Anna Fryczkowska "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)"






Autor: Anna Fryczkowska
Tytuł: "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)"
Wydawnictwo: Burda Książki
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 283








"Więc sytuacja wygląda tak: w nowym domu, zbudowanym gdzieś na zadupiu wszechświata, odbywa się parapetówka. Ma się na niej pojawić mnóstwo dziewczyn, które w pewnym wieku wolą bawić się same. [...] ale z powodu pogody dociera ich tylko pięć, razem z gospodynią i jej niepełnosprawną siostrą jest ich zatem siedem. Dobra liczba, taka bajkowa. Ale w ciągu kilku godzin ulega zmniejszeniu do sześciu, a do tego któraś z tych sześciu musi być tego zmniejszenia przyczyną. [...] Zabiła więc któraś z nich. Która?"
Ten fragment idealnie streszcza powieść Anny Fryczkowskiej. Kilka przyjaciółek w średnim wieku spotyka się na parapetówce u jednej z nich. Dochodzi do morderstwa. Ponieważ na zewnątrz szaleje śnieżyca, a wokół domu nie znaleziono żadnych śladów, musiała zabić jedna z nich. Ale swoją dobrą znajomą? Dlaczego? I która to zrobiła? Po przeczytaniu opisu i kilku początkowych stron, może się wydawać, że dostaniemy kryminał w stylu Agathy Christie (zagadka zamkniętego pokoju) albo Olgi Rudnickiej (pełna humoru powieść kryminalna). Jednak mam wrażenie, że "Sześć kobiet w śniegu" nie należy w pełni do żadnego z tych gatunków. 

Bardzo spodobał mi się sam pomysł na powieść. Lubię tego rodzaju zagadki, a tutaj dodatkowym smaczkiem było to, że morderczynią jest jedna z "przyjaciółek". Jak wyglądały relacje między kobietami? I co się między nimi zmieniło, że nagle doszło do zbrodni? A może wszystko było zaplanowane z zimną krwią? A może mordercą jest jeszcze ktoś inny? 
Doceniam też poczucie humoru autorki, wiele fragmentów świetnie się czytało, właśnie dzięki niemu. Szybko jednak okazało się, że ta powieść nie będzie do końca tylko i wyłącznie zabawna (pomijając oczywiście morderstwo, to śmieszne nie było, wiadomo). Właściwie każda z kobiet ma jakiś niezbyt przyjemny sekret, który ukrywa przed pozostałymi. I nie są to błahe sprawy. Zazwyczaj dotyczą, oczywiście, relacji z mężczyznami. I o ile jeszcze jedna z bohaterek, Alka, nie waha się przyznać do swoich nieco skomplikowanych relacji z mężem i do tego, że często morduje go na kartach swoich powieści kryminalnych, żeby odreagować, to pozostałe tajemnice nie zostaną wyjawione tak łatwo. I będą o wiele poważniejsze. 

Mam mieszane uczucia w stosunku do tej książki. Pomysł był świetny, a bohaterki i ich tajemnice - niezwykle ciekawe. Dodatkowo sam początek powieści był bardzo obiecujący. Niestety pózniej było już trochę gorzej. Od momentu, w którym odkryto morderstwo, akcja jakby stanęła. A zakończenie... było interesujące, ale nie wydaje mi się, żeby plan bohaterek miał jakiekolwiek szanse powodzenia. Z drugiej strony, czytało się naprawdę dobrze (i szybko), miło było też wyłapywać nawiązania do różnych dzieł literackich. A dzięki poczuciu humoru autorki, książka wiele zyskała. Wydaje mi się, że to dobry kryminał na spokojny, zimowy wieczór. Może nie będzie to książka dla bardzo wymagających, ale dla relaksu - idealna. 

Moja ocena: 4,5/6
________________
Zródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3778232/szesc-kobiet-w-sniegu-nie-liczac-suki  
2. unsplash.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger