David Lagercrantz "Co nas nie zabije"


Autor: David Lagercrantz
Tytuł: "Co nas nie zabije"
Tytuł oryginału: "Det som inte dodar oss"
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 504




"Nikt nie wyjawia nic poufnego, jeśli nie ma z tego korzyści. Czasami pobudki są szlachetne, jak na przykład poczucie sprawiedliwości, chęć ujawnienia korupcji czy nadużyć. Najczęściej jednak w grę wchodzi walka o władzę - chęć pogrążenia przeciwnika i wzmocnienia własnej pozycji."
Mikael Blomkvist znowu ma kłopoty. Chociaż o wiele bardziej niż nagonką na swoją osobę, przejmuje się kłopotami "Millennium". Gazecie grozi, że będzie zmuszona zamienić się w coś w rodzaju magazynu plotkarskiego o gwiazdach. Wszystko przez to, że pozwolono przejąć część udziałów nieodpowiedniemu koncernowi. Trzeba znaleźć wyjście z tej sytuacji. Oraz jakiś chwytliwy temat, który po raz kolejny pozwoli "Millennium" zaistnieć. I właśnie w tym momencie do Mikaela zgłasza się osoba, która twierdzi że jest w posiadaniu sensacyjnych informacji...
Tymczasem Lisbeth Salander bierze udział w ataku hakerskim na NSA. Po co? Przecież nigdy nie robiła takich rzeczy wyłącznie dla zabawy. Musi mieć w tym jakiś cel.
Wkrótce okaże się,że ścieżki tej dwójki znowu się skrzyżują. Tak to jest, kiedy jest się zamieszanym w tę samą sprawę...

W "Co nas nie zabije" znajdziemy właściwie wszystkie elementy, które pojawiały się w poprzednich częściach "Millennium", jeszcze autorstwa Stiega Larssona: te same postaci, wartką akcję, reporterskie śledztwo, wiążące się z dużym ryzykiem, a nawet podobny styl pisania. Trzeba przyznać, że David Lagercrantz doskonale przygotował się do zadania. I całkiem nieźle sobie z nim poradził. 

W tej powieści wykorzystał wątki związane z NSA, sztuczną inteligencją oraz... autyzmem. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że Larsson również mógłby umieścić je w swojej książce. Tyle tylko, że u niego akcja byłaby jeszcze bardziej zagmatwana. 


Nie mogę jednak narzekać. "Co nas nie zabije" okazało się naprawdę dobrą powieścią. Powieścią, która wprawdzie w porównaniu z poprzednimi częściami wypada trochę blado, ale mimo wszystko stara się utrzymać poziom. Odnoszę wrażenie, że gdyby Lagercrantz zdecydował się na napisanie w całości własnej historii (wiem, wątki były jego, ale wykorzystane postaci wymyślił ktoś inny) ostateczna ocena byłaby jeszcze lepsza. Osiągnięcie poziomu Larssona wydaje mi się jednak niemożliwe. 
Jak już wspomniałam, fabuła jest naprawdę dobrze wymyślona. Chociaż mogłaby być jeszcze bardziej skomplikowana. Jednak przyznaję duży plus za wplecenie w akcję książki tak wielu postaci znanych z poprzednich części, sam wybór tematyki, a także słodko-gorzkie zakończenie (gdyby ostatnia scena wyglądała nieco inaczej, byłabym na pana Lagercrantza bardzo zła). Świetnym pomysłem było też wprowadzenie postaci, która wcześniej znana była wyłącznie z opowiadań i drobnych wzmianek. Teraz mogliśmy mieć z nią do czynienia osobiście. Może okazała się zbyt...złowieszcza? Ale bardzo dobrze, że wreszcie się pojawiła. 
Mam kilka zastrzeżeń do postaci Lisbeth. Niby ta sama, a jednak... tutaj chwilami wydaje się być jakąś superwoman. Wiem, Lisbeth wiele potrafi. Dodatkowo "oryginalne" powieści czytałam zbyt dawno, żeby teraz móc w pełni wiarygodnie je porównać. Mimo wszystko to nie do końca była dla mnie ta Lisbeth, którą znam. 

Ostatecznie jednak byłam zadowolona z lektury. Książka mnie wciągnęła, dodatkowo miło było ponownie spotkać się z postaciami, które zdążyłam już poznać i polubić. Dlatego myślę, że sięgnę po kolejne części, które - zgodnie z zapowiedziami - mają się pojawić.

Moja ocena: 4,5/6
________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/256915/co-nas-nie-zabije
2. http://negativespace.co/photos/coding/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger