Kapitalna Klasyka: Johann Wolfgang Goethe "Cierpienia młodego Wertera"

Tak, nowy cykl na blogu;) Pomysł jest prosty: chcę wrócić do niektórych klasycznych lektur, które czytałam już dosyć dawno, chcę też poznać dotąd omijane tytuły. Wiecie, poszerzanie horyzontów i te sprawy;) Poza tym, lubię klasykę. Często kontakt z nią to dla mnie czysta przyjemność. 
Chociaż określenie "klasyka" będę traktować dosyć szeroko.
Posty będą pojawiać się nieregularnie i nie będą miały formy "zwyczajnych" recenzji. Nie czuję się na siłach, żeby recenzować klasykę;)
Do czego doprowadzą mnie te spotkania z (niestety nie zawsze) kapitalną klasyką? To się okaże!

Będzie zacnie, milordzie!

Autor: Johann Wolfgang Goethe
Tytuł: "Cierpienia młodego Wertera"
Tytuł oryginału: "Die Leiden des jungen Werthers"
Data pierwszego wydania: 1774 r.
Liczba stron (wydanie PIW, 1984): 109

Nie tylko Lotta nie kochała biednego Wertera. Ciepłymi uczuciami nie darzą go również uczniowie, którzy muszą czytać o jego nieszczęśliwej miłości. Dlaczego?

Pamiętam, że kiedy czytałam "Cierpienia młodego Wertera" po raz pierwszy, byłam pod wrażeniem. Historia wrażliwego młodzieńca, który zakochuje się w pięknej córce komisarza, zaręczonej z innym, bardzo mnie poruszyła. Po kilku latach wróciłam do tego tekstu i... mogę z całą pewnością powiedzieć, że nie polubiłam Wertera. Jego egzaltacja, niektóre przemyślenia, a także czytanie o jego sposobach poradzenia sobie z uczuciem, które przyszło bardzo nie w porę, bywały męczące. Nie czułam więc do niego sympatii. A jednak współczułam mu i rozumiałam. Przynajmniej częściowo. Może dlatego, że dawno - podczas pierwszej lektury - mogłam się w pewnym stopniu z nim identyfikować. Nieszczęśliwa miłość, te sprawy. 
Jednak nie zgadzam się z twierdzeniem Goethego, który po latach od wydania tej książki powiedział: "Byłoby źle, gdyby ktoś nie miał w swym życiu okresu, kiedy mu się wydaje, że Werter napisany został tylko dla niego". Osobiście wolałabym pominąć ten cały weltschmerz i przejść do kwestii "i żyli długo i szczęśliwie".

Caspar David Friedrich, "Dwaj mężczyźni kontemplujący księżyc"
Fragment tego obrazu znalazł się na okładce mojego wydania "Wertera".

Ale wróćmy do tematu. Książka wywarła na współczesnych Goethemu czytelników ogromny wpływ. Posłuchajcie:
"Dzieło wznieciło ogień, słomiany ale i niweczący, jakiego nie wywołała dotychczas i później żadna książka niemiecka. Grasowała epidemia werterowska, gorączka werterowska, moda werterowska, młodzi panowie zjawiali się w towarzystwie w niebieskich frakach i żółtych kamizelkach, tak jak w powieści. Odbierano sobie życie na modłę Wertera, obchodzono uroczystości ku czci Wertera nad grobem jego pierwowzoru, gromiono książkę o Werterze z ambon, pojawiały się karykatury Wertera, i to trwało nie rok, lecz dziesiątki lat, w Niemczech, w Anglii, Francji, Holandii, w krajach skandynawskich; Goethe notuje, że nawet Chińczycy malowali Lottę i Wertera na porcelanie. Największym triumfem Goethego były słowa Napoleona, który powiedział w czasie spotkania z nim, że czytał książkę kilka razy."
Na pewno słyszeliście też, że Lotta istniała naprawdę. Jednak wybranka Wertera nie jest jej wiernym odbiciem. Mimo wszystko to poznani w Wetzlarze Charlotta Buff, jej rodzina i narzeczony stali się choć w części inspiracją do napisania "Wertera". 
Nie myślcie sobie, że Goethe opisał w "Cierpieniach..." swoje prawdziwe uczucia względem Lotty. Owszem, była mu bliska, ale to nie było uczucie skłonne przywieść młodego Johanna do rozpaczy. Choć był w tej historii inny młodzieniec, który popełnił samobójstwo...
"Młody Jerusalem z poselstwa brunszwickiego, zastrzelił się - z nieszczęśliwej miłości i z urażonej dumy [...] Był nad wyraz wrażliwym i uczuciowym młodzieńcem, który zbytnio brał urazy do serca. Jego przełożony obchodził się z nim szorstko na służbie, a w towarzystwie, dumnym ze swojego szlachectwa, Jerusalem miał przykrości, ponieważ przypuszczano, że podawał się w Wetzlarze bezprawnie za szlachcica. Mąż kobiety, którą uwielbiał, zabronił mu wstępu do swojego domu; Jerusalem pożyczył sobie od Kestnera [który był pierwowzorem postaci Alberta] pistolety i zastrzelił się. Goethe przeraził się jego losem: Bóg wie, może samotność złamała mu serce..."
Goethe i Lotta, "Zakochany Goethe".
Nieco inaczej pobyt pisarza w Wetzlarze przedstawili twórcy filmu "Zakochany Goethe" (w oryginale po prostu "Goethe!"). Można go obejrzeć, za darmo i legalnie, TUTAJ. Seans będzie ciekawszy, jeśli w trakcie zdołacie wyłapać różne nawiązania do twórczości Goethego. 
Swoją drogą, właśnie znalazłam film "Fak ju Goethe" - o złodzieju, który ukrył łup z ostatniego napadu pod szkolną salą gimnastyczną i teraz, żeby go odzyskać, zatrudnia się tam jako nauczyciel języka niemieckiego. Tak, to jest komedia. Tak, niemiecka komedia (czy to nie powinno się wykluczać?).
A jeżeli szukacie sprawdzonych informacji biograficznych, sięgnijcie do książki Richarda Friedenthala "Goethe i jego czasy" (Czytelnik, 1969), z której pochodzą wykorzystane przeze mnie w tym poście cytaty.

Jak to w końcu jest z tym Werterem? Zachwyca czy nie zachwyca? Hm, to już sprawa indywidualna. Na pewno warto wiedzieć, o co chodzi w całej historii i mieć na ten temat własne zdanie. Mnie w "Cierpieniach..." fascynuje opis nieszczęśliwej miłości oraz wpływ, jaki książka miała na pierwszych czytelników. Szkoda tylko, że dla niektórych akurat ta przygoda z literaturą zakończyła się tragicznie...

TynipicTynipic
_________________
Źródła zdjęć:
1. http://pl.wikipedia.org/wiki/Dwaj_m%C4%99%C5%BCczy%C5%BAni_kontempluj%C4%85cy_ksi%C4%99%C5%BCyc
2. https://www.pinterest.com/pin/389772542723142988/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger