Dmitry Glukhovsky "Futu.re"




Autor: Dmitry Glukhovsky
Tytuł: "Futu.re"
Tytuł oryginału: "будущее"
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 635



"Ludzie marzyli o tym od milionów lat - zwyciężyć śmierć, pozbyć się jej ciężaru, przestać żyć w wiecznym strachu, stać się wolnymi!"
I tak się stało. W Europie przyszłości każdy człowiek ma prawo do tego, żeby być nieśmiertelnym. Wszystko dzięki szczepionce przeciwko starości, wynalezionej kilkaset lat wcześniej. Jej twórcy nie pomyśleli jednak, że może ludziom wcale nie jest przeznaczone wieczne życie na Ziemi...
Kiedy wszyscy są nieśmiertelni, zaczyna brakować jedzenia, wody, miejsca do życia. Stąd pewne ograniczenia, głównie dotyczące posiadania dzieci. Ludźmi, którzy łamią prawo, zajmują się specjalnie do tego powołane oddziały Falangi - bojownicy w maskach Apollina. Nie zabijają ich - przecież w idealnym społeczeństwie przyszłości kara śmierci nie obowiązuje. Robią jednak z nimi coś o wiele gorszego... 

Głównym bohaterem "Futu.re" jest Jan, należący właśnie do jednego z oddziałów Falangi. Jego życie wypełniają kolejne akcje przeciwko nieposłusznym obywatelom i odpoczynek w kubiku mieszkalnym o rozmiarach 2x2x2 metry. Czy Jan o czymś marzy? Czy jest zadowolony z takiego - wiecznego przecież - życia? Czy nie czuje klaustrofobii przeciskając się codziennie pośród miliardów pięknych i wiecznie młodych, idealnych Nieśmiertelnych? Czy pamięta o filmie, który często oglądał w dzieciństwie, o wzgórzach Toskanii które tam zobaczył po raz pierwszy i pewnie ostatni? Czy ma wyrzuty sumienia, kiedy niszczy ludzi, którzy przecież chcieli tylko normalnie żyć, mieć rodziny...?
I czego nagle chce od niego senator Schreyer, jeden z najpotężniejszych ludzi w Europie, który wzywa go na prywatną rozmowę do swojego apartamentu?

Książkę uzupełniają niesamowite ilustracje Sergey'a Kritskiy'ego
(hundredsofsparrows.com)
Początkowo myślałam, że "Futu.re" to po prostu kolejna wizja przyszłości - wprawdzie przywodząca na myśl pomysły rodem z "Nowego wspaniałego świata" (tabletki na szczęście?) czy "Roku 1984" (kamery, wszędzie kamery) - jednak z przewagą elementów "przygodowych". Jakże się pomyliłam.
Oczywiście, w powieści dzieje się bardzo dużo. Razem z Janem uczestniczymy w akcjach Nieśmiertelnych, zwiedzamy luksusowe wieżowce przeznaczone dla "normalnych" członków społeczeństwa, a także fawele dla wyrzutków, wyruszamy w podróż do Barcelony, miasta na granicy nowej Europy, gdzie bardzo łatwo można stracić życie, a ludzie w większości wcale nie są nieśmiertelni, ścigamy Rocamorę, jednego z przywódców Partii Życia, sprzeciwiającej się nowym porządkom... Ale to nie wszystko. Powieść Glukhovsky'ego to nie tylko akcja. To również wnikliwa analiza społeczeństwa. Nie tylko tego z przyszłości. Również naszego. W końcu poznajemy kulisy wynalezienia szczepionki, dowiadujemy się jak doszło do stworzenia społeczeństwa nieśmiertelnych i w jaki sposób ono funkcjonuje... i dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę niewiele różni się ono od nas samych. Pogoń za pięknem, wieczną młodością, bogactwem, wygodnym życiem... Może tylko nie jesteśmy tak leniwi. Bo wiemy, że nasz czas na Ziemi jest ograniczony i ze wszystkich sił staramy się zdążyć zrobić to, co uważamy za słuszne. A jeśli ktoś żyje wiecznie, okazuje się że potrafi przeznaczyć setki lat na rzeczy mało istotne, na pustą rozrywkę. Och, uciekłam w filozofię. Nie tak miało być.

Powieść jest znakomicie skonstruowana. Jeśli przypadkowo - jeszcze przed rozpoczęciem lektury - zajrzycie na ostatnią stronę, nie czytajcie jej. Proszę. Może i zakończenia można się było spodziewać, ale trzeba przyznać, że właśnie takie powinno ono być. To pasuje do autora. I do Jana, głównego bohatera, który z wiernego członka Falangi, ślepo wierzącego w swoje państwo i prawo, staje się... no właśnie, to już musicie odkryć sami. 


Po lekturze całości powiązania "Futu.re" z "Nowym wspaniałym światem", "Rokiem 1984" oraz innymi antyutopiami stają się jeszcze bardziej widoczne. Powieść Glukhovsky'ego nie jest jednak ich bezmyślną kopią. To świeże spojrzenie na poruszane wcześniej tematy, dodatkowo uzupełnione o kilka refleksji na temat nieśmiertelności i tego, czy człowiek rzeczywiście powinien decydować o wszystkim, co dzieje się na świecie. Oraz - po prostu - to dobra powieść z gatunku science fiction, od której chwilami naprawdę ciężko się oderwać.
Trzeba tylko pamiętać, że - zgodnie z oznaczeniem na okładce - jest to książka dla osób powyżej 18 roku życia. Nie, nie chodzi o sceny rodem z Greya. To trochę głębszy problem.

Popatrzcie na okładkę. Widzicie te puste oczy, wpatrujące się w Was, tak jakby osoba skryta za maską chciała zajrzeć w głąb Waszej duszy? Tacy właśnie są ludzie przyszłości, przynajmniej niektórzy. Piękni jak greccy bogowie (i czasami skrywający swoje prawdziwe twarze za obliczami wyrzeźbionymi jeszcze w antycznej Grecji) ale bezduszni, jak... 
Na pewno chcecie odwiedzić ten świat? Dmitry Glukhovsky będzie Waszym przewodnikiem. I pamiętajcie: to już nie "Metro...". Ten świat jest inny. O wiele bardziej przerażający.
"Wiesz, co ci powiem? Żyjesz w najlepszej ze wszystkich epok w historii tej planety. Nie było szczęśliwszych czasów, rozumiesz?"
Czyżby...?

Moja ocena: 5/6
____________________
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/203962/futu-re
2. https://www.pinterest.com/pin/540009811541526080/
3. https://www.pinterest.com/pin/400187116864271227/

Ponure Poniedziałki: KONKURS

Ponure Poniedziałki: KONKURS


Zgadnijcie, dlaczego nie ma dziś recenzji...;) Ale za to jest konkurs, a to chyba lepiej;) Zapraszam!


Lubię czytać i oglądać horrory, lubię też słuchać strasznych opowieści. Ale nie tych w rodzaju urban legends opowiadanych przy ognisku, tylko tych z życia wziętych. Mistrzynią w (niezamierzonym) straszeniu mnie była moja Babcia, która często dzieliła się z nami historiami ze swojej przeszłości, w tym kilkoma dość niesamowitymi i na pozór mało wiarygodnymi opowieściami. W każdym razie bałam się, słuchając jak Babcia z pełnym przekonaniem opowiada o duszach pukających do okien ciemną nocą. Duszach, które można było przepędzić tylko w jeden sposób... 
Podobne odczucia (choć tutaj pojawiało się jeszcze więcej niedowierzania) budziła we mnie opowieść mojej Cioci, bardzo eleganckiej i racjonalnej kobiety z miasta, która jako młoda dziewczyna przyjechała do małej miejscowości w Bieszczadach, do rodziny swojego męża (do mojej miejscowości i do domu, w którym mieszkałam jako dziecko). A tam, kiedy pewnego razu została sama w domu, widziała dziwne stworzenie do złudzenia przypominające króla węży, pojawiającego się w starych legendach. Brzmi niewiarygodnie, prawda? Ale Ciocia do dziś jest przekonana, że widziała właśnie to...
Nie wspominając już o historii opowiedzianej przez mojego nauczyciela z LO, który miał kiedyś spotkanie z... hm, sam do końca nie wiedział, co to było. Ale jeśli budzisz się w nocy i widzisz w swoim pokoju kudłate coś, przypominające diabła z obrazków rodem z bajek dla dzieci, jeśli to coś nie chce odejść, a dodatkowo bawi się twoimi kluczami, które zostawiłeś na biurku (ich brzęk wywołuje gęsią skórkę)... To z kolei wydaje się śmieszne, prawda? Ale nauczyciel (genialny facet, swoją drogą) opowiadał to ze śmiertelną powagą. I przeraził nas tak bardzo, że następnego dnia z podkrążonymi oczami dzieliliśmy się opowieściami o tym, jak to przed snem usunęliśmy wszystkie klucze z łatwo dostępnych miejsc w naszych pokojach i jak bardzo nie mogliśmy zasnąć.


Możecie w to nie wierzyć, ja sama mam czasem wątpliwości. Poza tym osobiście nic takiego mi się nie przydarzyło (i jakoś za tym nie tęsknię). Ale wydaje mi się, że takie rzeczy - mimo wszystko - dzieją się naprawdę. I o tym chciałam dzisiaj napisać, początkowo ograniczając się do opowiedzenia przytoczonych wyżej tajemniczych historii. A potem wymyśliłam konkurs.

No bo jeśli takie rzeczy się zdarzają, to może i Was kiedyś spotkały? Nie chodzi mi teraz o wymyślanie strasznych opowieści czy podważanie wiarygodności już opowiedzianych. Po prostu o podzielenie się w komentarzach dziwnymi doświadczeniami. Jeśli, oczywiście, macie na to ochotę... Autor jednej z wypowiedzi otrzyma ode mnie książkę-niespodziankę (na pewno będzie to horror - chociaż, ewentualnie, możemy negocjować;)
Poza tym, chętnie poczytam Wasze wypowiedzi. A może okaże się, że nikt tutaj naprawdę nie wierzy w żadne paranormalne zjawiska?;)


Do wszystkich zainteresowanych tym dziwnym konkursem - wyniki 8 czerwca, poza tym postaram się osobiście skontaktować z nagrodzoną osobą.

Do wszystkich zaniepokojonych - za tydzień wracam już do "tradycyjnego" straszenia tekstami grozy;)
____________________
Źródło zdjęcia: http://splitshire.com

Jeffery Deaver "Twój cień"




Autor: Jeffery Deaver
Tytuł: "Twój cień"
Tytuł oryginału: "XO"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 449



"Nigdy nie wiadomo, gdzie znajduje się stalker. Może daleko. Może pod twoim oknem."
*wygląda przez okno* Uff, czysto...
Kayleigh Towne jest młodą gwiazdą muzyki country. Ma tysiące fanów, z którymi kontaktuje się między innymi za pośrednictwem swojej strony internetowej. Zazwyczaj jednak ludzie otrzymują wygenerowane automatycznie maile z uniwersalnym tekstem i podpisem "XO, Kayleigh". XO, czyli "całusy i uściski". Co się stanie, jeśli taką wiadomość otrzyma fan który wmówił sobie, że z piosenkarką łączy go coś więcej? Setki maili, prezenty, propozycje spotkania, a w końcu... morderstwo. Ale czy "zwykły" stalker może być aż tak szalony i niebezpieczny? 

Na początku byłam rozczarowana, że w tej powieści nie pojawia się duet Lincoln&Amelia. Tutaj główną bohaterką jest Kathryn Dance, specjalistka od kinezyki. Ale - tu miłe zaskoczenie - Rhyme i Sachs też byli przez chwilę obecni (a na półce już czeka na mnie "Kolekcjoner skór", więc szybko zrekompensuję sobie ich ogólny brak w "Twoim cieniu";)


Bardzo lubię zakręcone fabuły powieści Deavera i szalone zwroty akcji, które stosuje. Pojawiły się one i w tej książce. Chociaż tym razem nie dałam się całkowicie wkręcić i już wcześniej przejrzałam kilka podstępów autora. Może za dobrze go znam;)

Lektura "Twojego cienia" to mimo wszystko świetna rozrywka. A sam problem stalkingu został bardzo dobrze przedstawiony (jak zwykle u Deavera, który prezentuje opisywane zagadnienia z dużą starannością i dbałością o szczegóły). Interesującym pomysłem było wykorzystanie w fabule tekstów piosenek pochodzących z najnowszego albumu Kayleigh "Twój cień", a w szczególności użycie ich przez mordercę (stalkera?) do zapowiadania kolejnych zbrodni. 

Trochę żałuję, że nie zachowano tytułu oryginału. Ale to właściwie jedyny poważniejszy zarzut w stosunku do tej książki;) Chociaż szkoda, że już potrafię się domyślić, jakie niespodzianki szykuje w swoich powieściach pan Deaver.
Ogólnie polecam. Nawet tym, którzy nie znają jeszcze Deavera ani Kathryn Dance. A sama tanecznym krokiem zmierzam w kierunku półki, na której czeka "Kolekcjoner skór"...;)
"Będę twoim cieniem. Już zawsze"
Moja ocena: 4,5/6
_______________
Źródła zdjęć: 
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/152328/twoj-cien 
2. http://splitshire.com/wp-content/uploads/2014/10/SplitShire-0258.jpg
Ponure Poniedziałki: Bram Stoker "Dom sędziego"

Ponure Poniedziałki: Bram Stoker "Dom sędziego"


Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Gość Draculi" (C&T, 2013).

"Gdy zbliżał się czas egzaminu, Malcolm Malcolmson uznał, iż powinien wyjechać gdzieś, by postudiować w spokoju. Obawiał się atrakcji nadmorskich kurortów, lecz tak samo lękał się kompletnej izolacji na wsi, od dawna znając jej uroki, i dlatego postanowił znaleźć bezpretensjonalne małe miasteczko, gdzie nic by go nie rozpraszało"
Jak wiadomo, małe miasteczka bywają niebezpieczne. 
Malcolm trafił do niewielkiej miejscowości Benchurch, gdzie znalazł wygodne mieszkanie w tak zwanym Domu Sędziego, cieszącym się złą sławą wśród miejscowych. Racjonalnie myślący i odważny młodzieniec nie dał się jednak zniechęcić. Podobnego zdania była kobieta, którą wynajął jako gospodynię, pani Dempster. Jak mówiła: Straszyć może wszystko - prócz strachów! Szczury i myszy, i żuki; skrzypiące drzwi, luźne dachówki, wybite szyby, uchwyty szuflad, które wyłażą, gdy za nie pociągasz, i spadają potem nagle w środku nocy. [...] Szczury to strachy, mówię panu, a strachy to szczury i niech pan nie próbuje myśleć inaczej!

Ze szczurami poradziłby sobie taki oto kotek.
Ale Dom Sędziego miał też inny problem...

Szczury rzeczywiście się pojawiły. I nie były nawet takie straszne. Ale, jak przystało na opowieść o domu okrytym bardzo złą sławą, wkrótce główny bohater zaczął mieć do czynienia z czymś o wiele bardziej tajemniczym i niebezpiecznym...

Zaczęło się dobrze, ale później... szału nie było. Podobał mi się pomysł, bo lubię historie o nawiedzonych domach. Fragmenty opisujące noce, podczas których student przebywał sam w podejrzanym domu i oddawał się nauce (sesja, znamy to) i kiedy miał do czynienia z dziwnymi zjawiskami, były najlepsze. Scena finałowa trochę mnie zawiodła, obyło się bez dreszczyku emocji. Chociaż opowiadanie zakończyło się tak, jak na tekst grozy przystało.

Po Bramie Stokerze oczekiwałam czegoś lepszego. Może, gdybym bała się szczurów...;)

Moja ocena: 4/6

Dlaczego znowu Bram Stoker? Tę recenzję miałam już gotową, a czasu i chęci na czytanie czegoś nowego i pisanie po prostu nie było...  
___________________
Źródło zdjęcia: http://nos.twnsnd.co/image/102102209640

13 linków #8

Ostatnio w ogóle mnie tutaj nie było. Nie było mnie też w żadnej innej części internetów, może poza facebookiem, youtube i 9gagiem. Ale dostałam nową pracę, dzięki czemu poprzedni tydzień był bardzo intensywny;) Teraz wszystko powoli wraca do normy i na szczęście mam już więcej czasu wolnego. A to oznacza powrót do blogowania. Zapraszam więc na 13 linków!



...czyli moje nowe miejsce pracy. Księgarnia otwarta kilka dni temu w Sanoku. Jak głosi hasło reklamowe, to "jedyna taka księgarnia w Polsce". I wiecie, coś w tym jest. Zerknijcie tylko na zdjęcia - w końcu w ilu tego rodzaju obiektach jest wanna, sypialnia, działający piekarnik...;) 

Czytanie książek to bardzo niebezpieczne hobby;)

Świetny pomysł!


Coś pięknego, też chciałabym tworzyć takie recenzje;)

"All of them witches"? A może zbiór najwcześniejszych numerów "Weird Tales"?

Czy ja wiem... zgadzam się tylko z numerem 1 i 10.


Czyli czas na trochę relaksu;) Wyszła mi "Roszpunka"... chyba muszę zakupić patelnię, tak do obrony własnej.

Czy druga część quizów;) "An unhappy alternative is before you. Your mother will never see you again if you don't get Mr. Collins in this quiz, and I will never see you again if you do" :P

Interesujące spojrzenie na powieści Young Adult z nieco nietypowymi bohaterkami. Szczerze przyznam, że sama chętnie przeczytałabym którąś z tych książek.


Czyli: nie warto dobierać lektur na podstawie tytułu, bo można się bardzo rozczarować.

Jeśli szukacie naprawdę nietypowej lektury.

Jest też polski akcent!

Czy można to odnieść także do blogerów?;)


_________________
Źródła zdjęć: 
1. https://www.pinterest.com/pin/512988213779165346/
2. https://www.pinterest.com/pin/332562753707905935/
3. https://www.pinterest.com/pin/128211920614632354/
4. https://www.pinterest.com/pin/463448617880736573/
5. https://www.pinterest.com/pin/432486370437399178/

Nicholas Sparks "Prawdziwy cud"



Autor: Nicholas Sparks
Tytuł: "Prawdziwy cud"
Tytuł oryginału: "True believer"
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2006
Liczba stron: 381




"Zagadki zawsze prowadzą do niespodzianek."
A Jeremy Marsh uwielbia zagadki. Zwłaszcza takie, których rozwiązanie może przysporzyć mu sławy i pieniędzy. Jeremy jest dziennikarzem i zajmuje się pisaniem o niewyjaśnionych zjawiskach. Często też demaskuje oszustów, żerujących na ludzkiej naiwności lub wyjaśnia w sposób naukowy to, czego pozornie wyjaśnić się nie da. 
Tym razem mężczyzna udaje się do malutkiej miejscowości Boone Creek, aby przyjrzeć się niezwykłym światłom pojawiającym się na miejscowym cmentarzu. Legenda głosi, że mają one związek z zemstą sprzed lat i są sprawką duchów. Właśnie ta opcja jest nachalnie lansowana przez burmistrza Boone Creek - w końcu dochody z turystyki są dla podupadającego miasteczka bardzo ważne. Jeremy jednak jest sceptyczny, jak zwykle. Czy zmieni zdanie, kiedy sam zobaczy tajemnicze światła? I czy miejscowa bibliotekarka ("prześliczna", jak podkreślają wszystkie opisy fabuły) sprawi, że dziennikarz będzie chciał pozostać na prowincji jak najdłużej?

Kiedyś lubiłam powieści Sparksa (serio, serio). Potem sięgałam po nie coraz rzadziej, zniechęcona ich schematycznością i treścią od początku pisaną jakby z myślą o przekształceniu jej w film. Ostatnio jednak zobaczyłam w bibliotece "Prawdziwy cud", przypomniałam sobie, że to ta powieść o bibliotekarce, którą od dawna chciałam przeczytać... i postanowiłam dać autorowi jeszcze jedną szansę (tym bardziej że to jego nieco wcześniejsza książka, która powinna być jeszcze pozbawiona tej denerwującej mnie maniery).


I rzeczywiście, było przyjemnie. Spodobał mi się pomysł z dziennikarzem tropiącym niewyjaśnione zjawiska oraz z (prześliczną) bibliotekarką (zawsze będę popierać przedstawianie postaci bibliotekarzy bez pakowania się w stereotypy). Dodatkowo "kupił mnie" humor autora, szczególnie widoczny podczas opisywania małomiasteczkowej społeczności. Tak, to lubię.

Wady? Przewidywalność (że tak napiszę... to było do przewidzenia). Chociaż w takiej historii nawet mi to nie przeszkadzało. Podejrzewam jednak, że w innym stanie ducha przesłodzone zakończenie wywołałoby u mnie mdłości. 
I jeszcze jeden minus. Trochę szkoda, że Nicholas Sparks skupił się w większym stopniu na opisywaniu relacji Jeremy'ego i Lexie, a nie na sprawie świateł. Wiem, przecież o to chodziło. Ale ten wątek był bardzo obiecujący. I chociaż doczekał się swojego wyjaśnienia, obyło się bez fajerwerków.

Mimo wszystko: to relaksująca i całkiem przyjemna lektura. O ile akurat ktoś ma ochotę na takie klimaty... Ja mam.

"Miłość wyprawia różne dziwne rzeczy z ludźmi."

Moja ocena: 4,5/6
______________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/24126/prawdziwy-cud
2. http://www.lifeofpix.com/gallery/girl-2/
Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger