Ponure Poniedziałki: Joe Hill "Czarny telefon"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Upiory XX wieku" (Wydawnictwo Albatros, 2009).

"Pierwsze dziecko znikło dwa lata temu, niedługo po tym, jak stopniał śnieg"
Potem znikały kolejne. Zawsze chłopcy. Finney myślał, że jego to nie spotka, w końcu porywacz wybierał na swoje ofiary najwyżej dwunastolatków, a on miał już trzynaście lat. Jak się jednak okazało, bardzo się mylił. Chłopak znalazł się w sidłach porywacza, groteskowo grubego (jak określił go autor) mężczyzny, Alberta. Al oczywiście nie miał dobrych zamiarów. Zamknął chłopaka w piwnicy. Jednak coś - albo ktoś - przeszkodziło mu we wcieleniu w życie złowieszczego planu. Przynajmniej chwilowo. Pojawiał się tylko na chwilę i znikał, a Finney siedział samotnie w piwnicy i rozpaczliwie starał się znalezć wyjście z tej sytuacji. Jego uwagę od razu przyciągnął staroświecki, czarny telefon, przymocowany na ścianie. Oczywiście nie działał... Dlaczego jednak chłopak od czasu do czasu słyszał jego dzwonek? 
Kto wygra w tej walce? Dziecko czy porywacz? I jaką rolę odegra we wszystkim czarny telefon?

To mogła być zwykła opowieść o porwaniu, niewyróżniająca się niczym szczególnym. Autorowi udało się jednak w świetny sposób zbudować atmosferę całego tekstu. Czujemy desperację towarzyszącą chłopakowi, który za wszelką cenę chce się uwolnić, zanim spotka go... Właśnie, co takiego chce zrobić porywacz? Kolejnym aspektem działającym na korzyść opowiadania jest wykorzystanie ciekawego rekwizytu, tytułowego telefonu. Od razu domyślamy się, że nie może on działać. To byłoby przecież niedorzeczne - porwać kogoś, a potem zostawić sam na sam z czynnym telefonem, tak żeby mógł wezwać pomoc. Paradoksalnie jednak, to właśnie czarny telefon (a raczej to, czego dzięki niemu dowiedział się Finney) odegra w tej historii główną rolę. 

Bardzo zainteresował mnie jeszcze jeden motyw - czarne balony. To one wypadły z furgonetki porywacza, kiedy ten odgrywał scenkę mającą na celu przyciągnięcie uwagi chłopca i uprowadzenie go. To był pierwszy sygnał, że coś tutaj jest bardzo nie w porządku. A sam obraz czarnych balonów szybujących wolno nad drogą, a pózniej zaplątanych w linię telefoniczną(!) jest niezwykle niepokojący. I bardzo znaczący. Niby szczegół, a jak bardzo przyczynia się do zbudowania napięcia i przyciągnięcia uwagi czytelnika. 

"Czarny telefon" to dobre opowiadanie. Nie wybitne, jednak potrafiące zatrzymać na chwilę i dające przedsmak tego, do czego zdolny jest Joe Hill. A to naprawdę utalentowany autor (zresztą nic dziwnego, kiedy ma się takiego ojca jak Stephen King). Polecam nie tylko ten tekst, ale i cały zbiór, bardzo mroczny, odwołujący się do największych osiągnięć twórców horroru XX wieku. 

Poza tym wspominam dzisiaj o tym autorze nieprzypadkowo. 1 marca miała miejsce premiera jego najnowszej powieści "Strażak". Zapowiada się naprawdę dobra, wciągająca lektura dla wszystkich miłośników grozy. Przeczytacie?

Moja ocena: 4,5/6
_____________
Zródło zdjęcia: unsplash.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger