Colleen Hoover "Maybe someday"




Autor: Colleen Hoover
Tytuł: "Maybe someday"
Tytuł oryginału: "Maybe someday"
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 380

"Jak to możliwe, że dwoje dobrych ludzi, mających dobre intencje, wikła się w coś tak niesamowicie złego?"
Sydney ma wiele: wymarzone studia (pomimo sprzeciwu rodziców), chłopaka i przyjaciółkę-współlokatorkę. Ale wystarczy jedna chwila, żeby większość z tego stracić. W swoje 22 urodziny dziewczyna dowiaduje się, że jej chłopak i przyjaciółka sypiają ze sobą. Zostaje też bez pracy, pieniędzy i mieszkania. Samotną i zrozpaczoną Sydney "przygarnia" Ridge - muzyk z sąsiedztwa, z którym Syd wprawdzie nigdy osobiście nie rozmawiała, ale wymieniła ostatnio sporo sms-ów i pomogła mu w pisaniu tekstów piosenek. Przystojny gitarzysta oferuje jej pokój w swoim mieszkaniu, które dzieli razem z sympatycznym choć aż za bardzo skłonnym do żartów Warrenem i jędzowatą Bridgette. 
Myślicie, że to początek wielkiego romansu? Piękny muzyk z blokadą twórczą dotyczącą pisania tekstów i nieszczęśliwa dziewczyna, która pomaga mu w tworzeniu piosenek? Hm, nie do końca. Tu nic nie jest takie proste. 

To było moje pierwsze spotkanie z Colleen Hoover, ponieważ ominęła mnie fascynacja "Hopeless". Teraz jednak miałam ochotę na podobną lekturę, a muzyk pojawiający się w fabule był dodatkową zachętą;)


Relacja Ridge'a i Sydney jest bardzo skomplikowana. Ciągnie ich do siebie, to pewne. Ale Sydney jest świeżo po bolesnym rozstaniu, a Ridge... on ma swoje problemy i zobowiązania. Obserwowanie, jak ta dwójka próbuje poradzić sobie z rodzącym się uczuciem, jak pracuje nad piosenkami dla zespołu Ridge'a i jak toczy bitwę na głupie psikusy z Warrenem było fascynujące;)
Mimo wszystko pierwsza połowa powieści podobała mi się bardziej. Może dlatego, że wtedy nie wiedziałam jeszcze wszystkiego o dwójce głównych bohaterów, że oni sami dopiero się poznawali (choć w jakże dziwnych i burzliwych okolicznościach) i że fabuła nie skupiała się tylko na ich relacji.

Bardzo podobał mi się wątek muzyczny. Gra na gitarze, śpiew, pisanie tekstów... a także to, że czytelnik może naprawdę posłuchać piosenek, które stworzyli Ridge i Sydney (dla zainteresowanych: TUTAJ). 

To idealna historia na oderwanie się od problemów albo po prostu na odpoczynek po pracy. Chociaż nie mam pojęcia, na ile kwestie opisane w tej książce (a dotyczące muzyki i zdrowia) są przedstawione w odpowiedni sposób. Tutaj muszę zasięgnąć porady moich ekspertów, czyli - w tym przypadku - przyjaciółki i chłopaka.

"Maybe someday" to interesująca i trochę nietypowa (przynajmniej dla mnie) historia. Zakończenie nieco mnie rozczarowało, liczyłam na coś innego. Ale polubiłam dwójkę głównych bohaterów, którzy wydali mi się naprawdę rozsądnymi i zdolnymi do poświęceń osobami. A jednocześnie tak bardzo pragnęli miłości... i tak bardzo kochali muzykę. Doceniam też poczucie humoru autorki - to zawsze jest mile widziane;)

Nieidealna historia o nieidealnych ludziach. Za to przeczytałam ją w idealnym dla mnie momencie;)

Moja ocena: 4,5/6
____________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251187/maybe-someday
2. http://splitshire.com/wp-content/uploads/2014/02/SplitShire_IMG_6119.jpg

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger