Agatha Christie "Karaibska tajemnica"

Agatha Christie "Karaibska tajemnica"





Autor: Agatha Christie
Tytuł: "Karaibska tajemnica"
Tytuł oryginału: "A Caribbean Mystery"
Wydawnictwo: Hachette
Rok wydania: 2001
Liczba stron: 214




"Życie wydaje się znacznie cenniejsze, znacznie bardziej interesujące, jeśli człowiek wie, że może je wkrótce stracić. Może nie powinno tak być, ale tak jest. Człowiek młody, silny i zdrowy, który ma całe życie przed sobą, nie przywiązuje do niego żadnej wagi"
Panna Marple, niepozorna staruszka o przenikliwym umyśle, spędza wakacje na Karaibach. Dni upływają spokojnie do momentu w którym jeden z mieszkańców hotelu, major Palgrave, decyduje się opowiedzieć pannie Marple pewną historę i na dowód jej prawdziwości pokazać zdjęcie - zdjęcie mordercy. Do prezentacji jednak nie dochodzi. Wydaje się, że major rozpoznał osobę z fotografii w najbliższym otoczeniu i, zmieszany, nagle umilkł. Następnej nocy zmarł. Nikt nie widzi w tym niczego podejrzanego, jedynie panna Marple jest pewna, że popełniono zbrodnię. Musi jednak przekonać do swojego zdania innych i znaleźć tajemniczego mordercę, zanim ten zaatakuje ponownie.


Dobrze było, po bardzo długiej przerwie, powrócić do kryminałów Agathy Christie. Wprawdzie od panny Marple wolę Herkulesa Poirot, ale trzeba przyznać, że ta sympatyczna staruszka jest bardzo ciekawą postacią. Z pozoru wygląda na typową starą pannę. Ma jednak niezwykle bystry umysł, jest sprytna i potrafi rozwiązać takie zagadki kryminalne, z którymi mógłby mieć problem niejeden policjant. Tak też było w przypadku karaibskiej tajemnicy. Wystarczyło słuchać plotek, umiejętnie rozmawiać z ludźmi, a na koniec przygotować małą prowokację...
"- Rozmowy z panią mogą być niebezpieczne - zauważył.
- Każda rozmowa jest niebezpieczna, jeśli ma się coś do ukrycia - odparła"
Jak zwykle w przypadku książek Agathy Christie nie udało mi się odgadnąć, kto jest mordercą. Miałam kilka pomysłów, lecz w pewnym momencie akcja tak się skomplikowała, że zaczęłam podejrzewać praktycznie wszystkich. No cóż... najwidoczniej nie najlepszy ze mnie detektyw;)

"Karaibska tajemnica" nie należy do najsłynniejszych kryminałów tej autorki. Jest to jednak dobra książka, która spodoba się miłośnikom tego typu zagadek. Jej największym plusem jest postać panny Marple - tak innej od śledczych pojawiających się zazwyczaj w powieściach. 
Jeżeli macie ochotę na podobną fabułę - tym razem z Herculesem Poirot na wakacjach w roli głównej - polecam książkę, do której mam duży sentyment: "Zło czai się wszędzie".

Moja ocena: 4,5/6

Książka przeczytania w ramach wyzwania "Grunt to okładka"


_________________
Źródła zdjęć:
1. https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSiSIDvGm4qXbSYaPuy6PeBUupv2dCwHbtW1Q85Rc3NleAsmVyz
2. unsplash.com

Thomas Harris "Milczenie owiec"




Autor: Thomas Harris
Tytuł: "Milczenie owiec"
Tytuł oryginału: "The Silence of the Lambs"
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 1990
Liczba stron: 334


"Pożądanie nie zaczyna się od rzeczy wyimaginowanych. Pożądanie jest grzechem bardzo konkretnym - zaczynamy pożądać tego, co możemy dotknąć, zaczynamy pożądać tego, co widzimy na co dzień"
Na pewno znacie postać Hannibala Lectera. Jeśli nie czytaliście "Czerwonego smoka" lub "Milczenia owiec", może oglądaliście ich ekranizacje bądź serial "Hannibal". Albo po prostu słyszeliście gdzieś o doktorze-kanibalu. Jeżeli chcecie poznać go lepiej, być może porównać ekranizację z oryginałem i...trochę się bać, zapraszam do lektury "Milczenia owiec".

Clarice Starling to bardzo zdolna studentka Akademii w Quantico, przyszła agentka FBI. Jej przełożony, Jack Crawford, powierza jej trudną misję - ma porozmawiać z Hannibalem Lecterem i uzyskać od niego pewne informacje. Okazuje się, że doktor jest wyjątkowo chętny do współpracy. Oczywiście, pod pewnymi warunkami. Dlatego Clarice korzysta z jego pomocy w sprawie Buffalo Billa - psychopaty zabijającego młode dziewczyny i zdzierającego z nich skórę. Jednak współpraca z Lecterem, nawet zamkniętym w szpitalu psychiatrycznym i bardzo dobrze strzeżonym, nie należy do bezpiecznych. Wystarczy przypomnieć sobie, co spotkało Willa Grahama...


Podczas lektury można sobie zadawać pytanie, kto jest większym (i straszniejszym) psychopatą - Hannibal Lecter czy Buffalo Bill. Myślę jednak, że odpowiedź jest oczywista. 
O ile w "Czerwonym smoku" Lecter pojawiał się rzadko, to w "Milczeniu owiec" Harris poświęcił mu już dużo uwagi. Szczególnie interesujące są jego rozmowy z Clarice. Właściwie doktor mógłby od razu powiedzieć, kim jest morderca poszukiwany przez FBI, ale to pozbawiłoby go rozrywki, za którą tęsknił. Podawanie informacji nie wprost, kawałek po kawałku, przy jednoczesnym wypytywaniu Starling o jej życie osobiste i analizowaniu jej psychiki...to było o wiele ciekawsze.

Mroczny, trzymający w napięciu thriller, z postacią psychopaty-kanibala, który na trwałe wszedł do kultury masowej - to wręcz pozycja obowiązkowa dla fanów gatunku. Myślę, że "Milczenie owiec" nie jest tak szokujące i brutalne jak "Czerwony smok", jednak równie skutecznie może zaintrygować i przykuć uwagę czytelnika. Jesteście gotowi na spotkanie z Hannibalem Lecterem? Przygotujcie więc dobre wino, włączcie muzykę klasyczną i pogrążcie się w lekturze...

Moja ocena: 5/6
___________________
Źródła zdjęć: 
1. www.lubimyczytac.pl
2. http://www.filmweb.pl/Milczenie.Owiec/photos

Ponure Poniedziałki: Stephen King "Dzień rozdania świadectw"

Wiem, znowu King. Ale naprawdę go lubię. Poza tym, zbliża się sesja. Konieczność wykonania dużej liczby zadań infobrokerskich i nauczenia się na kolejne zaliczenia zabija we mnie chęć pisania nowych postów. A ten tekst już długo czekał na opublikowanie. Nie musicie się do niego odnosić w komentarzu. Możecie napisać cokolwiek (byle z sensem;) Może ktoś chce po prostu porozmawiać?


Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Po zachodzie słońca" (Wydawnictwo Albatros, 2009 r.)

Janice spędza popołudnie u swojego chłopaka Bruce'a. To dzień rozdania świadectw i w jego domu (a raczej rezydencji) odbywa się przyjęcie z okazji zakończenia szkoły. Janice bardzo dobrze wie, że nie pasuje do zgromadzonego na miejscu bogatego towarzystwa, uważającego się za lepsze od ludzi takich jak ona. Dziewczyna pozostaje przez chwilę sama na korcie tenisowym i oddaje się niewesołym rozmyślaniom. Kiedy w końcu postanawia dołączyć do reszty młodzieży, wydarza się coś, co na zawsze zmieni życie wszystkich obecnych na przyjęciu...

To bardzo krótkie opowiadanie. Liczy tylko 8 stron. Jednak potrafi wstrząsnąć czytelnikiem. Stephen King zręcznie odwrócił uwagę wszystkich oddających się lekturze opisem rozmyślań Janice. Wydaje mi się, że niewiele osób było przygotowanych na to, co wydarzyło się potem. Nie wiem, może tylko na mnie wywarło to takie wrażenie. Jak przyznaje sam autor, posłużył się dosyć znanym i często wykorzystywanym pomysłem. Mimo wszystko... jeżeli po lekturze tak krótkiego tekstu czujecie się wstrząśnięci i rozmyślacie nad tym, co przed chwilą przeczytaliście, to znaczy że opowiadanie było naprawdę dobre. 
"- Chcę się obudzić - mówi mężczyzna stojący za jej plecami. Ma płaczliwy, działający na nerwy głos. - Chcę się obudzić. Co za dużo, to niezdrowo"
Moja ocena: 5/6
___________________
Źródło zdjęcia:

Henning Mankell "Niespokojny człowiek"

Henning Mankell "Niespokojny człowiek"






















Autor: Henning Mankell
Tytuł: "Niespokojny człowiek"
Tytuł oryginału: "Den orolige mannen"
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 571

"Może czasami człowiek nosi w sobie tajemnice, o których nawet nie wie?" /s. 37/
To już ostatnia powieść z Kurtem Wallanderem w roli głównej. Smutno...
Tym razem Kurt prowadzi śledztwo związane nie ze swoją pracę, lecz z rodziną. Przyszły teść Lindy, emerytowany oficer marynarki wojennej, niespodziewanie znika. Wcześniej, bardzo zaniepokojony, opowiada Wallanderowi o tajemniczej sprawie sprzed lat - związanej z pojawieniem się na szwedzkich wodach obcego okrętu podwodnego. Teraz komisarz, na prośbę bliskich, angażuje się nieoficjalnie w poszukiwania zaginionego. Przez tę sprawę, a także w związku z problemami zdrowotnymi, nie może w pełni cieszyć się nowo zakupionym domem na wsi i psem, o którym zawsze marzył.

To dosyć przygnębiająca powieść. Ostatnia z cyklu, jak już wiadomo. Praktycznie na każdej stronie Wallander podkreśla, jak bardzo staro się czuje. Nękają go dziwne problemy z pamięcią. Nadużywa alkoholu. Narzeka. A mimo to po raz kolejny udaje mu się rozwiązać sprawę, nad którą bezskutecznie pracowało wielu innych policjantów...
"Masz jedną cechę, za którą nigdy nie przepadałam. To twoje dramatyzowanie, gdy chodzi o poważne sprawy." /s. 360/
Tytułowy "Niespokojny człowiek" to nie tylko zaginiony oficer, ale przede wszystkim Wallander. Niektórych to jego miotanie się pomiędzy rodziną, domem, śledztwem, samotnością itd. może irytować. Ale taki jest Kurt. W tej powieści pojawiają się również Mona i Baiba, czyli dwie kobiety jego życia. Można odnieść wrażenie, że komisarz przy okazji tego ostatniego śledztwa porządkował również swoje życie osobiste. 


Powieść nie jest do końca dopracowana, można w niej zauważyć kilka błędów logicznych. Samej zagadce zniknięcia Hakana von Enke i związanemu z nią wątkowi politycznemu można natomiast zarzucić to, że jest zbyt łatwa do rozwiązania - przynajmniej była taka dla mnie. Wprawdzie autorowi dosyć długo udało się skutecznie odwracać moją uwagę od rzeczywistego wyjaśnienia, jednak ostatecznie odgadłam całość przed końcem lektury.
Mam jeszcze jeden zarzut, który jednak nie ma związku z merytoryczną oceną książki. Chodzi o sposób, w jaki Mankell potraktował Kurta Wallandera i o przyszłość, jaką dla niego przewidział. Za bardzo lubię tego bohatera, żeby bez sprzeciwu przyjąć opis jego dalszych losów.

"Niespokojny człowiek" to dobra powieść, niepozbawiona jednak kilku drobnych wad. Mimo wszystko to pozycja obowiązkowa dla fanów cyklu o Kurcie Wallanderze. Czy tylko mnie zaskoczył fakt, że w tej części Kurt mógł obejść się bez kawy?

Moja ocena: 4,5/6
_____________________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna
2.  unsplash.com
Ponure Poniedziałki: Daphne du Maurier "Ptaki"

Ponure Poniedziałki: Daphne du Maurier "Ptaki"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Ptaki" (Prószyński i S-ka, 1997).
"Nat pomyślał, że jesienią ptaki być może otrzymują jakąś wiadomość, coś w rodzaju ostrzeżenia: nadchodzi zima. Zimą wiele z nich ginie, więc zachowują się niczym ludzie, którzy czując nadchodzącą śmierć, rzucają się w wir pracy albo popadają w szaleństwo"
Szaleństwo. Właśnie tak w jednym słowie mogę określić opowiadanie Daphne du Maurier. Jego głównym bohaterem jest Nat - inwalida wojenny, mieszkający nad morzem gdzieś w Anglii i pracujący na pobliskiej farmie. Pewnego dnia, wraz z nadejściem zimy, mężczyzna obserwuje dziwne zachowania ptaków. Najpierw  tylko gromadzą się w stada i krążą niespokojnie po niebie. Później starają się dostać do jego domu, wywołując przerażenie u całej rodziny. Nikt z sąsiadów nie chce wierzyć w opowieści Nata o ptakach atakujących drzwi i okna i próbujących wydziobać jego dzieciom oczy. Do czasu. Ponieważ szaleństwo bardzo szybko opanowuje cały kraj... A my towarzyszymy Natowi, który podejmuje desperackie próby ochronienia swojej rodziny.

To opowiadanie jest jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek czytałam. Nie dziwię się, że zafascynowało Alfreda Hitchcocka, który na jego podstawie nakręcił swój słynny dreszczowiec. Dzieło Hitchcocka różni się jednak od tekstu du Maurier.


Pisarka prowadzi akcję bardzo szybko. Od początku czytelnikowi towarzyszy pewne napięcie, a wraz z rozwojem wydarzeń może się pojawić nastrój grozy. Mimowolnie wyobrażamy sobie, co sami zrobilibyśmy w podobnej sytuacji - uwięzieni w domu, którego drzwi i okna są nieustannie atakowane przez ptaki. Ptaki, opanowane niezrozumiałą agresją w stosunku do człowieka.

Żałuję, że opowiadanie nie było dłuższe. Daphne du Maurier zakończyła je jednak w odpowiednim momencie - nie tłumacząc wszystkiego, nie podając czytelnikowi oczywistego rozwiązania na tacy. To była bardzo dobra decyzja. Liczyłam na więcej, bo tekst mnie wciągnął, zafascynował. Tutaj na uznanie zasługuje nie tylko sama historia, ale i piękny język, jakim posługuje się du Maurier.

Szczerze przyznam, że trochę się bałam podczas lektury. A to zdarza się naprawdę rzadko. Więc kiedy któremuś autorowi udaje się wzbudzić we mnie strach, moje uznanie dla jego pracy automatycznie wzrasta.

Polecam lekturę tego opowiadania. Nawet, jeśli Was nie przestraszy, powinno wywołać lekki niepokój. I może nie będziecie już patrzeć w ten sam sposób na niewinne - zdawałoby się - gołębie czy inne ptaki. Ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy zaczną zachowywać się podejrzanie...

Moja ocena: 6/6

Jeżeli nie interesują Was opowiadania Daphne du Maurier, może sięgniecie po jej najsłynniejszą powieść, zatytułowaną "Rebeka"?
________________
Źródło zdjęcia: www.gratisography.com
Stieg Larsson "Zamek z piasku, który runął"

Stieg Larsson "Zamek z piasku, który runął"


Autor: Stieg Larsson
Tytuł: "Zamek z piasku, który runął"
Tytuł oryginału: "Luftslottet som sprangdes"
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 783
"Kiedy się dobrze przyjrzeć, to w całej tej historii nie chodzi o szpiegów i służby państwowe, ale przede wszystkim o zwyczajną przemoc wobec kobiet i o mężczyzn, którzy się jej dopuszczają" /s. 718/
Trzecia część trylogii "Millenium". Akcja powieści nawiązuje bezpośrednio do "Dziewczyny, która igrała z ogniem". Po wydarzeniach w Gosseberdze Lisbeth Salander i Aleksander Zalachenko zostają przewiezieni do szpitala. Lisbeth nadal jest podejrzana o popełnienie poważnych przestępstw, a pewni ludzie są gotowi zrobić wiele, aby już nigdy nie wyszła z kliniki psychiatrycznej i nie zaczęła opowiadać o tym, co widziała i co wie. Dziewczyna ma jednak po swojej stronie Mikaela Blomkvista, Holgera Palmgrena i Dragana Armańskiego, a także kilku policjantów którym nie dają spokoju dziwne "zbiegi okoliczności" towarzyszące całej sprawie. Czy mała grupa ludzi może wygrać ze służbami bezpieczeństwa?
"- To najbardziej zwariowana rzecz, jaką kiedykolwiek robiłem - powiedział. - Kiedy to się skończy, założę stowarzyszenie. Nazwę je Rycerze Szalonego Stołu, a jego celem będzie organizowanie dorocznego obiadu, na którym będziemy plotkować o Lisbeth Salander." /s. 168/
Prawie 800 stron tak dobrej powieści... Larsson nie zawiódł i tym razem. Wprawdzie nie przepadam za książkami określanymi mianem "thrillera politycznego" (do tej kategorii można zaliczyć też "Zamek z piasku..."), jednak podobnie jak w przypadku poprzednich części lektura po prostu mnie wciągnęła. 

Znowu mamy do czynienia z Lisbeth Salander i Mikaelem Blomkvistem. Żadne z nich zbytnio się nie zmieniło. Lisbeth pozostała zamknięta w sobie i nieufna (mimo to, okazywała więcej ludzkich uczuć i była bardziej rozmowna niż w poprzednich tomach). Mikael natomiast nadal jest świetnym reporterem, mającym słabość do niezwykłych kobiet. Skoro już o kobietach mowa...uważam, że wątek nowego romansu Mikaela był przewidywalny i całkowicie niepotrzebny. Natomiast fragmenty dotyczące Eriki Berger i jej transferu do SMP, jakkolwiek ciekawe, nie wnosiły nic nowego do treści i wręcz odwracały uwagę czytelnika od głównego wątku.


Mój Tato uważa, że "Zamek z piasku..." to najlepsza część trylogii. Ja myślę, że jest nieco słabsza od pozostałych. Zgadzamy się jednak co do tego, jak wielką stratą była śmierć Stiega Larssona - między innymi z tego względu, że nie napisze on już żadnej książki. Kilka wątków "Millenium" nie zostało zakończonych, między innymi sprawa Camilii Salander... Wprawdzie ma powstać kolejna książka z serii, jednak zupełnie inny autor i fakt, że powieść nie będzie nawiązywać bezpośrednio do trylogii, po prostu mnie nie zachęcają. Mimo wszystko, podejrzewam że i tak ją przeczytam.

Moja ocena: 4,5/6
______________________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna 
2. unsplash.com
Francis Paul Wilson "Twierdza"

Francis Paul Wilson "Twierdza"



Autor: Francis Paul Wilson
Tytuł: "Twierdza"
Tytuł oryginału: "The keep"
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 1990
Liczba stron: 366




"Wcisnął głowę i ramiona w wąski, kamienny korytarz opadający lekko w dół. I wtedy zdał sobie sprawę, że nie jest już sam. Coś mrocznego i zimnego jak komora, w której się znalazł, czaiło się obok, rozbudzone i głodne."
Przeczytaj horror o wampirach, mówili. Będzie fajnie, mówili.
Bzdura. Fajnie nie było. Zaczęło się jednak obiecująco. Rumunia, rok 1941, opuszczona twierdza gdzieś w górach Transylwanii. Oddział niemieckich żołnierzy pod dowództwem kapitana Woermanna otrzymuje rozkaz zajęcia warowni. Wydawałoby się, że nie powinno być z tym żadnych problemów. Jednak ktoś - a może coś - zaczyna zabijać Niemców, jednego każdej nocy. Na pomoc zostaje wysłany major Kaempffer z oddziałem Einsatzkommando. Żołnierze sprowadzają też z Bukaresztu profesora Cuzę (wraz z opiekującą się nim córką), który podobno wie o twierdzy wszystko. Ale czy to wystarczy?

Początek powieści mnie zafascynował. I nawet nieco przestraszył. Dopóki tajemniczy wróg się nie ujawnił, było naprawdę ciekawie. Niestety potem książka robiła się coraz dziwniejsza i o ile zaprezentowane przez autora rozwiązania zyskały grono zwolenników, mi w ogóle nie przypadły do gustu. 
Plakat filmu na podstawie powieści
Bardzo liczyłam na klasyczny horror o wampirach. Tym bardziej, że miejscem akcji była Rumunia (skojarzenia były więc oczywiste). Niestety, zawiodłam się. Paul Wilson wymyślił coś o wiele bardziej skomplikowanego. I zwyczajnie przekombinował (czy w ogóle istnieje takie słowo?).

Ogromnie denerwowała mnie Magda, córka profesora Cuzy. Potrafiła zadawać niesamowicie głupie pytania (a podobno była bardzo mądrą kobietą) oraz nie zauważać oczywistych rzeczy. I chodzić sama w miejsca, których nie powinna odwiedzać. Ale w końcu w każdym horrorze znajdzie się ktoś taki. Niepotrzebny był również wątek miłosny pomiędzy Magdą a jednym z głównych bohaterów (nie, nie był to Niemiec). Dobrze, że nie widzieliście mojego wyrazu twarzy podczas czytania odpowiednich fragmentów...

Wymieniłam całą listę wad. A co z zaletami? Początek powieści był bardzo udany. Autorowi udało się też kilka razy zmylić czytelnika, wprowadzając nowe wyjaśnienia całej sytuacji, książka nie była więc monotonna. O ile nie spodobała mi się całość fabuły, to nie mogę odmówić Wilsonowi przemyślanego pomysłu na książkę. 

Powinniście pamiętać, że wielu osobom "Twierdza" bardzo się podoba, więc nie warto się sugerować tylko moją opinią. Możecie przekroczyć próg twierdzy, jeśli chcecie. Nie jestem jednak pewna, czy wyjdziecie z tego cało...

Moja ocena: 4/6

Książka przeczytana w ramach wyzwania "Klasyka horroru"

____________________
Źródła zdjęć:
1. www.lubimyczytac.pl
2. http://www.filmweb.pl/film/Twierdza-1983-11263/posters
Ponure Poniedziałki: Joe Hill "Najlepszy nowy horror"

Ponure Poniedziałki: Joe Hill "Najlepszy nowy horror"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Upiory XX wieku" (Wydawnictwo Albatros, 2009).

Eddie Carroll jest redaktorem serii "America's Best New Horror". Przez większość swojego życia miał do czynienia z horrorami - w postaci powieści, opowiadań i filmów - i naprawdę ciężko go zaskoczyć. Pewnego dnia w ręce Eddiego trafiło opowiadanie "Chłopiec z broszkami: historia miłosna", które wywołało w jego umyśle prawdziwy wstrząs. Mężczyzna postanowił włączyć "Chłopca z broszkami" do nowego wydania redagowanej przez siebie antologii, wcześniej jednak musiał odnaleźć autora. Nie było to łatwe, ale wyglądało na to, że sprawa jest warta zachodu. Czy na pewno?


To opowiadanie mogę określić słowami: najlepszy stary horror. Stary, ponieważ Joe Hill w swoim tekście odwołuje się do wielu klasycznych już powieści i filmów grozy, a sama fabuła opowiadania powinna wydać się wielu czytelnikom znajoma. Nie, nie jest to plagiat. To stworzenie klimatu, który zna każdy fan horrorów. To zabawa konwencją. W dodatku na tyle udana, że w połączeniu z umiejętnościami pisarskimi autora wywołuje w odbiorcy chęć czytania dalej. Nawet, jeśli dobrze wie jak wszystko może się skończyć. 

Joe Hill ma talent. Ale "Najlepszy nowy horror" nie jest jego najlepszym opowiadaniem. Jest jednak bardzo dobrym tekstem, który znakomicie wpisuje się w ramy gatunku. Przy okazji nieco z niego kpiąc.

Moja ocena: 5/6

PS 1: Ktoś wie, czyim synem jest Joe Hill?
PS 2: Jak widać, Ponure Poniedziałki wróciły. Może macie jakieś propozycje dobrych opowiadań, które mogłabym przeczytać?
________________________
Źródło zdjęcia: http://all-free-download.com/free-photos/
Thomas Harris "Czerwony smok"

Thomas Harris "Czerwony smok"



Autor: Thomas Harris
Tytuł: "Czerwony smok"
Tytuł oryginału: "Red dragon"
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 445





"W czasach gdy nasza wrażliwość uległa stępieniu pod wpływem wszechobecnej wulgarności i wyuzdania, warto przekonać się, co wciąż może nami wstrząsnąć."
Jak złapać seryjnego mordercę? Jak wniknąć w jego umysł, zrozumieć jego motywy i przewidzieć następne posunięcia? Will Graham jest w tym ekspertem. Dlatego właśnie do niego zwraca się agent specjalny FBI Jack Crawford z prośbą o pomoc w śledztwie. Trzeba złapać zabójcę dwóch rodzin, który ma zwyczaj atakować swoje ofiary raz w miesiącu, przy pełni księżyca. Policja nazywa go Zębową Wróżką, on sam siebie określa mianem Czerwonego Smoka. W analizie umysłu szaleńca Grahamowi pomaga Hannibal Lecter - doktor psychiatrii i kanibal, którego Will kiedyś pomógł aresztować. Skąd taka decyzja? Lecterowi nie można odmówić wiedzy na temat psychopatów... Poza tym, każda pomoc się przyda - trzeba powstrzymać Smoka, zanim znajdzie nowe ofiary.


"Czerwony smok" to pierwsza z serii książek o Hannibalu Lecterze. Wprawdzie w tej powieści pojawia się on rzadko, jednak cały czas można wyczuć jego złowrogą obecność gdzieś w tle. Jeśli nie spotyka się z Grahamem bezpośrednio, daje o sobie znać za pomocą listów. I nie są to miłe wiadomości...

Podoba mi się, że Thomas Harris zdecydował się przedstawić całą historię zarówno od strony śledczych, jak i mordercy. Pokusił się nawet o próbę wyjaśnienia, dlaczego smok zaczął mieć problemy psychiczne.
Na początku nie byłam zachwycona tą powieścią. Jednak opis tego, co smok zrobił z pewnym irytującym dziennikarzem nieco mną wstrząsnął - co w konsekwencji sprawiło, że zaczęłam śledzić całość z większym zainteresowaniem. Niezbyt polubiłam głównego bohatera, Willa Grahama. Nie podobało mi się jego podejście do całej sprawy, a także relacje z bliskimi. W ogóle nie potrafiłam znaleźć w tej powieści swojej "ulubionej" postaci.

Obsada serialu "Hannibal". Kto jest kim?



Muszę jednak przyznać, że "Czerwony smok" to bardzo dobry thriller. Harris nie stara się być delikatny, ale też nie epatuje drastycznymi opisami. Nie dałam się wprawdzie zaskoczyć, jeśli chodzi o zakończenie, chociaż autor się starał. Nie zmienia to jednak mojej opinii, że to porządna lektura, którą powinni poznać wszyscy fani filmowej wersji (książka była pierwsza!). Oraz osoby lubiące tego typu klimaty.

Moja ocena: 4,5/6

Do powieści nawiązuje w pewnym stopniu serial "Hannibal", produkowany przez amerykańską telewizję NBC. Nie jest to jednak wierna ekranizacja - wykorzystano postaci z książki i stworzono własną historię, bardzo luźno powiązaną z "Czerwonym smokiem".
______________________
Źródła zdjęć:
1. http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/1115/1620.jpg
2.http://images6.fanpop.com/image/photos/34300000/Hannibal-hannibal-tv-series-34339544-1920-1080.jpg
3. http://4.bp.blogspot.com/-eubiNTXn7q8/UU_Lg_2O5AI/AAAAAAAAIaU/jlu0PgBhg8U/s1600/Hannibal%2B2.jpg

David Nicholls "Jeden dzień"



Autor: David Nicholls
Tytuł: "Jeden dzień"
Tytuł oryginału: "One day"
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 442


"Ten dzień wprowadził do mojego życia wielkie zmiany. Ale tak dzieje się w życiu każdego człowieka. Przypomnijcie sobie taki jeden dzień, który zaważył na waszym życiu. Przerwij na chwilę ty, który to czytasz, i pomyśl o długim łańcuchu złotych czy żelaznych ogniw, cierni czy kwiatów, które by nigdy ciebie nie oplątały, gdyby nie było jakiegoś jednego ważnego i pamiętnego dnia w twoim życiu." Charles Dickens "Wielkie nadzieje"
Emma i Dexter poznali się w dzień ukończenia studiów. Całkowicie różne charaktery, pochodzenie oraz plany na przyszłość nie były dla nich przeszkodą. Przypadli sobie do gustu i poczuli, że łączy ich coś szczególnego. Co dokładnie? Z uświadomieniem sobie tego długo będą mieć problemy. Możemy obserwować kolejne lata ich życia - poznajemy jeden dzień z każdego roku - i sprawdzać, jak sobie radzą i co ich łączy. Jeśli jeszcze w ogóle mają ze sobą coś wspólnego...
Emma ma duszę artystki, chce zmieniać świat, pragnie prawdziwej miłości. Dexter jest egoistą, który przede wszystkim chce się dobrze bawić. Em i Dex. Dex i Em. Czyż nie są dla siebie stworzeni?


"Jeden dzień" to niezwykła powieść. Bardzo podobał mi się pomysł koncentrowania się tylko na jednym dniu w roku - to o wiele ciekawsze niż szczegółowe opisywanie wszystkiego, co działo się w poszczególnych latach. Doceniam też zakończenie, które wcale nie było takie oczywiste. 
Śledzenie reakcji Emmy i Dextera oraz zmian następujących w ich życiu było fascynujące, ale też czasami nieco przygnębiające - szczególnie wtedy, kiedy nie powodziło im się najlepiej. Podczas lektury ma się czasem ochotę potrząsnąć Dexterem, dla którego ważniejsze od bliskich osób były dobra zabawa i kolejne podboje miłosne. Oraz Emmą, która nie bardzo wiedziała co zrobić ze swoim życiem i zmarnowała wiele dobrych okazji.
"Myślę, że boisz się być szczęśliwa. Z jakiegoś powodu uważasz, że Twoje życie powinno być szare, nieciekawe i trudne, że nie zasługujesz na dobrą pracę, przyzwoite mieszkanie, że nie dla Ciebie sukces, pieniądze, nie mówiąc już o porządnym facecie (...) Powiem więcej. Myślę, że specjalnie przyjmujesz pozę wiecznie niespełnionej, nieszczęśliwej ofiary losu - tak jest łatwiej, nie?" /s. 51/
Próbowałam opisać relacje łączące Emmę i Dextera, ale zupełnie mi to nie wyszło. Było to dosyć skomplikowane, nie chcę zdradzać zbyt dużo. Mogę napisać tylko dwie rzeczy:
- Uczucia Emmy nie są mi obce. Wprawdzie nie miałam wrażenia, że czytam książkę o sobie...ale są pewne podobieństwa. Dlaczego znajomości z ludźmi bywają tak skomplikowane?
- Ta książka przypomniała mi, że nie warto czekać z powiedzeniem komuś, jak bardzo jest dla nas ważny. Po prostu.

To nie jest recenzja, ponieważ dosyć emocjonalnie podeszłam do tej książki. W każdym razie - polecam. To dobrze napisana i ciekawie skonstruowana powieść, opisująca niebanalną historię. Z całą pewnością nie jest to kolejny cukierkowy romans, a to ogromny plus.

Moja ocena: 4,5/6
_________________
Źródła zdjęć:
1. http://ecsmedia.pl/c/jeden-dzien-p-iext4914849.jpg 
2. unsplash.com
O. Adam Szustak OP "Osioł w raju. O kochającym Bogu i upartym człowieku"

O. Adam Szustak OP "Osioł w raju. O kochającym Bogu i upartym człowieku"


Autor: o. Adam Szustak OP
Tytuł: "Osioł w raju. O kochającym Bogu i upartym człowieku"
Wydawnictwo: Fides
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 64
"Wszyscy jesteśmy osłami, to jest nasz wręcz fundamentalny status. Jesteśmy uparci jak osły w nieprzyjmowaniu Bożej miłości. Jesteśmy uparci jak osły w naszym grzeszeniu. Jesteśmy uparci jak osły w naszym braku świętości" /s. 5/
"Osioł w raju" to krótka książeczka, będąca zapisem rekolekcji dla studentów wygłoszonych przez o. Adama Szustaka w 2009 r. w kościele dominikanów w Krakowie. Mówił on o Bożej miłości, cierpliwości, zachwycie człowiekiem oraz o tym, jak bardzo jesteśmy uparci. W każdym z sześciu kazań odnosił się do konkretnych fragmentów Pisma Świętego i w charakterystyczny dla siebie sposób - z humorem, szczerze, nie unikając zadziwiających i czasem może nieco kontrowersyjnych porównań i przykładów, wyjaśniał je i omawiał.

Teksty nie są nudne, nie są też długie. Myślę, że nikomu kto zna o. Szustaka lub innych pozytywnie zakręconych krakowskich dominikanów nie trzeba specjalnie polecać tej książki;)
"Panowie, to jest największy cud w życiu mężczyzny: kobieta mówi, a ty wiesz, o co jej chodzi." /s. 63/
______________
Źródło zdjęcia:
Produkcja własna 
Arnaldur Indridason "W bagnie"

Arnaldur Indridason "W bagnie"


Autor: Arnaldur Indridason 
Tytuł: "W bagnie"
Tytuł oryginału: "Myrin"
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 299

Erlendur Sveinsson, policjant pracujący w Reykjaviku, zostaje wezwany na miejsce zbrodni. Zamordowany został starszy mężczyzna, niejaki Holberg. Ktoś zabił go w jego mieszkaniu a następnie uciekł, pozostawiając otwarte na oścież drzwi. Zdążył jeszcze zostawić na ciele notatkę o zagadkowej treści "Ja to ON". Większość ekipy śledczej jest przekonana, że mają tu do czynienia z "typową" zbrodnią, której sprawcą był zapewne jakiś chuligan. Natomiast Erlendur uparcie bada przeszłość Holberga w nadziei dotarcia do faktów, które rzucą nowe światło na to tragiczne wydarzenie.
"- Kolejna typowa islandzka zbrodnia? (...) Niechlujna, bezcelowa i popełniona bez próby ukrycia, zmylenia śladów czy zatarcia dowodów.
- Tak - powiedział Erlendur. - Prymitywna islandzka zbrodnia."  /s. 13/

Autor został nazwany "islandzkim Henningiem Mankellem". Zazwyczaj podchodzę nieufnie do tego typu porównań ale muszę przyznań, że akurat w tym tkwi ziarnko prawdy. Atmosfera jesiennego, pogrążonego w deszczu Reykjaviku przywodziła na myśl Ystad. A sam Erlendur - w średnim wieku, zmagający się z problemami osobistymi i bardzo zaangażowany w śledztwo przypominał mi nieco Kurta Wallandera. "W bagnie" skupia sie jednak przede wszystkim na osobistych tragediach konkretnych osób, podczas gdy Henning Mankell tworzy pesymistyczny obraz całego społeczeństwa.

Powieść czyta się dobrze, pomimo drobnych niedociągnięć. Zbyt łatwo udało mi się na przykład odgadnąć, kto jest mordercą. Miałam za to problem z islandzkimi imionami - ciężkimi do zapamiętania i do wymówienia. Ale to już nie wina autora, oczywiście;)

"W bagnie" to przyzwoita powieść. Niektórym może przeszkadzać skrótowe potraktowanie pewnych wątków czy też wplatanie w fabułę opisów problemów Erlendura z córką. Myślę jednak, że warto zapoznać się z tą książką. W końcu...czy często zdarza się Wam czytać islandzki kryminał? 

Moja ocena: 4/6

Kilka ogłoszeń:
- Ponure Poniedziałki powrócą już wkrótce. A dokładniej 13 stycznia. To bardzo dobra data;)
- Zaktualizowałam nieco stronę "O mnie". Jest nawet nowe zdjęcie;)
- Tradycyjnie zapraszam na facebook (szczególnie, jeśli ktoś ma ochotę porozmawiać o nowych odcinkach "Sherlocka";)
______________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna
Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger