Ponure Poniedziałki: Edward Frederic Benson "Szczyt Grozy"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Widzialne i niewidzialne" (C&T, 2015).


Myślicie, że mogłam nie wspomnieć w Ponurych Poniedziałkach o opowiadaniu o tak fascynującym tytule?;)

Główny bohater tekstu to - jak to często u Bensona bywa - mężczyzna spędzający swój wolny czas poza domem. Tym razem jednak nie przebywa w gościnie u przyjaciół (w nawiedzonym domu - tak, ten autor bardzo lubił ten motyw), lecz w górskim hotelu gdzieś w Szwajcarii. Towarzyszy mu kuzyn, profesor Ingram, zapalony miłośnik górskich wspinaczek. To właśnie od kuzyna nasz bohater dowiaduje się o tajemniczej i przerażającej historii związanej ze szczytem, który było widać z okien hotelu: z masywem Ungeheuerhorn. Wysoka i trudno dostępna góra nazywana była również Szczytem Grozy. To określenie miało dla profesora Ingrama bardzo osobiste znaczenie w związku z czymś, czego był tam świadkiem. Dodam jeszcze tylko, że cała historia powiązana jest z opowieściami o dziwnych stworzeniach zamieszkujących jaskinie Ungeheuerhorn. Przypominały one ludzi, nie były jednak nimi. Przynajmniej nie w pełni...

Wiem, to nie te góry. Ale uznajmy, że ilustracja pasuje do wpisu, dobrze?

Pomyślałam, że historia o urlopie spędzanym w zaśnieżonych górach i tajemniczych istotach, które czaiły się gdzieś w tamtejszych jaskiniach będzie odpowiednia na ten (czy śnieżny?) początek Nowego Roku. Jak możecie się domyślić, w opowiadaniu mamy do czynienia ze stworzeniami podobnymi do legendarnego Yeti. I o ile człowiek śniegu nie zawsze jest negatywnie nastawiony do ludzi przemierzających góry (przynajmniej według niektórych relacji), o tyle istoty opisane w "Szczycie Grozy" mają zdecydowanie złe zamiary. Z drugiej strony, ludzie mieszkający w Himalajach twierdzą raczej, że Yeti ma wrogi stosunek do ludzi, że spotkania często kończą się zranieniem, zabiciem lub porwaniem. I tutaj mamy wspólny mianownik dla opowiadania Bensona i dawnych relacji o człowieku śniegu. Tyle że te ostatnie dotyczyły raczej Himalajów oraz Syberii, a nie poczciwej, bezpiecznej (wydawałoby się) Szwajcarii. Jak widzicie, historie o Yeti zaczęły mnie fascynować;) Jest to jednak temat na osobną lekturę (dla mnie) i oddzielny wpis (może dla Luki z Przestrzeni Tekstu, do któregoś z kolejnych odcinków Przestrzeni Grozy?;)

Opowiadanie naprawdę mi się spodobało. Od fascynującego i nieco śmiesznego dla mnie tytułu (przyznajcie sami, że "The Horror-Horn"/"Szczyt Grozy" brzmi jak tytuł horroru klasy B) do samego wykonania. Edward Frederic Benson naprawdę potrafił snuć opowieści o tajemniczych i niewyjaśnionych zjawiskach. I chociaż wiele z jego tekstów mnie nie zachwyciło, przyznaję że sama ich lektura sprawiła mi wiele przyjemności. A dla autora bardzo satysfakcjonujące musiało być ich pisanie. "Szczyt Grozy" należy według mnie do jednych z lepszych opowiadań Bensona. Może nie jest specjalnie odkrywczy, ale... czytanie o spotkaniu z dziwnymi śnieżnymi stworzeniami naprawdę mi się spodobało. Spróbujcie lektury podczas urlopu/ferii w zaśnieżonym domku gdzieś w górach - gwarantuję, że będziecie się podejrzliwie rozglądać dookoła podczas wychodzenia na zewnątrz, a wszelkie podejrzane dzwięki będą wywoływać w Was skoki ciśnienia (Chociaż jest opcja, że wcześniej obejrzycie sobie "Zombie SS" i zamiast Yeti będziecie wypatrywać zombie-nazistów. Też polecam). 
To co, macie ochotę na śnieżną przygodę?;)

Moja ocena: 5/6

Nowy Rok to nowe postanowienia. Może jednym z nich będzie uczestnictwo w drugiej edycji wyzwania Klasyka Horroru? Bardzo zachęcam, sama oczywiście biorę udział. Po kliknięciu w baner przeniesiecie się na blog Przestrzenie Tekstu, gdzie znajdziecie więcej informacji na ten temat.

http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html

_____________
Zródło zdjęcia: unsplash.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger