Ponure Poniedziałki: Stephen King "Letni grom"


Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Bazar złych snów" (Prószyński i S-ka, 2015)


To chyba oczywiste, że mój powrót do Ponurych Poniedziałków będzie związany z którymś z opowiadań Stephena Kinga? W końcu mogłabym pisać o nich  godzinami. W dodatku sam King dostarczył mi dużo nowego materiału do PP, a to dzięki nowemu zbiorowi opowiadań;) 
Btw, wiecie że jego nowa książka ("End of watch") będzie miała premierę w lipcu? A kolejna powieść Joe Hilla ("The Fireman") pojawi się już w maju? Nie mogę się doczekać!

Przejdźmy jednak do opowiadania. "Letni grom" nazwałabym "epizodem z końca świata". Mamy tutaj Ziemię po wojnie atomowej, dwóch mężczyzn, którym udało się przeżyć i psa. Nie chodzi jednak o ich walkę o przetrwanie. Raczej o czekanie na koniec...

Trochę przerażający ten zachód słońca...

Robinson i Timlin są sąsiadami. Jedynymi z ich okolicy, którzy jeszcze pozostali przy życiu. Ten pierwszy przygarnął psa-przybłędę, któremu nadał imię Gandalf (to cud, że pies przeżył tak długo, żeby zyskać nowego właściciela). Ta trójka nie przeżywa niesamowitych przygód, dni mijają im spokojnie. O ile "spokój" jest właściwym słowem w takiej sytuacji. Jeszcze żyją. Ale wiedzą, że choroba popromienna może ich dopaść w każdej chwili. Marna perspektywa.
"Każdego pięknego letniego postapokaliptycznego dnia Robinson przypinał smycz do obroży Gandalfa [...] i pokonywali spacerem trzy kilometry dzielące ich od ekskluzywnej enklawy dziś zamieszkiwanej tylko przez Howarda Timlina"
W opowiadaniu nie znajdziemy wielu wydarzeń, opisu końca świata czy ekscytujących przygód głównych (i jedynych) bohaterów. Nie jest to coś w rodzaju "Bastionu", "Komórki" czy - odwołując się do innego autora - "Jestem legendą". Ten tekst tchnie przejmującym smutkiem. Jest o utracie resztek nadziei, o zakończeniu wszystkiego, o czekaniu na śmierć. Ach, i jeszcze o ukochanym motocyklu (jaka szkoda, że King musiał już definitywnie odstawić harley'a do garażu). Być może nie niesie ze sobą żadnych głębszych treści. I na pewno Was nie przerazi. Jednak podczas lektury możecie poczuć się jakoś nieswojo... 


To tylko epizod. Nie rozbudowana opowieść o końcu świata (coś podobnego King zrobił już w "Dniu rozdania świadectw"). Ale kto powiedział, że przyjrzenie się bliżej tragedii kilku osób nie może być podobnie wstrząsające?
"Nigdy by nie przypuszczał, że zagłada może być tak piękna"

Moja ocena: 5/6 
___________________
Źródło zdjęcia: http://www.goodfreephotos.com/places/wisconsin/kettle-moraine-south/wisconsin-kettle-moraine-south-big-red-sunset.jpg.php

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger