Ponure Poniedziałki: Ray Bradbury "Emisariusz"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Pazdziernikowa kraina" (C&T, 2009)

"Martin wiedział, że znów jest jesień, bo wbiegając do domu, Pies niósł wiatr, mróz i woń jabłek, przeobrażających się pod drzewami w moszcz. W ciemnych sprężynkach kudłów Pies aportował płatki astrów, pyłki mydlnicy, skorupki żołędzi, sierść wiewiórek, pióra odlatujących drozdów, trociny z drewna świeżo ściętego na opał i liście, sypiące się niczym węgliki z rozpłomienionych koron klonów"
Pies był najlepszym przyjacielem Martina. Martin zaś był po prostu chorym chłopcem, który nie mógł wychodzić z domu. Ale miał Psa. Wysyłał go - swojego emisariusza - do lasu, nad rzekę, do miasteczka... a zwierzę za każdym razem ochoczo biegło, i wracało z nowymi zapachami, nowymi skarbami ukrytymi w sierści, nowymi opowieściami. Czasem pies sprowadzał Martinowi gości. Najczęściej przychodziła jego wychowawczyni ze szkoły, panna Haight. Do chłopca zaglądali też sąsiedzi. Pies przynosił mu radość. Aż pewnego dnia zwierzę nie wróciło z jednej ze swoich wędrówek...

Miałam nie pisać o tym opowiadaniu. Nie dlatego, że jest ono złe (jest dobre). Nie dlatego, że nie jest straszne (jest). Dlatego, że wywołało ono u mnie głęboki smutek. Pies Martina przypomniał mi o moim psie, który był moim najlepszym przyjacielem i który towarzyszył mi przez prawie połowę życia. I pewnego dnia też nie wrócił.


Pomijając jednak tę kwestię - nie to jest najstraszniejsze w "Emisariuszu", a ja nie mogę się roztkliwiać, bo znowu się rozpłaczę - Bradbury po raz kolejny stworzył świetną opowieść. Początkowo wydaje się, że to zwykła historia przyjazni chłopca z psem. Potem niepokój stopniowo wdziera się do umysłu czytelnika - kiedy ten dowiaduje się, że panna Haight nie żyje. Kiedy Martin zaczyna rozmyślać, co robią umarli na cmentarzu. Kiedy Pies nie wraca. I wreszcie... Wreszcie, kiedy w wieczór Halloween z oddali słychać szczekanie. 

To zakończenie jest z jednej strony do przewidzenia, a z drugiej - właśnie takie, jakiego może oczekiwać miłośnik horrorów. Na długo przed Kingiem i jego świetnym "Smętarzem dla zwierzaków" (O tak, widzę pewne podobieństwa. Domyślacie się, jakie?)

Zdecydowanie nie sięgnę więcej po ten tekst. Jest dla mnie zbyt smutny. Jednak warto, żebyście go poznali. Groza, która się w nim czai, powinna się Wam spodobać.

Moja ocena: 5/6
____________________
Zródło zdjęcia: https://pl.pinterest.com/pin/453245149978515331/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger