KAWOWO-ZAKŁADKOWY KONKURS

KAWOWO-ZAKŁADKOWY KONKURS


Dzisiaj zapraszam na konkurs. Do wygrania tym razem nie książka, ale kawa i zestaw zakładek - czyli coś, co może uczynić lekturę jeszcze bardziej przyjemną! Wszystko dzięki Dorocie Gąsiorowskiej i jej najnowszej książce "Antykwariat spełnionych marzeń". Jej bohaterowie co chwilę piją aromatyczną kawę lub herbatę i aż chce się pójść ich śladem. Razem z Wydawnictwem Znak mogę Wam to umożliwić;)

Zasady: 
1. Konkurs trwa od 27.04.2017 do 05.05.2017.
2. Wyniki pojawią się na blogu 06.05.2017, wtedy też skontaktuję się ze zwycięzcą.
3. Nagrodami są: paczka aromatycznej kawy z przyprawami i zestaw zakładek. Sponsorem nagród jest Wydawnictwo Znak.
4. Żeby wziąć udział, wystarczy zrobić zdjęcie kawy/herbaty i książki i wysłać je na adres mailowy: azumi.90@hotmail.com. W temacie wiadomości proszę o wpisanie: KONKURS
Przykładowe zdjęcie:

5. Zwycięzca zostanie wybrany na podstawie subiektywnej oceny organizatorki konkursu - czyli mnie;)

Kawa i zakładki czekają na zwyciężcę


Ktoś chętny do udziału w konkursie? A może przy okazji podzielicie się w komentarzach informacją, co najbardziej lubicie pić podczas czytania? Kawę, herbatę, a może jeszcze coś innego...?;)


Ponure Poniedziałki: Robert Murray Gilchrist "Witch In-Grain"

Ponure Poniedziałki: Robert Murray Gilchrist "Witch In-Grain"

Opowiadanie można przeczytać TUTAJ

To bardzo krótki tekst, napisany nieco poetyckim językiem. W dodatku czytałam go w oryginale, co tylko utrudniło odbiór. Ale...

Narratorem jest mężczyzna, tyle wiemy. Jest on zakochany w kobiecie, która lubi spędzać swój czas szperając w starych księgach. Pojawienie się w miejscu ich zamieszkania starej kobiety podejrzanej o czary, wywołuje duże zamieszanie. Ukochana narratora na widok wiedzmy popada w histerię. Teraz trzeba zmusić staruszkę, żeby cofnęła urok... A jeśli to nie jej sprawka?

Niewiele wiemy o bohaterach tekstu. Sama akcja toczy się bardzo szybko, aż do zaskakującego zakończenia. I to ono jest tutaj największym atutem. Nie da się jednak ukryć, że język, jakim posługiwał się autor, jest największą przeszkodą w docenieniu całości. Wyszukane słownictwo, niezwykłe porównania, archaiczny styl... Może, gdybym czytała całość w polskim przekładzie, mój odbiór byłby nieco inny. Może też niefortunnie wybrałam tekst. "Witch In-Grain" to bardzo krótki utwór. A nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby cała historia została odpowiednio rozbudowana i napisana nieco prostszym językiem, mogłaby wiele zyskać. 

Robert Murray Gilchrist napisał około 100 opowiadań. Na pewno wśród nich znajdą się teksty lepsze niż "Witch In-Grain". A ten polecam... tym, którzy lubią tropić literackie wiedzmy i nie boją się starych opowiadań grozy.

Moja ocena: 3,5/6

Opowiadanie przeczytane w ramach wyzwania "Klasyka horroru 2"
http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html
__________
Zródło zdjęcia: https://pl.pinterest.com/pin/97179304440292947/
Thomas Tryon "Harvest Home"

Thomas Tryon "Harvest Home"





Autor: Thomas Tryon
Tytuł: "Harvest Home"
Polski tytuł: "Pan żniw"
Wydawnictwo: Knopf
Rok wydania: 1973
Liczba stron: 401







"I awakened that morning to birdsong. It was only the little yellow bird who lives in the locust tree outside our bedroom window, but I could have wrung his neck, for it was not yet six and I had a hangover"
Tak zaczyna się ta powieść. Jej narratorem jest Ned Constantine, który przeprowadza się wraz z żoną Beth i córką Kate do starego domu w małej, uroczej miejscowości Cornwall Coombe. Rodzina już od jakiegoś czasu szukała nowego miejsca do życia, zmęczona Nowym Jorkiem. Jednak żaden dom nie wydawał się idealny. Do czasu, aż Ned i reszta przypadkowo (ale czy na pewno?) trafili do Cornwall Coombe i wprost zakochali się w wiekowym domu, który szczęśliwym trafem był na sprzedaż. Jakby na nich czekał. Od teraz dla Neda i jego rodziny zaczęło się nowe życie. Musieli przyzwyczaić się do tego, że ludzie w Cornwall Coombe nie korzystają zbytnio z dobrodziejstw cywilizacji, zwłaszcza przy uprawie kukurydzy, z której żyje cała miejscowość. Mają swoje old ways, według których postępowali ich ojcowie, dziadkowie, pradziadkowie... I najważniejsza jest dla nich kukurydza, a rytm życia wyznacza nie zwykły kalendarz, ale wydarzenia związane z kukurydzą właśnie - z jej siewem, wzrastaniem, ze żniwami... Constantinowie mogą więc obserwować Agnes Fair, czyli targ, na którym lokalna społeczność prezentuje swoje wyroby, gdzie odbywają się konkursy i gdzie wybierany jest nowy Pan Żniw. Właśnie, kim jest ta tajemnicza postać? Co się stanie, kiedy jego siedmioletnie panowanie dobiegnie końca? Dlaczego nowo wybrany do tej roli chłopak wydaje się być przerażony? I jakie sekrety skrywa Cornwall Coombe i jego mieszkańcy?

Początkowo wydaje się, że Cornwall Coombe jest uroczą, staroświecką miejscowością. Że żyjący tam ludzie są sympatyczni, choć bardzo przywiązani do swoich tradycji. Że to idealne miejsce do życia. Szybko jednak zauważamy, że nie wszystko jest takie, jakie się wydaje. Przemiła staruszka, wdowa Fortune, jest miejscową znachorką, z której zdaniem liczy się każdy. Czasem jej metody leczenia i wtrącanie się do wszystkiego wydają się śmieszne, ale... spróbujcie się jej sprzeciwić. Trzynastoletnia Missy Penrose jest niepełnosprawną intelektualnie dziewczynką, którą wszyscy traktują jak miejscową wyrocznię. Uważają, że potrafi przepowiadać przyszłość. Zabawne? Nieszkodliwe? Do czasu, kiedy Missy wskazuje umazanym krwią palcem na Neda i duka coś o tym, że grozi mu niebezpieczeństwo. I jeszcze ta wszechobecna kukurydza. Nie wolno żartować ani z niej, ani z miejscowych zwyczajów. A kiedy ktoś z zewnątrz spróbuje poznać lokalne tajemnice (jak historia Grace Everdeen, którą wszyscy wspominają z odrazą i którą pochowali poza terenem cmentarza), może się to skończyć tragicznie. 

"I was looking at a human skull, and it was from behind the parted jaws that the screams came"
Czy muszę dodawać, że włóczenie się po okolicznych lasach też nie jest zbyt dobrym pomysłem? Można osobiście spotkać ducha nawiedzającego ponoć te tereny.... albo znaleźć ludzką czaszkę. Czaszkę osoby, którą ewidentnie ktoś zamordował. I podzielić jej los. 

"Harvest Home" to znakomity przykład folk horroru. Mamy tutaj małą, zamkniętą społeczność, silnie uzależnioną od natury i mającą prawdziwą obsesję na punkcie kukurydzy i dobrych zbiorów. Kto wie, do czego może to doprowadzić? Bardzo ciekawą postacią jest tutaj Pan Żniw, czyli mężczyzna wybierany spośród mieszkańców - króluje on siedem lat, dostępuje wszelkich zaszczytów i jest jakby uosobieniem bóstwa, dzięki któremu zbiory są obfite. Jednak po siedmiu latach jego miejsce zajmuje ktoś inny. Rytuały i dziwne zwyczaje mieszkańców Cornwall Coombe, zwłaszcza te opisane na samym końcu, są niesamowicie niepokojące. Ale nie trzeba odwoływać się aż do nich. Wystarczy pozbierać wskazówki pozostawione przez narratora w całej historii żeby wiedzieć, że z wioską i jej mieszkańcami jest coś bardzo nie w porządku. Pozostaje tylko odkryć, o co tak naprawdę chodzi. A w tym przypadku pewne tajemnice powinny jednak pozostać nieodkryte...

Jestem pod wrażeniem. To świetna historia, z niesamowitym klimatem. Autor bardzo dobrze przedstawił obraz małej, zamkniętej społeczności, pilnie strzegącej swoich sekretów. Możemy obserwować, jak zmieniały się uczucia głównego bohatera wobec Cornwall Coombe i jego mieszkańców - od ufności i nadziei na nowe, idealne życie, przez lekkie zaniepokojenie, podejrzliwość, aż wreszcie straszliwą pewność. Opis tego, jak zawodzą wszyscy, których lojalności wcześniej był pewny, jak zmieniają się jego żona i córka, a on sam za wszelką cenę stara się poznać tajemnicę Cornwall Coombe, zasługuje na uznanie. 

Po tej lekturze będziecie trochę inaczej patrzeć na kukurydzę;) I może wyciągniecie z niej kilka cennych lekcji? Na przykład, że przemiłe staruszki nie zawsze są tak urocze i dobrotliwe, jak to może się wydawać. Że nie warto chodzić samemu po nieznanym lesie. Że nie można denerwować tubylców, natrętnie wypytując o ich sekrety. I że w pewnych okolicznościach nikomu nie można wierzyć.

Ciekawe, czy "Harvest Home" było pewną inspiracją dla "Dzieci kukurydzy" Kinga?

Moja ocena: 5/6

Powieść przeczytana w ramach wyzwania "Klasyka horroru 2"
http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html
_________________
Źródła zdjęć: 
1. http://www.goodreads.com/book/show/816085.Harvest_Home
2. unsplash.com
Nowości w biblioteczce

Nowości w biblioteczce

Kolejne nowości na moich półkach. Zastanawiam się czy będą długo czekały na przeczytanie...


























1. Roald Dahl "Fantastyczny pan lis" - książka wybrana raczej z chęci uzupełnienia biblioteczki o klasykę dziecięcą, niż z potrzeby jej natychmiastowego przeczytania. Może ją kiedyś komuś podaruję, może poczeka na lepsze czasy...

2. Mary Kay Andrews "Babski wieczór" - powieść miała trafić do mojej przyjaciółki - jako prezent - ale na razie leżakuje u mnie. Może sama skuszę się na lekturę? 

3. Joe Hill "Strażak" - tę książkę akurat czytam (chociaż chwilowo porzuciłam lekturę na rzecz "Harvest Home" Thomasa Tryona, ale zamierzam niebawem do "Strażaka" powrócić)

4. Rosemary Sullivan "Córka Stalina" - zdecydowanie nie mam teraz na nią czasu, ale chciałabym przeczytać (Może na kolejnym urlopie? Może na emeryturze?)

A Wy, co ostatnio dostaliście/kupiliście? Dużo książek czeka u Was na swoją kolej?
Ponure Poniedziałki: M. R. James "Jesion"

Ponure Poniedziałki: M. R. James "Jesion"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Opowieści starego antykwariusza" (C&T, 2005)
"W Irlandii powiada się, że spanie w pobliżu jesionu przynosi pecha"
Hm, wydaje mi się, że gatunek drzewa nie ma większego związku z ilością pecha. To raczej dziwne istoty, które mogły zagniezdzić się w jego pniu... Ale po kolei. 
W jednej z angielskich miejscowości dawno temu doszło do procesu czarownic. Jedna z oskarżonych kobiet została skazana głównie dzięki zeznaniom dziedzica pewnej posiadłości, na której rósł właśnie tytułowy jesion, drzewo już wtedy stare i bardzo masywne. Coś musiało być na rzeczy, gdyż umierając kobieta powiedziała coś, co - z pozoru pozbawione sensu - mogło jednak zabrzmieć jak grozba: do dworu zawitają goście. Wkrótce potem dziedzic zmarł w dziwnych okolicznościach, prawdopodobnie otruty. Jego pokój zamknięto i prawie nikt już tam nie wchodził, jesion za oknem rósł dalej, a w okolicy zaczęły ginąć zwierzęta...

Przykładowa ilustracja przerażającego drzewa
Brzmi to wszystko fascynująco. Ale okazuje się, że M. R. James wcale nie przedstawił tej historii w interesujący sposób. A i sama fabuła jest dosyć schematyczna i przewidywalna. "Jesion" to relacja z wydarzeń rozgrywających się na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Opowiedziana jednak stylem chwilami tak beznamiętnym, że nie wywołuje wielu emocji. Dodatkowo kolejne wypadki są bardzo łatwe do przewidzenia. Wrażenie wywarł na mnie tylko jeden fragment - zakończenie i ujawnienie tego, czym były tajemnicze stwory zamieszkujące jesion. Może, gdybym naprawdę się ich nie bała, i tutaj pozostałabym niewzruszona. To jednak nie były wiewiórki, jak wydawało się jednemu z bohaterów. I miały znacznie więcej nóg...

"Jesion" to opowiadanie nie wnoszące niczego nowego i nie wywołujące strachu. Trochę szkoda, bo połączenie historii o czarownicy, starym jesionie i niewyjaśnionych zgonach mogło okazać się nadzwyczaj interesujące. To jednak zdecydowanie nie był dobry (w znaczeniu: przerażający) przykład folk horroru. 

Moja ocena: 3,5/6

Opowiadanie przeczytane w ramach wyzwania "Klasyka horroru 2"
http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html
___________________
Zródło zdjęcia: unsplash.com
Ewa Winnicka "Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej-Johnson"

Ewa Winnicka "Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej-Johnson"






Autor: Ewa Winnicka
Tytuł: "Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej-Johnson"
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Liczba stron:381







"Opowiadała, że był miłością jej życia"
"Miała pecha, bo otoczyła się okropnymi ludzmi. Jedni ją wykorzystywali, innymi pomiatała. Nowy Jork nigdy jej nie zaakceptował"
"Basia powtarza żonie Sewarda Juniora swoje motto: Kuj żelazo, póki gorące. I jeszcze: Jak widzisz okazję, to ją chwytaj"

6 listopada 1971 roku Barbara Piasecka została żoną Sewarda Johnsona I, właściciela olbrzymiej fortuny, syna jednego z założycieli firmy Johnson&Johnson. W chwili ślubu panna młoda ma 34 lata, Seward Johnson zaś 76. To jego trzecia żona. I była pokojówka.

Historia Barbary Piaseckiej Johnson jest niesamowita i niezmiernie ciekawa. Tej zwykłej (wydawałoby się) dziewczynie z niezbyt zamożnej polskiej rodziny udaje się w czasach PRL-u wyjechać z kraju, trafić do USA, dostać pracę u jednego z najbogatszych ludzi w Ameryce, a następnie zostac jego żoną. Czy było to szczęście, prawdziwa miłość, przemyślany plan czy zwyczajne chwytanie okazji? A może odpowiednie połączenie wszystkich powyższych? Na to pytanie stara się odpowiedzieć w swoim reportażu Ewa Winnicka. I robi to niezwykle dokładnie oraz rzeczowo.

Autorka opisuje nie tylko życie samej Barbary, ale też historię rodziny Johnsonów. Jak się okazuje (i nie jest to duże zaskoczenie) wielkie pieniądze nie zawsze są gwarantem szczęśliwego życia. Cóż z tego, że odziedziczyli fortunę? Że wszystkie z sześciorga dzieci Sewarda są zabezpieczone finansowo i mogą żyć na wysokim poziomie? I tak sobie nie radzą. Świadczą o tym kolejne nieudane małżeństwa, alkoholizm, uzależnienie od narkotyków... I wielka batalia sądowa o spadek po zmarłym ojcu, który większość swojego majątku zostawił trzeciej żonie. Dzieci (teraz oczywiście już dawno dorosłe) chcą więcej pieniędzy dla siebie i nie zgadzają się na ugodę. Sprawa trafia do sądu i zostaje jedną z najgłośniejszych i najbardziej emocjonujących w tamtych latach.

Skupmy się jednak na postaci samej Barbary. Jak udało jej się tak korzystnie wyjść za mąż? Czy naprawdę kochała męża? Co postanowiła zrobić, zyskując nagle dostęp do tak ogromnego majątku? I czy dobrze na tym wyszła? Ewa Winnicka konsekwentnie przedstawia nam wszystkie fakty z jej życia, przytaczając przy tym wiele relacji świadków różnych wydarzeń, rodziny i znajomych Barbary Piaseckiej Johnson, ludzi, którzy dla niej pracowali, którym pomogła finansowo... A było wiele takich osób. Jednak autorka nie ocenia bohaterki swojego reportażu, wyciągnięcie wniosków pozostawiając czytelnikowi. Można odnieść wrażenie, że przy takiej ilości faktów i osób łatwo się pogubić, zwłaszcza że Ewa Winnicka nie zawsze przedstawia wszystkie wydarzenia w kolejności chronologicznej. Ale robi to tak dobrze i w tak uporządkowany sposób, że całość jest niezwykle czytelna i przejrzysta. Trudno jednak o podsumowanie tej historii: z reportażu wyłania się obraz kobiety, która uparcie twierdzi, że kochała swojego męża, jednak jej wypowiedź o chwytaniu okazji zdaje się temu przeczyć. Tak samo jak relacjonowane przez świadków napady wściekłości, które nie oszczędzały również samego Sewarda. Inne osoby wypowiadają się jednak o tym, że obserwowały wielką miłość między małżonkami. A sama Barbara w przypływie dobrego humoru potrafiła być naprawdę ujmująca.

"Milionerka" to naprawdę intrygująca lektura. Skłania do przemyśleń nie tylko nad historią Barbary Piaseckiej Johnson, ale też nad tym, co my byśmy zrobili, gdyby nagle w naszych rękach znalazła się olbrzymia fortuna. Czy potrafilibyśmy rozsądnie nią zarządzać? Czy rozpoznalibyśmy, którzy z nowo pozyskanych przyjaciół są dla nas mili tylko w nadziei uzyskania korzyści majątkowych? I jak poradzilibyśmy sobie z odrzuceniem w przypadku, gdy nie chcielibyśmy podzielić się z kimś naszymi pieniędzmi? Z tymi problemami borykała się też Barbara. Bo pytanie czy naprawdę kochała męża, to jedno. Jest też drugie, równie ważne: czy była szczęśliwa, żyjąc swoim wymarzonym życiem? Dzięki świetnemu reportażowi Ewy Winnickiej jesteśmy już coraz bliżej odpowiedzi.

Moja ocena: 5/6
___________
Zródła zdjęć: 
1.  http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4186332/milionerka-zagadka-barbary-piaseckiej-johnson
2. unsplash.com
Ponure Poniedziałki: Algernon Blackwood "Wierzby"

Ponure Poniedziałki: Algernon Blackwood "Wierzby"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Wendigo i inne upiory" (C&T, 2006)
"Wierzby były przeciwko nam"
Kiedy jesteś w podróży i obcujesz z dziką przyrodą, możesz być pod wrażeniem jej majestatu i piękna. Możesz też mieć uczucie, że przyroda cię obserwuje. I wcale nie podoba jej się to, że wkraczasz na jej teren...

Narrator opowiadania i jego towarzysz byli w trakcie spływu Dunajem. Ich kolejny nocleg wypadł na mało gościnnym terenie - rzekę przecinało tam wiele mielizn i piaszczystych wysepek porośniętych ogromną ilością karłowatych wierzb. Wszystko razem tworzyło dosyć ponury obraz. A jeśli dodamy do tego nieustający szum rzeki, duże fale porywające co chwilę fragmenty poszczególnych wysp i wiatr, który nie chce ucichnąć - nie będziemy się dziwić, że podróżnicy poczuli się bardzo nieswojo. W miarę upływu czasu wcale nie było lepiej. Wydra, która z daleka wydała im się ciałem człowieka miotanym bezwładnie przez fale, mężczyzna przepływający obok wyspy i dający im dziwne znaki, jakby ostrzeżenia... to wszystko zle wpływało na ich psychikę. Może dlatego wydało im się, że otaczające ich wierzby żyją. A może to nie były złudzenia, a przyroda (i to, co się za nią kryło) wcale nie miała wobec wędrowców dobrych zamiarów...
"Poruszały się same, jakby były żywe, a ich widok wzbudzał we mnie jakieś przerażające skojarzenia i mroził krew w żyłach"
Niesamowite, wyjątkowo dokładne i malownicze opisy przyrody, która zdaje się mieć własną świadomość to cecha, dzięki której o "Wierzbach" pamięta się długo po skończeniu lektury. W opowiadaniu Blackwooda przyroda wydaje się być również związana z pradawnymi, pogańskimi bogami, a może istotami jeszcze bardziej przerażającymi i wrogimi wobec ludzi niż te z dawnych wierzeń. Jedno jest pewne: obecność wierzb nie zwiastuje niczego dobrego i lepiej szybko opuścić opanowane przez nie tereny, zanim upomną się o ofiarę.

Ponura, gęsta atmosfera tego opowiadania to kolejny z jego atutów. Można też zastanawiać się, na ile przyroda stanowi realne zagrożenie dla bohaterów tekstu, a na ile są nim sami dla siebie. Czy nie opanowuje ich szaleństwo? Tak czy inaczej, "Wierzby" to opowiadanie niezwykłe. Napięcie towarzyszy nam przez całą lekturę, ani na chwilę nie opuszcza czytelnika atmosfera grozy i niepewności. Autor zawłaszcza sobie jego uwagę od początku do końca. W połączeniu z niesamowitymi opisami przyrody (widać tutaj fascynację Blackwooda naturą), która naprawdę żyje i wydaje się mieć własną, mroczną świadomość i nienawidzić ludzi, powstał godny uwagi tekst, przez wielu wymieniany jako jedno z najlepszych opowiadań grozy. 

Robi się coraz cieplej. Pogoda zachęca do czytania w plenerze. Czy zdecydujecie się na lekturę "Wierzb" na łonie natury (najlepiej w nocy, w środku lasu, na jakimś biwaku...) ?

Moja ocena: 5,5/6

Opowiadanie przeczytane w ramach wyzwania "Klasyka horroru 2"
http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html
_______________
Zródło zdjęcia: unsplash.com
Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger