Ponure Poniedziałki: Ray Bradbury "Następna"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Październikowa kraina" (C&T, 2009).

Czy może być lepsza pora na czytanie horrorów niż deszczowy, ponury październik? Do tego miesiąca idealnie pasuje lektura świetnego zbioru Ray'a Bradbury'ego o działającym na wyobraźnię tytule "Październikowa kraina". A dzisiaj chciałam opowiedzieć Wam o jednym z tekstów w nim zawartych - o "Następnej".

Marie i Joseph to małżeństwo, które fazę wzajemnej ekscytacji i szalonej miłości ma już dawno za sobą. Wydaje się, że teraz po prostu w mniejszym lub większym stopniu tolerują siebie nawzajem. Właśnie wyjechali na wakacje do Meksyku i zatrzymali się w małym, ślicznym meksykańskim miasteczku. Jest kilka dni po Święcie Zmarłych. Marie bardzo nie podoba się atmosfera tego miejsca, choć z pozoru wszystko jest w porządku. Przeraża ją zwłaszcza pomysł zwiedzania krypty położonej na okolicznym cmentarzu, w której podobno obejrzeć można mumie zmarłych mieszkańców miejscowości. Joseph jest jednak zachwycony i ani myśli rezygnować z tego rodzaju "rozrywki". Kobiecie nie pomaga, że mąż zdaje się ignorować jej obawy i świetnie się bawi - kupuje na przykład pamiątki dla przyjaciół: cukrowe czaszki. Jednak te makabryczne prezenty ulegają zniszczeniu przez nieuwagę Marie. Kobieta jest coraz bardziej roztrzęsiona i nerwowa, zwłaszcza kiedy okazuje się, że z powodu awarii samochodu będą musieli pozostać w miasteczku dłużej, niż by tego chciała.
"Spojrzała na imię wymalowane na czaszce, którą jadł.
Napis brzmiał Marie"
Opowiadanie ma fantastyczny klimat. Na początku nie rozumiałam, o co chodzi Marie. Wprawdzie wydawała się bardzo nerwowa i doskonale zdawałam sobie sprawę, że oglądanie czyichś mumii nie należało zapewne do przyjemności, ale skąd ta jej chęć natychmiastowego wyjazdu? I to za wszelką cenę? Czyżby za bardzo wzięła sobie do serca widok konduktu żałobnego, który widzieli z mężem z balkonu hotelu oraz wizytę na cmentarzu? Czy czegoś się bała?

Marie trochę mnie irytowała. Jej neurotyczność mogła w końcu działać na nerwy, te bezustanne prośby skierowane do męża, jej bezsensowne zachowania, miotanie się jak ptak uwięziony w klatce... Ostatecznie okazało się jednak, że kobieta miała rację. Naprawdę wydarzyło się coś bardzo złego. Sposób, w jaki opisał to Bradbury oraz wszystkie wydarzenia, które do tego doprowadziły, naprawdę zasługują na uwagę. Nie dość, że od początku miasteczko wydaje się mieć niezwykle duszną atmosferę, a nastrój grozy stopniowo narasta (potęgowany zachowaniem Marie), to scena finałowa sprawiła, że opowiadanie na dłuższą chwilę zapadło mi w pamięć i nie mogłam się od niego uwolnić. Przyszły mi na myśl teksty Daphne du Maurier i filmy Hitchcocka (ostatni akapit "Następnej" sprawdziłby się znakomicie jako zakończenie filmu tego reżysera!). Być może to przesadzone porównania, a opowiadanie wcale nie jest tak dobre, jak mi się wydaje. Mimo wszystko...to dopiero drugie opowiadanie autora, które poznałam, a już jestem pod ogromnym wrażeniem. I z niecierpliwością czekam na lekturę kolejnych.

Moja ocena: 5/6
_____________
Źródło zdjęcia: unsplash.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger