Dan Simmons "Terror"

Dan Simmons "Terror"




Autor: Dan Simmons
Tytuł: "Terror"
Tytuł oryginału: "The Terror. A Novel"
Wydawnictwo: Przedsiębiorstwo Wydawnicze "Rzeczpospolita" S.A.
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 595


"Komandor Crozier wychodzi na pokład i widzi, że jego statek stał się obiektem ataku duchów niebieskich. Rozedrgane fałdy światła nad jego głową i Terrorem rzucają się raptownie do przodu, a potem szybko wycofują, niczym kolorowe ramiona agresywnej, lecz wyjątkowo niezdecydowanej zjawy."
Tak rozpoczyna się opowieść o ekspedycji, która 170 lat temu wyruszyła z Anglii, aby odnaleźć legendarne Przejście Północno-Zachodnie w okolicach Bieguna Północnego. Wyprawą dowodził sir John Franklin, który miał pod swoją komendą 133 ludzi i dwa statki - Erebus i Terror. Nikt nie wrócił żywy.
Do dziś nie wiadomo dokładnie, jakie były losy wszystkich uczestników tej podróży. Jednak Dan Simmons wykorzystał dostępne informacje i stworzył opowieść o ostatnim rejsie Erebusa i Terroru, które w pewnym momencie utknęły w lodzie, co stało się początkiem końca tej ekspedycji. Autor przedstawił swoją wizję tamtych wydarzeń, w której pojawia się między innymi tajemniczy i śmiertelnie niebezpieczny potwór z lodu, siejący postrach wśród marynarzy. Śmiały pomysł. I świetne wykonanie.

Dan Simmons na głównego bohatera swojej powieści wybrał Francisa Rawdona Moirę Croziera - komandora, dowódcę okrętu Terror, który był kandydatem na dowódcę całej wyprawy. Szkoda, że ten Irlandczyk, nie-arystokrata, nie miał żadnych szans ze względu na swoje pochodzenie...
Poszczególne rozdziały skupiają się jednak na różnych członkach ekspedycji i nie zawsze ułożone są chronologicznie. Całość jest za to znakomicie skonstruowana i przejrzysta, więc w czasie lektury nie można się pogubić.

Terror to nie tylko nazwa statku. Taki przydomek marynarze nadali też potworowi z lodu. Początkowo załoga myślała, że to po prostu duży i niezwykle agresywny niedźwiedź. Jednak ci, którym cudem udało się przeżyć atak, widzieli że nie mieli do czynienia ze zwyczajną istotą.
Z jednej strony - to "coś" czające się gdzieś pośród seraków. Z drugiej - sami marynarze, powoli tracący nadzieję na wydostanie się z lodowej pułapki, marznący i głodujący, stopniowo popadający w obłęd... Nie wiadomo, co było większym zagrożeniem i co straszyło bardziej...

Autorowi należą się wyrazy uznania za konstrukcję postaci: odważny i honorowy, mający jednak problemy z alkoholem, Crozier; doktor Goodsir - początkowo naiwny i bardzo niedoświadczony uczestnik wyprawy, później jednak dzielny członek ekspedycji, robiący wszystko by (jako jedyny pozostały przy życiu lekarz) uratować marynarzy; wiecznie coś knujący mat uszczelniacz Cornelius Hickey... Simmons sprawił, że załoga Erebusa i Terroru ponownie ożyła na kartach jego książki. I chociaż wiele z ich przeszłości, a także przewidywanych zachowań, mogło nie odpowiadać rzeczywistości, wszystkie wydarzenia (prawie) idealnie pasowały do historii tej wyprawy.

Moje ogromne uznanie zyskał również opis Drugiego Wielkiego Karnawału Weneckiego, czyli balu przebierańców zorganizowanego w sylwestrową noc już po uwięzieniu statków w lodzie, aby podnieść marynarzy na duchu. Co byście pomyśleli, czytając opis pomieszczeń - zbudowanych na lodzie przez załogę - w których odbywała się zabawa? Pierwsza komnata była niebieska, druga purpurowa, kolejne były: zielona, pomarańczowa, biała i fioletowa. Ostatni pokój był czarny. Odpowiedź jest tylko jedna: "Maska śmierci szkarłatnej" Edgara Allana Poe. Piękne (i świadome) nawiązanie do amerykańskiej literatury grozy! Wyobraźcie sobie taki bal, marynarzy bawiących się w pokojach identycznych jak te, w których odbywała się zabawa na zamku księcia Prospero. Pamiętacie, jak skończyło się to u Poe'go? Napięcie wzrasta, a kiedy hebanowy zegar w czarnej komnacie zaczyna wybijać północ...

Notatka zostawiona przez uczestników wyprawy,
opisująca losy ekspedycji... do pewnego momentu.

Podobał mi się pomysł na opisanie historii tragicznej wyprawy. I sposób jego wykonania - powolna narracja (przerywana jednak opisami makabrycznych wydarzeń), wprowadzenie elementów horroru, kreacja bohaterów. Nie odpowiadało mi tylko zakończenie - spodziewałam się czegoś mrożącego krew w żyłach. Otrzymałam zgrabne nawiązanie do eskimoskiej mitologii i rozwiązanie wątku Lady Ciszy, tajemniczej eskimoskiej dziewczyny, która pewnego dnia pojawiła się w pobliżu statków. Dobre, ale niezbyt satysfakcjonujące, jeśli ktoś oczekiwał przede wszystkim horroru.

I tak polecam, ponieważ jestem pod wrażeniem prozy Dana Simmonsa. "Kupił" mnie tą powieścią, wyruszam na poszukiwanie następnych!

Moja ocena: 5/6


Książka przeczytana w ramach wyzwania "Modern Terror"
_______________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/29290/terror
2. http://en.wikipedia.org/wiki/Franklin%27s_lost_expedition#/media/File:Manproposesgoddisposes.jpg
3. http://en.wikipedia.org/wiki/Franklin%27s_lost_expedition#/media/File:Franklinexpeditionnote.jpg
Wyniki konkursu - "Zabójcze piękno"

Wyniki konkursu - "Zabójcze piękno"

Decyzja była ciężka. Pod uwagę brałam nie tylko okładkę (bądź okładki), ale i uzasadnienie (lub jego brak). Wybór jak zwykle był subiektywny. 

Przy okazji zachęcam do dyskusji na temat prezentowanych okładek - czy też uznalibyście je za brzydkie? A może znacie jeszcze gorsze przykłady?;)



Konkurs wygrywa okładka...

Projekt niestety bardzo brzydki (choć akurat w tym przypadku to dobrze), a uzasadnienie mnie urzekło:
Z ciekawości wpisałam w google „najbrzydsze okładki książek” i szczerze się uśmiałam z niektórych „potworków okładkowych”, ale nie chciałam się sugerować rankingami tworzonymi przez kogośtam. Pomyślałam natomiast o ostatnio czytanych przeze mnie książkach i pierwsza myśl pofrunęła do „Jak to robią twardzielki”. Książkę przeczytałam dlatego, że dostałam ją od autorki i byłam ciekawa jej twórczości. Jestem natomiast pewna na 100%, że nie kupiłabym tej powieści, kierując się okładką. Nawet bym na nią nie zerknęła w księgarni, a szkoda, bo jest to naprawdę dobra, zabawna i mądra powieść.
Irytowały mnie te kobiety na okładce, które swoim wyglądem nijak mi nie pasowały do bohaterek książki. Jeśli już ktoś zdecydował się na tak mało oryginalny sposób przedstawienia postaci na okładce, to mógłby się przynajmniej postarać o to, żeby kobiety były podobne do tych opisanych w środku. Zdjęcie w ogóle jest tandetne i odpychające, jakby wyjęte z numeru Bravo z roku 1990. Źle dobrane kolory i w ogóle projekt jak na lekcję techniki. Cała seria „Monika Szwaja poleca” nie ma się czym poszczycić, ale to „cudo” wygrywa.
Do zwyciężczyni już leci mail z prośbą o podanie adresu;)
A ja zastanawiam się nad nowym konkursem. Tylko... czy ktoś byłby chętny na kieszonkowe wydania "Norwegian Wood" i "Marcowych fiołków" (w pakiecie) ? 

Paula Daly "Gdy przejdziesz przez próg"




Autor: Paula Daly
Tytuł: "Gdy przejdziesz przez próg"
Tytuł oryginału: "Keep your friends close"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 453



"Gdy byli razem, nic nie mogło ich rozdzielić. Teraz jednak, gdy znajdowali się o półtora tysiąca kilometrów od siebie, byli przejęci losem chorego dziecka, a na dodatek w ich domu zamieszkała ona, osoba znająca ich słaby punkt, wszystko jest możliwe."
Natty i Sean są małżeństwem z szesnastoletnim stażem. Mają dwie córki, na życie zarabiają prowadząc hotel w niewielkiej miejscowości. Kiedy młodsza z dziewczyn, Felicity, nagle poważnie choruje podczas szkolnej wycieczki do Francji, Natty rzuca wszystko i leci za granicę opiekować się córką. Jak dobrze, że akurat małżeństwo odwiedziła wspólna przyjaciółka: mieszkająca na co dzień w USA Eve. Może zostać u nich przez kilka dni, zająć się domem i wesprzeć rodzinę. Albo, korzystając z okazji, rozbić ją.
"Bardzo łatwo rozkochać w sobie chłopaka. Trzeba dowiedzieć się, czego mu trzeba, i tego mu dostarczyć."
Nie wiem czy jest to aż tak proste. W każdym razie właśnie taką zasadę wyznaje Eve i w jej wykonaniu sprawdza się ona niezawodnie. Sprytna kobieta dobrze wie, że Natty już nie poświęca Seanowi większej uwagi (choć nadal go kocha), pochłonięta prowadzeniem domu, wychowywaniem dzieci i dbaniem o hotel. W tej sytuacji odbicie męża przyjaciółce nie powinno stanowić większego problemu.


Powieść nie jest jednak aż tak nieskomplikowana. Szybko okazuje się, że zarówno Eve, jak i Natty, ukrywają pewne zdarzenia ze swojej przeszłości. Bardzo mi się to podobało, gdyż tak naprawdę do ostatniej strony nie można być pewnym, co się wydarzy. Poza tym autorce udało się uciec od schematu "zła przyjaciółka-zdradzana żona". Na szczególną uwagę zasługuje postać Natty, która początkowo wydaje się być (prawie) idealną, niewinną panią domu. Pozory jednak mogą mylić. Na tle obu kobiet słabo wypada Sean, który dosyć łatwo rezygnuje z żony, zauroczony zjawiskową (i spełniającą wszystkie jego zachcianki) przyjaciółką. I to w momencie, w którym jedna z jego córek leży w szpitalu po wypadku, który łatwo mógł się skończyć tragicznie, a Natty pojechała się nią opiekować.

Podobało mi się, że powieść nie była tak oczywista, jak to mogło się wydawać na samym początku. Nie jest to może bardzo ambitny thriller, ale na tyle dobrze (i sprawnie) napisany i z tak interesującą fabułą, że świetnie się bawiłam podczas czytania.
Biorąc pod uwagę powyższe (i moją obecną potrzebę poznawania lektur czysto "rozrywkowych", co jednak w moim przypadku można bardzo różnie definiować), ocena musi być właśnie taka.

Moja ocena: 5/6

PS. Do książki zachęciła mnie przychylna recenzja na czyimś blogu. Tylko nie pamiętam, na czyim... Ktoś się przyznaje?
_____________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/225966/gdy-przejdziesz-przez-prog
2. http://splitshire.com/
Ponure Poniedziałki: edycja specjalna. Emily Carroll "Out of skin"

Ponure Poniedziałki: edycja specjalna. Emily Carroll "Out of skin"


Dlaczego "edycja specjalna"? - możecie zapytać. Zazwyczaj oznacza to, że nie mogę czytać/nie mam czasu na czytanie i dłuższe pisanie o opowiadaniach, wybieram więc teksty o znacznie mniejszej objętości. Tak jest i tym razem. Ale mam jeszcze jeden powód. "Out of skin", o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć, to komiks - co nie do końca pasuje do mojego cyklu dotyczącego opowiadań. 
W każdym razie, zapraszam!
(po kliknięciu w poniższy obrazek zostaniecie przeniesieni na stronę komiksu)


"Out of skin" opowiada historię kobiety żyjącej samotnie w domku w środku lasu. Kobiety, która pewnego poranka po burzy znalazła wśród drzew odsłonięty masowy grób - obfity deszcz musiał zmyć niezbyt głęboką warstwę świeżej ziemi, którą był on przykryty. Co innego pozostało głównej bohaterce, niż zasypanie dołu z ciałami kilku młodych dziewczyn? To właśnie zrobiła. Nie przypuszczała, że jej wysiłki na nic się nie zdadzą, ponieważ...

...to już musicie zobaczyć sami. Komiks jest krótki, więc nie zajmie Wam to dużo czasu. 
Historia jest niesamowicie niepokojąca, a mroczny nastrój świetnie podkreślają ilustracje. Gdyby całość została przedstawiona tylko w formie tekstowej, z pewnością nie udałoby się osiągnąć takiego efektu. A jak pięknie (i groźnie) musiałaby się prezentować animacja na podstawie komiksu!


Tym razem nie potrafię powiedzieć zbyt wiele. Różnego rodzaju opowieści o domkach w głębi lasu są czymś, za czym przepadam. A z taką odmianą tej historii, jaką zaprezentowała Emily Carroll, jeszcze nigdy się nie spotkałam. Kojarzy mi się to trochę z "W ciemności" McCarthy'ego - chociaż mam tu raczej na myśli samą atmosferę obu tych tekstów, niż podobieństwa w fabule (których właściwie nie ma). Zachwycające grafiki Emily Carroll tylko podkreślają ten klimat. Naprawdę mnie zauroczyły. I mogę wpatrywać się w nie bardzo długo (co przy moim braku cierpliwości i trudnością ze skupieniem na jednej rzeczy jest dużym komplementem). 
Zresztą, zobaczcie sami...



Jeszcze drobne ogłoszenie: Ponure Poniedziałki wrócą za miesiąc. Zbliżają się Święta, a w takim czasie nie mam ochoty na publikowanie recenzji horrorów. Natomiast kolejny poniedziałek po Wielkanocy to 13, a wtedy (już) tradycyjnie powinna się ukazać kolejna część "13 linków". Poza tym, muszę się zmobilizować do czytania większej ilości tekstów (nie tylko grozy), co przy moich powracających problemach ze wzrokiem wcale nie jest takie proste;) W związku z powyższym - w PP widzimy się 20 kwietnia. A już w środę powinna się tu ukazać recenzja pewnego thrillera o tym, jak przyjaźń może zniszczyć komuś życie. 
Dobranoc! (niezależnie od pory dnia czy nocy;)
_______________
Źródła zdjęć:
1. https://www.pinterest.com/pin/425590233512583301/
2. https://www.pinterest.com/pin/221028294188274087/
3. https://www.pinterest.com/pin/305048574736396292/
Kapitalna Klasyka: Honore de Balzac "Eugenia Grandet"

Kapitalna Klasyka: Honore de Balzac "Eugenia Grandet"


Przypominam, że KK to nie recenzje, tylko moje marudzenie o klasyce.
UWAGA, SPOILERY JAK STĄD DO PARYŻA!

"Pochlebstwo nie płynie nigdy z wielkiej duszy, jest to właściwość dusz małych, które umieją się jeszcze pomniejszyć, aby lepiej wejść w sferę osoby, dookoła której wiszą. Pochlebstwo zawsze jest podszyte interesem."
I też nic innego, tylko interesy, ściągają rodziny Cruchot i de Grasins do domu starego Grandet. Grandet jest człowiekiem interesu, skąpcem, zainteresowanym głównie powiększeniem swojego majątku. Ma biedną, zahukaną żonę i córkę Eugenię, uosobienie niewinności, która nawet nie zauważa, że mieszczanie z Saumur bacznie śledzą rywalizację o jej rękę. I o jej pieniądze. Przede wszystkim o pieniądze.

Szkoda mi Eugenii. To dobra dziewczyna, która nie ma wiele radości z życia. Jej ojciec chorobliwie oszczędza na jedzeniu, ogrzewaniu i strojach, o innych przyjemnościach nie wspominając. Kandydaci na męża widzą w niej głównie wspaniałą inwestycję i równie dobrze mogliby ożenić się z sakiewką starego Grandet. A kiedy w końcu wydaje się, że znalazła miłość, jej kuzyn Karol wyjeżdża tak szybko, jak się pojawił - musi "zrobić majątek", bo jego ojciec właśnie został bankrutem. Wszystko kręci się wokół pieniędzy!

Nie ta epoka. Ale mniej więcej taki klimat.

Stary Grandet jest straszny. Swoim skąpstwem niszczy rodzinę - burzy marzenia o szczęściu córki i doprowadza żonę do choroby, a następnie do śmierci. Budzi skojarzenia z Harpagonem, czyli "Skąpcem" Moliera, ale ten drugi, przedstawiony w komediowy sposób (choć i u Balzaca nie brakuje ironii) może jednak wywołać uśmiech.

Przykro było obserwować, jak Eugenia - wrażliwa, pełna empatii i dobroci, pada ofiarą mężczyzn opętanych wizją bogactwa. Przede wszystkim ojca. Ale również panów Cruchot i de Grasins (wraz z rodzinami). A także ukochanego Karola. Przed jego wyjazdem obiecali sobie wierność i przyrzekli miłość, a Eugenia oddała młodzieńcowi swoje skarby, otrzymane od ojca z okazji urodzin czy świąt (zresztą późniejsze odkrycie starego, że złoto zniknęło, doprowadziło go do ataku wściekłości, a panią Grandet do choroby). Dziewczyna przez osiem lat czekała na Karola, który w tym czasie świetnie się bawił pływając po morzach i oceanach i nie raczył nawet wysłać do niej listu. Po powrocie poinformował za to Eugenię, że zamierza poślubić spotkaną na statku pannę, brzydką lecz bogatą i z hrabiowskim tytułem. Jaki z tego morał? Faceci to świnie i zależy im tylko na Twoich pieniądzach!

Szkoda, że Eugenia nie mogła spakować walizki i po prostu wyjechać.

Na zakończenie pozytywny akcent: postać Nanon. Ta służąca, delikatnie mówiąc niezbyt urodziwa, lecz o dobrym sercu, szczerze kochała rodzinę Grandetów. Nawet starego, który kiedyś zdecydował się ją zatrudnić, gdy bezskutecznie szukała pracy (oczywiście on jak zwykle miał w tym jakiś interes). Nanon była poczciwą kobietą, zupełnie niepodobną do Kopciuszka, choć paradoksalnie to właśnie ona znalazła swoje szczęśliwe zakończenie. W wieku prawie 60 lat wyszła za mąż, porzuciła służbę i stała się dumną i szczęśliwą panią domu. Prawdopodobnie miało to jakiś związek z pieniędzmi, ponieważ w pewnym momencie okazało się, że dzięki rodzinie Grandet zdołała zgromadzić całkiem przyzwoitą sumę... Ale nie bądźmy drobiazgowi.

Wiecie, chętnie obejrzałabym teraz ekranizację, najchętniej jakąś nowszą produkcję. Szkoda tylko, że nic podobnego ostatnio nie powstało...

W poprzednim odcinku:
"Cierpienia młodego Wertera"
TynipicTynipic
______________
Źródła zdjęć:
1. http://nos.twnsnd.co/image/100246030064
2. http://publicdomainarchive.com/public-domain-images-black-white-vintage-suitcase-girl-railroad-tracks-walking/
Ponure Poniedziałki: Józef Korzeniowski "Narożna kamienica"

Ponure Poniedziałki: Józef Korzeniowski "Narożna kamienica"


Opowiadanie znalazłam w zbiorze "Polska nowela fantastyczna. Ja gorę" (Alfa, 1983 r.)

"Jestem metr* tańca, do którego zapraszam ludzi wtedy, kiedy sobie tego najmniej życzą i kiedy o mnie najmniej myślą"
Wybrałeś się na wieczorny spacer. Jest mgła, pada drobny deszcz, a ty przeciskasz się przez tłum przechodniów. Nie we wszystkich oknach domów, które mijasz po drodze, widać światło. Kiedy jednak dochodzisz do dużej, narożnej kamienicy, widzisz dokładnie ludzi na każdym z pięter. Jedni tłoczą się w sklepie na parterze lub w szynku, inni bawią się w sali balowej na pierwszym piętrze, w oświetlonym oknie drugiego piętra stoi zapłakana kobieta. Jeszcze wyżej grupa osób zajmuje się szyciem. Zapamiętaj tę kamienicę. Jeszcze do niej wrócisz, kiedy tylko zapadniesz w sen. Będzie ci towarzyszył dziwny mężczyzna w płaszczu, kapeluszu i okularach, zakrywający twarz. A w każdym mieszkaniu, do którego zajrzycie, wydarzy się tragedia...

Jeśli pomyśleliście, że "Narożną kamienicę" napisał Joseph Conrad, to... byliście blisko;) Józef Korzeniowski był jego stryjem. Żył w latach 1797-1863. Był wychowankiem Liceum Krzemienieckiego, nauczycielem domowym Zygmunta Krasińskiego, a następnie profesorem i dyrektorem w kilku placówkach edukacyjnych. Był również pisarzem i tłumaczem.

Wiem, to nie jest narożna kamienica nocą. Ale jakiś taki mrok czai się po kątach...

Początkowo bardzo sceptycznie podchodziłam do tego opowiadania. Kamienica, jako metafora ludzkiego życia, w którym śmiech przeplata się z płaczem? Ładnie, ale to nie było straszne. Tajemniczy towarzysz narratora, którego tożsamość od razu odgadłam? Zero zaskoczenia. Jednak późniejszy opis wędrówki po kamienicy był już o wiele lepszy. Niby nic mrożącego krew w żyłach, ale i tak... kiedy człowiek sobie uświadomi, jak niewiele czasem brakuje, żeby znaleźć się na miejscu mieszkańców tego domu, kiedy uzmysłowimy sobie, jak bardzo nie mogli przewidzieć tego, co ich spotkało... Pojawia się dreszczyk. Może nie wielki dreszcz przerażenia, ale taki niepokój, który potrafi dręczyć jeszcze przez długi czas od zakończenia lektury.

Opowiadanie mogło się zakończyć jakimś mocniejszym akcentem - właśnie tego często mi brakuje w starszych tekstach grozy. Ale i tak wspomnienie metra w okularach i żółtych rękawiczkach uważam za dobre podsumowanie całości.
Krótko: "Narożna kamienica" nie straszy, ale klimat drugiej części opowiadania i ogólna refleksja z niego płynąca były wystarczającym powodem, żeby znalazło się ono w Ponurych Poniedziałkach. Może po lekturze będziecie trochę inaczej patrzeć na oświetlone okna domów, które mijacie podczas wieczornych spacerów...?
"I odrzucił płaszcz, i przesłał mi ręką w żółtej rękawiczce pocałowanie od ust, a raczej od zębów wyszczerzonych i dziwacznie śmiejących się."
Moja ocena: 4,5/6

*dawniej: nauczyciel

Opowiadanie przeczytane również w ramach wyzwania "Groza z zamierzchłych czasów"

_________________
Źródło zdjęcia: http://www.sitebuilderreport.com/stock-up/1229/ 

13 linków #7

Dzień dobry! Przyszło mi do głowy, że dzisiaj idealną ilustracją do wpisu będą... psy! (nie lubię kotów) Oczywiście psy, mające jakiś związek z czytaniem;) (mojego psa niektórzy już chyba znają, możecie go znaleźć TUTAJ)
Zapraszam!


Trudno nie polecać bloga Pyzy;) Można mieć jednak problem z wybraniem tego jednego, najlepszego wpisu... Dlatego radzę rozgościć się na Jej stronie na dłużej;)

So books. Much reading.

Czyli Magnolie powracają;)


Ciekawe (i żenujące) historie z życia książkoholików. Zerknijcie też do komentarzy;)

Oczywiście, że nie musi. Ale to chyba oczywiste, prawda?;)

Czyli "Hot dudes reading" i inne.


Bo gdybym ja pisała recenzję tej książki, brzmiałaby ona mniej więcej tak: "Here's Johnny!!!". Dlatego lepiej przeczytajcie porządny tekst;)

Zawsze (nie) chciałam wiedzieć "Where do camels belong?".

Czyli Anna Arkadiewna i wirtualne romanse.


A kim jest Wasz ulubiony pisarz?

Chciałabym nr 29 i nr 32. I jeszcze nr 40...

Dla wszystkich miłośników baśni;)

Polecam lekturę (i zastanowienie się nad tym pytaniem), zwłaszcza że zbliża się drugi odcinek Kapitalnej Klasyki. Obiecuję, tym razem nie będzie o Werterze;)


Przypominam jeszcze o konkursie, do wygrania powieść "Zabójcze piękno".
__________________
Źródła zdjęć:
1. https://www.pinterest.com/pin/258745941066992715/
2. https://www.pinterest.com/pin/135530270009188126/
3. https://www.pinterest.com/pin/431782682999258500/
4. https://www.pinterest.com/pin/227220743674898002/
5. https://www.pinterest.com/pin/437904763741082399/

Martin Cruz Smith "Park Gorkiego"




Autor: Martin Cruz Smith
Tytuł: "Park Gorkiego"
Tytuł oryginału: "Gorky Park"
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 461



"W państwie niesprawiedliwości społecznej człowiek może naruszać prawo z powodów słusznych społecznie lub ekonomicznie. W państwie sprawiedliwości społecznej nie ma po temu żadnych ważnych powodów, są tylko choroby umysłowe."
ZSRR, lata 80. W moskiewskim Parku Gorkiego zostają znalezione trzy ciała, zamarznięte i prawie całkowicie przysypane śniegiem. Ofiary, dwóch mężczyzn i kobietę, zastrzelono oraz okaleczono, uniemożliwiając ich identyfikację. Na miejsce zostaje wezwany inspektor Arkadij Renko, który ma zająć się tą sprawą. Szybko okazuje się (co właściwie było do przewidzenia), że złapanie mordercy może być trudne. Oraz - paradoksalnie - nieistotne. Jak prowadzić śledztwo w kraju, w którym oficjalnie przestępczość nie powinna istnieć, a poprawność polityczna liczy się bardziej niż zatrzymanie zabójcy? Jaki związek ze sprawą ma Irina Asanowa, wyrzucona z uniwersytetu była studentka prawa? Czy w zabójstwo zamieszany jest jakiś obcokrajowiec? I kim w ogóle były ofiary?
"- Przemówienie L.I. Breżniewa na Dwudziestym Czwartym Zjeździe Partii - przeczytał na głos z koperty płyty Arkadij, przystępując do Gołodkina.
- Spadaj.
Gołodkin dźgnął Arkadija łokciem, ale ten wykręcił mu go tak, że handlarz był zmuszony stanąć na palcach. Z koperty wysunęły się trzy płyty i okrążyły stopy Arkadija. Były to nagrania Kiss, The Rolling Stones i The Pointer Sisters.
- Jeden z najciekawszych zjazdów partii - powiedział Arkadij."
Czytanie tak dobrych thrillerów to sama przyjemność. Autorowi świetnie udało się odtworzyć klimat tamtej Moskwy oraz opisać skomplikowane stosunki społeczno-polityczne w ZSRR początku lat 80. Jak ciężko było wtedy zwykłym Rosjanom i na ile mogli sobie pozwolić - jeśli chodzi i wypowiedzi i czyny - aby nie popaść w kłopoty? Czasem jedno nieopatrznie wypowiedziane zdanie mogło sprowadzić na człowieka nieszczęście...


Arkadij, jako oficer śledczy, nie miał wcale łatwego życia. Ale podobał mi się jego sceptycyzm względem ustroju. I swoboda, z jaką Renko poruszał się w tej nieprzyjaznej rzeczywistości. Przynajmniej do czasu. Poza tym, ciężko nie polubić śledczego, który jest w stanie zaryzykować karierę, reputację, a nawet życie w obronie sprawiedliwości i osób mu bliskich. 

Mnogość wątków, a także skomplikowane relacje pomiędzy bohaterami, są ogromną zaletą tej powieści. Z drugiej strony, czasem się w tym wszystkim gubiłam. 
Najbardziej podobała mi się pierwsza (i najdłuższa) część książki, opisująca wydarzenia rozgrywające się w Moskwie. Głównie ze względu na samo miasto oraz dynamiczną akcję. Dwie kolejne miały już nieco inny klimat (o lokalizacji nie wspominając). Pokazały jednak, że czasem - nawet mając dowody - ciężko jest złapać przestępcę, który ma odpowiednie koneksje. I że nikomu, naprawdę nikomu, nie można ufać.

"Park Gorkiego" to bardzo dobra książka. Już sam fakt, że w krajach bloku komunistycznego była objęta cenzurą, powinien zachęcać do przeczytania;) Nie zawsze jednak podobały mi się skomplikowana akcja oraz enigmatyczne wypowiedzi czy przemyślenia głównego bohatera. Nie przeszkadza mi to jednak w rozglądaniu się za kolejną częścią serii (tak, "Park Gorkiego" to dopiero początek). Uznajcie to za polecenie tej powieści;)

Moja ocena: 4,5/6

TynipicTynipic
____________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/29242/park-gorkiego
2. http://snapwiresnaps.tumblr.com/post/104841033833/amarpreet-kaur-www-amarpreetkaur-com-free
Ponure Poniedziałki: Stephen King "A Death"

Ponure Poniedziałki: Stephen King "A Death"


Opowiadanie można przeczytać TUTAJ.

"If you have to do a thing like this, you want to do it right the first time"
Powyższe zdanie zostało wypowiedziane przez stolarza i odnosiło się do budowania szubienicy. Szubienicy, na której miał zawisnąć Jim Trusdale, oskarżony o zabójstwo dziesięcioletniej Rebeki i kradzież srebrnego dolara, który dziewczynka otrzymała na urodziny. Dobrze czytacie, Trusdale jeszcze nie był skazany. Ale i tak wszyscy, może oprócz jednej osoby i samego oskarżonego wierzyli w jego winę, więc... 
Witajcie w Dakocie pod koniec XIX wieku!

Tekst pochodzi ze zbioru "The Bazaar of Bad Dreams" (urzekł mnie ten tytuł!), czyli nowej antologii opowiadań Stephena Kinga, mającej ukazać się jesienią. Autor zdecydował się na przedpremierową publikację "A Death" w czasopiśmie "The New Yorker". Niezmiernie się z tego cieszę. 

Ponieważ nie mogłam znaleźć odpowiedniej ilustracji, zamieszczam zdjęcie mrocznych gór. O górach była też mowa w tekście.

Osobą, która ma wątpliwości co do winy Trusdale'a, jest szeryf Barclay. Tylko on wsłuchuje się w słowa mężczyzny twierdzącego, że nie znał zamordowanej dziewczynki, że nie wie, gdzie zgubił kapelusz (który, znaleziony przy zwłokach, był głównym dowodem w sprawie) i że jest niewinny. Sam King w wywiadzie (dostępnym TU, radzę jednak nie czytać go przed opowiadaniem) przyznał, że podczas pisania bardziej interesowała go postawa Barclaya i zmiany zachodzące w jego psychice, jego próby odkrycia prawdy i wątpliwości. 

Cała historia jest świetnie napisana (co innego mogłabym o niej powiedzieć?). I budzi skojarzenia z "Zieloną milą". Nie jest jednak jej znacznie skróconą wersją, czego się obawiałam już podczas czytania. Zakończenie zupełnie zmieniło perspektywę.

"A Death" nie jest horrorem, nie znajdziemy tu też tak często pojawiających się u Kinga elementów paranormalnych. Są tylko ludzie i ich zbrodnie, oskarżenia, walka z czasem, rozpaczliwa próba zmiany losu. To ponure i dające do myślenia opowiadanie. Jest to też bardzo obiecująca zapowiedź całej antologii. Choć mam nadzieję, że znajdzie się w niej więcej grozy. Oby tak było;)

Moja ocena: 5/6

TynipicTynipic
________________
Źródło zdjęcia: http://magdeleine.co/photo-casey-fyfe-n-202/
KONKURS Joy Fielding "Zabójcze piękno"

KONKURS Joy Fielding "Zabójcze piękno"

Dzień dobry! Dziś chciałam pozbyć się podarować komuś książkę, która kurzy się u mnie na półce (i bezczelnie zajmuje miejsce przeznaczone na nowe nabytki). Zapraszam!


1. Konkurs trwa od 6 do 27 marca 2015 roku.
2. Każdy może wziąć w nim udział, wystarczy wykonać drobne zadanie (i posiadać adres korespondencyjny na terenie Polski).
3. Do wygrania jest powieść Joy Fielding "Zabójcze piękno". Stan bardzo dobry (raz czytana), twarda oprawa, okładka wygląda jak ta na podlinkowanej stronie na LC.
4. Jak ją zdobyć? Tytuł książki ma związek z pięknem więc, paradoksalnie, zadanie będzie dotyczyło brzydoty. Krótko mówiąc:
Która książka ma, według Ciebie, najbrzydszą okładkę? Autor, tytuł, zdjęcie okładki (nie musi być wykonane osobiście) wymagane, uzasadnienie zaś mile widziane. 
5. Odpowiedzi proszę przesyłać na adres: azumi.90@hotmail.com, w tytule maila powinno znajdować się słowo "KONKURS".
6. Wybór zwycięzcy będzie jak zwykle bardzo subiektywny.
7. Ogłoszenie wyników nastąpi prawdopodobnie 28 marca - na blogu oraz w mailu do zwycięzcy.

Mam nadzieję, że kogoś zainteresuje ta powieść;) A nawet, jeśli nie, możecie podzielić się swoimi typami najbrzydszych okładek w komentarzach;)

Camilla Lackberg "Kaznodzieja"




Autor: Camilla Lackberg
Tytuł: "Kaznodzieja"
Tytuł oryginału: "Predikanten"
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 440



Śmierć młodej kobiety zawsze jest tragedią. A kiedy dodatkowo przy jednych zwłokach zostają znalezione szczątki dwóch innych dziewczyn, zamordowanych przed laty, sprawa staje się jeszcze bardziej ponura i zagmatwana. Śledztwo w sprawie tych zbrodni ma przeprowadzić Patrick Hedstrom, znany już czytelnikom "Księżniczki z lodu". Tym razem nie może liczyć na pomoc Eriki, która jest w zaawansowanej ciąży. Ani na pomoc szefa (wiadomo) i niektórych kolegów wykazujących - jak zwykle zresztą - brak zainteresowania sprawą i przerażającą wprost niekompetencję.

Po drugim tomie z serii (który można jednak poznawać jako odrębną historię) nadal nie zrezygnowałam z powieści Camilli Lackberg. Są dla mnie miłym przerywnikiem w natłoku innych lektur.
To nie jest "czarny" kryminał, w którym krew leje się strumieniami. Autorka poświęca wiele miejsca warstwie obyczajowej, w tym życiu osobistemu śledczych, jak również podejrzanych. W tym przypadku w kręgu zainteresowania policji znajduje się cała rodzina Holtów, mająca związek z zaginięciami dziewczyn sprzed lat. Wygląda na to, że ktoś z nich jest też zamieszany w morderstwo dokonane całkiem niedawno. A może to tylko fałszywy trop? W każdym razie mamy okazję do poznania całego klanu i przyjrzenia się prawdziwej galerii osobowości. Zadziwiające, jak skomplikowane potrafią być relacje międzyludzkie i jak starannie można ukrywać pewne rzeczy przed najbliższymi.


W powieści nie zabrakło też akcentów humorystycznych. Chociaż nie wiem czy miałabym ochotę się śmiać, będąc na miejscu Eriki - przeżywającej prawdziwy najazd "kochanej" rodziny, chcącej spędzić darmowe wakacje nad morzem.

Jeśli chodzi o zagadkę "kto zabił?", udało mi się ją rozwiązać w połowie (nie pytajcie, nie potrzebujecie spoilerów), co uważam za niezły wynik. Dla mnie, nie dla autorki.

W tekście znowu, tak jak w poprzedniej części, pojawiały się powtórzenia. Na szczęście niezbyt często. Nadal nie wiem czy autorka po prostu tak pisze, czy może chodzi o tłumaczenie.

Nie mam większych zastrzeżeń do tej książki. Powieści Lackberg traktuję jak "lekkie, łatwe i przyjemne" kryminały, czytane dla odprężenia. Chociaż czasami autorka porusza ważne tematy. I oczywiste jest, że same opisywane zbrodnie nie należą do rzeczy przyjemnych. Jednak nie jest to literatura, która jest w stanie mną wstrząsnąć. Ale zobaczymy. W końcu jeszcze kilka tomów mi zostało;)

Moja ocena: 4/6
_______________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/193431/kaznodzieja
2. unsplash.com
Ponure Poniedziałki: Charles Dickens "Dróżnik"

Ponure Poniedziałki: Charles Dickens "Dróżnik"


Tekst znalazłam w zbiorze "Fantastyczne opowieści" (Wydawnictwo Literackie, 1975).

"Widzieliśmy sygnał ostrzegawczy. Widzieliśmy ponury wylot tunelu. Widzieliśmy wysokie, wilgotne, kamienne mury skarp. Widzieliśmy gwiazdy nad nimi.
- Czy pan widzi widmo? - spytałem."
Dróżnik. Widmo. Tunel. Horror kolejowy - Naturalny ciąg skojarzeń
Pewien mężczyzna, prawdopodobnie będący własnie w podróży, podczas spaceru poznaje dróżnika. Początkowo jego nagłe pojawienie się i wypowiedziane - a właściwie wykrzyczane - słowa "Hej, tam na dole!" przerażają pracownika kolei. Jednak panowie szybko dochodzą do porozumienia, a w miarę, jak turysta zyskuje zaufanie dróżnika, dowiaduje się od niego fascynujących i jednocześnie strasznych rzeczy. Poznajemy opowieść o widmie, które ukazuje się tylko dróżnikowi i które zawsze jest zapowiedzią katastrofy. Ostatnio widmo pojawia się bardzo często... Co zapowiada tym razem? 

Jeśli horror kolejowy - to Stefan Grabiński. To było dla mnie oczywiste. Muszę jednak przyznać, że tekst Charlesa Dickensa (którego nie podejrzewałam o wykorzystywanie takich motywów) jest naprawdę dobry! Oczywiście, Dickens tworzył wcześniej niż Grabiński;)


Powiem wprost: to opowiadanie wywołało u mnie dreszcz strachu. Niby nic takiego, a jednak... Cóż, motyw zwiastuna nieszczęścia (zwłaszcza widywanego tylko przez jedną osobę) zawsze lekko mnie przerażał. Horror kolejowy to kolejna rzecz, która oddziałuje na moją wyobraźnię (nie mam pojęcia, dlaczego). Dodajcie do tego sugestywny styl Charlesa Dickensa i zwięzłość całego tekstu - autor nie poświęca miejsca na niepotrzebne w tym przypadku rozważania natury filozoficznej, tak powszechne w innych opowiadaniach z epoki. Pokrótce opisuje przemyślenia narratora i prowadzi czytelnika do nieuniknionego - i ironicznego w swej wymowie - finału. Bo czyż zakończenie nie jest przewrotne i jakże przykre dla dróżnika?

Polecam. To konkretny tekst, w którym znajdziecie tajemnicę i trochę strachu (już samo otoczenie, w którym znajdowała się budka dróżnika i fakt, że pełnił on służbę akurat w nocy, może wywołać gęsią skórkę). Finał można przewidzieć, ale.. ta historia po prostu musiała skończyć się w podobny sposób.

Moja ocena: 5/6

Teksty o podobnej tematyce:
- Przestrzenie Grozy
- "Sygnały"
- "Dziwny pasażer"

Opowiadanie przeczytane także w ramach wyzwania "Groza z zamierzchłych czasów"



TynipicTynipic
____________
Źródło zdjęcia: unsplash.com
Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger