Kiera Cass "Rywalki"




Autor: Kiera Cass
Tytuł: "Rywalki"
Tytuł oryginału: "Selection"
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 332



America Singer mieszka w Illei - państwie powstałym na miejscu dawnego USA. Państwie, w którym obywatele podzieleni są na kasty, a każda z nich ma określony status społeczny i zawody, które może wykonywać. Najwyżej są oczywiście Jedynki. Główna bohaterka jest Piątką, co oznacza że jest stosunkowo biedna, a dozwolone dla niej zawody są związane z działalnością artystyczną. 
W kraju zostają właśnie ogłoszone Eliminacje - poszukiwania żony dla księcia. Może się do nich zgłosić każda dziewczyna w wieku od 16 do 20 lat. Do pałacu zostanie zaproszonych 35 z nich i to one będą mogły poznać osobiście Maxona, syna pary królewskiej. To wielka szansa na lepsze życie - i nie dotyczy to tylko tej jednej, która wygra. America jednak nie chce się zgłaszać. Kocha Aspena, Szóstkę, jednak musi ukrywać ten związek przed rodziną ze względu na dzielące zakochanych różnice społeczne. Ale oczywiście ostatecznie wypełnia formularz, trafia do pałacu i szybko przyciąga uwagę księcia. Czego się spodziewaliście?

Denerwowała mnie ta książka. Jeszcze zanim ją przeczytałam. Określałam ją mianem "głupszych Igrzysk śmierci" I po lekturze mogę stwierdzić, że miałam rację. Chociaż plusy też były. Ale wiadomo, od czego zacznę...

Tipsy są? Fryzury zrobione? Rozpoczynamy Eliminacje!

Rodzina Ami podobno ledwo wiąże koniec z końcem. Są biedni, niedojadają... ale kurczak na obiad i popcorn podczas oglądania telewizji nie są niczym dziwnym.
Bohaterka dopiero MOŻE zgłosić się do Eliminacji (nie jest to obowiązkiem!), ale już z góry zakłada, że zajdzie daleko i cały kraj będzie ją obserwował. W ogóle America przeczy sama sobie. Nie chce brać udziału, ale cały czas się zastanawia, jakby to było być żoną księcia. Ma chłopaka, którego (podobno) kocha, ale... Kiedy już znajduje się w pałacu, najpierw oferuje Maxonowi przyjaźń, potem zaczyna czuć do niego coś więcej, później twierdzi, że kocha Aspena, ale nadal nie rezygnuje z księcia... Rozumiem, że można nie być pewnym swoich uczuć. Szczególnie w dosyć skomplikowanej sytuacji życiowej, w jakiej znalazła się America. Ale czy to nie był właśnie dobry czas, żeby się pod tym względem ogarnąć?

W "Igrzyskach śmierci" trójkąt miłosny (jeśli można to tak nazwać) był zepchnięty na dalszy plan. Tutaj jest to główny "problem". Sytuacja społeczna niby jest poważna, ale wszystko przedstawione jest bardzo powierzchownie. Mamy również rebeliantów, ale właściwie nie wiadomo kim dokładnie są i czego żądają. Opis ataku, w trakcie którego rebelianci obrzucili okna pałacu cegłami i zgniłym jedzeniem, był po prostu śmieszny. Poza tym... czy opisywanie stroju, w który przebrała się America i fryzury, jaką sobie zrobiła, było najwłaściwszą rzeczą - jeśli mieliśmy do czynienia z wydarzeniami następującymi bezpośrednio po (groźniejszym już) kolejnym ataku?

Ogólnie kolejność wydarzeń jest "ściągnięta" z "Igrzysk śmierci". Również poszczególne postaci mają tu swoich odpowiedników - na przykład Caesar Flickerman - Gavrila Fadaye'a. A po przeczytaniu sceny, w której America przed pierwszym publicznym występem założyła otrzymany od ojca wisiorek ze słowikiem (pamiętacie broszkę z kosogłosem?) facepalm był chyba najwłaściwszą reakcją.

Serio, co jest z tymi tipsami? Według mnie są okropne.

Teraz plusy. Wprawdzie zdarzyło się kilka "kwiatków", ale ogólnie autorka nie pisze bardzo źle. Kiedy przestałam się denerwować podobieństwami do powieści Suzanne Collins i trochę się odprężyłam, "Rywalki" okazały się całkiem przyjemną lekturą pozwalającą choć na chwilę oderwać się od codziennych problemów. Koniec plusów.

Podsumowując, "Rywalki" kojarzą mi się z opowiadaniami analizowanymi na Przyczajonej logice, ukrytym słowniku. Chociaż książka jest zdecydowanie lepiej napisana i jej czytanie może sprawić przyjemność, to jednak infantylność niektórych wydarzeń, nieprzywiązywanie zbytniej uwagi do naprawdę istotnych kwestii (rebelianci, problemy społeczne, zdrowy rozsądek...), bardzo wyraźne "pożyczenie" pomysłu z "Igrzysk śmierci" i główna bohaterka - modelowa Mary Sue - sprawiły, że nie mogę ocenić jej zbyt dobrze. Być może jestem już za stara na takie lektury. Bo to książka skierowana do nieco młodszych czytelniczek, którym z pewnością może przypaść do gustu. Ja jednak napiszę, posługując się terminologią stworzoną przez Kierę Cass: "Igrzyska śmierci" to Jedynka lub Dwójka, podczas gdy "Rywalki" to - niestety - tylko Szóstka.

Moja ocena: 3/6

TynipicTynipicTynipic
_________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/198949/rywalki
2 i 3. http://picjumbo.com/

22 komentarze:

  1. To seria całkowicie dla nastolatek spragnionych zamków, koron i królewiczów :)
    Choć - jako poczytanka dla trochę starszego czytelnika - też nie jest zła!
    Można się czasami pośmiać (szczególnie w trzeciej części z głupoty głównej bohaterki)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, można się pośmiać (ja już wiem, jak to się kończy - i fakt, trochę głupota;) Tyle że sama miałam chęć raczej na tableflip;)

      Usuń
  2. Puenta Twojej recenzji jest super :D Mam dziwny stosunek do tej serii. Wiem, że prawdopodobnie nie będzie mi się podobać i Twoja recenzja utwierdziła mnie w tym przekonaniu, ale mimo wszystko mam ochotę poznać chociaż pierwszą część. Mam taką cichą nadzieję, że jak będę miała dobry humor to przełknę te wszystkie nielogiczności oraz przepisane sceny z "Igrzysk śmierci".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję;)
      Przeczytaj pierwszą część i przekonaj się sama;) Chwilami lektura naprawdę jest przyjemna. A chwilami masz ochotę wyrzucić książkę przez okno;)

      Usuń
  3. Bardzo przyjemnie spędziłam czas w jej towarzystwie, choć faktycznie szału nie było

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja się czułam jak dinozaur, kiedy ją czytałam:) Chociaż muszę przyznać, że pomimo tych wszystkich wad, które wymieniłaś, książkę czyta się lekko i przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, autorka ma lekkie pióro. I gdyby tylko wymyśliła swoją własną historię i odpowiednio nad nią popracowała...

      Usuń
  5. Aleś mnie zaskoczyła tą książką! Nie spodziewałam się, że porwiesz się na taką lekturę :P Ja jakoś zostanę tylko przy Twojej opinii.... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było poświęcenie się zgodnie z zasadą "dobrze czasem wiedzieć, co się krytykuje". Teraz mogę śmiało opowiadać, że ta książka jest zła i dlaczego tak właśnie myślę;)

      Usuń
  6. Właśnie z Igrzyskami mi się skojarzyło. Ja wiem, że nie powinno oceniać się po okładce, ale jak nie oceniać? Piękna. Okładka z serii: piękna, ale nigdy po nią nie sięgnę :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładki ta seria rzeczywiście ma bardzo ładne - to się udało;)

      Usuń
  7. Jestem w lekkim szoku, że przeczytałaś "Rywalki", ale na swojej półce też ma kilka takich perełek i chyba kiedyś muszę się za nie zabrać, niestety. Dlatego nie zamierzam sobie dokładać kolejnego słodkiego tytułu dla bujających w obłokach nastolatek. Nie znam też "Igrzysk śmierci", co prawda film oglądałam, ale nie zrobił na mnie większego wrażenia. Podejrzewam, że książka jest lepsza, jednak i tak nie mam do niej zacięcia. Co do tipsów, to kolor i zdobienia nie są złe, ale długość i kształt paznokci to przegięcie. Gdyby były owalne lub migdałki efekt byłby lepszy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, czyli udało mi się zaskoczyć kilka osób;)
      Jako osoba, która nie potrafi ładnie pomalować swoich własnych paznokci i która zapewne zniszczyłaby tipsy zaraz po wyjściu od kosmetyczki (oczywiście niechcący) stwierdzam, że się na tym nie znam;)

      Usuń
  8. Chociaż też uważam, że seria ma sporo słabych stron, stanęłabym trochę w obronie Americi. Po pierwsze nastolatki są w większości niekonsekwentne, robią niespójne rzeczy, jedno myślą, inne czynią i czasem zachowują się głupio. Taki wiek. A co do trójkąta miłosnego - też mi przeszkadzał, ale myślę sobie, że w "Igrzyskach" był zepchnięty na dalszy plan tylko dlatego, że okoliczności były trudniejsze. To znaczy w Illei nikt nikogo nie zabijał, a przynajmniej nie na co dzień. ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiem, że to taki wiek i w ogóle. Ale byłoby miło, gdyby jednak bohaterki powieści dla nastolatek miały trochę więcej rozumu;)
      Okoliczności były poważniejsze, to racja. Ale też te w Illei były po prostu śmieszne. Jacy rebelianci obrzucaliby pałac królewski zgniłym jedzeniem (wiadomo, że rebelianci są raczej biedni, więc nie mogliby sobie pozwolić na marnowanie jedzenia, i to jeszcze w tak głupi sposób) ? Oczywiście piszę to bez pełnej znajomości dwóch kolejnych części, więc może nie wiem o jakichś istotnych dla fabuły zdarzeniach;)

      Usuń
  9. Niby byłam zainteresowana tą książką, ale chyba jednak sobie odpuszczę. Modelowa Mary Sue to niezbyt zachęcająca opcja. Poza tym od pewnego czasu nie mogę się wyzbyć kojarzenia tej powieści z jakimś typem telewizyjnego show. :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciałabym przeczytać tę serię, dorwałam nawet w bibliotece, jak się potem okazało, drugi tom :D
    Czekam aż będę miała 1 w swoich rękach i porównam wrażenia z innymi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I chyba to jest najlepsze podejście;)

      Usuń
  11. Tak się ostatnio zastanawiałam nad tą serią, ale młodzieżówki zwykle już mnie nudzą, tym bardziej, że to powielone pomysły.

    OdpowiedzUsuń
  12. Coś mi się kojarzy, że chyba chciałam kiedyś przeczytać ten tytuł, ale teraz zastanowię się dwa razy. Jestem pewna, że te podobieństwa do Igrzysk by mnie mocno irytowały. I wolę jednak gdy takie miłosne zawirowania nie są głównym aspektem książki.

    Z jednej strony wychodzę z założenia, że zawsze warto się przekonać na własnej skórze jakie dana książka wywołuje w nas emocje, ale z drugiej - zbyt wiele jest takich tytułów, co do których mam większe nadzieję, że przypadną mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger