Haruki Murakami "Na południe od granicy, na zachód od słońca"




Autor: Haruki Murakami
Tytuł: "Na południe od granicy, na zachód od słońca"
Tytuł oryginału: "Kokkyo-no minami, taiyo-no nishi"
Wydawnictwo: MUZA SA
Rok wydania: 2003
Liczba stron: 230


Hajime w ciągu całego życia zdobył tylko jednego przyjaciela. Właściwie przyjaciółkę, Shimamoto. Poznali się jako jedenasto-, dwunastolatkowie. Tak naprawdę zaczęło ich łączyć głębsze uczucie, jednak byli zbyt młodzi, żeby coś z tym zrobić. Poza tym po niedługim czasie Hajime się przeprowadził i znajomość umarła śmiercią naturalną. Jednak przyjaciele nigdy o sobie nie zapomnieli. Kiedy spotkali się ponownie, 25 lat później, Hajime miał już żonę i dwójkę dzieci. Ale nadal myślał o Shimamoto. Jak dalej potoczyła się historia dwójki dawnych przyjaciół, których jakaś wielka siła nieodparcie do siebie przyciągała?
"Może byłoby lepiej dla nas obojga, gdybyśmy się nie spotkali. Może wystarczyłoby, gdybym wiedziała, że jesteś szczęśliwy i że dobrze ci się wiedzie."
To piękna książka. Trochę poetycka, bardzo smutna, taka, której bohaterów nie sposób do końca polubić, bo ciągle ranią siebie i innych... a mimo to nie chce się jej odłożyć na półkę. Myślę, że to wszytko przez specyficzny styl Murakamiego. Autor potrafi stworzyć taki nastrój i tak mnie zaczarować, że czytam dalej, nawet jeśli mam wiele zastrzeżeń co do fabuły.


Niedopowiedzenia. Nie lubię ich. Chciałabym szczegółowo poznać losy postaci, które mają kluczowe znaczenie w powieści i które po prostu mnie interesują. U Murakamiego to chyba niemożliwe (nie jestem ekspertem, przeczytałam dopiero drugą jego powieść). Tutaj zbyt mało wiemy o Shimamoto. Co działo się z nią w ciągu tych 25 lat? Skąd ma tyle pieniędzy, chociaż nigdy w życiu nie pracowała? Gdzie znika, kiedy mówi że przez jakiś czas nie może odwiedzać Hajime?
I zachowanie samego Hajime. Brak zdecydowania, niemożność podjęcia kilku męskich decyzji, które oszczędziłyby jego bliskim bólu. I - być może - nie zniszczyłyby niektórym życia. Tak, tego też nie lubię.

Uczucia i relacje międzyludzkie to niezwykle skomplikowana sprawa. Ale widać to szczególnie dobrze, kiedy poznaje się prozę Murakamiego. I chociaż ma ona (dla mnie) swoje wady, o których wspominałam powyżej, to jednak właśnie taka konstrukcja powieści i takie wybory bohaterów, w połączeniu z pięknym, wręcz wyrafinowanym stylem którym posługuje się autor, tworzą całość (prawie) idealną.
Dlaczego prawie? Choćby dlatego, że nawet jeśli przeczytacie tę książkę, to do Was samych będzie należało odkrycie, co tak naprawdę leży na południe od granicy, a co na zachód od słońca...
"W tamtym okresie stanowiłem poplątaną masę niespełnionych pragnień. Byłem o wiele młodszy, bardziej łapczywy, samotny. Ale byłem też sobą, skupiałem się na tym, co najistotniejsze. Czułem z osobna każdą nutę muzyki, a każdy wers książki, którą właśnie czytałem, zapadał we mnie głęboko"
Moja ocena: 4,5/6

TynipicTynipicTynipic
___________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/48270/na-poludnie-od-granicy-na-zachod-od-slonca
2. unsplash.com 

Ponure Poniedziałki: Shirley Jackson "The Lottery" ("Loteria")

Opowiadanie (w oryginale) można przeczytać TUTAJ.
W wersji polskiej znajdziecie je w zbiorze zatytułowanym "Loteria czyli przygody Jakuba Harrisa" (PIW, 1976).


Malutkie miasteczko gdzieś w USA. Tutaj, tak samo jak w innych miejscach kraju, raz do roku wszyscy mieszkańcy zbierają się na głównym placu, żeby przeprowadzić LOTERIĘ. Najpierw kartki umieszczone w wyblakłym, niegdyś czarnym, drewnianym pudełku, losują głowy rodzin. Przeważnie ojcowie. Później członkowie wybranej rodziny losują spośród siebie. Jedna osoba wygrywa. A może nie?

One of the most famous short stories in the history of American literature! Chilling tale of conformity gone mad! Tak określano "Loterię", napisaną przez Shirley Jackson w 1948 roku i wtedy też opublikowaną w czasopiśmie "The New Yorker". Tekst, który spowodował, że czytelnicy masowo rezygnowali z prenumeraty magazynu, a do autorki wysyłano setki listów. Przeważnie niezbyt miłych. W RPA drukowanie tego opowiadania zostało nawet zabronione... Dlaczego historia o grze, w której dobrowolnie biorą udział wszyscy członkowie społeczności, wywołała takie oburzenie? Hm, może ma to pewien związek ze stosem kamieni, ułożonym przez dzieci w rogu placu tuż przed rozpoczęciem loterii.

Tak powiedziałaby Effie.  I wiecie, miałaby rację.

Odgadnięcie, na czym tak naprawdę polega loteria, nie było szczególnie trudne. Ale, ku mojemu zaskoczeniu, całość i tak czytałam z uwagą. Z napięciem obserwowałam zachowanie mieszkańców, nerwowo żartujących w oczekiwaniu na rozpoczęcie gry. Już dawno żadne opowiadanie nie zaintrygowało mnie tak bardzo, nawet pomimo faktu, że niektóre elementy fabuły były dla mnie oczywiste - a, być może, całość powinna zaskakiwać.

Zakończenie mnie rozczarowało. Zabrakło pewnego wyjaśnienia. Chociaż to też ma sens: dokładnie takie zachowanie mieszkańców wyraźnie wskazuje na to, co chciała przekazać sama autorka (możliwy SPOILER, więc...): 
Explaining just what I had hoped the story to say is very difficult. I suppose, I hoped, by setting a particularly brutal ancient rite in the present and in my own village to shock the story's readers with a graphic dramatization of the pointless violence and general inhumanity in their own lives.

Shirley Jackson bardzo mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że ta lektura będzie taka... emocjonująca. I że zapadnie mi w pamięć na dłużej.
Chcecie się przekonać, co wywołało takie oburzenie pierwszych czytelników? Zapraszam!

Moja ocena: 5/6

TynipicTynipicTynipic
____________________
Źródło zdjęcia: http://www.pinterest.com/pin/301107925061239950/
Joe Hill "Nos4a2"

Joe Hill "Nos4a2"




Autor: Joe Hill
Tytuł: "Nos4a2"
Tytuł oryginału: "Nos4a2"
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 750



"Każdy żyje w dwóch światach, prawda? Jest świat materialny... ale są również nasze własne prywatne światy wewnętrzne, światy naszych myśli. Świat zbudowany z idei, nie z materii, jest równie prawdziwy jak ten, w którym żyjemy, ale istnieje w nas. To pejzaż wewnętrzny. Każdy ma taki pejzaż i wszystkie one są powiązane w taki sam sposób, jak New Hampshire z Vermontem. I niektórzy ludzie mogą wjechać do tego świata myśli, jeśli mają odpowiedni środek transportu. Klucz. Samochód. Rower. Cokolwiek."
Witajcie w Gwiazdkowej Krainie! Tu Boże Narodzenie trwa przez cały rok, a wszystkie dzieci są szczęśliwe. Tu można codziennie popijać kakao, rano otwierać prezenty, a wieczorem śpiewać kolędy. W międzyczasie można bawić się w nożyczki dla włóczęgi, ugryź najmniejszego czy po prostu, nazywając rzecz po imieniu, w rozrywanie na strzępy dorosłych, którzy mieli nieszczęście trafić do tego miejsca. Zauważyliście już, że coś jest nie tak? Wszystko dlatego, że Gwiazdkowa Kraina jest pejzażem wewnętrznym Charliego Manxa, bardzo niebezpiecznego...człowieka? Chyba już nie. Manx przenosi się tam za pomocą Upiora, rolls-royce'a z 1937 roku o tablicach rejestracyjnych "Nos4a2". Nosferatu, czyli wampir. Porywa tam też dzieci, które same przemieniają się w prawdziwe upiory. Osobą, która może podróżować w podobny sposób - jednak przy użyciu ukochanego roweru - jest młoda Vic McQueen. Podczas wycieczek do swojego wewnętrznego pejzażu spotyka Manxa i udaje jej się doprowadzić do ujęcia tego szaleńca. Ale to nie koniec historii. Po latach Manx ucieka. I oczywiście chce się zemścić na dorosłej już Victorii.

Jeszcze dzieci czy już upiory?
Uff, opis fabuły może być nieco skomplikowany. Jakkolwiek dziwnie to wszystko brzmi, cała historia jest fascynująca. I łączy w sobie wiele elementów znanych z innych dzieł grozy. Zaczynając od tych kojarzący się z twórczością Stephena Kinga (ukochany dziecięcy rowerek, przeklęty samochód, mordercze dzieci, bernardyn), kończąc na prawdziwym przeglądzie postaci i motywów występujących w tej części kultury. Wampiry, psychopatyczni mordercy, porywacze... Joe Hill udowodnił, że jest zdolny do wszystkiego;) Połączył wymienione motywy w zgrabną całość i stworzył niezwykłą historię.

Styl Hilla w dalszym ciągu przypomina mi sposób pisania jego ojca. Ten pierwszy nie ma jednak gawędziarskiego zacięcia, tak charakterystycznego dla Stephena Kinga, i fabuła jego powieści jest znacznie bardziej dynamiczna.

Bibliotekarka!

Nie mam większych zastrzeżeń do tej książki. Jestem zauroczona całą historią, jej misterną konstrukcją, wprowadzeniem postaci bibliotekarki (i biblioteki jako jednego z ważnych miejsc akcji), rysunkami umieszczonymi przed każdym z rozdziałów (czasem też w samym tekście), odniesieniami do kultury i popkultury, w której Joe Hill świetnie się orientuje... Nie do końca spodobało mi się za to kilka fragmentów oraz sam finał powieści. Wolałabym, żeby pewne osoby nie zginęły, a inne nie miały większego wpływu na tę historię.

Psychopata. Nie widać?
"Nos4a2" to bardzo dobry horror, o wiele lepszy od poprzedniej książki Hilla zatytułowanej "Rogi". Zapewni Wam rozrywkę na kilka długich wieczorów. I nie zrażajcie się bożonarodzeniową tematyką. Tę powieść można czytać nawet w lipcu. Chociaż, jeśli podczas wakacyjnej lektury usłyszycie w radiu kolędy, radziłabym uciekać. Bardzo szybko. Inaczej Upiór może Was dogonić...

Moja ocena: 5/6

Książka przeczytana również w ramach wyzwania "Modern terror"



TynipicTynipicTynipic
________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/215414/nos4a2
2. http://subterraneanpress.com/uploads/NOS4A2_by_Joe_Hill_Interior_Wayne_and_Millie.jpg
3. http://subterraneanpress.com/uploads/NOS4A2_by_Joe_Hill_Interior_Maggie.jpg
4. http://subterraneanpress.com/uploads/NOS4A2_by_Joe_Hill_Interior_Bing.jpg
Ponure Poniedziałki: Villers de L'Isle-Adam "Wera"

Ponure Poniedziałki: Villers de L'Isle-Adam "Wera"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Opowieści okrutne". Można je też znaleźć w antologii "Fantastyczne opowieści" (Wydawnictwo Literackie, 1975).

"Chwiejnym krokiem poszedł na górę po białych schodach, wiodących do tego pokoju, gdzie tegoż jeszcze ranka ułożył na falach batystu, w trumnie obitej aksamitem i owiniętej w fiołki panią swych rozkoszy, swą blednącą małżonkę, Werę, rozpacz swoją."
Hrabiego d'Athol spotkała ogromna tragedia: serce jego żony nie wytrzymało... zbyt intensywnych doznań seksualnych i biedna kobieta zmarła. Hrabia pochował ukochaną Werę i wyrzucił klucz od grobowca, tak aby więcej nie wracać do tego miejsca. Jednak w domu obecność kobiety wciąż była wyczuwalna. D'Athol poddał się temu nastrojowi. Zaczął zachowywać się tak, jakby Wera ciągle żyła. A może... może jego żal pozwolił żonie powrócić?
"Jej długie rzęsty jak żałobne zasłony opadły na piękną noc jej oczu."
Opowiadanie powstało w 1873 roku, wtedy też opublikowano je po raz pierwszy. Dziesięć lat później zostało włączone do zbioru "Opowieści okrutne". Jego autor, Auguste de Villers de L'Isle-Adam, był XIX-wiecznym francuskim pisarzem i poetą.


Inspiracją do powstania tekstu mogła być nowela Edgara Allana Poe zatytułowana "Ligeja". Również reszta "Opowieści okrutnych" jest utrzymana w klimatach dzieł Poego. Był to celowy zabieg, o czym wielokrotnie wspominał sam autor. Te wpływy - zarówno w tematyce jak i w stylu - są wyraźnie widoczne i można je łatwo zauważyć, nawet bez wiedzy o powstaniu całego utworu. Villers nie ograniczył się jednak do bezmyślnego kopiowania cudzych pomysłów. Napisanie czegoś podobnego - ale nie plagiat! - wymagało dużych zdolności.
"Miał w sobie lęk, lęk niejasny, łagodny."
Sama historia jest bardzo prosta i może nie zwróciłabym na nią uwagi, gdyby nie sposób, w jaki została napisana. Dzięki odpowiedniemu stylowi (co łatwo możecie zauważyć w powyższych cytatach) tekst znacznie zyskał na wartości.
Opowiadanie ma przytłaczającą atmosferę i jest bardzo niepokojące. Pierwotnie zakończenie było inne - co zmieniało również charakter tekstu na bardziej filozoficzny. Ostatecznie jednak autor zdecydował się na dopisanie jeszcze jednego fragmentu. Dzięki temu "Wera" stała się jeszcze bardziej niesamowita.

Tekst jest krótki, może zbyt krótki. Sam pomysł nie jest oryginalny. Wydaje mi się, że cały urok tego opowiadania zawiera się w stylu autora i nawiązaniach do twórczości Edgara Allana Poe. I bardzo to doceniam.

Moja ocena: 4/6

Opowiadanie przeczytane również w ramach wyzwania Groza z zamierzchłych czasów:



TynipicTynipicTynipic
________________________
Źródło zdjęcia: http://www.pinterest.com/pin/406801778815472253/

Edith Wharton "Wiek niewinności"




Autor: Edith Wharton
Tytuł: "Wiek niewinności"
Tytuł oryginału: "The Age of Innocence"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 288



"Kobietę, która nie wstydzi się kochać, wszystkie znane Archerowi stare damy widziały jednakowo: jako pozbawioną skrupułów intrygantkę usidlającą bezbronnych, prostodusznych mężczyzn. Pozostaje jedno: powtarzać mężczyźnie od najwcześniejszych lat, że powinien poślubić miłą dziewczynę, a kiedy się to stanie, oddać go jej pod opiekę."
Daniel Day-Lewis i Winona Ryder
jako Archer i May
Nowy Jork, lata 70. XIX wieku. Newland Archer jest zaręczony z May Welland, modelową "miłą dziewczyną". Wydaje się, że jego los jest z góry przesądzony: weźmie ślub i będą żyli z May przestrzegając licznych zasad, krępujących amerykańskie wyższe sfery. Tutaj ściśle określone jest, co wypada robić a czego nie, odstępstwa od normy są zaś surowo karane. Nic dziwnego, że nowojorski światek jest oburzony na wieść o powrocie do domu hrabiny Ellen Olenskiej - która porzuciła męża, polskiego szlachcica, będącego zresztą okropnym człowiekiem, i przyjechała z "tej zepsutej Europy" do Ameryki. Powszechnie uważa się, że hrabina powinna raczej cierpieć w małżeństwie niż domagać się rozwodu. Odmiennego zdania jest Archer, którego Ellen Olenska zaczyna coraz bardziej fascynować. Mężczyzna czuje nawet, że dla niej byłby gotów porzucić swoje nudne, uporządkowane życie. Ale...

To nie jest książka dla wszystkich. Akcja rozwija się bardzo powoli, skupiając się głównie na wydarzeniach rozgrywających się wokół Archera. Wątek Ellen Olenskiej jest stale obecny, ale romans tych dwojga (jeśli można tę relację określić w ten sposób) nie przypomina chociażby burzliwej historii Anny Kareniny. Krępuje ich... no właśnie, co? Niechęć do ranienia innych (May) ? Obawa wywołania skandalu? Strach przed podjęciem tej jednej, najważniejszej decyzji? Lęk przed odrzuceniem ze strony społeczeństwa? A może jeszcze coś innego... Warto się nad tym zastanowić.

Ellen Olenska jest barwną postacią. Pojawia się nagle, otoczona aurą skandalu. I wydaje się być tego zupełnie nieświadoma. Ciągle szokuje też nowojorskie elity - a to zamieszkaniem w "nieodpowiedniej" dzielnicy, a to zadawaniem się z artystami (co uważano za oburzające) czy też przyjaźnią z kobietą (wcześniej poważaną), której mąż nagle stał się bankrutem. Nie robi tego w celu wywołania skandalu. Ona po prostu taka jest. I nie zauważa, jak bardzo takie postępowanie może jej zaszkodzić.

May Welland jest natomiast... po prostu nudna. Niezbyt inteligentna (ale za to piękna), młodsza wersja swojej matki, z takim samym uporem przestrzegająca wszelkich zasad, tego co "wypada" i czego "nie wypada" robić. Nie należy jednak jej lekceważyć. Ostatecznie może się okazać, że May widzi i rozumie więcej, niż się wydaje.

Archer to z kolei człowiek, który chyba nie potrafi podjąć jednej, stanowczej decyzji. To może denerwować czytelnika. Ale czy tak łatwo się wyrwać z nudnego, choć dosyć bezpiecznego świata i wkroczyć w nieznane? Zresztą, jak już pisałam - możliwe, że tutaj chodzi nie tylko o strach.

Nowojorskie wyższe sfery wydają się być bardzo konserwatywne. Szczególnie w porównaniu z Europą. To przestrzeganie zasad, nawet tak nieistotnych jak fakt, czy wypada wychodzić z opery w trakcie arii, wydaje się nam dzisiaj śmieszne i niepotrzebne. Ale chyba warto poznać i ten stary świat, tak różny od naszego.

Wolne tempo narracji, a także same losy Archera, Ellen i May, nie spodobają się każdemu. Jeżeli oczekujecie historii na miarę "Niebezpiecznych związków", będziecie zawiedzeni. Ale i w "Wieku niewinności" jest coś, co sprawia że ta powieść nadal jest czytana. A ostatnia scena... mistrzostwo.

Nie wiem czy moje przemyślenia na temat tej książki są trafne. Dlatego (tym bardziej) chętnie o niej porozmawiam;)

Moja ocena: 4,5/6

TynipicTynipicTynipic
_______________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/23150/wiek-niewinnosci
2. http://www.pinterest.com/pin/410390584769010576/
3.http://www.pinterest.com/pin/380483868488405116/

Trzynaście linków #5

Dzisiaj na wstępie nie mam nic do powiedzenia;) Zapraszam do czytania!

Blog Luki i tak jest dobry, a z tym cyklem będzie jeszcze lepszy;) Miłośnicy horrorów, to coś dla Was!

Nie ma co pisać. To trzeba zobaczyć.

Coś dla miłośników herbaty. I czytania, oczywiście;)

Bo herbata jest dobra, ale kawa lepsza!

Zastanawiam się czy autor tego artykułu naprawdę uważa, że czytanie w barze jest czymś karygodnym;)

Świetnie napisany post, ubawiłam się podczas lektury;) Jednocześnie porusza ciekawy temat narratora, który wydaje się mówić wprost do czytelnika. Do Ciebie. Kiedy jeszcze zna Twoje emocje...robi się dziwnie.

Podoba Ci się "Zmierzch"? Albo jakaś inna lektura, w kręgu Twoich znajomych uważana za coś okropnego? Przeczytaj.


Warto zerknąć również na komentarze, znajdziecie tam więcej propozycji. A może macie jakieś własne?

"Zapewne nie chcielibyśmy ramię w ramię z Van Helsingiem walczyć z wampirami". Ale jak to...?

Czy i Wy macie takie "rozpraszacze", które skutecznie utrudniają czytanie? Sama utożsamiam się z autorką artykułu, jeśli chodzi o potrzebę sprawdzania różnych, dopiero co przeczytanych informacji oraz odwiedzania różnych stron w internecie. Muszę z tym walczyć, bo coraz trudniej mi się skupić.


Niezwykle ambitne i wymagające wyzwanie;)

Jeśli chcesz zabłysnąć w oczytanym towarzystwie;)

Pomarańczę? Ananasa?

O różnych "twarzach" tej samej książki.


I jeszcze taki "prywatny" link...moje konto na instagramie. Selfie free, food free;) Za to są zdjęcia moich psów, trochę książek i bieszczadzkich widoczków;)

TynipicTynipicTynipic
_________________
Źródła zdjęć:
1. http://www.pinterest.com/pin/483574078712505679/
2. http://www.pinterest.com/pin/483574078713689364/
3. http://www.pinterest.com/pin/483574078713510331/
4. http://www.pinterest.com/pin/483574078713201085/
Ponure Poniedziałki: Mikołaj Gogol "Wij"

Ponure Poniedziałki: Mikołaj Gogol "Wij"

Tekst można znaleźć w zbiorze "Opowiadania" /Mikołaj Gogol/, (Czytelnik, 1984 r.)


Wszystko zaczyna się niepozornie. Autor opisuje życie seminarzystów kijowskich (teologów, filozofów, retorów...). Robi to ze swadą i z humorem, w naprawdę interesujący sposób. Można sobie tylko zadać pytanie: gdzie tu groza? I gdzie ten wij, cokolwiek to jest?
W dalszej części opowiadania natrafiamy na opis wędrówki trzech seminarzystów po kraju. Są wakacje, a oni udają się do domu lub szukają pracy. Pewnego razu zabłądzili i w środku nocy znaleźli się sami w szczerym polu. Już powoli (choć niechętnie) godzili się z wizją noclegu w takich warunkach, kiedy ich oczom ukazały się światła. Czyżby chutor? Tak trafili do domu należącego do bardzo dziwnej i nieprzyjemnej staruszki. Staruszki, która szybko okazała się wiedźmą.
W kolejnej odsłonie tekstu jeden z bohaterów opisanej powyżej przygody, filozof Choma, otrzymuje niezwykłą ofertę: ma przez trzy noce modlić się nad ciałem córki pewnego gospodarza, za co zostanie sowicie wynagrodzony. Sprawa jest o tyle dziwna, że umierająca dziewczyna sama wyznaczyła go do tej roli, ale nikt z jej otoczenia nie zna Chomy. Sam filozof też nie ma pojęcia, kim była zmarła. Jednak wszystko się szybko wyjaśni a w dodatku okaże się, że cała sprawa ma związek z wydarzeniami opisywanymi na początku. A gdzie ten wij, zapytacie? Ano pojawi się, na samym końcu...

Pavel Orinyansky - ilustracja do "Wija"
Mikołaja Gogola chyba nie trzeba przedstawiać? Autor na początku opowiadania umieścił dopisek, że jest ono wiernym odtworzeniem klechdy ludowej, którą kiedyś usłyszał. I rzeczywiście, "Wij" zawiera wiele elementów charakterystycznych dla tego rodzaju opowieści. Na podobne motywy trafiałam już wcześniej. Chociaż z postacią wija - dziwnego gnoma z powiekami sięgającymi do ziemi -spotkałam się chyba po raz pierwszy. Za to wiedźma wysysająca krew niewinnych ludzi od razu powinna budzić skojarzenia z wampirami, od dawna obecnymi w wierzeniach ludowych.

Tekst jasno i wyraźnie pokazuje, co może się zdarzyć kiedy zadrzesz z wiedźmą. I kiedy przestraszysz się za bardzo.
Nie wszystkim spodoba się natomiast sama forma opowiadania. Pewne dłużyzny i być może zbędne opisy, jakkolwiek bardzo dobrze skonstruowane, mogą znudzić żądnego wrażeń czytelnika. Za to wszyscy powinni docenić humor, z jakim opisane są poszczególne wydarzenia. Nawet samo zakończenie - dosyć tragiczne - zostało przedstawione w groteskowy sposób.

Muszę przyznać, że jedna scena niezwykle podziałała na moją wyobraźnię: fragment, w którym główny bohater czuwał w cerkwi przy ciele zmarłej. Pusta, zaniedbana świątynia, oświetlona gdzieniegdzie świeczkami. Noc. I trumna. Z której ktoś zaczyna się podnosić... To było naprawdę dobre!

Wij pojawił się, jak już wspominałam, na końcu i odegrał kluczową rolę w całej historii. Jednak w porównaniu do wcześniejszych scen, nie wywarł na mnie żadnego wrażenia. A przecież miał być głównym strachem opowiadania...

Jeśli macie ochotę na opowieść ludową z lekkim dreszczykiem, sięgnijcie po "Wija". Pomimo pewnych cech tego opowiadania, które można uznać (choć niekoniecznie) za wady, warto. Takiego klimatu nie znajdziecie we współczesnych lekturach.


Zwiastun nowego filmu na podstawie opowiadania (poprzedni nakręcono w 1967 roku). Oczywiście twórcy dosyć luźno inspirowali się tekstem Gogola;) Ale zapowiada się interesująco.


Moja ocena: 4,5/6


Opowiadanie przeczytane również w ramach wyzwania "Groza z zamierzchłych czasów", w którym mogę brać udział dzięki uprzejmości Dominika, chociaż nie do końca spełniam wymagania;) Dziękuję!



TynipicTynipicTynipic
___________________
Źródło zdjęcia: http://www.pinterest.com/pin/418412621604531669/
Zygmunt Miłoszewski "Domofon"

Zygmunt Miłoszewski "Domofon"




Autor: Zygmunt Miłoszewski
Tytuł: "Domofon"
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 301




"Później, kiedy wszystko dobiegło końca, policja, biegli psychiatrzy i dziennikarze uznali wydarzenia, które miały miejsce w naszym domu, za wynik zbiorowej histerii. Czym była spowodowana - nigdy nie wyjaśniono. Z tego, co mi wiadomo, nawet nie próbowano."
Czy podejrzewalibyście, że przeprowadzka ze wsi do dużego miasta - konkretnie do bloku na warszawskim Bródnie - może być początkiem najgorszego koszmaru w waszym życiu? Darujcie sobie teksty o wadach wielkiej płyty, chuliganach niszczących mienie publiczne i o anonimowości. To tylko drobne problemy. 
Agnieszka i Robert, młode małżeństwo, właśnie zamieszkali w Warszawie. Nowy rozdział w ich życiu nie zaczął się jednak dobrze. Nie mogli nawet spokojnie wnieść swoich rzeczy do nowego domu - zostali zatrzymani przez makabryczny wypadek, który właśnie miał miejsce na klatce schodowej. Pech... zwłaszcza dla mężczyzny, ich (niedoszłego) sąsiada, który skończył bez głowy. A później było już tylko gorzej. Koszmary, dziwne zachowania bliskich osób i blok, który nie chce wypuścić swoich mieszkańców. Dlaczego nikt nie może wyjść? Skąd się biorą złe sny nękające bohaterów? I co mogą oni zrobić, żeby przeżyć?

Preface illustration - Dragan Bibin
Jestem pod wrażeniem. Szczerze napiszę, że spodziewałam się czegoś gorszego. Tymczasem Zygmunt Miłoszewski zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Już sam pomysł był trochę niecodzienny. Wprawdzie nawiedzony dom to stary i dobrze znany motyw, ale... słyszeliście kiedyś o nawiedzonym bloku? Interesująca modyfikacja ogranego tematu.
Akcja została bardzo sprawnie poprowadzona. Autor trochę straszył, trochę śmieszył (ironia, czarny humor) i w konsekwencji otrzymaliśmy powieść, przy której nie można się nudzić. Polubiłam też głównych bohaterów: Agnieszkę (choć ją akurat najmniej), Wiktora i Kamila - czyli najbardziej zaangażowanych w walkę z ciemnymi (dosłownie) mocami mieszkańców budynku. Umieszczenie akcji właśnie w bloku było też dobrym pretekstem do przedstawienia, chociażby pokrótce, całej galerii różnych postaci. Wprawdzie inni lokatorzy są dosyć stereotypowi, jednak na tyle wyraziści, żeby pozostać dla czytelnika interesujący i zapaść mu w pamięć. Chociaż na chwilę.

Wyjaśnienie całej zagadki okazało się mało oryginalne. Ale to nie zarzut. Ucieszyłam się, że Zygmunt Miłoszewski dostosował do swoich potrzeb kolejny znany z horrorów motyw. Btw, cytat ze "Lśnienia" umieszczony na początku książki i nawiązanie do "Mistrza i Małgorzaty" rozpoczynające pierwszy rozdział również wywołały mój uśmiech.

Szkoda, że pan Miłoszewski nie napisał więcej horrorów;) "Domofon" to dobrze skonstruowana powieść, w której można znaleźć sympatycznych (ale i denerwujących) bohaterów, znane wątki przedstawione w nowy sposób, nawiązania do innych dzieł literackich czy utworów muzycznych ("Fear of the dark", anyone?), humor oraz - oczywiście - grozę. Tak, wyjaśnienie zagadki mogło być straszniejsze, bardziej logiczne. Tak, zakończenie mogło być jeszcze mocniejsze. Ale nie chcę szukać wad tej powieści na siłę, bo po prostu mi się podobała!

Moja ocena: 5/6

Książka przeczytana w ramach wyzwania Modern Terror


TynipicTynipicTynipic
______________
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/195843/domofon
2. http://kulturawplot.pl/2014/10/27/przerazajace-obrazki/

Camilla Lackberg "Księżniczka z lodu"




Autor: Camilla Lackberg
Tytuł: "Księżniczka z lodu"
Tytuł oryginału: "Isprinsessan"
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 424



"Dom był pusty, opuszczony. Ze wszystkich kątów wiało chłodem. W wannie utworzyła się cienka warstewka lodu. Ciało nabierało sinawej barwy.
Przywodziła mu na myśl księżniczkę. Księżniczkę z lodu."
Erika, na stałe mieszkająca w Sztokholmie, przyjeżdża do Fjallbaki. Musi uporządkować swój rodzinny dom. Ciężko jej to idzie, tak samo jak pisanie kolejnej książki. Jakby tego było mało, to właśnie Erika jest osobą, która znajduje ciało Alex - swojej przyjaciółki z dzieciństwa. Wygląda na to, że kobieta popełniła samobójstwo. Chociaż jej rodzice są przekonani, że to było morderstwo. I rzeczywiście. Szybko zostaje wszczęte w tej sprawie śledztwo. Życie i śmierć Alex badają jednak nie tylko policjanci, ale i sama Erika.

Skandynawski kryminał, ale z gatunku tych "lżejszych". Jest zbrodnia, są tajemnice z przeszłości... a jednak to warstwa obyczajowa często wysuwa się na pierwszy plan. Życie osobiste Eriki, jej rozwijający się romans z jednym z policjantów, problemy małżeńskie jej siostry Anny - te kwestie często zajmują więcej miejsca, niż dywagacje na temat mordercy. I nie jest to złe, jeżeli ktoś oczekuje dokładnie takiej konstrukcji powieści.

Podoba mi się styl pisania Camilli Lackberg (chociaż mogłaby unikać powtórzeń - na to jestem wyczulona). Doceniam też poczucie humoru autorki.
Jednak na przykład Patrick (obiekt uczuć Eriki) wydaje się być po prostu za dobry. Facet idealny - może oprócz tego, że chwilami jest kompletną fajtłapą;) I jeszcze wątek (na szczęście poboczny) dotyczący staruszka, który chce zostawić swoją żonę-megierę. Przyznaję, to było śmieszne. Ale nie bardzo pasowało mi do całości.
Za to opis wizyty u pani Petren - uroczej staruszki posiadającej ogromną kolekcję mikołajów (dokładnie 1442 sztuki) oraz częstującej zdumionego policjanta pyszną kawą i ciastkami, wywołał mój szczery uśmiech.

Jeśli chodzi o samo śledztwo, mam jeden poważny zarzut. Dlaczego policjanci sprawdzili z kim rozmawiała przez telefon ofiara krótko przed śmiercią, ale nikt nie zainteresował się ostatnim wybieranym przez nią numerem? Bo ktoś nie odebrał telefonu, więc automatycznie jego osobę "wykreślono" ze sprawy? Czy nie jest istotne, z kim jeszcze Alex chciała porozmawiać tego wieczoru? Ogromne niedopatrzenie.

Podsumowując: czytało się przyjemnie, choć nie był to szczególnie mroczny czy ambitny kryminał. W ramach relaksującej lektury sprawdził się za to znakomicie. Myślę, że prędzej czy później sięgnę po kolejne części. Głównie ze względu na poczucie humoru autorki.

Moja ocena: 4/6

TynipicTynipicTynipic
________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/23098/ksiezniczka-z-lodu
2. unsplash.com
Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger