środa, 30 kwietnia 2014

Simon Beckett "Chemia śmierci"




Autor: Simon Beckett
Tytuł: "Chemia śmierci"
Tytuł oryginału: "The Chemistry of Death"
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2006
Liczba stron: 246



"Byłem kiedyś innym człowiekiem. Byłem Davidem Hunterem, który zgłębił chemię śmierci, widział produkt końcowy niezliczonych przypadków gwałtu i przemocy, wypadków naturalnych i mieszanych. Który na co dzień widywał pozbawione skalpów czaszki i szczycił się wiedzą, której istnienia wielu nawet nie podejrzewało. To, co działo się z ludzkim ciałem po śmierci, nie było dla mnie żadną tajemnicą"
Kariera Davida Huntera, jednego z najlepszych antropologów sądowych w Anglii, została przerwana przez pewne tragiczne wydarzenia. Po wszystkim Hunter podjął się pracy lekarza rodzinnego w małej, położonej na uboczu miejscowości Manham. Liczył na spokój i na to, że być może z czasem odzyska wewnętrzną równowagę. Wydawało się, że trafił w odpowiednie miejsce. Do czasu, kiedy w pobliżu odkryto brutalnie okaleczone zwłoki młodej kobiety. Jak się szybko okazało, to nie było ostatnie takie znalezisko...

Po lekturze mam tylko jedno pytanie: dlaczego sięgnęłam po powieść Becketta dopiero teraz? Trzeba było to zrobić o wiele szybciej.
Główny bohater z trudną przeszłością, klaustrofobiczna atmosfera małego miasteczka, seryjny morderca czający się gdzieś wśród przerażonych mieszkańców i opisy ludzkich zwłok w różnych stadiach rozkładu. No nie mówcie, że Was to nie zachęca;)
"Większość seryjnych morderców schwytano dzięki szczęściu albo dzięki temu, że popełnili rażący błąd [...] Gdy w końcu wpadają, pierwszą reakcją ich znajomych i sąsiadów jest zawsze niedowierzanie. Dopiero patrząc wstecz, ich bliscy stwierdzają, że ten wyszczerbiony, ząbkowany nóż zawsze tam był, tylko po prostu go nie widzieli"
Bardzo podoba mi się sposób narracji, jakim posługuje się Simon Beckett. Wszystko pisane jest z perspektywy głównego bohatera, a styl autora sprawia, że z zapartym tchem czytałam nawet o tak prozaicznej rzeczy, jak wizyta Huntera w pobliskiej szkole. Po prostu nie nudziłam się podczas lektury i nie miałam ochoty odkładać książki na bliżej nieokreślony czas i zajmować się czymś innym. 
Znalezienie odpowiedzi na pytanie "Kto jest mordercą?" nie było szczególnie łatwe, ale też i nie było niemożliwe. Chociaż w pewnym momencie podejrzewałam dosłownie wszystkich, łącznie z charyzmatycznym starszym pastorem i lekarzem, który poruszał się na wózku. No cóż, nie byłabym dobrym detektywem;) Za to ostatecznie częściowo udało mi się odgadnąć, kto był sprawcą.
Podobał mi się również opis małego Manham i jego mieszkańców - sama pochodzę z niewielkiej miejscowości i wiem, jak potrafią się zachowywać mieszkający tam ludzie. Jednocześnie odczuwam masochistyczną przyjemność z czytania o tragicznych zdarzeniach rozgrywających się w takich właśnie miejscach. Może dlatego tak lubię Kinga i jego opowiadania...
Jeszcze jeden plus dla autora - za zakończenie. Takie typowe dla horrorów i thrillerów, mile widziane przeze mnie również w książkach. Chociaż chyba na ekranie wypada to trochę lepiej.

Mogę się "przyczepić" tylko do dwóch rzeczy. Beckett bardzo lubi stosować sformułowania w stylu: "W dniach, które nadeszły potem, popołudnie to miało kojarzyć mi się z ostatnim przebłyskiem błękitu przed nadciągającą burzą" mające na celu podkreślenie mrocznej atmosfery i nadciągającej katastrofy. Jedno czy dwa takie zdania są w porządku, ale kiedy pojawia się ich więcej... mogą już raczej śmieszyć. Ale chyba nie powinnam zwracać na to uwagi, w końcu sama piszę podobnie... 
Drugi zarzut dotyczy źle skonstruowanych zdań, które znalazły się w tekście. Na szczęście nie było ich dużo.

Mogę z radością napisać, że trafiłam na naprawdę dobrą książkę. Kolejna część już czeka na półce.
A tymczasem... polecam!

Moja ocena: 5/6
______________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/29755/chemia-smierci
2. http://www.pinterest.com/pin/383720830722461395/

piątek, 25 kwietnia 2014

Anne Holt "Ślepa bogini"



Autor: Anne Holt
Tytuł: "Ślepa bogini"
Tytuł oryginału: "Blind gudinne"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 335





"Chciał zostać złapany. Usiadł na środku ruchliwej ulicy i czekał na policjantów. Ale dlaczego nie chciał im nic powiedzieć, przyznać się, że to on zabił tego mężczyznę nad rzeką? Dlaczego boi się więzienia, skoro nie boi się policji? I dlaczego, na miłość boską, upiera się, żebym to ja go broniła?"
Podczas spaceru z psem adwokat Karen Borg znalazła zmasakrowane zwłoki mężczyzny. Sprawcę morderstwa szybko złapano - właściwie on sam się o to postarał. Chłopak nie chciał jednak nic mówić, upierał się tylko, żeby jego obrońcą była właśnie Karen. Wkrótce do pierwszych zwłok dołączyły kolejne - kiedy znany adwokat został zamordowany w swoim mieszkaniu, a ślady wskazywały na powiązanie z poprzednią sprawą. Policjanci wpadli na trop dużej organizacji zajmującej się handlem narkotykami, w skład której mogły wchodzić osoby znane z pierwszych stron gazet. Cała sztuka polegała na tym, żeby odpowiednio te podejrzenia udowodnić...

Zapowiadało się naprawdę dobrze. Jednak po kilkudziesięciu stronach napięcie opadło, a ja zaczęłam się zastanawiać, kto tak naprawdę jest głównym bohaterem tej historii. Stawiałam na Karen Borg. Można też było brać pod uwagę prokuratora policji Hakona Sanda. Zerknęłam na okładkę i ze zdumieniem przeczytałam, że jest to "pierwszy tom cyklu o Hanne Wilhelmsen, śledczej z komendy Okręgowej Policji w Oslo". Jednak do końca lektury nie pozbyłam się wrażenia, że Hanne wcale nie wysuwa się na pierwszy plan. Być może to przez moją nieuwagę - nie mogłam się skupić na czytaniu. A może trochę zawiniła autorka. Ocenę pozostawiam Wam. 

Sama historia, chociaż miała duży potencjał, również mnie nie przekonała. Ale wiele osób ją docenia, podkreślając na przykład dobre przedstawienie pracy policji, umieszczenie wątku politycznego czy złożoność emocjonalną postaci. Ja nie potrafiłam tego dostrzec. Bohaterowie również nie wzbudzili mojej większej sympatii - może poza Billym T., jednak była to tak przerysowana postać... 
Miałam też wrażenie, że język powieści nie należy do najpiękniejszych - powtórzenia, źle skonstruowane zdania...

Podsumowując: powieść mnie nie zachwyciła, chociaż niezaprzeczalnie posiada swoje dobre strony. Czy wynika to z chwilowego kryzysu czytelniczego, który sprawia, że ciężko mi nawet pisać o książkach (co widać) ? Nie wiem. Przeczytajcie "Ślepą boginię" i oceńcie ją sami. Chociaż, jeśli chodzi o tę autorkę, polecam raczej "To, co się nigdy nie zdarza".

Moja ocena: 3,5/6
________________
Źródła zdjęć:
1. Własne.
2. http://www.gratisography.com

wtorek, 22 kwietnia 2014

Komiksowo

Czytanie idzie mi wyjątkowo wolno. Z Ponurych Poniedziałków chwilowo zrezygnowałam. Nie chcę jednak, żeby na blogu zapanowała cisza... Dlatego dzisiaj zapraszam na krótką historię z mojego życia;) A tak poważnie, to dzięki komiksom automatycznie generowanym przez aplikację Bistrips (dostępną na facebooku), które często bywają zaskakująco trafne, chciałam przedstawić kilka faktów dotyczących mojej (nie)skromnej osoby. Podobno awatar, który stworzyłam, jest do mnie bardzo podobny... Nie mogę zaprzeczyć;)

Zacznijmy od rzeczy podstawowej, czyli od kawy.

A tak wyglądam podczas kolejnej wizyty w lokalnej bibliotece

Pisanie pracy magisterskiej oraz uczenie się do egzaminów wygląda mniej więcej tak (gościnnie występuje przyjaciółka Małgorzata;) 



Okropne książki? Mowa o horrorach? Nie pozbędę się ich!

A tak w ogóle...


To nie jest post sponsorowany, po prostu lubię tę aplikację;) Znacie ją? Korzystacie z niej?

Zapraszam na stronę bloga na facebooku oraz na mój profil na pinterest.

środa, 16 kwietnia 2014

Charlotte Bronte "Dziwne losy Jane Eyre"




Autor: Charlotte Bronte
Tytuł: "Dziwne losy Jane Eyre"
Tytuł oryginału: "Jane Eyre"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2004
Liczba stron: 675




"Lubiłam gorączkowe bicie serca, które co prawda napełniało je niepokojem, ale też i życiem; a najbardziej kusiło mnie przysłuchiwanie się nigdy nie kończącej się opowieści, którą bez przerwy snuła moja wyobraźnia; opowieści tętniącej wypadkami, życiem, ogniem, uczuciem - wszystkim, czego pragnęłam, a czego w rzeczywistości nie posiadałam"

Rzeczywiście, dziwne były losy Jane Eyre. Sierota, wychowywana przez nieprzychylną jej krewną, wysłana jako dziecko do nieprzyjaznej szkoły w Lowood, następnie szukająca pracy jako nauczycielka... trafiła wreszcie do Thornfield Hall, posiadłości należącej do pana Rochestera. Ten sarkastyczny, dwa razy starszy od niej mężczyzna, zafascynował ją od pierwszej chwili. Jednak nawet zwykła rozmowa z nim była wyzwaniem - wszystko przez jego apodyktyczność, zmienny humor, ironię. Poza tym, Jane była tylko prostą nauczycielką, która miała dbać o edukację Adelki, wychowanki pana Rochestera. Miała pracować, słuchać rozkazów pana domu (jeżeli akurat przebywał w posiadłości, co zdarzało się rzadko) i pod żadnym pozorem nie interesować się pewnymi drzwiami na trzecim piętrze, zza których dochodził czasami obłąkańczy śmiech...


UWAGA, SPOILERY!

To nie będzie recenzja, podobnie jak było w przypadku tekstu dotyczącego "Dumy i uprzedzenia". Tę książkę trzeba przeżyć, nie analizować pod względem błędów popełnionych przez autorkę i ewentualnych niedociągnięć. Mądre wywody zostawię literaturoznawcom. 

Edward Fairfax Rochester. Wszystkie sceny, w których występował, należą do moich ulubionych. Kiedy go nie było, lektura zaczynała mi się dłużyć. Ta jego apodyktyczność, ironia... Owszem, miał swoje wady (i to liczne), miał też tajemnice (strych, doskonałe miejsce żeby coś/kogoś ukryć). Ale bez wątpienia jest fascynującą postacią. A motyw przebrania się za Cygankę? Szczerze mnie rozbawił. 

Za to Jane... Podziwiam ją za wierność zasadom, moralności, Bogu. Cierpiała przez to, ale do czasu. Zakończenie powieści wynagrodziło mi męczenie się przez 200 stron z St. Johnem.

Chciałabym napisać więcej o Jane, ale cały czas myślę o panu Rochesterze. To się nazywa obsesja, prawda? Swoją drogą, czy najlepsi angielscy bohaterowie powieści (Darcy i Rochester) muszą zawsze oświadczać się w taki okropny sposób? Oczywiście, upraszczam. Inne charaktery, inne okoliczności. Ale czy słowa Edwarda: Ciebie kocham jak siebie samego. Ciebie: biedną i nieznaną, małą i nieładną... czegoś Wam nie przypominają?

Kończę już. Inaczej cały post będzie o panu Rochesterze. Chyba wiecie, co myślę o całej książce. A teraz popatrzę sobie na zdjęcie Michaela Fassbendera... o czym to ja mówiłam? 


Facebook? Pinterest?
____________________
Źródła zdjęć:
1. Własne.
2. http://www.pinterest.com/pin/483574078711865539/
3. http://www.pinterest.com/pin/483574078711882008/
4. http://www.pinterest.com/pin/483574078711881610/
5. http://www.pinterest.com/pin/483574078711865502/

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Ponure Poniedziałki: edycja specjalna #2 + ogłoszenia

W poprzedniej edycji specjalnej Ponurych Poniedziałków zaprezentowałam Wam najkrótszy horror świata. Teraz chciałam przytoczyć kolejną krótką historię, która może przerazić bardziej, niż niejedna obszerna powieść.

"I woke up to hear knocking on glass. At first, I thought it was the window until I heard it come from the mirror again"

Czasem jedno zdanie wystarczy, żeby pobudzić wyobraźnię. 
Jeżeli nie przestraszyła Was ta historia, zajrzyjcie tutaj - znajdziecie więcej podobnych, może lepszych, może gorszych... kto wie? 


Teraz czas na ogłoszenia, a raczej jedno ogłoszenie: Ponure Poniedziałki chwilowo zostają zawieszone. Wrócą, jak tylko napiszę ostatni rozdział pracy magisterskiej i ogólnie ogarnę całość. Recenzje książek będą pojawiać się normalnie (gdyby ktoś był zainteresowany;) 
Dziękuję za uwagę!;)
_______________

środa, 9 kwietnia 2014

Joe Hill "Rogi"





Autor: Joe Hill
Tytuł: "Rogi"
Tytuł oryginału: "Horns"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 373







"Ignatius Martin Perrish spędził noc w pijanym widzie, wyczyniając straszne rzeczy. Następnego ranka obudził się z bólem głowy. [...] Chwiejąc się nad toaletą zerknął na swoje odbicie w lustrze nad umywalką i zobaczył, że przez noc wyrosły mu rogi"
Rogi. Nie takie, jakie ma jeleń ("someone help Will Graham"). Rogi diabła. Poprzedniej nocy Ig musiał zrobić coś paskudnego, skoro teraz zaczął zmieniać się w demona. Dodatkowo okazuje się, że rogi mają dziwny wpływ na ludzi, z którymi styka się Ig. Wyzwalają w nich wszystko, co najgorsze i skłaniają do wyjawiania najbrudniejszych myśli i tajemnic. Mężczyzna nie wie, co się z nim dzieje. Może jednak rogi pozwolą mu znaleźć mordercę swojej dziewczyny? Na razie o jej zgwałcenie i zabicie wszyscy podejrzewają Iga, chociaż nie ma przeciwko niemu żadnych dowodów. 
Jego życie już wcześniej było piekłem. Czy teraz może być gorzej?

Po przeczytaniu powieści musiałam przemyśleć całą historię. Zwłaszcza, że moja opinia różni się od tych, które widziałam na Lubimy Czytać. Niektórzy piszą, że to nie jest horror, lecz kryminał - bo książka skupia się na sprawie morderstwa Merrin, dziewczyny Iga. Ktoś wręcz zarzucił autorowi, że zbyt szybko odkrył, kim był zabójca. Nie znam się zbytnio na tym gatunku literackim (chociaż chciałabym), ale wydaje mi się, że powieści, w której główny bohater zmienia się w diabła i chce zemścić się na zabójcy swojej ukochanej, bliżej jednak do horroru. Przynajmniej sama tak odebrałam tę książkę. 
Większość osób twierdzi również, że Joe Hill pisze zupełnie inaczej niż jego ojciec, Stephen King. Hill rzeczywiście ma swój indywidualny styl, który jednak w pewnym stopniu przypomina mi powieści starszego Kinga. Nie chodzi o naśladownictwo, raczej o rodzinne podobieństwo. W moim odczuciu Hill nie prześcignął jeszcze Kinga (co również sugeruje wiele osób). Ale jest na dobrej drodze.

Jeśli chodzi o samą powieść - jest dobra. Przede wszystkim, Hill miał bardzo ciekawy pomysł na fabułę. I zadbał o to, żeby książka zawierała wiele odniesień do historii związanych z diabłem - za Igiem podąża stado węży, jego broń to znalezione przypadkowo widły, a tekst, na który mężczyzna natrafia w pewnym opuszczonym miejscu, jest podpisany "L. Morningstar". Takich aluzji jest zapewne więcej, a odnajdywanie ich może być niezłą zabawą. 

Na początku myślałam, że głównym problemem bohatera są świeżo otrzymane rogi. I rzeczywiście, nie umilały mu one życia. Jednak to też powieść o morderstwie, cierpieniu i przyjaźni - a może jej braku?
Trochę nie podobała mi się konstrukcja książki - wracanie co jakiś czas do zdarzeń z przeszłości. To było potrzebne i pomogło lepiej zrozumieć całą fabułę, ale miałam wrażenie, że przez ten zabieg (szczególnie na początku) całe napięcie poszło w diabły.

Zakończenie jest... zastanawiające. Oczywiście od początku wszystko zmierza do ostatecznej konfrontacji Iga z jego przeciwnikami. Akcja poprowadzona jest bardzo sprawnie. 
Czy końcowe rozdziały mnie satysfakcjonują? Ciężko powiedzieć. Nie tak to sobie wyobrażałam. Ale - w świetle wcześniejszych wydarzeń - jest to całkiem logiczne.

Czy to horror? Czy Hill jest lepszy od Kinga? Czy chcielibyście poznać najskrytsze myśli Waszych bliskich? Być może w odpowiedzi na te pytania pomoże Wam lektura "Rogów". I pamiętajcie - nawet, jeżeli jesteście nieszczęśliwi i wściekli na wszystko i wszystkich, uważajcie z alkoholem. Może się zdarzyć, że wskutek pijatyki zrobicie kilka strasznych rzeczy, a następnego dnia spojrzycie w lustro i zaczniecie krzyczeć...

Moja ocena: 4,5/6
___________________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna
2. http://www.pinterest.com/pin/82612974386983795/

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Ponure Poniedziałki: Daphne du Maurier "Nie oglądaj się teraz"

Wszystko zaczęło się od zabawy. I od zdania "Nie oglądaj się teraz", wypowiedzianego w złym miejscu i w złym czasie. A może to, co nastąpiło później, i tak miało się wydarzyć?

John i Laura to małżeństwo, które przyjechało do Wenecji aby odpocząć i zapomnieć o tragedii, jaka niedawno ich spotkała - śmierci córeczki Christiny. Kiedy ich poznajemy, są właśnie w restauracji. Wydaje się, że Laura już doszła do siebie, a przynajmniej tego chciałby John. Wciąga on żonę w ich starą grę, polegającą na wymyślaniu fantastycznych historii na temat przypadkowo spotykanych ludzi. Mówiąc "Nie oglądaj się teraz" zwraca uwagę Laury na siedzące przy sąsiednim stoliku bliźniaczki - kobiety w podeszłym wieku. Później, tego samego wieczoru, Laura zawiera z nimi znajomość. Jedna z bliźniaczek twierdzi, że posiada zdolność jasnowidzenia. Kobieta utrzymuje, że widzi zmarłą córeczkę małżeństwa. Sugeruje też, że John i Laura powinni jak najszybciej wyjechać z miasta, ponieważ grozi im niebezpieczeństwo. Laura rzeczywiście wraca do Anglii (tak się przynajmniej wydaje), natomiast John...

Gdzieś w Wenecji. Mało mrocznie, prawda?
Jak zwykle w przypadku Daphne du Maurier muszę zwrócić uwagę na dopracowaną, niepokojącą historię oraz piękny literacki język. Wprawdzie to opowiadanie nie zajmuje pierwszego miejsca w moim osobistym rankingu dzieł brytyjskiej autorki, jednak nadal uważam, że jest warte przeczytania. Zwłaszcza, zanim obejrzy się film ("Nie oglądaj się teraz", 1973). 

Napisałam, że cała historia zaczęła się od zabawy. Ale atmosfera opowiadania od początku nie była radosna. Groza, tajemnica, niedomówienia... Niepokój wzbudzają też postaci bliźniaczek. Czy naprawdę potrafią przepowiadać przyszłość? A może to oszustki? Morderczynie?

Mimo wszystko, czegoś mi w tekście zabrakło. Może to "wina" głównego motywu wykorzystanego przez autorkę, za którym po prostu nie przepadam? 
Zakończenie jest... mroczne. Groteskowe. I świetnie pasuje do całości. Czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy bohaterowie mogli zrobić cokolwiek, żeby oszukać przeznaczenie. To pytanie pozostaje jednak bez odpowiedzi.

Trudno napisać coś więcej o tym opowiadaniu, nie zdradzając kolejnych szczegółów z fabuły. Po prostu - przeczytajcie. Daphne du Maurier miała naprawdę niepokojące pomysły. Teraz mogą się one niektórym wydać mało odkrywcze, ale nie można zapominać, że to pisarka (przynajmniej w niektórych przypadkach) była pierwsza.

Moja ocena: 4,5/6
___________________
Źródło zdjęcia: http://picjumbo.com/

środa, 2 kwietnia 2014

Kathleen DeMarco "Królowa żurawin"



Autor: Kathleen DeMarco
Tytuł: "Królowa żurawin"
Tytuł oryginału: "Cranberry Queen"
Wydawnictwo: MUZA SA
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 275



"Środek nocy jest najgorszy, zawsze tak było. Człowiek się budzi i uderza go fala samotności"
Diana przeżywa ciężkie chwile. Trzy lata temu zostawił ją chłopak, a ona do tej pory nie może się pozbierać. A kiedy sytuacja trochę się stabilizuje, kobietę spotyka kolejna tragedia - tym razem o wiele większa. Jej rodzice i brat giną w wypadku samochodowym. Diana pogrąża się w rozpaczy. Pewnego dnia ucieka od znajomych, którzy chcą jej pomóc, wsiada w samochód i jedzie przed siebie. Po drodze zderza się ze staruszką na motorze, psuje swoje auto i trafia do zupełnie obcych ludzi, którzy oferują jej nocleg. Czy pobyt w Pine Barrens zmieni coś w życiu Diany?

Nie oczekujcie cukierkowej historii kobiety, której życie w jednej chwili zmienia się na lepsze. Dianę spotkało wiele złych rzeczy i naprawdę nie jest jej łatwo. Rozpoczęta pod wpływem impulsu podróż może jej pomóc, ale leczenie będzie bolesne. Zarówno dla Diany, jak i dla otoczenia.
"Nie ma już tej dzikiej dziewczyny o rozwianych na wietrze włosach. Wyglądała na szczęśliwą i ładną, ale już nie ma ze mną nic wspólnego."
Podobało mi się, że postaci mają złożony charakter i właściwie każdy skrywa jakąś tajemnicę. Nawet Rosie, szalona staruszka na motorze. Ucieszyło mnie też, że zakończenie nie jest typowe dla np. komedii romantycznych (a ta książka komedią nie jest, o nie!). Zawiera za to iskierkę nadziei. I to wystarczy, żeby się uśmiechnąć.


Głowna bohaterka jest chwilami denerwująca, ma tendencję do ranienia ludzi, którzy chcą jej pomóc. Nie ma dobrego zdania o sobie, a czasem daje się ponieść wyobraźni. Mimo wszystko, ciężko mieć do niej pretensje - po tym, co ją spotkało. Diana może niektórych irytować, ale myślę, że wiele osób będzie po prostu jej współczuć. 
Najbardziej kontrowersyjna jest postać Louisy, wnuczki Rosie. Ktoś o tak pokręconej osobowości nie może pozostawić nikogo obojętnym.

Podczas czytania ma się ochotę sięgnąć po żurawiny (lubicie?). A po skończeniu lektury aż chce się pojechać do Pine Barrens. Koniecznie w październiku, kiedy jest tam najpiękniej. 

To nie jest bardzo ambitna książka. Z drugiej strony "Królowa żurawin" nie należy do powieści, w których wszyscy są mili, a główna bohaterka w krótkim czasie odmienia swoje życie. To raczej słodko-gorzka opowieść, z nutką realizmu i odrobiną nadziei.

Moja ocena: 4,5/6
_____________________
Źródła zdjęć: 
1. http://nakanapie.pl/krolowa-zurawin-demarco-kathleen-ksiazka,634892
2. unsplash.com