Lily Koppel "Żony astronautów"





Autor: Lily Koppel
Tytuł: "Żony astronautów"
Tytuł oryginału: "The Astronauts Wives Club. True Story"
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 320







Doszłam do wniosku, że może zamiast kupować nowe książki, zacznę czytać te, które od dawna czekają na moich półkach. Dobry żart, prawda? Ale naprawdę czas zacząć oszczędzać. I znowu odwiedzać bibliotekę (odkąd przestałam tam pracować, jakoś mi nie po drodze i nigdy nie mam czasu). W każdym razie, inspirowana tą myślą, sięgnęłam po "Żony astronautów", reportaż czekający na swoją kolej już od... 1,5 roku?

USA, koniec lat 50. XX wieku. NASA ogłasza pierwszy kosmiczny program, któremu nadaje nazwę Mercury. Do udziału w nim zostaje wybranych siedmiu mężczyzn, doskonałych pilotów, o stalowych nerwach i idealnych warunkach fizycznych. Myślicie, że to były jedyne wymagania? Otóż nie. Przyszli astronauci musieli jeszcze pochwalić się idealnym życiem rodzinnym. Bez spełnienia tego warunku nie mogli nawet myśleć o udziale w programie. 
O samych astronautach i kolejnych misjach kosmicznych mówi się bardzo dużo. A ile wiadomo o ich żonach? O kobietach, które musiały być wzorowymi partnerkami dla swoich mężów i idealnymi matkami dla dzieci, których każdy krok był śledzony przez reporterów i które z niewzruszonym spokojem musiały obserwować, jak ich mężowie są właśnie wystrzeliwani w kosmos podczas kolejnych niebezpiecznych misji? To właśnie o nich jest ta książka. Nie tylko o pierwszej siódemce z programu Mercury (pierwsze załogowe loty kosmiczne, wyniesienie astronautów na orbitę okołoziemską), ale też o żonach kolejnych astronautów, biorących udział w następnych misjach: Gemini (wyjście astronautów w przestrzeń kosmiczną) oraz Apollo (loty na Księżyc). Oczywiście o celach misji wspomniałam bardzo skrótowo, a to przecież bardziej rozległy i szalenie ciekawy temat. Zapewne sama będę więcej o tym czytać. Wróćmy jednak do żon astronautów...

"Dziewczyny odkrywały własną tożsamość, ukrywając się za wyobrażeniem, jakie tworzył o nich magazyn Life nie tylko jako perfekcyjnych pań domu, ale także jako perfekcyjnych żon astronautów - wyobrażeniu wzorowanym na popularnej lalce Barbie, która po raz pierwszy trafiła na sklepowe półki tamtej wiosny. Żony czuły na sobie wielką presję, musiały sprostać oczekiwaniom całego kraju"
Astronauci i ich żony byli niczym gwiazdy rocka - rozchwytywani przez dziennikarzy, którzy nieustannie śledzili każdy ich krok, otaczani przez tłumy fanek (oczywiście młodych i urodziwych, co bardzo nie podobało się żonom)... Momentalnie stali się rozpoznawalni w całym kraju. Całe rodziny musiały poradzić sobie z ciągłą obecnością w ich życiu mediów, z przygotowaniami do niebezpiecznych misji, a także z utrzymaniem idealnego życia rodzinnego. Jak się domyślacie, było to niezwykle trudne. Wszystkim tym "pobocznym" aspektom podboju Kosmosu starała się przyjrzeć w swojej książce Lily Koppel. Fascynujące było dla mnie czytanie o tym, co działo się w życiu "astrorodzin" po ogłoszeniu programu Mercury i ujawnieniu tożsamości przyszłych astronautów. Każdy z nich był inny, tak samo jak inna była każda z żon, kreowanych jednak przez magazyn "Life" (który miał wyłączność na ich historię) na identyczne, cukierkowe i idealne gospodynie domowe. Jeszcze bardziej interesujące było czytanie o lotach w Kosmos, a raczej o tym, jak w czasie lotów swoich mężów zachowywały się kobiety. Kiedy wyobrażałam sobie, co musiały przeżywać i wczuwałam się w ich sytuację... Mogłam je tylko podziwiać i cieszyć się w duchu, że mój chłopak nigdy w Kosmos nie poleci. Na całe szczęście wybrał bardziej bezpieczny zawód;) I to właśnie te fragmenty były w książce najlepsze. 

Niestety, całość okazała się bardzo chaotyczna. Już na początku, przy opisie pierwszej siódemki, ciężko było mi się połapać kto jest kim (chociaż akurat za to można obwiniać mój brak skupienia na czytanym tekście). A kiedy doszły kolejne astrorodziny... Wiem, że bardzo ciężko byłoby opisać wszystkich i zapewne czytanie takiego tekstu stałoby się po pewnym czasie nużące. Jednak skakanie z tematu na temat i od jednej opisywanej osoby i historii do drugiej, tylko książce zaszkodziło. Oczywiście w tym natłoku informacji dało się wyłapać te najciekawsze i wytropić kilka całościowych historii (w większości dotyczących żon pierwszej siódemki, o których z lektury dowiadujemy się najwięcej). Mam jednak wrażenie, że można to było napisać o wiele lepiej, bardziej przejrzyście. Chętnie zobaczyłabym też w książce Koppel więcej szczegółów na temat samych misji kosmicznych. Przykładowo podsumowanie lotu Apollo 13 krótkim akapitem i ogólnikowym stwierdzeniem, że astronauci oczywiście szczęśliwie wrócili do domu, było moim zdaniem niewystarczające (oczywiście więcej miejsca autorka poświęciła w tym przypadku żonie jednego z astronautów i jej reakcji na kłopoty załogi, jednak i tak odczułam ogromny niedosyt). 

Mimo wszystko jestem zadowolona z tej lektury. Do tej pory nie przyglądałam się próbom podboju Kosmosu od tej "domowej" strony, nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mogły przeżywać żony astronautów - dumne z mężów, ale też pełne obaw. To były niesamowicie odważne i silne kobiety. To również dzięki ogromnemu wsparciu z ich strony, ich mężowie mogli polecieć w Kosmos, podczas gdy one zajmowały się dziećmi i wiernie czekały w domach na zakończenie kolejnej misji. Niestety nie wszystkie zostały za swoje wysiłki należycie wynagrodzone. Zdecydowana większość "kosmicznych" małżeństw nie przetrwała próby czasu. Astronauci coraz bardziej oddalali się od swoich żon, z kolejnych misji wracali coraz bardziej oderwani od rzeczywistości (mam wrażenie, że kto choć raz zobaczył Ziemię z Kosmosu, będzie już zawsze za tym tęsknił) lub nie radzili sobie z łączeniem życia rodzinnego i pracy, często też znajdowali nowe obiekty westchnień. Za to żony zawsze trzymały się razem i niesamowicie wspierały. Bo tylko one wzajemnie rozumiały, co przeżywają, kiedy ich mężczyzni wykonują kolejną niebezpieczną misję. I chociaż wykonanie pozostawia trochę do życzenia (tak samo jak korekta książki), warto o tym wszystkim przeczytać. Nawet, jeśli historia lotów w Kosmos zupełnie Was nie fascynuje. 
"W czasie poprzedniej misji Apollo 10, będącej próbnym lotem przed Apollo 11, Geno oświadczył przez radio, że lot dookoła Księżyca, to bułka z masłem.
- Dla mnie to nie była bułka z masłem - powiedziała Barbara - Jeśli uważasz, że lot na Księżyc jest trudny, powinieneś spróbować zostać podczas niego w domu."

Moja ocena: 4/6
________________
Zródła zdjęć: 
1. http://lubimyczytac.pl/cytaty/204460/ksiazka/zony-astronautow
2. unsplash.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger