Stephen King "Znalezione nie kradzione"




Autor: Stephen King
Tytuł: "Znalezione nie kradzione"
Tytuł oryginału: "Finders keepers"
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 480


"Pobudka, geniuszu"
Jeden słynny autor. Jeden szalony fan. I jeden kufer zawierający bardzo cenny łup z napadu. 
Morris Bellamy ma prawdziwą obsesję na punkcie twórczości Johna Rothsteina, a konkretnie jego trylogii o Jimmym Goldzie. Uważa też, że pisarz zakończył historię tego bohatera w sposób absolutnie niedopuszczalny. I że prawdopodobnie pisze dalej, choć od lat niczego nie opublikował. Dlatego planuje napaść na autora - nie tyle w celu zdobycia pieniędzy (których Rothstein podobno ma dużo), co jego najnowszej twórczości. Pisarz ginie, Bellamy ukrywa łup w bezpiecznym miejscu i... trafia do więzienia za zupełnie inne przestępstwo. Kilkadziesiąt lat później kufer Morrisa znajduje Pete Saubers, syn jednej z osób poważnie rannych w wyniku ataku Pana Mercedesa pod City Center. Jego rodzina ma poważne problemy finansowe i stosy dolarów ukryte w kufrze bardzo się przydadzą. Chłopaka fascynują też notesy z nieznaną twórczością Rothsteina. Problem pojawia się, kiedy Bellamy wychodzi na zwolnienie warunkowe i chce odzyskać swoją własność... Potrzebna będzie pomoc Hodgesa, Holly i Jerome'a.

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą: tak, to druga część "Pana Mercedesa". Lepsza część.
Pomysł jest prosty, ale świetnie przedstawiony. Ktoś mógłby uznać, że samo "wprowadzenie" - czyli przedstawienie przeplatających się ze sobą historii Morrisa i Pete'a -  jest za długie. Że Hodges i reszta pojawiają się za późno. Ale skoro świetnie się to czyta, a wszystkie elementy układanki do siebie pasują, to po co narzekać?

Kupiłam zaraz po przyjściu do pracy i odkryciu, że nowy King już dojechał!

Nie będę tutaj analizować całej powieści. To po prostu dobry kryminał z nieźle zarysowanymi portretami głównych bohaterów i takim zakończeniem, że... że natychmiast chcę sięgnąć po trzecią część! (swoją drogą, niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego King zmienił jej tytuł z genialnego - i w świetle zakończenia mającego ogromny sens - "Suicide prince" na zwyczajne "End of a watch")
Spokojnie, historia Bellamy'ego i Saubersa znajduje swoje, nieco makabryczne, zakończenie. Za to inny wątek, znany z poprzedniej powieści, odżywa...

W dużym skrócie: czytało się świetnie, jestem zachwycona, polecam. King się starzeje, nie da się ukryć. Ale to wcale nie znaczy, że jego najnowsze powieści są złe. O nie!

Moja ocena: 5/6
______________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/246008/znalezione-nie-kradzione
2. Produkcja własna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger