Lucy Maud Montgomery "Błękitny zamek"




Autor: Lucy Maud Montgomery
Tytuł: "Błękitny zamek"
Tytuł oryginału: "Blue castle"
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 279




29-letnia Valancy jest bardzo nieszczęśliwa. Stłamszona przez rodzinę, niezamężna, boi się zbuntować i zacząć żyć tak, jakby tego chciała. Do czasu, aż otrzymuje list od swojego lekarza, który w prostych słowach powiadamia Valancy, że z powodu choroby serca został jej zaledwie rok życia. Wtedy kobieta, która do tej pory radość znajdowała jedynie w wymyślonym przez siebie błękitnym zamku - miejscu, gdzie mogła zachowywać się swobodnie i gdzie zdarzały się same dobre rzeczy - postanawia zacząć żyć naprawdę, nie licząc się z tym, co powiedzą inni i co "wypada", a czego "nie wypada" robić.

Po długim, długim czasie postanowiłam powrócić do książki jednej z moich ulubionych autorek. Teraz z uśmiechem mogę stwierdzić, że ponowna lektura "Błękitnego zamku" była jak najbardziej udana. Jeszcze trochę boję się sięgnąć po mój ukochany cykl o Ani - bo co będzie, jeśli nie spodoba mi się tak, jak kiedyś? 

Ale wróćmy do książki o Valancy. To przewidywalna opowieść. Można powiedzieć, że stanowi doskonały materiał na komedię romantyczną (jeśli piszę to ja, można takie stwierdzenie potraktować jak obelgę) Ale... ta historia posiada niezaprzeczalny urok i przypomina czytelnikowi o tym, żeby w każdej chwili żyć pełnią życia. 

Błękitny zamek z marzeń nie zawsze musi się okazać wspaniałą rezydencją w rzeczywistości. Ale nie znaczy to,
że jest gorszy;)

Główna bohaterka jest bardzo sympatyczna i można ją polubić już od pierwszych stron książki (jednocześnie czując nienawiść do głupiej i ograniczonej rodziny Valancy) Styl pisania Lucy Maud Montgomery, jej poczucie humoru, ironia i - po prostu - talent sprawiły, że całość czyta się bardzo szybko i z niezwykłą przyjemnością. W końcu jeśli z pozoru prosta historia jest przedstawiona w atrakcyjnej formie, jej wartość wzrasta.

W obecnych czasach możemy przeczytać wiele książek poruszających tematykę zmiany życia, "chwytania dnia", itp. Ale to Lucy Maud Montgomery (poprawcie mnie proszę, jeśli się mylę) jako jedna z pierwszych napisała taką właśnie powieść dla kobiet. I zrobiła to w świetnym stylu i z humorem. "Błękitny zamek" jest o wiele lepszą lekturą niż całe stosy książek o kobietach, które postanawiają zmienić swoje życie, wyjeżdżają na wieś i spotykają tam wielką miłość. Valancy ma o wiele lepszy powód, żeby nareszcie poczuć się szczęśliwą, chociaż przez chwilę. Nie musi jechać daleko, a i tak znajduje swój błękitny zamek, tym razem rzeczywisty. A miłość? Ona też powinna się pojawić. Nie wiadomo tylko czy zdąży...

Zarzuty? Jeden: przewidywalność. Cała historia już podczas pierwszej lektury nie była dla mnie zaskoczeniem. Ale, z drugiej strony - czy mogła skończyć się inaczej?

Moja ocena: 4,5/6

PS. To wydanie ma tragiczną okładkę. To nie jest Valancy, to zupełnie do niej nie pasuje! Niestety, ktoś odpowiedzialny za grafikę chyba nie zapoznał się z całą historią (a to jest czasem wskazane, żeby dobrać okładkę pasującą do treści;)
____________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/189446/blekitny-zamek
2. unsplash.com

35 komentarzy:

  1. Dobrze ujęte ^^ Przewidywalność cechuję tę książkę Montgomery, ale z drugiej strony "Błękitny zamek" się po prostu uwielbia!

    http://dzikie-anioly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie ta książeczka była... urocza. Spędziłam przy niej przyjemnie czas, mimo całej tej przewidywalności. Mi sie bardzo podobała i jestem skłonna ją polecić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "urocza" to odpowiednie określenie;) Jak najbardziej trzeba polecać "Błękitny zamek";)

      Usuń
  3. Bardzo miło wspominam "Błękitny zamek", choć przeczytałam go dopiero w zeszłym roku.
    A co do okładki, może tok myślenia był taki - powieść dla kobiet, więc musi być kobitka i jeszcze rzućmy trochę niebieskiego, żeby pasował do tytułu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że masz rację z tą okładką;) Tak w ogóle, to nie jest zła. Tyle że zupełnie nie pasuje do treści...

      Usuń
  4. Wiesz... nigdy nie przeczytałam tej książki Montgomery. Ale tu nawet ta przewidywalność mnie bardzo nie drażni - chyba za sprawą Twojej recenzji :) Jak natrafię, dam szansę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, że książka jest przewidywalna... Ale kiedy pierwszy raz ją czytałam miała dla mnie posmak baśni. Niezapomniane wrażenie. Podoba mi się w nowej szacie, moja książka nie prezentowała się tak pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, stare wydania nie należały do najpiękniejszych;) Ale dla mnie i tak mają swój urok;)

      Usuń
  6. Na okładce rzeczywiście trudno odnaleźć Valancy :) a tak abstrahując na chwilę od tego wydania - czasem mam wrażenie, że nawet tworzone z tyłu książki opisy nijak mają się do faktycznej treści danego tytułu :)

    "Błękitny zamek" czytałam i mimo tej przewidywalności bardzo łatwo wczułam się w tę historię. L.M.M. potrafiła zamknąć w tej powieści ogrom uroku i to takiego który momentalnie ujmuje czytelnika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, czasem opisy w ogóle nie pasują do danej książki. Ale chyba gorzej jest, kiedy zdradzają zakończenie:P

      Usuń
    2. O tak, tego nie mogę przeboleć :) Czytelnikom też się to zresztą czasem zdarza w swoich recenzjach :)

      Usuń
  7. Również muszę zajrzeć po latach do "Błekitnego zamku", ale tak jak Ty boisz się cyklu o Ani, ja boję się innych ksiązek Montgomery. (do Ani sięgam i czytam wyrywkowo fragmenty, bo znam praktycznie na pamięć)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ponowne spotkanie będzie udane;)
      Jakieś ulubione fragmenty "Ani.."?

      Usuń
    2. Np Ania i Diana wskakujace do łóżka gdzie śpi panna Barry, szczere przeprosiny Ani wobec pani Linde, po tym jak ta ostatnia nazwała ją brzydkim, chudym dzieckiem, zielone włosy pogrązonej w otchłani rozpaczy Ani:) no i wzruszająca ilekroć bym nie czytała śmierć Mateusza.

      Usuń
    3. Już dawno nie czytałam tej książki, ale okazuje się, że dobrze ją pamiętam - bo dobrze wiem, o czym piszesz;) I teraz mam jeszcze większą ochotę, żeby wrócić do tej lektury.

      Usuń
    4. To taka ksiązka, której się nie zapomina.Przynajmniej pierwsze części, bo przyznam że nie bardzo pamiętam fragmenty z Ani ze Złotego Brzegu czy Doliny tęczy.

      Usuń
    5. Racja. Sama najbardziej lubiłam czytać pierwsze 4 części. "Wymarzony dom Ani" i późniejsze książki też były dobre, ale nie potrafiły mnie już tak bardzo zainteresować.

      Usuń
  8. Kochałam tę książkę. Czytałam ją kilka razy, ale w czasach, gdy byłam nastolatką.Tylko ta okładka w tym wydaniu jest jakaś taka niekorzystna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie czytałam, aż dziw, bo ta autorka..! Niestety, właśnie przewidywalnośc to wielki minus w takich książkach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta nieszczęsna przewidywalność... Ale w "Błękitnym zamku" wyjątkowo nie razi to aż tak bardzo - powieść ma niezaprzeczalny urok i sympatyczną główną bohaterkę, a poza tym, jak to ujęłaś, "ta autorka!";)

      Usuń
  10. Czytałam ją już dawno i bardzo miło wspominam. Teraz aż naszła mnie chęć, by odświeżyć sobie tę historię. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak byłam młodsza to bardzo mi się podobały książki Lucy Maud Montgomery (oczywiście mówię o serii "Ania z Zielonego Wzgórza". Później przestałam czytać jej książki, ale z tego co zauważyłam ostatnio wydawane są jej inne książki, po za serią z "Anią". Zainteresowałaś mnie tą recenzją, może przeczytam tę książkę.

    pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Słyszałam już wiele dobrych opini o tej książce. Do tej pory tej autorki czytałam tylko "Anię z zielonego wzgórza", ale z chęcią sięgnę też po inne pozycje.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z tą przewidywalnością to jest dziwna sprawa. Wcale nie musi być zła, czasem to pragnienie zaskoczenia czytelnika za wszelką cenę jest gorsze. ;) A "Błękitny zamek", rzecz jasna, czytałam. Kiedyś, a teraz nie wiem, czy do niego wrócić (choć twoja pozytywna relacja utwierdza mnie w przekonaniu, że warto spróbować).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warto;)
      A przewidywalność, jak się okazuje, może być dobra;) Oczywiście w pewnych przypadkach.

      Usuń
  14. Czytałam tą książkę jeszcze zanim wyszło nowe wydanie. Mnie oczarowała i od razu poleciała na półkę ulubionych ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. W Montgomery zakochana jestem od dzieciństwa i to wcale nie za Anię, ale za Pat ze srebrnego gaju.... Chciałabym przeczytać również proponowaną powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginalnie;) A czytałaś serię o Emilce?

      Usuń
  16. To jedna z ulubionych książek mojej przyjaciółki. Od lat próbuje mnie do niej przekonać, dzięki Twojej recenzji może wreszcie dam jej szansę. A na tą przewidywalność przymknę oko. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Czytałam, ale już dawno temu, jeszcze w starym wydaniu. Przyjemna książka, chociaż trochę bajkowa, napisana zgrabnie, bez dłużyzn. Akcja rzeczywiście jest przewidywalna, z dużą ilością zbiegów okoliczności, szczególnie w zakończeniu :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam w planach, powieści Montgomery mają swój urok. Chociaż najbardziej bliski mojemu sercu jest cykl o Ani.

    OdpowiedzUsuń
  19. Akurat w przypadku Montgomery przewidywalność zupełnie mi nie przeszkadza :) wszystkie jej książki mają w sobie coś cudnego :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger