Czarny kącik, albo krótki tekst o dwóch reportażach

Jako, że ostatnio - z przyczyn czysto zawodowych - muszę być dobrze zorientowana w tematyce reportażu, postanowiłam w końcu sama jakiś reportaż przeczytać (wprawdzie planowałam to od dawna, ale jak widać potrzebowałam po prostu odpowiedniej motywacji;) Wybrałam dwie pozycje wydane przez Wydawnictwo Czarne. Tematyka może dość specyficzna, ale mnie bardzo zainteresowały;)



Autor: Katarzyna Surmiak-Domańska
Tytuł: "Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość"
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 294


Myśleliście, że Ku Klux Klan to już przeszłość? Że może i część Amerykanów to rasiści, ale białe, szpiczaste kaptury i płonące krzyże odeszły w zapomnienie? Że pozwolę sobie zacytować Radka Kotarskiego: nic bardziej mylnego! Klan istnieje nadal i ma się całkiem dobrze. Chociaż obecnie nie stawia na głoszenie haseł o agresji. Skupia się bardziej na kreowaniu wizerunku organizacji, która łączy białe, chrześcijańskie rodziny z wartościami. Indoktrynację zaczyna bardzo wcześnie, bo już od dziecka.
Autorka reportażu nie tylko opisuje historię Klanu. Opowiada też o Krajowym Zjeździe Partii Rycerzy KKK z Arkansas, w którym sama brała udział. Możemy więc za jej pośrednictwem przyjrzeć się współczesnym członkom i przywódcom klanu (a przynajmniej jednego z jego odłamów) oraz przeczytać rozmowy, które z nimi przeprowadziła. 
"Tu mieszka miłość" to fascynujący obraz części Stanów Zjednoczonych, tak zwanego Bible Belt (pasa biblijnego, czyli południowej części USA zamieszkanej głównie przez konserwatywnych protestantów) oraz związków jego mieszkańców z Klanem. A także historii samej organizacji. Jak coś, co z początku wydawało się niewinnym pomysłem, przerodziło się w tak poważną i groźną organizację? To z jednej strony bardzo niepokojąca opowieść, od której jednak ciężko się oderwać. Polecam.



Autor: Jon Krakauer
Tytuł: "Pod sztandarem nieba. Wiara, która zabija"
Tytuł oryginału: "Under the Banner of Heaven: A Story of Violent Faith"
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 392

Co do tej pory wiedziałam o mormonach? Mniej więcej tyle, że ich religię zapoczątkował Joseph Smith gdzieś w XIX wieku, kiedy to podobno otrzymał objawienie od anioła Moroniego. Że ich główna siedziba mieści się w Salt Lake City. I jeszcze gdzieś w zakątkach umysłu kołatało mi się związane z nimi hasło "wielożeństwo". To mniej więcej wszystko. Reportaż Jona Krakauera wiele zmienił.
Autor skupił się na strasznej zbrodni, popełnionej przez dwóch wyznawców fundamentalistycznego odłamu mormonizmu. 24 lipca 1984 roku zamordowali oni młodą kobietę (notabene żonę ich brata) i jej piętnastomiesięczną córeczkę. Później tłumaczyli, że jeden z nich otrzymał wcześniej objawienie, w którym Bóg kazał mu się ich pozbyć. Wychodząc od tego zdarzenia, Jon Krakauer stara się odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu ich wiara - a raczej ich fanatyzm - była odpowiedzialna za popełnioną zbrodnię. "Przy okazji" pochyla się również nad istotą samego mormonizmu, także jego odłamu niezwiązanego z fundamentalizmem oraz nad zagadnieniem wiary w ogóle. Wyszedł z tego niezmiernie ciekawy reportaż.
Historia Josepha Smitha i założonego przez niego Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich jest fascynująca. Ale nie będę jej tutaj streszczać. Sami musicie wszystko przeczytać i ocenić. W każdym razie dzięki tej książce wiem nareszcie kim są mormoni i jak powstała ich religia. W "Pod sztandarem nieba" znajdziecie mnóstwo faktów, nazwisk i dat, w których czasami można się trochę pogubić (sama miałam problem z dużą ilością nazwisk i chwilami mieszali mi się poszczególni bohaterowie reportażu). Chociaż nie stanowi to ogromnego problemu. Nie podobało mi się natomiast, że autor często przemycał do tekstu swoje prywatne poglądy związane z wiarą, a raczej z jej brakiem. W końcu jednak uznałam, że to jego stanowisko, nie muszę się z nim zgadzać i przeszłam po prostu do zgłębiania faktów. A te były naprawdę interesujące oraz - bardzo często - szokujące. W każdym razie warto je poznać. Od teraz będę trochę inaczej patrzeć na Utah oraz mieszkańców tego stanu (i USA w ogóle), a w szczególności na mormonów. I nareszcie będę miała w tym temacie jakieś pojęcie. Polecam. Naprawdę warto przeczytać.

Wspólnym mianownikiem obu reportaży jest miejsce akcji: USA. Może się wydawać, że to taki idealny kraj, a Ku Klux Klan i fundamentalistyczny mormonizm to jedynie dwie, nic - lub bardzo mało znaczące - skrajności. Jednak są to ważne elementy dla wielu jego mieszkańców i warto mieć o nich jakieś pojęcie. Teraz jeszcze wyraźniej zobaczyłam, że USA to naprawdę niezwykły kraj. Nie zawsze w dobrym znaczeniu tego słowa, no ale... 

Jest w reportażach Wydawnictwa Czarnego coś, co mnie fascynuje. Mam wrażenie, że nawet jeśli sięgnę po taki, którego tematyka niezbyt mnie interesuje, i tak trafię na świetnie opowiedzianą historię, od której nie będę mogła się oderwać. Teraz czaję się na tytuł "Droga do wyzwolenia. Scjentologia, Hollywood i pułapki wiary". To dopiero może być lektura;) Polecacie jeszcze jakieś reportaże z Czarnego?

________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/262017/ku-klux-klan-tu-mieszka-milosc
2. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/288172/pod-sztandarem-nieba-wiara-ktora-zabija
Ponure Poniedziałki: Edith Nesbit "Altana"

Ponure Poniedziałki: Edith Nesbit "Altana"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Opowieści upiorne" (C&T, 2015).

Altana opleciona dzikim pnączem. Romantyczne miejsce spotkań zakochanych? A może miejsce, które potrafi uśmiercić tego, kto nieopatrznie będzie chciał w nim przenocować? Znając Edith Nesbit oraz jej talent do tworzenia mrocznych opowieści nie można wątpić, że w tym przypadku prawdziwa jest ta druga opcja.

Amelia i Ernestine to dwie młode panny, obok dwóch młodzieńców (Fredericka i Eugene'a) - oraz oczywiście tytułowej altany - główne bohaterki tej historii. Pewnego razu, podczas zwyczajnej rozmowy, młodzi poruszyli temat altany, znajdującej się w posiadłości Fredericka. Eugene opowiedział wszystkim o historii związanej z tym miejscem, którą wyczytał w starej księdze opisującej dzieje całego majątku. Otóż podobno w ciągu kilkuset lat w altanie doszło do serii niewyjaśnionych zgonów. Ofiarami padali zawsze mężczyzni, którzy chcieli spędzić w niej noc. Oprócz tego często zdarzało się, że w pobliżu budynku znajdowano martwe drobne zwierzęta - psy, króliki, ptaki. Młodzieńcy szybko wpadli na pomysł zakładu i postanowili na zmianę spędzić nieco czasu w nocy w altanie. Przeciwko temu protestowała Amelia, jednak nikt jej nie słuchał. W końcu była tylko średnio urodziwą przyjaciółką kreującej się na piękność - lecz głupiutkiej - Ernestine. A to właśnie tej drugiej Frederick i Eugene chcieli zaimponować.

Autorka

Czy muszę dodawać, że cała historia zakończyła się tragicznie? Chociaż samego finału nie byłam w stanie przewidzieć.

Niesamowicie spodobał mi się klimat "Altany". To trochę połączenie powieści o życiu w dawniejszej Anglii z horrorem. Być może zupełnie niesłusznie, ale nasunęło mi się skojarzenie z Jane Austen i jej umiejętnością przedstawiania ludzkich charakterów. Bo właśnie z tym - a także z opisem relacji łączących wszystkich bohaterów - mamy tutaj do czynienia. Oczywiście nie w takim stopniu, jak u Austen, ale... W każdym razie połączenie wątku obyczajowego z horrorem dało niesamowity efekt. To trochę tak, jak gdybyście sięgnęli na przykład po "Emmę" i nagle odkryli, że wydarzenia przybierają bardzo zły obrót i najpewniej zaraz ktoś zginie. I to wszystko zamknięte w formie opowiadania. 

Pewnie przesadzam z tymi zachwytami, a moje skojarzenia nie są odpowiednie. Mam jednak do nich prawo, bo właśnie takie emocje i refleksje wywołała we mnie "Altana". Ale chętnie na ten temat podyskutuję;)

Moja ocena: 5/6
__________________
Zródło zdjęcia: https://pl.pinterest.com/pin/508766089135599484/

Colleen Hoover "Ugly love"





Autor: Colleen Hoover
Tytuł: "Ugly love"
Tytuł oryginału: "Ugly love"
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 344






"Love isn't always pretty. Sometimes you spend all your time hoping it'll eventually be something different. Something better. Then, before you know it, you're back to square one, and you lost your heart somewhere along the way"

Tate i Miles poznali się przypadkiem. Chociaż nie był to zwykły przypadek. Ona właśnie wprowadzała się do mieszkania swojego brata w San Francisco. On leżał pijany pod jego drzwiami. To, co powiedział tej nocy upojony alkoholem Miles, Tate zapamiętała na długo.
I od tego właśnie zaczęła się ich historia.

Czy "Ugly love" to typowy romans? Nie. To za to typowy przedstawiciel gatunku new adult. Ona ma 23 lata, on 25. Miles ma za sobą trudną przeszłość. Tak ciężką, że nie może się w nikim zakochać. Tate jest oczywiście zafascynowana przystojnym pilotem i w końcu zgadza się na jego nietypową propozycję: układ przypominający friends with benefits. Tyle że oni wcale nie są przyjaciółmi. Ale od tej pory mają spotykać się głównie w celu uprawiania seksu. Nie rozmawiać o przeszłości. I nie liczyć na wspólną przyszłość. O ile Milesowi taka umowa wydaje się odpowiadać (w końcu sam ją zaproponował), to Tate ciągle liczy na coś więcej. Najpierw jednak musiałaby poznać tragiczną przeszłość chłopaka i sprawić, że ten zapomniałby choć w części o tym, co go spotkało. To jednak będzie wyjątkowo trudne.

W moim prywatnym rankingu powieści Colleen Hoover "Ugly love" plasuje się na drugim miejscu: tuż za "Maybe someday", które bardzo mi się podobało, a przed "Hopeless", którego lekturę przerwałam. To całkiem niezły wynik, chociaż nie ukrywam, że liczyłam na więcej. O wiele więcej.

Samą historię ciężko ocenić, dopóki nie pozna się jej w całości. Ale do tego trzeba przeczytać książkę do końca. Bo chociaż z rozdziałów pisanych z perspektywy Tate wiemy, co dzieje się w teraźniejszości, a w wydarzenia mające miejsce sześć lat przed głównym czasem akcji wprowadzają nas rozdziały "pisane" przez Milesa, to... ciężko wcześniej dokładnie dowiedzieć się, o jakie tragiczne zdarzenia z przeszłości chodzi.


Mam wobec tej powieści mieszane uczucia. Bo chociaż całość wypada naprawdę dobrze i ostatecznie "Ugly love" okazuje się być powieścią o ciężkich doświadczeniach życiowych, załamaniu i miłości, która pozwala człowiekowi na nowe życie, to... początkowo układ Milesa i Tate polegał tylko na seksie. Właściwie to był główny cel ich wszystkich spotkań. A ich wyczyny w sypialni (i nie tylko) zostały bardzo szczegółowo opisane. Ok, ale... jeśli chodzi o mnie, książka składająca się w połowie ze scen erotycznych (takie przynajmniej miałam wrażenie po lekturze) to chyba trochę za dużo. Chociaż oczywiście miłośnicy takich klimatów powinni być zadowoleni;)

Nie mam większych zastrzeżeń do stylu pisania autorki. O wiele przyjemniej czytało mi się "Ugly love" niż "Bez słów", które również skończyłam kilka dni temu. Widać, że Colleen Hoover radzi sobie znacznie lepiej niż Mia Sheridan. A rozdziały pisane z perspektywy Milesa często przybierają formę strumienia świadomości, co - choć zaskakujące - okazało się być świetnym pomysłem.

Lektura "Ugly love" okazała się doskonałym sposobem na odprężenie. Chociaż samo zakończenie (a właściwie całość historii Milesa, którą wtedy poznałam) nieco mną wstrząsnęło. Nie zachwycam się tą powieścią tak, jak wiele innych osób, bo uważam że mnóstwo scen erotycznych mogło zostać zastąpionych przez opisy uczuć głównych bohaterów oraz prób radzenia sobie z trudną sytuacją (choć i takie rzeczy możemy oczywiście w książce znaleźć). W takich momentach okazuję się być niepoprawną romantyczką. Nie przeczę jednak, że ogólnie książka mi się podobała;) Mogę polecić ją miłośnikom Colleen Hoover, nurtu new adult oraz osobom, które lubią skomplikowane historie miłosne.

Moja ocena: 5/6

____________
Zródła zdjęć: 
1.  http://lubimyczytac.pl/ksiazka/297208/ugly-love
2. unsplash.com
Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger