezwykłą pogodę ducha. 


Żałuję, że powieść jest dosyć krótka (jak na możliwości Kinga - wystarczy wspomnieć chociażby "Bastion"). Gdyby było inaczej, wiele osób zarzuciłoby autorowi, że zmęczyły ich jego opisy, refleksje...jego gawędziarstwo. Ale mi ono nie przeszkadza. Poza tym może moglibyśmy dzięki temu dokładniej poznać wydarzenia, które działy się w Joylandzie i okolicach po zakończeniu letniego sezonu. Trochę mi tego brakowało.


Ogólnie po lekturze czuję lekki niedosyt. Ale sama historia bardzo mi się spodobała, byłam zachwycona już od pierwszych stron powieści. Jak najbardziej polecam, oczywiści jeśli nie liczycie na klasyczny horror. W "Joylandzie" znajdziecie coś więcej...

Moja ocena: 5/6

PS. Czy tylko mi "Joyland" przypominał klimatem "Rękę mistrza"?
__________________________
Źródła zdjęć: 
1. Zdjęcie mojego autorstwa (co widać...)
2. http://media-cache-ak1.pinimg.com/236x/0e/cd/ce/0ecdce747a347963df73c82f5245a2f5.jpg
3. http://media-cache-ec2.pinimg.com/736x/cb/b5/e7/cbb5e776c9d7a21f9bdfa530be96f512.jpg

Olga Rudnicka "Cichy wielbiciel"




Autor: Olga Rudnicka
Tytuł: "Cichy wielbiciel"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 439





"On wie, gdzie mieszkam i gdzie pracuję. Ma mój numer telefonu. Wie, co lubię, a czego nie. On wie wszystko." s. 250
Która kobieta nie marzyła kiedyś o tym, żeby mieć cichego wielbiciela? Kogoś, kto będzie nas podziwiał, adorował, przesyłał prezenty i miłosne liściki... To bardzo romantyczne, urocze. Ale kiedy liścików, sms-ów i telefonów zaczyna być zbyt dużo, kiedy tajemniczy wielbiciel śledzi nas, nachodzi, narzuca się i nie przyjmuje odmowy, sytuacja zaczyna być niebezpieczna.

Taka sytuacja spotkała Julię, bohaterkę powieści Olgi Rudnickiej. Początkowo była ona zaciekawiona, zaintrygowana. Jednak szybko zaczęła bać się swojego "wielbiciela". Nie mogła przy tym liczyć na pomoc i zrozumienie rodziny i przyjaciół - przynajmniej na początku - ponieważ wszyscy myśleli że dziewczyna po prostu przesadza. W końcu jak można odrzucać kogoś, kto kocha i tak się stara, przesyła kwiaty, prezenty i romantyczne liściki? Policja również nie potraktowała Julii poważnie. Tymczasem dziewczyna czuła się coraz bardziej osaczona i nie była już w stanie normalnie funkcjonować.

O "Cichym wielbicielu" i zjawisku stalkingu słyszał już chyba każdy blogger. Olga Rudnicka podjęła się bardzo trudnego tematu i dobrze sobie z nim poradziła. Udała się jej w wiarygodny sposób przedstawić to, co dzieje się w psychice stalkera oraz jego ofiary. Pokazała również, jak w takiej sytuacji mogą zachować się znajomi i rodzina prześladowanej osoby. Bliscy Julii początkowo byli zachwyceni tym, że w jej życiu pojawił się tajemniczy adorator. Potem, kiedy zaczął on być coraz bardziej natarczywy, obwiniali dziewczynę twierdząc, że sama go sprowokowała. Dopiero później uzyskała pomoc, ale tylko ze strony najbliższych. Inni woleli po prostu się od niej odwrócić, z obawy że stalker zaatakuje i ich.

Miałam bardzo duże oczekiwania względem tej powieści. Duża ilość pozytywnych recenzji (które pojawiały się na co drugim blogu) zobowiązuje. Zgadzam się z dobrymi opiniami oraz ze stwierdzeniem, że jest to najlepsza książka Olgi Rudnickiej. "Cichy wielbiciel" porusza bardzo ważną tematykę. Pomimo tego powieść napisana jest w przystępny sposób, czyta się ją bardzo szybko. Mimo wszystko, czegoś mi zabrakło. Nie potrafię tego sprecyzować (wiem, to mało profesjonalne;) Książka jest bardzo dobra, a ja oczekiwałam czegoś świetnego. Czy to zarzut? Oczywiście, że nie! 
Jak najbardziej polecam "Cichego wielbiciela".

Moja ocena: 5/6

Przepraszam, że ostatnio rzadko pojawiałam się na Waszych blogach. Było to spowodowane problemami ze wzrokiem, sesją, przeprowadzką oraz brakiem dostępu do internetu. Na szczęście mam już wakacje i wszystko powinno wrócić do normy;)
___________________
Źródła zdjęć:
1. http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/132000/132280/155x220.jpg
2. http://media-cache-ec3.pinimg.com/236x/0c/c1/0c/0cc10c3f095c1fb2336e275f62008c2c.jpg
3. http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/17/34/8e/17348e7f6fb8d1672658d89263956513.jpg
Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger