Ponure Poniedziałki: Stephen King "Harvey's Dream"/"Sen Harveya"


Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Po zachodzie Słońca" (Albatros, 2009). W oryginale można je przeczytać TUTAJ.


Słoneczny sobotni poranek. Mąż i żona rozmawiają przy kuchennym stole. To małżeństwo, które niewiele już łączy. Miłość wyparowała, codzienność wdarła się drzwiami i oknami, czyniąc ich życie nudnym prawie nie do zniesienia. Ale przecież walczyli o ten związek. Mają trzy córki. Właśnie kiedy Janet pogrąża się w rozmyślaniach na ten temat i zastanawia się, jak dobre byłyby jakieś zmiany, Harvey mówi, że miał w nocy straszny sen. 
"Here comes the scary part. Do you want to hear the scary part?"
Chociaż Janet tak naprawdę nie chce tego słyszeć, jej mąż zaczyna opowiadać. Mówi o pięknym, słonecznym poranku, dokładnie takim jak ten sobotni. Mówi o samochodzie sąsiada stojącym na podjeździe, który ma dziwne wgniecenie (samochód rzeczywiście tam jest, a wgniecenia nie było jeszcze wczoraj... ale w tym momencie jest wyraźnie widoczne). Mówi też o telefonie od jednej z ich córek, która miała do przekazania bardzo złe wiadomości. Podobno, jeśli opowie się komuś swój sen, ten nie ma prawa się spełnić. Tak przynajmniej twierdzi Janet. A przynajmniej bardzo chce w to wierzyć...


Stephen King twierdzi, że powyższa historia przyszła do niego we śnie. I została zapisana od razu, podczas jednego posiedzenia. Można powiedzieć, że to widać - może i nie jest specjalnie rozbudowana, skomplikowana czy wyposażona w gwałtowne zwroty akcji. Może nie wywiera na czytelniku ogromnego wrażenia. Ale Stephen King ma niezwykłą zdolność stopniowania napięcia i kreowania ponurej atmosfery która sprawia, że z pozoru zwykły opis sobotniego poranka przeradza się w historię wywołującą niepokój.

Jeden z krytyków napisał o tej historii, że jest to a parent's worst nightmare, viewed in slow motion. O tak, mogę się z tym zgodzić. Ale w tym opowiadaniu jest coś więcej. Chociaż to do czytelnika należy odkrycie, czy sen Harveya był tylko snem, samospełniającą się przepowiednią, a może czymś jeszcze...

Niepokój. Takie uczucie pojawia się po lekturze. I chociaż nie jest to wybitne opowiadanie (King napisał mnóstwo lepszych), to może warto na chwilkę zatrzymać się i nad takim tekstem. 

Moja ocena: 4/6

A w środę recenzja "Znalezione nie kradzione" (Czy ktoś może zmusić... eee, namówić Kinga, żeby udostępnił mi trzeci tom? Nie przerywa się w takim momencie. Tego się po prostu nie robi)
_________________
Źródło zdjęcia: http://nos.twnsnd.co/image/81297248990

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger