Ponure Poniedziałki: Arthur Conan Doyle "Sprawozdanie J. Habakuka Jephsona"

Ponure Poniedziałki: Arthur Conan Doyle "Sprawozdanie J. Habakuka Jephsona"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Dziwne zjawiska" (C&T, 2015).
"W grudniu 1873 roku brytyjski statek Dei Gratia wpłynął do Gibraltaru, holując brygantynę Marie Celeste"
Słyszeliście o sprawie statku Marie Celeste? Wypłynął on z portu w Nowym Jorku 5 listopada 1872 roku. 5 grudnia został dostrzeżony przez załogę Dei Gratia. Miał częściowo uszkodzone żagle. Wszystkie szalupy ratunkowe na miejscu. Nie miał jednak załogi... Do dziś nie wyjaśniono, co tak naprawdę stało się z uczestnikami feralnego rejsu. Zagadka ta jednak fascynuje wiele osób. Musiała również intrygować samego Arthura Conan Doyle'a, skoro ten podjął literacką próbę odpowiedzi na pytanie, gdzie zniknęła załoga Marie Celeste.

Opowiadanie jest - jak sugeruje sam tytuł - sprawozdaniem J. Habakuka Jephsona, który płynął na Marie Celeste w czasie, kiedy wydarzyła się cała historia. Z niego, a także z fragmentów dziennika prowadzonego przez mężczyznę podczas rejsu, możemy poznać całą historię zaginionej załogi. Nie ukrywam, liczyłam na ogromne emocje i byłam mocno zaciekawiona, ponieważ o Marie Celeste słyszałam już dawno temu i była to opowieść wywołująca we mnie lekki dreszczyk. I chociaż nie mam zarzutów co do stylu autora czy sposobu skonstruowania tekstu (oddanie głosu jednemu z bohaterów było tutaj dobrym pomysłem) to całość naprawdę mnie zawiodła. Wyjaśnienie zagadki wydało mi się zbyt... naturalne. Chociaż opowiadanie wywołuje niepokój, to jednak - gdybym sama miała puścić wodze fantazji i wymyślić, co spotkało pasażerów statku - postawiłabym na bardziej fantastyczne rozwiązanie.

Nie znaczy to jednak, że "Sprawozdania..." należy unikać. Spodoba się ono miłośnikom morskich klimatów i opowieści o tym, co nadal pozostaje niewyjaśnione. Jeśli jeszcze nie słyszeliście o zagadce Marie Celeste, poczytajcie najpierw o tym prawdziwym statku, a pózniej przejdzcie do literackiej wersji jego historii. Ciekawe czy spodoba się Wam bardziej niż mnie?

Moja ocena: 4,5/6

Opowiadanie przeczytane w ramach wyzwania "Klasyka horroru 2"
http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html
_________________
Zródło zdjęcia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Mary_Celeste#/media/File:Mary_Celeste_engraving.jpg
JP Delaney "Lokatorka"

JP Delaney "Lokatorka"




Autor: JP Delaney
Tytuł: "Lokatorka"
Tytuł oryginału: "The Girl Before"
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 416








"Mieszkać tutaj... to trochę tak, jakby zostać uwięzioną w jego głowie"

W domu przy Folgate Street 1 mieszkała kiedyś Emma. Przeszła niezwykle trudną weryfikację, jakiej podlegają wszyscy potencjalni lokatorzy. Zgodziła się też na dziwne warunki wynajmu: żadnych książek w domu, żadnych ozdób, żadnych zwierząt, utrzymywanie nieskazitelnego porządku, wypełnianie od czasu do czasu kolejnych formularzy (przypominających ten weryfikacyjny) wyglądających bardziej jak psychotesty... Nie trwało to jednak długo. Emma już nie żyje.
W domu przy Folgate Street 1 chce zamieszkać Jane...

Pomysł na fabułę jest intrygujący. Dwie lokatorki tego samego domu, które łączy nie tylko miejsce zamieszkania, ale również więź z właścicielem Folgate Street 1 oraz niezwykłe podobieństwo fizyczne. Wiemy od początku, że Emma już nie żyje, a jej miejsce chce zająć Jane. Czy ona również zginie? I kto zabił Emmę? Chętnie podejrzewamy Edwarda, właściciela budynku. Ale im dłużej czytamy, tym więcej skrywanych do tej pory faktów wychodzi na jaw, a cała historia staje się coraz bardziej skomplikowana.

Bardzo spodobała mi się konstrukcja książki: rozdziały pisane są naprzemiennie z perspektywy Emmy oraz Jane. Powoli poznajemy wszystkie wydarzenia, od tego co doprowadziło do przeprowadzki obu kobiet, przez ich próby przystosowania się do nowego domu i panujących w nim warunków oraz ich rozwijającą się znajomość z Edwardem. Zauważamy pewne schematy i mnóstwo podobieństw ich sytuacji. Z czasem jednak widzimy coraz więcej różnic.

"Lokatorka" to bardzo dobry thriller psychologiczny, którego zakończenie... trochę mnie rozczarowało. Spodziewałam się czegoś innego, może nawet bardziej oczywistego, a to co otrzymałam mnie nie zachwyciło. Wiem jednak z dobrych źródeł, że nie wszyscy są tego samego zdania, co ja;)

Tak czy inaczej powieść JP Delaney zasługuje na uwagę - pomysł i wykonanie są bardzo dobre, a pewne wątki na długo zapadają w pamięć. Czy bylibyście zdolni zostawić większość swoich rzeczy i zamieszkać w niezwykle pięknym, surowym i nowoczesnym wnętrzu domu przy Folgate Street 1? Co byście dzięki temu zyskali? A co moglibyście stracić...?

Moja ocena: 4,5/6
_____________
Zródło zdjęć:
1.  http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4461437/lokatorka
2. unsplash.com
Ponure Poniedziałki: Arthur Conan Doyle "Kapitan Gwiazdy Polarnej"

Ponure Poniedziałki: Arthur Conan Doyle "Kapitan Gwiazdy Polarnej"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Dziwne zjawiska" (C&T, 2015)
"Wciąż sprawia wrażenie trochę roztargnionego, jednak w jego oczach pozostał wyraz szaleństwa, jaki góral ze szkockich wyżyn uznałby za znak nawiedzenia"
Tak w swoim dzienniku opisywał tytułowego kapitana statku "Gwiazda Polarna" John McAlister Ray, jeden z uczestników wyprawy, lekarz pokładowy. Faktycznie, w zachowaniu kapitana było coś osobliwego. Przez większą część czasu był nadmiernie nerwowy i pobudzony, wypatrywał czegoś na horyzoncie - i czasami to dostrzegał, choć chyba tylko on... Mówił do siebie i nikogo nigdy nie wpuszczał do swojej kajuty. Jeśli dodamy do tego fakt, że "Gwiazda Polarna" pozostawała uwięziona przez lód, powoli wyczerpywały się zapasy jedzenia, a załoga podobno widywała w pobliżu statku niezwykłą, białą postać, zawodzącą przerazliwie i przyprawiającą samym swoim widokiem o dreszcze... Będziemy już wiedzieć, że "Gwiazda Polarna" i przebywający na niej marynarze znalezli się w naprawdę nieciekawej sytuacji.
"Czy ktoś kiedykolwiek znalazł się w położeniu takim jak ja, między oszalałym kapitanem i oficerem widującym ducha?"
Opowiadanie jest bardzo dobre. Arthur Conan Doyle świetnie wczuł się w klimat i niezwykle sugestywnie opisał sytuację marynarzy uwięzionych przez lód i nawiedzanych przez ducha, dodatkowo zmuszonych do poradzenia sobie z kapitanem, który najwyrazniej pogrążał się w szaleństwie. Fragmenty dotyczące pojawiania się tajemniczej zjawy oraz opisy przyrody zagrażającej człowiekowi należą do najlepszych w całym tekście. W kontraście do nadnaturalnych zjawisk pozostaje przekonanie lekarza okrętowego, że wszystko to są wymysły zabobonnych marynarzy. McAlister jest niezwykle racjonalny i trzezwo myślący, stara się wytłumaczyć wszelkie dziwne zjawiska w bardzo przyziemny sposób. Niepokoją go jedynie warunki pogodowe oraz zachowanie kapitana. Jednak do czasu...

Dodatkowym atutem opowiadania jest jego zakończenie. Przyznam, że byłam nim trochę zdziwiona. Ale pomysł na taki, a nie inny finał całej historii, okazał się świetny. Pozostawia nam pole do domysłów i sprawia, że jeszcze przez jakiś czas po skończeniu lektury będziemy się nad nią zastanawiać. 

Chcecie poznać Arthura Conan Doyle'a od trochę innej strony, nie tylko tej związanej z Sherlockiem? Chcecie się przekonać, jak dobry był w kreowaniu atmosfery grozy i jaka była historia kapitana "Gwiazdy Polarnej" oraz jego załogi? I kim - albo czym - była nawiedzająca marynarzy zjawa? Bardzo zachęcam do lektury! Nie tylko miłośników morskich klimatów;)

Moja ocena: 5/6

Opowiadanie przeczytane w ramach wyzwania "Klasyka horroru 2"
http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html
 _______________________
Zródło zdjęcia: unsplash.com
Carrie Denny "Panna młoda. Instrukcja obsługi"

Carrie Denny "Panna młoda. Instrukcja obsługi"


Autor: Carrie Denny
Tytuł: "Panna młoda. Instrukcja obsługi"
Tytuł oryginału: "The Bride's: Instruction Manual"
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 223

"Jeśli kiedykolwiek poczujesz, że to cię przerasta - zrób sobie przerwę. Idz na spacer albo randkę ze swoim przyszłym - i nie rozmawiajcie o ślubie! Pamiętajcie, że nie ma reguł, nieważne, co jest modne a co nie. Ślub ma wyglądać tak, jak ty sobie tego życzysz. I choć to na pewno wielki dzień, to jednak tylko... jeden dzień. Tak naprawdę jednak planujesz przecież coś ważniejszego: cudowną resztę życia ze swoim ukochanym"
Te słowa zawarte we wstępie ostatecznie przekonały mnie po sięgnięcia po najnowszą książkę z serii "Instrukcja obsługi". Oraz to, że aktualnie planuję własny ślub (i dlatego nie ma mnie w blogosferze). Liczyłam na to, że dowiem się o najważniejszych rzeczach związanych z organizacją ślubu. I faktycznie, otrzymałam rzetelny poradnik, w którym w krótki, przystępny i żartobliwy sposób opisano kwestie nurtujące przyszłą pannę młodą. Szkoda tylko, że część tekstu dotyczyła typowego amerykańskiego wesela... Nie ma się co dziwić, w końcu autorka pochodzi z USA i pisała na podstawie własnych doświadczeń. Nie zastosuję jednak wszystkich rad zawartych w tej książeczce przy organizacji mojego wesela gdzieś w bieszczadzkiej wsi :P Trochę szkoda.

Ale i tak "Panna młoda. Instrukcja obsługi" okazała się dosyć przydatna. Wiem już na przykład, o co zapytać fotografa przed podpisaniem umowy. Bardzo szybko przeszłam też od poziomu "nie znam się na kwiatach i nie wiem, jaki chcę bukiet" do "ten będzie idealny!". Wystarczyło kilka stron, na których autorka opisuje typy bukietów i rodzaje najczęściej wykorzystywanych kwiatów oraz rozmowa z Mamą na temat jej bukietu ślubnego. I wpisanie w google na chybił trafił frazy "bukiet ślubny frezje" ;)

Jeśli znacie już książeczki z serii "Instrukcja obsługi", będziecie wiedzieć, czego mniej więcej się spodziewać. A jeżeli dodatkowo macie zająć się organizacją swojego wesela i nie macie pojęcia jak zacząć i co z tym wszystkim zrobić, ten poradnik będzie bardzo przydatny. Trzeba tylko pamiętać, że nie wszystkie zawarte w nim rady mogą się odnosić do polskich realiów. Chociaż... kto Wam zabroni zorganizować ślub i wesele w amerykańskim stylu? To przecież Wasz dzień;)
Autorka bardzo rozsądnie podchodzi do tematu (co widać już po umieszczonym przeze mnie na początku cytacie). Na końcu książki znajduje się też aneks, a tabele w nim zawarte pomogą sprawnie sporządzić listę gości, wybrać odpowiednich dostawców oraz podliczyć wszystkie wydatki. 


Podsumowując: książka mi się przydała, a ponieważ jestem dopiero na samym początku planowania wesela, na pewno jeszcze z niej skorzystam. Chociaż przyznaję, że po lekturze odczuwam pewien niedosyt i z chęcią sięgnęłabym po inne tytuły o podobnej tematyce, tym razem bardziej związane z polskimi realiami. Może ktoś coś poleci?

PS. Istnieje też książka "Pan młody. Instrukcja obsługi", przeznaczona dla przyszłych panów młodych. Tylko ją przeglądałam, ale wygląda naprawdę interesująco. Nie testowałam jej na narzeczonym (i raczej nie będę tego robić), ale polecam wszystkim mężczyznom zainteresowanym tematem;)

Moja ocena: 4/6
___________________
Zródła zdjęć:
1. Własne
2. i 3. Ilustracje z wydania oryginalnego, pochodzą ze strony pinterest.com
Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger