Ponure Poniedziałki: Ray Bradbury "Słój"

Ponure Poniedziałki: Ray Bradbury "Słój"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Pazdziernikowa kraina" (C&T, 2009).

"Jedna z tych rzeczy trzymanych w słojach w jarmarcznym namiocie na obrzeżu małego, sennego miasteczka. Jedna z tych wyblakłych rzeczy, unoszących się w spirytusowej plazmie, wiecznie śniących, obracających się leniwie, a jej obnażone oczy gapią się prosto na ciebie, choć wcale cię nie widzą."

Właśnie ta rzecz, ten słój wraz z niezwykłą zawartością, zafascynowała Charliego. Wpatrywał się w to niezwykłe zjawisko bardzo długo. Aż w końcu postanowił je kupić. Właściciel gabinetu osobliwości początkowo się targował, wiedział jednak że nie może przepuścić takiej okazji. I tak Charlie wrócił do wsi, wraz z tajemniczym słojem. Chyba po raz pierwszy w życiu udało mu się wzbudzić ciekawość i szacunek sąsiadów. Tylko jego żona, jak zawsze zresztą, nie była zachwycona pomysłem Charliego. I postanowiła zrobić wszystko, żeby zepsuć mężowi radość z nowego nabytku.

Dzisiaj ilustracją jest okładka zbioru opowiadań Bradbury'ego. Nie mogłam znalezc wystarczająco strasznego zdjęcia słoika z podejrzaną zawartością.
To opowiadanie jest niezwykłe. Z pozoru nie dzieje się w nim zbyt wiele. Ot, mężczyzna kupuje na jarmarku słój z dziwną zawartością. A pózniej, w letnie wieczory, w jego domu zbierają się sąsiedzi i dyskutują o tym kto - lub co - może znajdować się w słoju. Bo wygląda to jak czyjaś głowa. Ale czy na pewno? A jeśli tak, kim była ta osoba za życia? Każdy widzi w niej kogoś innego, odnosząc się do własnych wspomnień i doświadczeń. Nieszczęśliwa kobieta, której dziecko zgubiło się kiedyś na bagnach i już nie wróciło, widzi w słoju właśnie swojego synka. Mężczyzna, który jako dziecko utopił małego kotka, widzi w słoju właśnie tego kociaka. Każdy ma do opowiedzenia własną historię. I tak siedzą wieczorami, rozmawiając i wpatrując się w słój. Opisy tych rozmów są niesamowite. Prawie czułam się tak, jakbym sama siedziała w chacie Charliego i słuchała tych ludzi. A potem przyszedł sąsiad mężczyzny, Tom Carmody. I ogłosił, że ten słój z ludzką (?) głową, to jedno wielkie oszustwo. Wtórowała mu żona Charliego. Już wiecie, że to nie skończyło się dobrze, prawda?

"Słój" to jedno z lepszych opowiadań Raya Bradbury'ego, jakie miałam okazję przeczytać (zaznaczę jednak, że jeszcze nie skończyłam całego zbioru, więc wiele niespodzianek przede mną). Ten tekst to jednocześnie świetny dowód na to, że nie trzeba straszyć czytelnika makabrycznymi opisami, żeby być mistrzem horroru. Wystarczy dobry pomysł wyjściowy (słój z tajemniczą zawartością), umiejętność sprawnego opisywania z pozoru nudnych rzeczy (zebrania sąsiadów i rozmowy na temat tego, co jest w słoju) oraz szokujący finał. I chociaż od pewnego momentu można było przewidzieć, jak cała sprawa się zakończy, to i tak tekst nie stracił nic ze swojej siły rażenia. 
A może to opowiadanie miało taki wpływ tylko na moją wyobraznię? 

Moja ocena: 5/6




____________
Zródło zdjęcia: https://pl.pinterest.com/pin/263953228137104036/

Linda Rodriguez McRobbie "Niegrzeczne księżniczki"



Autor: Linda Rodriguez McRobbie
Tytuł: "Niegrzeczne księżniczki"
Tytuł oryginału: "Princesses Behaving Badly: Real Stories from History Without the Fairy-Tale Endings"
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 384








Księżniczka, która się nie myła. Księżniczka, która urządziła masakrę, żeby pomścić swojego męża. Księżniczka zamknięta przez męża w zamku do końca życia. Księżniczka, która nosiła maskę z mięsa... Dalej macie wrażenie, że księżniczki zawsze były grzeczne, słuchały starszych, przestrzegały etykiety i miały życie jak z bajki? Hm, to ostatnie może być prawdą... ale musimy pamiętać o tym, że nie wszystkie baśnie mają szczęśliwe zakończenie.

"Niegrzeczne księżniczki" to książka wydana w serii "Prawdziwe historie". Tym razem jednak jest skierowana do nieco młodszych odbiorców (do nastolatek) i opatrzona etykietką "light". Nie do końca się z tym zgadzam, ale o tym pózniej.

Autorka przedstawia historie trzydziestu księżniczek bądz osób, które się za nie podawały (na przykład Franciszki Szankowskiej która twierdziła, że jest cudownie uratowaną księżniczką Anastazją). Ich losy prezentuje w krótkich rozdziałach podzielonych na kategorie. I tak mamy księżniczki-wojowniczki, imprezowiczki czy wariatki. Pomysł jest dobry, chociaż nie zawsze kategoria pasuje do konkretnej osoby, niektóre wydają się być dopasowane na siłę. Opowieści o księżniczkach przeplatane są ciekawostkami historycznymi związanymi z tematyką książki i samymi opisywanymi postaciami. Muszę przyznać, że to ciekawy zabieg.


Książkę czyta się niezwykle szybko i lekko. Mimo to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kategoria "light" nie do końca do niej pasuje. Tak samo, jak skierowanie całości głównie do nastoletniego odbiorcy. Może i czytanie o mordach, zdradach i seksualnych ekscesach nie zaszokuje zbytnio młodych ludzi, ale... O wiele łagodniejsze w treści (i równie dobrze napisane) są "Bajki, które zdarzyły się naprawdę" Anny Moczulskiej.

Mam wrażenie, że "Niegrzeczne księżniczki" powstały głównie po to, żeby szokować. Owszem, lektura jest przyjemna, a sama książka jest naprawdę ładnie wydana. Historie tych niezwykłych kobiet są z kolei fascynujące. Chociaż naprawdę szkoda, że autorka nie pokusiła się o dokładniejsze opisanie ich losów (na ile to oczywiście możliwe, nie zawsze istnieją na ten temat odpowiednie zródła historyczne), natomiast wydobyła na światło dzienne głównie te najbardziej kontrowersyjne wydarzenia z ich życia. A nie da się ukryć, że każda z księżniczek zasługuje na osobną książkę.

Podsumowując:
Niegrzeczne? Jak najbardziej! Chociaż czasami "tylko" nieszczęśliwe.
Light? Niekoniecznie.
Do polecenia? Oczywiście. Jeżeli ktoś lubi podobne historie...;)

Moja ocena: 4/6
_________
Zródła zdjęć:
1.  http://lubimyczytac.pl/ksiazka/293533/niegrzeczne-ksiezniczki-prawdziwe-historie
2. unsplash.com
Ponure Poniedziałki: Stefan Grabiński "Fałszywy alarm"

Ponure Poniedziałki: Stefan Grabiński "Fałszywy alarm"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Demon ruchu i inne opowiadania" (Zysk i S-ka, 2011)
Można je też przeczytać online w serwisie Wolne Lektury.


To opowiadanie rozpoczyna się dość nietypowo, jak na teksty Stefana Grabińskiego: od katastrofy kolejowej. Możemy obserwować, jak kolejarze starają się uprzątnąć zdruzgotane wagony dwóch składów, które zderzyły się ze sobą na jednej ze stacji. Oraz jak jeden z pracowników kolei upomina drugiego:
"Przestrzegałem parę razy przed katastrofą, lecz wtedy wyśmiałeś mnie, kolega. Teraz ponosicie następstwa własnej lekkomyślności"
Skąd ten mężczyzna, naczelnik stacji w Trenczynie o nazwisku Bytomski, wiedział o nadciągającej katastrofie? I dlaczego nikt nie posłuchał jego ostrzeżeń? Otóż Bytomski, po latach pracy w kolei, wysnuł teorię na temat fałszywych alarmów: jeśli do jednej stacji przychodzi fałszywe ostrzeżenie o możliwym wypadku, niedługo po tym w jej najbliższej okolicy (lecz na zupełnie innej stacji) rzeczywiście dochodzi do katastrofy. Bytomski po wielu obserwacjach potrafił dokładnie wskazać, kiedy i gdzie można spodziewać się strasznego w skutkach karambolu. Jego teoria wydawała się jednak tak szalona i oparta na tak kruchych podstawach, że mało kto mu wierzył. Tym razem również nie udało mu się zapobiec katastrofie. Na tym jednak opowiadanie się nie kończy. Kolejarz odkrył, że po naniesieniu na mapę miejsc wypadków, tworzy się pewien wzór. Wzór, za którego pomocą można wskazać przyszłe miejsca wypadków, jeszcze zanim przyjdą fałszywe alarmy. Wzór, w którego centrum jest stacja, którą on sam zarządza...

Jak już wspomniałam, tekst rozpoczął się w nietypowy sposób. Za to zakończenie było już w dobrze znanym mi stylu i dokładnie takie, jakiego mogłam się spodziewać po opowiadaniu Grabińskiego. Początkowo opowiadanie mi się nie podobało (jak to, katastrofa kolejowa już na początku? to co będzie później?) Jednak po skończonej lekturze przyznaję, że to dobry tekst. Poza tym byłoby nudno, gdyby autor cały czas trzymał się tej samej, dobrze znanej czytelnikom, konstrukcji opowiadań.

Jak zwykle u Grabińskiego, oprócz zagrożeń fizycznych, jak najbardziej realnych (katastrofy kolejowe) mamy do czynienia z czymś, co je wywołuje. Czymś nie do końca określonym, wymykającym się zwykłemu poznaniu. Bo czy wiemy, kto wysyła fałszywe alarmy do poszczególnych stacji? I dlaczego wypadki zdarzają się tak regularnie po otrzymaniu podobnego alarmu, tyle że w zupełnie innych miejscach, jakby wyznaczonych jakimś wzorem? To prawdziwy element grozy.

Jak myślicie, jaką zależność odkrył Bytomski? Co miało się wydarzyć na jego stacji? I czy udało mu się powstrzymać złowrogą siłę, która igrała sobie z kolejarzami, nawet niewierzącymi w jej istnienie?

Moja ocena: 4,5/6 
____________
Źródło zdjęcia: unsplash.com
Aleksandra Chrobak "Beduinki na Instagramie"

Aleksandra Chrobak "Beduinki na Instagramie"




Autor: Aleksandra Chrobak
Tytuł: "Beduinki na Instagramie"
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 283










Czy Beduinki rzeczywiście mogą mieć konta na Instagramie? A jeśli tak, to co na nich pokazują, skoro na co dzień osoby spoza rodziny nie mogą nawet zobaczyć ich twarzy? Jakie jest najpopularniejsze miejsce spotkań Emiratczyków, również tych młodych? I jak wygląda codzienne życie mężczyzn i kobiet w Zjednoczonych Emiratach Arabskich? Książka Aleksandry Chrobak jest pełna tego rodzaju informacji. Dla miłośników tematu - coś pięknego!

Lektura była dla mnie fascynująca. Widać, że autorka podeszła bardzo solidnie do zadania i naprawdę wie, o czym pisze. W końcu jest absolwentką religioznawstwa i przez kilka lat mieszkała i pracowała w Abu Zabi. Podczas pobytu w Emiratach nie ograniczała się do zwiedzania turystycznych kurortów. Starała się dotrzeć do zwykłych ludzi i przyjrzeć się ich życiu. I to właśnie jej spotkania z kobietami, które - choć tak bardzo się od nich różniła - okazały się niezwykle serdeczne i szybko przyjęły do swojego grona, były jednymi z najciekawszych fragmentów książki. Dzięki temu czytelnik może się dowiedzieć czy i jak Arabki dbają o swoją niezwykłą urodę, której na co dzień raczej nie widać zza nikabu i abai. Oraz jak wyglądają beduińskie wesela.


Zafascynował mnie również opis wykorzystywania przez Emiratczyków nowoczesnych technologii, zwłaszcza serwisów społecznościowych. Są w tym bardzo pomysłowi. Zwłaszcza, że tego rodzaju serwisy to czasami jedyna forma kontaktu między młodymi ludźmi, którzy nie mogą zwyczajnie wyjść do kawiarni czy do kina. Kobiety zawsze muszą uzyskać zgodę męskiego opiekuna, nawet na wyjście do galerii handlowej (zwłaszcza tam - to bardzo popularne miejsce zawierania nowych znajomości, oczywiście wszystko dzieje się bardzo dyskretnie). A już nie do pomyślenia jest, aby zakochana para udała się na randkę.

Mogłabym długo o tym wszystkim pisać, ale nie zrobię tego nawet w części tak dobrze jak Aleksandra Chrobak. Jej książka to nie tylko niezwykle przystępny opis współczesnych Emiratów, ich religii, kultury i tradycji, ale też przede wszystkim ludzkich historii. Autorka wspomina o osobach, które naprawdę poznała i z którymi rozmawiała. Widać, że jest nimi zafascynowana. Mimo to nie upiększa ich historii i nie waha się wspomnieć o tym, co w Emiratach złe czy szokujące. Opisuje wszystko takie, jakim jest naprawdę. Po lekturze pewnie sami będziecie chcieli poznać Emiraty nieco bliżej... i z pewnością będziecie bogatsi o wiele interesujących informacji.

Długo czekałam na tę lekturę. Ale było warto;)

Moja ocena: 5/6
____________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/306174/beduinki-na-instagramie-moje-zycie-w-emiratach
2.unsplash.com
Ponure Poniedziałki: Ray Bradbury "Następna"

Ponure Poniedziałki: Ray Bradbury "Następna"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Październikowa kraina" (C&T, 2009).

Czy może być lepsza pora na czytanie horrorów niż deszczowy, ponury październik? Do tego miesiąca idealnie pasuje lektura świetnego zbioru Ray'a Bradbury'ego o działającym na wyobraźnię tytule "Październikowa kraina". A dzisiaj chciałam opowiedzieć Wam o jednym z tekstów w nim zawartych - o "Następnej".

Marie i Joseph to małżeństwo, które fazę wzajemnej ekscytacji i szalonej miłości ma już dawno za sobą. Wydaje się, że teraz po prostu w mniejszym lub większym stopniu tolerują siebie nawzajem. Właśnie wyjechali na wakacje do Meksyku i zatrzymali się w małym, ślicznym meksykańskim miasteczku. Jest kilka dni po Święcie Zmarłych. Marie bardzo nie podoba się atmosfera tego miejsca, choć z pozoru wszystko jest w porządku. Przeraża ją zwłaszcza pomysł zwiedzania krypty położonej na okolicznym cmentarzu, w której podobno obejrzeć można mumie zmarłych mieszkańców miejscowości. Joseph jest jednak zachwycony i ani myśli rezygnować z tego rodzaju "rozrywki". Kobiecie nie pomaga, że mąż zdaje się ignorować jej obawy i świetnie się bawi - kupuje na przykład pamiątki dla przyjaciół: cukrowe czaszki. Jednak te makabryczne prezenty ulegają zniszczeniu przez nieuwagę Marie. Kobieta jest coraz bardziej roztrzęsiona i nerwowa, zwłaszcza kiedy okazuje się, że z powodu awarii samochodu będą musieli pozostać w miasteczku dłużej, niż by tego chciała.
"Spojrzała na imię wymalowane na czaszce, którą jadł.
Napis brzmiał Marie"
Opowiadanie ma fantastyczny klimat. Na początku nie rozumiałam, o co chodzi Marie. Wprawdzie wydawała się bardzo nerwowa i doskonale zdawałam sobie sprawę, że oglądanie czyichś mumii nie należało zapewne do przyjemności, ale skąd ta jej chęć natychmiastowego wyjazdu? I to za wszelką cenę? Czyżby za bardzo wzięła sobie do serca widok konduktu żałobnego, który widzieli z mężem z balkonu hotelu oraz wizytę na cmentarzu? Czy czegoś się bała?

Marie trochę mnie irytowała. Jej neurotyczność mogła w końcu działać na nerwy, te bezustanne prośby skierowane do męża, jej bezsensowne zachowania, miotanie się jak ptak uwięziony w klatce... Ostatecznie okazało się jednak, że kobieta miała rację. Naprawdę wydarzyło się coś bardzo złego. Sposób, w jaki opisał to Bradbury oraz wszystkie wydarzenia, które do tego doprowadziły, naprawdę zasługują na uwagę. Nie dość, że od początku miasteczko wydaje się mieć niezwykle duszną atmosferę, a nastrój grozy stopniowo narasta (potęgowany zachowaniem Marie), to scena finałowa sprawiła, że opowiadanie na dłuższą chwilę zapadło mi w pamięć i nie mogłam się od niego uwolnić. Przyszły mi na myśl teksty Daphne du Maurier i filmy Hitchcocka (ostatni akapit "Następnej" sprawdziłby się znakomicie jako zakończenie filmu tego reżysera!). Być może to przesadzone porównania, a opowiadanie wcale nie jest tak dobre, jak mi się wydaje. Mimo wszystko...to dopiero drugie opowiadanie autora, które poznałam, a już jestem pod ogromnym wrażeniem. I z niecierpliwością czekam na lekturę kolejnych.

Moja ocena: 5/6
_____________
Źródło zdjęcia: unsplash.com

13 linków - instagramy

Ostatnio dosyć aktywnie szukam pięknych instagramowych kont związanych z książkami i literaturą. Jest się czym inspirować i co podziwiać, bo okazuje się, że użytkowników Instagrama kochających książki nie brakuje. Powracam więc z cyklem 13 linków, a w tym miesiącu będzie on całkowicie poświęcony bookstagramom. Zapraszam. Ciekawe, które konta spodobają się Wam najbardziej?;)

1. @oliverskywolf Pisarz i czytelnik. Książki fotografuje nie tylko w ich naturalnym środowisku (biblioteczka, kawa, kocyk), ale też w plenerach. I to jakich!
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Oliver Skywolf (@oliverskywolf)



2. @ernest_hedgingway Lubicie jeże? Oto jeż Ernest i jego przygody, nie tylko książkowe;)



3. @madamereadsalot Światełka, świeczki, książki. Ten instagram ma swój klimat!



4. @insidethebookreader Niezwykłe połączenie książek i natury.
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Calista (@insidethebookreader)



5. @foldedpagesdistillery Niezwykle przemyślane i dopracowane zdjęcia. Popatrzcie, ile szczegółów!
“Katniss. I remember about the bread.” - Peeta . 🍞 Mellark Bakery! . 🍞 Peeta is one of my first book boyfriends. I have a lot of book crushes, but book boyfriend status only comes after I’m convinced I would be willing to build an entire fictional life and bear fictional children with that character. It’s a short list. . 🍞 Anyway, when I saw this print from @windowshopgal I basically couldn’t live without it. But aside from the gorgeous print, it came with an amazing letter from Peeta on Mellark bakery letterhead. (I also got the Yule ball print which I will show later, and it came with an invitation to the Yule ball) What I’m trying to say is the PACKAGING AND DETAILS ARE EVERYTHING. @windowshopgal items are more than a purchase, they are an experience and I love it. . 🍞 I love having this little tribute (pun intended) to one of my favorite characters and one of my favorite series in the house. Thank you so much, @windowshopgal for sending this gorgeous print my way. . 🍞 Are you Team Peeta or Team Gale? (a secret? I actually didn’t want Katniss to end up with either of them. haha.) . 🍞 Some Peeta feels for you: . 🍪“I realize only one person will be damaged beyond repair if Peeta dies. Me.” - Hikari, I mean Katniss. . 🍪“I'm more than just a piece in their Games.” -Peeta . 🍪“At a few minutes before four, Peeta turns to me again. "Your favorite colour . . . it's green?" "That's right." Then I think of something to add. "And yours is orange." "Orange?" He seems unconvinced. "Not bright orange. But soft. Like the sunset," I say. "At least, that's what you told me once." "Oh." He closes his eyes briefly, maybe trying to conjure up that sunset, then nods his head. "Thank you." But more words tumble out. "You're a painter. You're a baker. You like to sleep with the windows open. You never take sugar in your tea. And you always double-knot your shoelaces." Then I dive into my tent before I do something stupid like cry.” ― Suzanne Collins, Mockingjay
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Folded Pages Distillery (@foldedpagesdistillery)



6. @abookishloveaffair Po prostu piękne zdjęcia. Mogłabym patrzeć i patrzeć.
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika allissa 🍂✨ (@abookishloveaffair)



7. @xenatine Niesamowite kompozycje książkowe.
Day 7 of #boookstagramchallenge16 is for "I'm your number one fan!"....aka favorite author. Without a doubt....right now SJM is that author for me. She is the queen of fantasy. • Day 7 of #octbookstagram is for... I need the next book now! I need ACOTAR3 like I need my next breath! Too dramatic? ACOMAF is one of my favorite books ever and I can wait to see where SJM takes us with Rhys, Tamlin, and Feyre! • The beautiful paper flowers were created by Medjoy from @withloveandpetals If you're interested in having some of your own, take a look at her account to see all the varieties she has and get the link to her store. If you use the coupon code WLP4INSTA you can get 10% off any order over $50. *** #book #books #bookstagram #bookstagramfeature #bookstagrammer #booklover #bookart #bookaddiction #bookaholic #booknerd #bookgeek #bookgasm #bookworm #bookphotography #bookporn #bookpic #igbooks #bookishfeatures #bookish #amreading #TheYAGalShoutout
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Christine Manzari (@xenatine)



8. @oliviasdeckarhylla Muminki!
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @oliviasdeckarhylla



9. @tuvalusbooks Wprawdzie jakość zdjęć mogłaby być lepsza, ale... co za pomysł!
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Tuva | Norway (@tuvalusbooks)



10. @melinasworldtoday Skąd ma tyle pięknych kubków? Zazdroszczę;)



11. @iniziodallafine Mrocznie. Podoba mi się;)



12. @maw_reads Przepiękny polski bookstagram.



13. Ten punkt zostawiam Wam. Znacie jeszcze jakieś piękne instagramowe konta związane z książkami? A może sami takie prowadzicie? Mnie można spotkać TUTAJ, ale bardzo daleko mi do tych wymienionych powyżej, poza tym wrzucam bardzo różne zdjęcia.Nie tylko książkowe. 
A może nie lubicie tego serwisu i nie widzicie sensu w prowadzeniu podobnych kont?

Ponure Poniedziałki: Sarah Langan "Dissolution"

Ponure Poniedziałki: Sarah Langan "Dissolution"

Opowiadanie można przeczytać za darmo online TUTAJ

"I dreamed the house was on fire"
 Ogień. Sen o ogniu. O pożarze domu. Takie niepokojące wizje nawiedzają głównego bohatera i zarazem narratora opowiadania, którego nie poznajemy z imienia. Wiemy, że rozstał się z żoną i że teraz za nią tęskni. Że ich dzieci, które jeszcze nie wiedzą o rozpadzie rodziny, mają przyjechać do domu na Boże Narodzenie. Bohater opowiada o tym wszystkim, a my cały czas pamiętamy zdanie, które zacytowałam wyżej i które otwiera cały tekst. Mamy przeczucie, że ogień jeszcze się pojawi. Tymczasem zagłębiamy się w historię rozpadu (a może trafniejszym określeniem będzie "rozkładu") rodziny.

To bardzo krótki tekst, którego przeczytanie zajmuje zaledwie kilka minut. Muszę przyznać, że podchodziłam do niego dosyć podejrzliwie, bo autorkę - Sarah Langan, kojarzyłam z nie do końca udanej powieści grozy "Zarażeni". Myślałam, że i "Dissolution" będzie słabym tekstem. Ale się pomyliłam. Langan udało się stworzyć historię, która przesycona jest atmosferą niepokoju i oczekiwania na coś strasznego, co na pewno się stanie, już za chwilę... Nie jest to przerażające opowiadanie, ale jednak z niepokojem śledziłam kolejne zdania, a szczególnie samo zakończenie. Autorce udało się przykuć moją uwagę. Bardzo skutecznie. 



Lubię tego rodzaju teksty. Takie, które nie zawierają wielu makabrycznych opisów, a jednak szokują. Takie, które okazują się lepsze, niż na początku się spodziewałam. "Dissolution" nie jest wybitnym opowiadaniem, a jednak ma w sobie coś takiego, co sprawiło że po jego lekturze przeszedł mnie dreszcz. Wyobraziłam sobie ostatnią scenę: mężczyznę siedzącego w bujanym fotelu i obserwującego drogę. Siedzącego tam samotnie, o świcie, kiedy wszyscy domownicy śpią. I... Nie, tego już nie zdradzę. 

Może opowiadanie mogłoby być trochę dłuższe. Może jego konstrukcja bardziej spójna (albo moja znajomość angielskiego lepsza;) Ale to nie przeszkadzało mi aż tak bardzo. Doceniam pomysł, rozpoczęcie tekstu i jego zakończenie. Ostanie zdania szczególnie.

Moja ocena: 4,5/6
______________________
Źródło zdjęcia: unsplash.com
Stephen King "Dziewczyna, która kochała Toma Gordona"

Stephen King "Dziewczyna, która kochała Toma Gordona"

Autor: Stephen King
Tytuł: "Dziewczyna, która kochała Toma Gordona"
Tytuł oryginału: "The girl who loved Tom Gordon"
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2016 (wydanie 3)
Liczba stron: 301
"Świat to potwór zębaty, gotów gryzć, gdy tylko zechce"
A zaczęło się tak pięknie... Chociaż nie, wycieczka, na którą wybrała się dziewięcioletnia Trisha, wcale do przyjemnych nie należała. Dziewczynka musiała znosić ciągłe kłótnie matki i brata i naprawdę miała już tego serdecznie dosyć. Może dlatego postanowiła zejść ze szlaku, nic im nie mówiąc. Chciała oddalić się tylko na chwilę, za potrzebą. Jednak nawet się nie zorientowała, jak wchodziła coraz głębiej i głębiej w las. W końcu nie było już wątpliwości - zgubiła się. Czy mała dziewczynka może przeżyć w wielkim, pełnym zagrożeń lesie, w którym czają się nie tylko dzikie zwierzęta, ale i coś jeszcze? Coś o wiele grozniejszego...

Długo czekałam z sięgnięciem po tę powieść Kinga. W końcu nadarzyła się okazja i kupiłam własny egzemplarz. Teraz już nic nie mogło powstrzymać mnie przed lekturą. Nawet moje własne wątpliwości, czy aby na pewno ta książka mi się spodoba;)

I wiecie, co? Spodobała mi się. Chociaż na początku miałam co do niej pewne obawy. Czytanie o dziewczynce, która zgubiła się w lesie, nie wydawało mi się fascynujące. I początkowo naprawdę takie nie było. Kiedy jednak King wprowadził na scenę tajemniczą postać obserwującą Trishę i czającą się na nią gdzieś w głębi lasu... I kiedy wczułam się w ten klimat... O, wtedy już było zupełnie inaczej.


Nie jest to najlepsza powieść Stephena Kinga. Ale jest naprawdę dobra. Autor bardzo przekonująco opisał uczucia towarzyszące zagubionym gdzieś z dala od cywilizacji osobom. Jedynym łącznikiem Trishy ze światem był walkman, za którego pośrednictwem mogła słuchać radiowych transmisji meczy baseballa. Dzięki temu czuła, że nie jest zupełnie sama. I obiecała sobie, że jeśli jej ulubionemu zawodnikowi, Tomowi Gordonowi, uda się uratować wynik meczu, ona sama też się uratuje. Czy jednak stwór z lasu, przerażający bóg zagubionych, któremu czoła musiała stawić, na to pozwolił?

King świetnie pisze o lasach, tych mrocznych i rzadko odwiedzanych przez człowieka. Momentami przypominały mi się opisy z "Cmętarza zwieżąt" i tylko czekałam, aż Trisha zetknie się z groznymi siłami, związanymi z indiańską mitologią. I... po części tak było. Chociaż... czy wiadomo, kim tak naprawdę jest tajemniczy "bóg zagubionych"? Na pewno nie jest to przyjazna postać.

Wyobrazcie sobie, że gubicie się w lesie. Nie macie przy sobie telefonu ani dużych zapasów jedzenia. Jeżeli będziecie mieli szczęście, szybko odnajdziecie drogę do ludzkich siedzib. Jeśli jednak skręcicie w złym kierunku, będziecie oddalać się coraz bardziej od cywilizacji... bo ten las jest ogromny. I czają się w nim nie tylko zwierzęta. Może uda się Wam wydostać. A może...

Moja ocena: 4,5/6
___________
Zródła zdjęć: 
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/287329/dziewczyna-ktora-kochala-toma-gordona
2. unsplash.com
Ponure Poniedziałki: Stefan Grabiński "Smoluch"

Ponure Poniedziałki: Stefan Grabiński "Smoluch"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Demon ruchu i inne opowiadania" (Zysk i S-ka, 2011)
Tekst można również przeczytać za darmo online, w serwisie Wolne Lektury


Konduktor Błażek Boroń nie lubi pasażerów. Uważa wręcz, że są oni zbędni. Bo kolej, to - dla niego - przede wszystkim potrzeba ruchu, przemierzania nowych tras, a nie środek komunikacyjny dla "motłochu". Boroń uznaje więc ruch, jako wartość nadrzędną dla kolei. Wierzy też w Smolucha - niezwykłą zjawę, ukazującą mu się zawsze przed jakąś katastrofą kolejową. Pierwszy raz zobaczył go już dawno, dwadzieścia lat temu, a niedługo potem zderzyły się dwa pociągi. Zginęło dużo osób, w tym ukochana narzeczona Boronia... Nic więc dziwnego, że kiedy konduktor po długim i wyczerpującym dniu pracy, już niedaleko przed ostatnim przystankiem, znowu widzi Smolucha, jest przekonany że i tym razem wydarzy się coś bardzo złego. Ale...

I może na tym zakończę, bo streszczę całe opowiadanie. A nie o to tutaj przecież chodzi;) Jeśli zaglądaliście czasem do mnie albo na przykład na (świetny!) blog Przestrzenie tekstu, z pewnością kojarzycie osobę Stefana Grabińskiego. Ten polski autor znany jest przede wszystkim jako twórca tak zwanego "horroru kolejowego". Pisał fenomenalne opowiadania, w większości związane właśnie z koleją, które miały niesamowity klimat i naprawdę potrafiły przerazić. Osobiście jestem jego wielką fanką i uważam, że lektura zbioru "Demon ruchu" jest idealna na pochmurną, mglistą jesień. I długą jazdę pociągiem, oczywiście...

"Smoluch" to dobre opowiadanie. Nie najlepsze, jakie wyszło spod pióra Grabińskiego, ale naprawdę dobre. Po raz kolejny zachwyciłam się tym, jak umiejętnie autor potrafił stopniować grozę i dozować informacje. I jak duży wpływ wywarło na mnie zakończenie jego tekstu. Bo z Grabińskim - przynajmniej u mnie - jest tak: domyślasz się, że zdarzy się coś złego; wiesz nawet, co to dokładnie może być (zazwyczaj katastrofa kolejowa); a mimo wszystko zakończenie trochę cię zaskakuje i wcale nie pozostawia uczucia niedosytu. Dodatkowo klimat, jaki potrafił stworzyć Stefan Grabiński, jest nie do podrobienia. 

Jeśli jeszcze nie znacie twórczości Stefana Grabińskiego, możecie bez obaw sięgnąć po ten tekst. Chociaż o wiele lepiej będzie zacząć od "Sygnałów", o których pisałam TUTAJ
I pamiętajcie: Smoluch to może i śmieszne imię dla zjawy. Ale jeśli ta zjawa zwiastuje nieszczęście, pod żadnym pozorem nie można jej lekceważyć...

Moja ocena: 5/6
_____________
Zródło zdjęcia: unsplash.com

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger