Szymon Hołownia "Holyfood"




Autor: Szymon Hołownia
Tytuł: "Holyfood, czyli 10 przepisów na smaczne i zdrowe życie duchowe"
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 144




Szymon Hołownia nadal w formie;) Tym razem nie proponuje nam tabletek z krzyżykiem, gry w monopol czy podróży last minute. W tej książce odwołuje się do dobrze znanej i niezwykle popularnej ostatnio formuły - książki kulinarnej. Nie znajdziemy tutaj długich teologicznych wywodów. Tylko 10 przepisów na to, jak uczynić nasze życie lepszym. Wiem, brzmi jak tytuł postu na blogu lifestylowym. I chociaż nic do takich stron nie mam, to jednak uważam, że przepisy Szymona są lepsze. Z jednej prostej przyczyny: odnoszą się do tego, co należy uzdrowić najpierw - do życia duchowego. A jeśli dusza nie będzie chorować, łatwiej nam będzie ogarnąć resztę.
"W sennych marzeniach widzę, jak w kraju rośnie kiedyś sieć punktów odkarmiana duszy pod znakiem takim, jak tytuł tej książki. Bo ona ma ci pokazać, gdzie szukać zdrowia, energii i siły. Ta książka jest po to, by ci powiedzieć, że masz być tym, kim mógłbyś być. Że Bóg jest prezesem twojego fanklubu"
No co? Miało być smacznie i zdrowo...

Obawiam się, że ten wstęp mógł zabrzmieć bardzo poważnie i zniechęcić Was do lektury. Ale jeśli znacie już styl Szymona Hołowni - bezpośredniość, poczucie humoru, oryginalne (dla niektórych szokujące) porównania - mniej więcej wiecie, czego się spodziewać. Mnie najbardziej zainteresowały rozdziały "Jak wysmażyć cuda" i "Jak mniej chrzanić bez sensu". I w tym momencie stosuję "dietę" z jednego z nich. Rezultaty są widoczne bardzo szybko, a to cieszy! Tym bardziej, że książka Szymona Hołowni trafiła w moje ręce w momencie, w którym było już ze mną kiepsko. Wiadomo, że nic nie przychodzi od razu i że cały czas trzeba nad sobą pracować (tak jak w przypadku zwykłej diety), ale wiadomo też, że warto;)

Nie przedłużając: to krótka, konkretna i pełna humoru książka. Chcecie zobaczyć, co kryje się za tą neonową okładką? Kliknijcie TUTAJ.

Ten post nie był sponsorowany przez wydawnictwo Znak ani przez Szymona Hołownię;)

TynipicTynipicTynipic
_______________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/232523/holyfood-czyli-10-przepisow-na-smaczne-i-zdrowe-zycie-duchowe
2. unsplash.com

Daphne du Maurier "Oberża na pustkowiu"




Autor: Daphne du Maurier
Tytuł: "Oberża na pustkowiu"
Tytuł oryginału: "Jamaica Inn"
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Rok wydania: 1976
Liczba stron: 290


"Deszcz był zajadły, bezlitosny, siekł okna dyliżansu i smagał twardą, jałową ziemię. Żadnych tu drzew, jeśli nie liczyć jednego lub dwóch, rozpościerających nagie konary, powyginane i pokręcone przez stulecia wichrów, a tak szczerniałych ze starości i słoty, że gdyby nawet wiosna owiała je swym tchnieniem, pączki nie odważyłyby się chyba rozwinąć w liście, lękając się spóźnionych, zabójczych przymrozków. Uboga okolica, bez żywopłotów i łąk, kraina kamieni, czarnego wrzosu i karłowatego żarnowca"
Tutaj miało być inne zdjęcie, ale okładka
tego wydania po prostu mnie urzekła
 W taką właśnie niegościnną okolicę musiała przenieść się Mary Yellan. Dziewczyna obiecała matce, że po jej śmierci zamieszka z ciotką i jej mężem. Tak też się stało i Mary trafiła do oberży Jamajka, położonej gdzieś wśród ponurych wrzosowisk. Od początku widać było, że coś jest nie tak - wuj wydawał się być człowiekiem porywczym i okrutnym, ciotka zupełnie nie przypominała tej wesołej, serdecznej kobiety, którą Mary znała z przeszłości, a w oberży w sobotnie wieczory zbierało się podejrzane towarzystwo. Atmosfera grozy narastała. Jaką tajemnicę kryje Jamaica Inn?

Jedna z pierwszych książek Daphne du Maurier pod wieloma względami przypomina powieść gotycką. Niewinna dziewczyna, groźny właściciel oberży, ponure wrzosowiska, mroczne domostwo... i jakieś, jeszcze bliżej nieokreślone, zło. Jest to jednak początkowe wrażenie, które dosyć szybko mija. Okazuje się, że to bardziej kryminał lub powieść sensacyjna. Taka "w starym stylu" (w końcu napisana w 1936 roku).

Mimo wszystko, podobnie jak w przypadku powieści gotyckich, główna bohaterka nieco mnie irytowała. Po prostu nie lubię tego rodzaju postaci kobiecych - trochę wścibskich, uparcie pakujących się w kłopoty... Nie do końca potrafię to wytłumaczyć. Wolałabym też bardziej "paranormalne" rozwiązanie zagadki oberży, chociaż na to zaproponowane przez autorkę też nie można zbytnio narzekać.

"Oberża na pustkowiu" to dobra powieść, z mrocznym klimatem, zbrodniami i dużą liczbą wędrówek po wrzosowiskach. Co z tego, skoro nie dorównuje innym tekstom Daphne du Maurier, takim jak "Rebeka", "Ptaki" czy "Nie oglądaj się teraz"?
Czy w takim razie warto ją przeczytać? Oczywiście. Chociaż trzeba pamiętać, że to nie był szczyt możliwości tej autorki. Warto też obejrzeć film Hitchcocka. W ogóle du Maurier i Hitchcock to osoby, do których twórczości - w mojej opinii - wcale nie trzeba zachęcać;)

Racja. Ale i tak nie lubię Mary.
Zdjęcie z miniserialu BBC (2014)
Moja ocena: 4/6

TynipicTynipicTynipic
_____________________
Źródła zdjęć: 
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/131770/oberza-na-pustkowiu
2. http://www.pinterest.com/pin/483574078713415491/
3. http://www.pinterest.com/pin/208221182746948569/

Ponure Poniedziałki: Janusz Meissner "Dziwny pasażer"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Polskie opowieści z dreszczykiem" (ISKRY, 1969).


Doświadczony pilot nazwiskiem Boruń podczas rutynowych lotów pasażerskich zaczyna widywać w samolocie dziwną postać w brązowym płaszczu (nie, nie jest to porucznik Columbo). Jej pojawienie się zawsze zwiastuje jakiś wypadek. Jednak w obecność dziwnego pasażera wierzy tylko Boruń - w końcu tylko on go zauważa. Dla dyrekcji oczywiste staje się, że pilot nie będzie już mógł wykonywać dotychczasowej pracy. Mężczyzna zostaje zdegradowany do posady konwojenta poczty. Zajmuje się sortowaniem listów i - owszem - lata, ale już nie zasiada za sterami. Dalej uparcie wierzy w to, co inni biorą za jego halucynacje. I pewnego dnia, podczas kolejnej podróży, Boruń znów widzi dziwnego pasażera. Jest przekonany, że katastrofa musi nastąpić...

Janusz Meissner żył w latach 1901-1978. Był pilotem Wojska Polskiego, pisarzem i dziennikarzem. Otrzymał wiele odznaczeń wojskowych, między innymi Order Virtuti Militari.

Hessyst - Ryan Lee
Opowiadanie, jak sugeruje tytuł zbioru, rzeczywiście jest "z dreszczykiem". Nie wywołuje więc skrajnych emocji, raczej lekkie zaniepokojenie. Ale to wystarczy.
Podobało mi się zakończenie. I sam pomysł dziwnego pasażera. Czy naprawdę był to zwiastun nieszczęścia czy też tylko tylko objaw szaleństwa pilota po przejściach? Warto się nad tym zastanowić.

Dużym plusem tekstu jest fakt, że napisał go ktoś, kto sam był pilotem i doskonale znał się na lotnictwie. Dzięki temu wszystkie szczegóły są wiarygodne. Jednocześnie czytelnik nie jest przytłoczony fachowym słownictwem - wszystko przedstawione jest w prosty sposób, a autor skupia się na wydarzeniach dotyczących głównego bohatera, zamiast na technicznych opisach. Ogromnie ciekawi mnie, czy cała historia jest tylko wytworem wyobraźni Janusza Meissnera czy też podobne opowieści krążyły wśród pilotów, a autor postanowił nadać im literacką formę. Właśnie. Znane są Wam jakieś historie/miejskie legendy o zwiastunach katastrof lotniczych?

To zdecydowanie jest opowieść z dreszczykiem. Chociaż lekkim. Miłośnicy mocnych wrażeń nie mają tu czego szukać. Natomiast osoby doceniające polską literaturę - nie tylko grozy - powinny być zadowolone.

Moja ocena: 4/6

TynipicTynipicTynipic

___________________
Źródło zdjęcia: http://www.reddit.com/r/ImaginaryHorrors/comments/2aidh0/hessyst_by_ryan_lee/

Simon Beckett "Wołanie grobu"




Autor: Simon Beckett
Tytuł: "Wołanie grobu"
Tytuł oryginału: "The Calling of the Grave"
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 362



W tej części przygód Davida Huntera wracamy do początków. Konkretniej do śledztwa, które prowadził zanim wydarzył się wypadek, w którym stracił rodzinę. Chodziło o odnalezienie grobów ofiar seryjnego mordercy Jerome'a Monka. Sam przestępca przebywał już w więzieniu, jednak nie chciał zdradzić miejsca pochówku dwóch młodych dziewczyn. Wyprawa na ponure wrzosowiska ostatecznie zakończyła się niepowodzeniem. Śledztwo przerwano. Dziesięć lat po tamtych wydarzeniach Jerome Monk ucieka z więzienia, a doktor Hunter powraca do mrocznych okolic Dartmoor, żeby jeszcze raz zmierzyć się z tą sprawą.

Nadal twierdzę, że pierwsze dwie części tego cyklu są najlepsze. Ostatnio udało mi się zbyt szybko odgadnąć tożsamość mordercy. Narzekałam też na miejsce akcji - USA. Teraz dostałam niezbyt przyjazne angielskie wrzosowiska, pogrążone w gęstej mgle. Ale... nie znalazłam w tej książce napięcia, które powinno mi towarzyszyć podczas dobrej lektury. Opisywana historia specjalnie mnie nie wzruszyła, a wszyscy bohaterowie wydali mi się raczej antypatyczni - oprócz samego Davida Huntera. Chociaż dalej zastanawiam się, jak był w stanie znieść tyle urazów, zarówno fizycznych jak i psychicznych.

Podręczny zestaw mordercy - kilka przydatnych narzędzi i kubek na kawę

Denerwowała mnie jeszcze jedna rzecz. Nie wiem, na ile to wynika z niestarannego tłumaczenia, złej redakcji czy korekty, ale zdania w stylu: "Wydaje mi się, że nieproporcjonalną dużą część życia spędziłem w szpitalach", a także różne literówki i inne błędy w druku zdarzały się zbyt często.

Zabrakło mi emocji, mrocznych opisów (chociaż autor bardzo się starał, ale wydaje się, że jego repertuar chwilowo się wyczerpał). Sama intryga też specjalnie nie zaskakiwała. Nie chodzi o to, że od razu rozwiązałam zagadkę. Raczej o fakt, że z podobnymi motywami spotykałam się już wcześniej. Można było wymyślić coś innego (łatwo powiedzieć, trudniej wykonać, wiem).

Ostatecznie nie była to taka zła książka. Ale chyba mam już za duże wymagania...

Moja ocena: 4/6

TynipicTynipicTynipic
Pisałam też o:
"Chemia śmierci"
"Zapisane w kościach"
"Szepty zmarłych"
_______________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/99391/wolanie-grobu
2. unsplash.com
Stephen King "Przebudzenie"

Stephen King "Przebudzenie"





Autor: Stephen King
Tytuł: "Przebudzenie"
Tytuł oryginału: "Revival"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 535







Jamie Morton po raz pierwszy spotkał Charlesa Jacobsa w 1962 roku. Jamie miał wtedy sześć lat i mieszkał z rodzicami w niewielkiej miejscowości Harlow. Jacobs - w tym czasie jeszcze wielebny - właśnie przyjechał do miasteczka, które miało być jego pierwszą parafią. Jak się okazało, również ostatnią. Po tragicznym wypadku, w którym zginęli śliczna żona pastora i jego malutki synek, Jacobs wygłosił Straszne Kazanie, po czym został wyrzucony. Jednak losy eks-pastora i Jamiego miały się jeszcze wielokrotnie ze sobą splatać. Każde ich kolejne spotkanie odbywało się w coraz dziwniejszych okolicznościach i było coraz bardziej niepokojące. Głównie ze względu na to, jak Jacobs zmienił się po śmierci rodziny. Jego eksperymenty z elektrycznością, niegdyś służące do dobrych celów i stosunkowo niegroźne, zaczęły stawać się coraz bardziej złowieszcze. A, jak wiadomo, z niektórymi siłami lepiej nie igrać. Są moce, nad którymi nie da się zapanować...

King wrócił. I nie chodzi mi tylko o fakt, że wydał nową książkę. To powrót Kinga, jakiego znamy z jego najlepszych czasów. Wprawdzie duża część powieści kwalifikuje się bardziej do kategorii "obyczajowa", ale groza cały czas jest obecna. I od czasu do czasu uderza. A po finale, który naprawdę mnie poruszył i który był dosłownie porażający... ostatecznie stwierdziłam, że King jednak jest w formie. Cały czas.

Polska okładka jest świetna. Odpowiednio niepokojąca i pasująca do opisanej historii. Jeśli chodzi o samą treść książki - jak już wspomniałam, nie ma na co narzekać. Ewentualnie na fakt, że początkowo zbyt mało jest "horroru w horrorze". Ale jako gawędziarz, opisujący życie w małych amerykańskich miasteczkach i losy swoich głównych bohaterów, King sprawdza się doskonale. O czym wiedzą wszyscy jego fani.

The old ones return - Dave Palumbo
I tak, wiem, że to nawiązanie do Lovecrafta. Ale czytajcie dalej.

Pozostaje jeszcze kwestia odniesień do innych dzieł literackich (może pamiętacie, jak bardzo cieszy mnie tropienie takich aluzji). Tematy czy postacie znane z tekstów Lovecrafta, Washingtona Irvinga, Mary Shelley czy samego Kinga (a nie jest to kompletna lista) przewijają się przez całą powieść - często gdzieś w tle, jakby mimochodem. Te inteligentne nawiązania i wykorzystanie znanych motywów są kolejnymi atutami tej książki. Nie można też zapomnieć o dwóch głównych bohaterach, a raczej - jak to ujął autor - o Mortonie i "piątej osobie jego dramatu". Jamie jest interesujący, ale też dosyć podobny do innych postaci pojawiających się w powieściach Kinga (taki schemat, tak samo jak wykorzystywanie małych miasteczek jako miejsca akcji). To Charles Jacobs "kradnie" całą powieść. On i jego szalone eksperymenty z elektrycznością. Przy czym niekoniecznie chodzi o prąd, jaki wszyscy znamy, a raczej... doczytajcie już sami.

Nie jestem obiektywna, jeśli chodzi o książki Stephena Kinga. To w końcu mój ulubiony autor. Nie powinniście więc chyba do końca wierzyć moim recenzjom;) Ale i inne opinie o "Przebudzeniu" są w większości pozytywne. Właśnie. Ostatnia sprawa. Tytuł jest bardzo ważny. Chociaż jego pełne znaczenie wyjaśni się dopiero na końcu.

Moja ocena: 5/6

TynipicTynipicTynipic
Gdyby ktoś jeszcze nie słyszał o mojej pracy magisterskiej... KLIK
_________________________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna
2. http://kulturawplot.pl/2014/10/27/przerazajace-obrazki/the_old_ones_return_by_davepalumbo-d4pzdhd/

Jaki jest bloger książkowy? Czyli moja praca magisterska, która miała nie być publikowana.

Jak może niektórzy z Was pamiętają, dwa lata temu męczyłam blogerów książkowych prośbą o udział w ankiecie, potrzebnej mi do napisania pracy magisterskiej. Udało się, uzyskałam dosyć dużo odpowiedzi. Pracę napisałam i obroniłam w lipcu tego roku.

Początkowo chciałam udostępnić ten tekst - dotyczy przecież bezpośrednio nas, blogerów. Później pomyślałam sobie, że być może moja analiza zachowań polskich autorów (są wśród nich tacy, którzy na krytykę swoich książek reagują dosyć gwałtownie) oraz języka, jakim posługują się blogerzy (zdarzają się strony, na których liczba błędów jest dosyć duża, sama też nie jestem nieomylna) może spowodować gwałtowne reakcje. Ktoś się obrazi, ktoś kogoś zwyzywa... Kilka dni temu, na prośbę Łukasza, wysłałam Mu swoją pracę. Odpowiedział takim oto postem, który ostatecznie przekonał mnie, że może jednak warto opublikować w sieci mój tekst.


Zainteresowane osoby zapraszam do lektury TUTAJ (jak to mówi Will Graham: "This is my design").
W rozdziale 2 znajdziecie opis badania ankietowego i częściowe przedstawienie wyników.
Rozdział 3 dotyczy reakcji pisarzy na - nie zawsze przychylne - recenzje ich książek.
Rozdział 4 zawiera informacje o współpracy recenzenckiej i rozważania na temat tego czy nasze teksty rzeczywiście zawsze są recenzjami.
Rozdział 5 dotyczy treści recenzji, analizowałam w nim posty z kilku konkretnych blogów.

Praca nie powstała w celu obrażenia kogokolwiek. Chodziło o to, żeby opisać stan blogosfery książkowej. Z oczywistych względów nie znalazły się w niej informacje o wszystkich blogach i o wszystkich aferach (a tych, jak wiadomo, nie brakuje). 

Jeśli ktoś chce porozmawiać na ten temat, zapraszam. Zarówno tu, w komentarzach, jak i za pośrednictwem maili. Natomiast jeżeli Waszą główną uwagą jest "ta praca jest zła, bo tak" albo "jesteś głupia i się nie znasz", to może powstrzymajcie się od komentowania. Bo opiszę Was w swoim doktoracie, mwahahaha! (żartuję, ze studiów doktoranckich ostatecznie zrezygnowałam).
______________
Źródło zdjęcia: unsplash.com

13 linków #3

13 dzień miesiąca, 13 nowych linków.
Tak przy okazji - Dziewczyny (tak, Wy!) - bardzo mi miło że czytacie i że się Wam podoba;)

Złapcie kawę, ciastko i zaczynamy!

Do tej pory myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w książkach. Ale nie, dzieją się naprawdę. I to w naszym blogerskim światku. Dobrze, że chociaż nie w Polsce. Poczytajcie o zachowaniu blogerki książkowej i o tym, co może zrobić autorka, której nie podobają się nieprzychylne opinie na temat jej powieści.

Było o wkurzonych autorach (właściwie autorce), teraz trochę o rozeźlonych czytelnikach...

...i jeszcze trochę o uzależnionych czytelnikach.


Ponieważ ostatnio znowu głośno o powieściach Małgorzaty Musierowicz. Niestety, nie jest to "pozytywny hałas". Tym razem jednak nie o najnowszych książkach pani MM, tylko o tak zwanej "starej Jeżycjadzie".
PS. Prywatnie zaliczam "Szóstą klepkę" do ulubionych-powieści-forever, a i pozostałe wcześniejsze części Jeżycjady wspominam raczej miło. Za te najnowsze natomiast nawet się nie zabieram.

Dla wszystkich, którzy jeszcze nie czytali tej książki. I nie znają bloga Pauliny.

Tę książkę też trzeba przeczytać (klasyka!). A wcześniej/później możecie zapoznać się z recenzją. Kto wyjaśni, dlaczego na okładce tego wydania jest nietoperz?


Może mały teścik?

Skoro już mówimy o zdaniach rozpoczynających książki... Przytoczone w powyższym poście może nie są najlepsze ever, ale autorka ma sporo racji.



"Zamiast myśleć o literaturze w ramach odwiecznej dwubiegunowej skali niskiego i wysokiego, można spojrzeć na nią w kategoriach gamy różnych przyjemności"

Bardzo interesująca rozmowa z Teresą Kruszoną, korektorką. Tym ciekawsza dla mnie, jako osoby, która z korektą miała do czynienia także od tej praktycznej strony (niestety krótko i bez dobrej tak dobrej jak bym chciała znajomości tematu;)


Nie wiem, jaki tytuł miałaby książka opisująca moje życie. Ale opowiadanie o mnie już powstało (dziękuję, Małgorzato!;) Nosi tytuł "Rum i glany". Druga część też jest ("Szklana kula i czarny tulipan").

Marzenie... a nie, przecież pracuję w bibliotece, mam (prawie) to samo na co dzień;)

"I remembered that the real world was wide, and that a variet field of hopes and fears, of sensations and excitements, awaited those who had the courage to go forth into its expanse, to seek real knowledge of life amidst its perils"
UWAGA, TEKST ZAWIERA SPOILERY!



TynipicTynipicTynipic
_________________
Źródła zdjęć:
1. http://www.pinterest.com/pin/483574078713756502/
2. http://www.pinterest.com/pin/483574078713689364/
3. http://www.pinterest.com/pin/297659856591571240/
4. http://www.pinterest.com/pin/483503709967084069/
5. http://www.pinterest.com/pin/112378953176137687/
6. http://www.pinterest.com/pin/483574078712505981/

Ponure Poniedziałki: Stanisław Lem "Terminus"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Opowieści o pilocie Pirxie". Dostępne jest również online, na przykład TUTAJ.

"Na ziemi czuło się ograniczenie ciszy, jej skończoność, chwilowość. Wśród księżycowych wydm człowiek niósł z sobą własne, małe milczenie, uwięzione we wnętrzu skafandra, który wyolbrzymiał każde skrzypnięcie rzemieni nośnych, każde chrupnięcie stawów, tętno, nawet oddech - tylko statek nocą zatracał się w czarnym, lodowym milczeniu"
I właśnie na statku kosmicznym rozgrywają się wydarzenia opisane w "Terminusie". Pirx podejmuje pracę w charakterze nawigatora na "Błękitnej Gwieździe": starym już obiekcie, który kryje swoje tajemnice i - być może - swoje duchy... Okazuje się bowiem, że "Błękitna Gwiazda" to tak naprawdę "Koriolan" czyli statek, na którym kilkanaście lat wcześniej doszło do katastrofy. Teraz odremontowany i pod zmienioną nazwą, "Koriolan" wraca do gry. A wraz z nim Terminus, stary robot pomocniczy, który nieoczekiwanie staje się przekaźnikiem wiadomości od poprzedniej załogi statku. Załogi, która zginęła w wyniku wspomnianej już katastrofy...
"Myślał o niewinności maszyn, które człowiek obdarzył zdolnością myślenia i uczynił je przez to uczestnikami swych szaleństw. O tym, że mit Golema, maszyny zbuntowanej i powstającej przeciw człowiekowi, jest kłamstwem, wymyślonym po to, żeby ci, co niosą za wszystko odpowiedzialność, mogli ją z siebie zrzucić"
Tak, to opowiadanie to w dużej mierze science fiction. Statki kosmiczne, roboty, podróż na Marsa... Ale zawiera też dużą dawkę grozy. Tylko pomyślcie o sygnałach nadawanych alfabetem Morse'a, przekazujących słowa dawno zmarłej załogi, rozlegających się gdzieś w ciszy ponurych korytarzy. O Pirxie, który spaceruje po ogromnym statku samotnie, próbując znaleźć źródło dźwięków. O jego odkryciu, że tym źródłem jest robot - Terminus. I o nadawaniu wiadomości do widmowej załogi, które doczekało się odpowiedzi...

Strapped In - Thomas Wievegg

Cóż mogę napisać... jestem zachwycona. Już dawno nie wracałam do twórczości Lema. A moje wcześniejsze spotkania z autorem ograniczały się do lektury "Bajek robotów" i prób zmierzenia się z "Solaris" i (chyba) "Powrotem z gwiazd". Nieznajomość tematu nie powstrzymuje mnie jednak od stwierdzenia, że Lem pisze pięknie, a dawka grozy, którą zawarł w "Terminusie" jest wystarczająca, żeby wprawić czytelnika w osłupienie. Ten tekst przemawia do mnie bardziej niż wiele innych "typowych" horrorów, które ostatnio czytałam. A uwierzcie mi, było ich trochę.
Teraz możecie się zastanawiać, jak tekst, który przecież jest lekturą (a więc może być spokojnie poznawany przez młodszych czytelników) przestraszył mnie bardziej niż inne opowiadania grozy, a także dlaczego nie sięgam głębiej, do przesłania kryjącego się w "Terminusie". Może chodzi o to, że naprawdę rzadko zdarza się, aby jakaś książka czy opowiadanie wzbudziły we mnie lęk. A tak było w tym przypadku. I chociaż wiem, że w utworze Lema chodzi też o coś więcej, nie chcę rozkładać tego opowiadania na czynniki pierwsze. Jeszcze nie teraz.

"Odkryłam" Lema. Nie da się zaprzeczyć. I chociaż podejrzewam, że przez resztę jego twórczości może mi być ciężko przebrnąć, to akurat "Terminus" okazał się fascynującą lekturą, którą zapamiętam na długo. Naprawdę nieprzypadkowo znalazł się w Ponurych Poniedziałkach. Tak wiele elementów science fiction to tutaj coś nowego, ale... groza pozostaje grozą.

Moja ocena: 5,5/6

TynipicTynipicTynipic
______________________
Źródło zdjęcia: http://kulturawplot.pl/2014/10/27/przerazajace-obrazki/

Sarah Addison Allen "Królowa słodyczy"




Autor: Sarah Addison Allen
Tytuł: "Królowa słodyczy"
Tytuł oryginału: "The Sugar Queen"
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 256



"Książki potrafią być zaborcze, prawda? Chodzisz po księgarni i nagle któraś się na ciebie rzuca, jakby umiała się ruszać. Czasami to, co zawiera, zmienia twoje życie, a czasem nawet nie chcesz jej przeczytać. Czasem sama jej obecność wystarcza, żeby przynieść ulgę"

Tytułowa królowa słodyczy to Josey, nieszczęśliwa 27-latka z lekką nadwagą. Mieszka wraz z matką i służącą w Łysym Stoku, małej miejscowości zawdzięczającej popularność wśród turystów kurortowi narciarskiemu zbudowanemu tam przez ojca dziewczyny. Stłamszona, zdegradowana do roli nic nie znaczącej pomocnicy matki, a w dodatku nieszczęśliwie zakochana w swoim listonoszu, Josey ma właśnie dodatkowy kłopot - dziką lokatorkę w szafie. Della Lee pojawiła się tam pewnej nocy i odmówiła wyjścia. Zagroziła zdradzeniem sekretu Josey - tajnej skrytki zawierającej mnóstwo słodyczy, czyli najlepszego leku na zło tego świata, jaki zdołała wypracować dziewczyna. Trzeba jednak przyznać, że Della Lee chce się odwdzięczyć w zamian za "gościnę" - zaczyna tak kierować wyborami Josey, że ta po raz pierwszy ma szansę spróbować samodzielnego życia i zawalczyć o to, czego najbardziej pragnie (oprócz słodyczy).

Początkowo wydawało mi się, że to będzie słodka (tak, serio) opowieść o miłości i zmianie życia na lepsze. I częściowo miałam rację. Chociaż jest w tej historii coś więcej, jakaś gorycz, pewien smutek.

Urzekł mnie tutaj jeden wątek - historia dziewczyny, za którą chodziły książki. Dosłownie. Zjawiały się nie wiadomo skąd i zawsze dotyczyły czegoś, o czym w danej chwili chciałaby albo powinna przeczytać. Chwilami bywały też złośliwe. Na przykład kiedy dziewczyna - pokłócona z chłopakiem - właśnie miała udać się na spotkanie z przystojniakiem poznanym w barze i znalazła przy samochodzie egzemplarz "Pani Bovary". Ten pomysł zasługuje na oddzielną książkę.

Mam mieszane uczucia. Część książki mi się podobała, inne pomysły były przewidywalne lub do bólu słodkie. Ogólny pozytywny wydźwięk powieści oraz styl autorki - dobry, choć nie wybitny - sprawiły, że książkę oceniłam na 4. To nie do końca moje klimaty i "Królowa słodyczy" nie poprawiła mi humoru, ale może w Waszym przypadku będzie inaczej?

Moja ocena: 4/6

TynipicTynipicTynipic
___________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/62982/krolowa-slodyczy
2. http://www.pinterest.com/pin/42291683975780321/
3. http://www.pinterest.com/pin/497014508849744286/

Przemysław Borkowski "Hotel Zaświat"




Autor: Przemysław Borkowski
Tytuł: "Hotel Zaświat"
Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 312




"W zasadzie nic się tu nie dzieje, po prostu spotykam masę dziwaków, którzy wygadują niestworzone rzeczy"
Główny bohater powieści, Krzysztof, powraca na wieś do domu, w którym się wychował. Wraca po raz ostatni, aby go sprzedać. Na miejscu konfrontuje swoje wspomnienia z rzeczywistością i ze smutkiem zauważa zmiany, jakie zaszły w okolicy. Wyczuwa też jakieś - jeszcze bliżej nieokreślone - zło, które się tam zagnieździło. "Przy okazji", podczas wędrówek po starych kątach, znajduje porzucone ludzkie szczątki - tu rękę, tam ucho...
"Mam czasem wrażenie, że oczekuję tu końca świata, a nie sprzedaję dom"
To miał być horror. Kolejny dowód, że nie należy ufać reklamom. Ciężko mi zaklasyfikować "Hotel Zaświat" do jednej kategorii. Są tu oczywiście elementy powieści grozy, ale zbyt ich mało, żeby cała książka była horrorem. Są refleksje głównego bohatera, jednak całość nie jest też typową powieścią o dojrzewaniu czy tęsknocie za dzieciństwem. To taki misz-masz, złożony z wielu kawałków.
Początkowo najbardziej interesował mnie wątek "horrorowy". Doczekał się on swojego, dosyć makabrycznego, rozwiązania, które jednak mnie nie satysfakcjonowało. Doceniłam za to coś innego. W tekście pojawia się kilka opowiadań. Historia o karpiach-ludojadach, napisana przez młodego policjanta, jest po prostu świetna. Choć osobiście zakończyłabym ją inaczej.


W powieści pojawia się dużo wątków. Są bardzo interesujące, ale może lepiej byłoby ograniczyć się do kilku i bardziej je rozwinąć? Jest tu i materiał na horror, i na thriller i na dobrą powieść obyczajową.

Styl Przemysława Borkowskiego, znanego - może przypomnę - z Kabaretu Moralnego Niepokoju, jest dobry, chociaż początkowo przeraziła mnie ilość powtórzeń. Na szczęście później było już lepiej. Chociaż nadal nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że mógł jeszcze bardziej popracować nad tekstem...

Podsumowując: chcecie przeczytać polski horror? Sięgnijcie po "Dom na wyrębach" Dardy. "Hotel Zaświat" to nieco inna kategoria. Albo raczej - coś poza kategoriami;) Nie wszystkim się spodoba, większość pewnie poczuje niedosyt. Ale warto przeczytać tę książkę, choćby dla pewnych fragmentów (karpie-ludojady!).

Moja ocena: 4/6


TynipicTynipicTynipic
_____________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/166825/hotel-zaswiat
2. unsplash.com
Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger