Marek Krajewski "Mock. Ludzkie zoo"

Marek Krajewski "Mock. Ludzkie zoo"






Autor: Marek Krajewski
Tytuł: "Mock. Ludzkie zoo"
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 394







Wrocław, rok 1914. Eberhard Mock, młody i szalenie ambitny policjant, ma problem. Nie wie, jak zakończyć romans z Marią, dziewczyną z którą spotykał się od kilku miesięcy. To dziwne, bo nigdy wcześniej nie miał takich rozterek, A może czas w końcu się ustatkować i zamiast zerwać, powinien się oświadczyć? Targany rozterkami Mock zmierza do mieszkania Marii, aby tam usłyszeć szaloną i przerażającą jednocześnie historię, która będzie początkiem jego kolejnego trudnego śledztwa. Śledztwa, które może go zaprowadzić do prawdziwego piekła na ziemi... 
"- To wszystko przez duchy, Ebi. One są wszystkiemu winne - powiedziała Maria bardzo poważnie. - One mnie zadręczą... Wciąż mnie budzą po nocach... Cienkie dziecięce głosiki, płacz niemowląt..."
Czyżby dziewczyna zwariowała? W końcu słyszenie głosów nie należy do normalnych objawów... Eberhard postanawia jednak wszystko sprawdzić i tak trafia na trop czegoś niezwykle mrocznego. Co kryje się w podziemiach nieczynnego dworca? Kim jest tajemniczy Gad, który wydaje się mieć szerokie kontakty w policji? Co z całą sprawą ma wspólnego wystawa "ludzkie zoo"? I czy cytat z "Jądra ciemności", umieszczony na początku książki, może sugerować że Mock w pogoni za swoim przeciwnikiem wyruszy do samej Afryki...? 

Marek Krajewski jest w świetnej formie. Chociaż nie znam wielu jego książek, polubiłam tego właśnie bohatera, Eberharda Mocka, ze wszystkimi jego zaletami i wadami. Do tych pierwszych należą na przykład ogromna wiedza z zakresu filologii klasycznej oraz nieustępliwość w tropieniu przestępców. Do drugich - pociąg do alkoholu i kobiet, również (a może zwłaszcza) kobiet lekkich obyczajów. To fascynujący bohater, który musi się zmierzyć z niezwykle mrocznymi i skomplikowanymi sprawami, odsłaniającymi wszelkie okropieństwa ludzkiego charakteru.

Akcja powieści toczy się szybko, a Mock w miarę trwania śledztwa odkrywa coraz to nowe fakty i jest coraz bliżej prawdy o ludzkim zoo, okrutnych eksperymentach i miejscu, które nazwane zostało Hadesem. Przy okazji możemy obserwować jego relacje z Marią i wewnętrzne rozterki Mocka na temat dziewczyny i tego, czy powinien się w końcu ustatkować. Do tego bardzo szybko policjant zostanie postawiony przed dramatycznym wyborem: życie matki Marii czy życie dziecka, które uratował z Hadesu i do którego bardzo się przywiązał. Podobała mi się pierwsza część książki, w której akcja rozgrywała się we Wrocławiu. O wiele bardziej jednak przemówiła do mnie druga, dotycząca wydarzeń w Afryce... Wtedy w pełni poczułam, że początkowy cytat z "Jądra ciemności" był naprawdę uzasadniony i przekonałam się (po raz kolejny), że Marek Krajewski potrafi stworzyć niesamowicie mroczną historię, od której ciężko będzie mi się oderwać.

Podziwiam również wiedzę autora, szczególnie tę dotyczącą dawnego Wrocławia. Wszystkie ulice, które przemierza główny bohater i miejsca, w których przebywa, mają swoje odniesienie w rzeczywistości, a czytelnik od razu może zapoznać się z ich współczesnymi nazwami. To doskonały materiał na literacką wędrówkę śladami Eberharda Mocka... Chętnie wybrałabym się na taką wycieczkę, a Wy?

PS. "Mock. Ludzkie zoo" to druga część nowej serii Marka Krajewskiego, poświęconej początkom kariery Eberharda Mocka w policji. O części pierwszej pisałam TUTAJ.

PS2. Jakkolwiek może wydawać się to szokujące, to wiele spraw, o których pisał Krajewski w tej powieści, miało miejsce naprawdę. Informacje o tym znajdziecie w posłowiu.

Moja ocena: 5/6
_________________
Zródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4662320/mock-ludzkie-zoo
2. Photo by Jack Cain on Unsplash
Ponure Poniedziałki: Clive Barker "Piekielna konkurencja"

Ponure Poniedziałki: Clive Barker "Piekielna konkurencja"

Opowiadania można posłuchać TUTAJ
"Tego września na ulice i place Londynu wyszło Piekło"
Tak rozpoczyna się opowiadanie Clive'a Barkera. Opisuje on wyścig, z pozoru niezbyt ważny, którego stawką będzie jednak panowanie nad światem... Otóż w wyścigu tym ulicami Londynu ściga się wielu znanych biegaczy. Swojego reprezentanta wystawiło również Piekło. Jeśli wygra jeden z ludzi, nic się nie stanie. Jeżeli jednak ludzie przegrają... 

To nie był najlepszy wybór opowiadania. Mogłam się przecież spodziewać, że styl Barkera (odpowiedzialnego między innymi za "Nocny pociąg z mięsem") nie przypadnie mi specjalnie do gustu. A może po prostu powinnam sięgnąć po inny tekst tego autora...


Sam pomysł na opowiadanie jest dobry. Bardzo prosty, ale zarazem taki, na którym można zbudować naprawdę przerażającą i pokręconą fabułę. Tymczasem opowiadanie - choć rzeczywiście lekko niepokojące - nie zapada w pamięć na długo. Ot, wyścig ulicami Londynu, piekielne siły, kozie skóry i tajemnicze rytuały w piwnicy. Jedynie opisy tego, co działo się z zawodnikami w trakcie samego wyścigu, wydają mi się nieco ciekawsze. 

"Księgi krwi", czyli zbiory opowiadań-horrorów, z których pochodzi również "Piekielna konkurencja", były jednymi z pierwszych dzieł autora. I to niestety widać. Podobno w pózniejszych książkach jego styl jest już o wiele lepszy. Tutaj być może opowiadanie uratowałby (przynajmniej w moich oczach) jeszcze bardziej rozbudowany opis wyścigu i przeżyć biegaczy. I darowanie sobie tych zwierzęcych skór;) 
Na razie spotkanie z Clivem Barkerem nie było zbyt udane. Napisał on jednak tyle opowiadań, że nie tracę nadziei, że jeszcze znajdę coś dla siebie;)

Moja ocena: 3,5/6

Opowiadanie przeczytane w ramach wyzwania "Klasyka horroru 2" (tekst wydano po raz pierwszy w 1984 roku)
https://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html

________________
Zródło zdjęcia: https://unsplash.com/photos/9fA6CxP0lEE
Blake Crouch "Pustkowia"

Blake Crouch "Pustkowia"




Autor: Blake Crouch
Tytuł: "Pustkowia"
Tytuł oryginału: "Desert Places"
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 304






"Witam. Na twojej posiadłości znajduje się zakopane ciało, całe we krwi. Nazwisko tej nieszczęsnej młodej damy brzmi Rita Jones. Na pewno widziałeś twarz tej zaginionej nauczycielki w wiadomościach. W kieszeni jej dżinsów znajdziesz kawałek papieru z numerem telefonu. Masz jeden dzień, żeby zadzwonić pod ten numer"
Kiedy pisarz Andrew Thomas znajduje w swojej skrzynce pocztowej powyższy list, początkowo uznaje go za żart. W końcu tworzy kryminały i już niejednokrotnie miał okazję poznać makabryczne poczucie humoru swoich fanów. Jednak coś w tym liście nie daje mu spokoju. Postanawia poszukać ciała... i znajduje je. Jak również numer telefonu w kieszeni ofiary. Od tej pory poukładane życie Andrew zmienia się całkowicie. Kto go prześladuje? Czego chce? I do czego posunie się pisarz, żeby uwolnić się od psychopatycznego mordercy?

Autora kojarzyłam do tej pory tylko z książkami z serii "Wayward Pines" (tak, najpierw były książki, potem serial). "Pustkowia" były jego debiutem i zarazem pierwszą powieścią Croucha, którą przeczytałam. Czy był to debiut udany? Jak najbardziej. Chociaż mam też kilka zastrzeżeń.


Przede wszystkim spodobał mi się tutaj sam pomysł: ktoś śledzi znanego pisarza i dzięki zręcznej intrydze jest w stanie kontrolować wszystkie jego poczynania. Jeśli Andrew Thomas nie będzie słuchał swojego prześladowcy, ten z łatwością wrobi go w swoje zbrodnie lub zlikwiduje jego bliskich. A skoro już o bliskich mowa... tożsamość mordercy była dużym zaskoczeniem, choć autor zdecydował się na jej ujawnienie dosyć szybko. Nie przeszkadzało mi to jednak w odbiorze powieści, wręcz przeciwnie. Bardzo dobrym wątkiem jest również przemiana zachodząca w głównym bohaterze. Myślę, że to jeden z najlepszych elementów całej książki. 

Zakończenie jest dobre, choć wielu czytelnikom nie przypadło ono do gustu. Ja jednak jestem w stanie uwierzyć w taką właśnie zmianę Andrew Thomasa. Ale sama rozwiązałabym to inaczej...
SPOILERY
Mordercą szybko okazuje się być brat blizniak Andrew, który za wszelką cenę chce rozbudzić w pisarzu mordercze instynkty. W powieści nie brakuje też momentów, w których Andrew za pomocą wyobrazni przenosi się w inne miejsca (na przykład będąc uwięzionym w domu na pustkowiu marzy o tym, że jest bezpieczny w swoim domu nad jeziorem, co pozwala mu zasnąć). O ileż ciekawiej byłoby, gdyby Orson, złowieszczy brat blizniak, okazał się tylko i wyłącznie wymysłem głównego bohatera, pozwalającym mu usprawiedliwiać swoje zbrodnie i przerzucać winę na kogoś innego? Taką jego... mroczną połową?;)
KONIEC SPOILERÓW

Ogólnie książkę oceniam naprawdę dobrze. Obok kilku niedopracowanych wątków pojawiają się też te doskonale poprowadzone, a całość trzyma w napięciu. Tytułowe pustkowia odnoszą się nie tylko do domku pośrodku niczego, gdzie przetrzymywany jest Andrew, można je również rozmieć bardziej filozoficznie...
Przeczytałam tę książkę z polecenia Goodreads - szukałam czegoś mrocznego na urlop. I znalazłam!
"Coś istniało tam, w lesie, w mojej głowie, i to wprawiało mnie w niepokój"

Moja ocena: 4,5/6
____________
Zródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/94346/pustkowia
2. Photo by Nathan Anderson on Unsplash
Ponure Poniedziałki: Abraham Merrit "Lud z otchłani"

Ponure Poniedziałki: Abraham Merrit "Lud z otchłani"

Opowiadania można posłuchać TUTAJ

Dwaj podróżnicy przebywający gdzieś na terenach Alaski, rozbili obóz z widokiem na niezwykłą górę o pięciu szczytach, która swoim kształtem przypominała ludzką dłoń. Kiedy nadeszła noc, mężczyzni zaobserwowali niezwykłe zjawisko: snop światła, które wydobywało się z opisanej góry, a chwilę potem rozpadło na miliony oddzielnych światełek. Ogarnęło ich przerażenie. I właśnie wtedy do ich obozu przybył człowiek. Śmiertelnie zmęczony, poraniony... Opowiedział im, że był w rozpadlinie na dnie góry. Opisał to, co tam zobaczył: schody prowadzące w dół, niezwykłe miasto na dnie otchłani, upiorne światła... prawdziwe piekło. Chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o istotach zamieszkujących otchłań? Nie jestem pewna, czy jest to dobry pomysł...

Autorem tego opowiadania jest Abraham Merrit, żyjący w latach 1884-1943. Był dziennikarzem, a pisanie utworów fantastycznych traktował raczej jako hobby. Przyczynił się do popularyzacji twórczości H.P. Lovecrafta oraz Roberta E. Howarda. Sam tworzył teksty utrzymane w nieco podobnych klimatach.


Wydany w 1918 roku "Lud z otchłani" to opowieść o tajemniczej i przerażającej cywilizacji, zamieszkującej dno pewnej góry gdzieś z daleka od ludzkich siedzib. Te złowróżbne istoty powinny dawno wymrzeć, bo należą raczej do czasów starożytnych. Jednak przetrwały miliony lat i nadal czyhają na nowe ofiary. A jeśli już ktoś wpadnie w ich ręce (a raczej macki lub coś podobnego...), będzie miał olbrzymie problemy z powrotem do świata zewnętrznego. 

Relacja człowieka, któremu pomogli dwaj podróżnicy, jest niezwykle sugestywna i naprawdę może wywołać ciarki. Merrit dobrze wiedział, jak wpłynąć na wyobraznię czytelnika i jakie koszmarne obrazy mu podsunąć, żeby ten jeszcze długą chwilę po lekturze nie mógł się od nich uwolnić. Opowiadanie powinno spodobać się miłośnikom prozy Lovecrafta. I myślę, że idealnie pasuje do wrześniowej odsłony wyzwania "Klasyka horroru 2". Polecam.

Moja ocena: 5/6

Opowiadanie przeczytane w ramach wyzwania "Klasyka horroru 2"
http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html
 __________________________
Zródło zdjęcia: https://en.wikipedia.org/wiki/A._Merritt#/media/File:A._Merrit%27s_Fantasy_Magazine_December_1949.jpg
Mary Kay Andrews "Babski wieczór"

Mary Kay Andrews "Babski wieczór"

Autor: Mary Kay Andrews
Tytuł: "Babski wieczór" 
Tytuł oryginału: "Ladies' Night"
Wydawnictwo: Między Słowami
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 589

Grace to bardzo znana i ogromnie popularna blogerka lifestylowa. Miesza wraz z mężem w prawdziwej rezydencji na zamkniętym osiedlu i na co dzień korzysta z naprawdę ekskluzywnych i drogich produktów (również dzięki reklamodawcom, którzy udostępniają jej różne rzeczy w zamian za promowanie ich na łamach Świata według Grace). Jej życie jest bardzo poukładane i naprawdę szczęśliwie... tak jej się przynajmniej wydaje. Do czasu, kiedy nakrywa swojego męża i asystentkę w garażu w niedwuznacznej sytuacji. Dalej wszystko dzieje się już bardzo szybko: Grace wjeżdża ukochanym samochodem Bena do basenu, ten wzywa policję, sprawa o rozwód zostaje wniesiona do sądu, a kobieta zostaje bez środków do życia - mąż bardzo postarał się, żeby odciąć ją od pieniędzy, rzeczy osobistych oraz bloga, który był jej jedynym zródłem utrzymania. W dodatku Grace zostaje przymusowo wysłana na terapię dla rozwodników. Czy może być gorzej? Wspomnijmy jeszcze, że sędzia prowadzący jej sprawę jest zaciekłym wrogiem kobiet... Jak wyplątać się z tego całego zamieszania, odzyskać stracone rzeczy (i własną godność) oraz rozpocząć życie na nowo? O tym właśnie będzie ta opowieść.

Mary Kay Andrews określana jest przez wydawcę jako mistrzyni ciętej riposty. Przyznaję, że nie do końca zauważyłam to w powieści, a przynajmniej nie bawiła mnie ona tak jak koleżankę, która podczas lektury co chwilę wybuchała głośnym śmiechem. Nie znaczy to jednak, że "Babski wieczór" jest złą książką. O nie.


Właściwie od początku czujemy sympatię do głównej bohaterki. Może nas zrazić pierwsza scena, kiedy Grace komponuje idealną scenerię do zdjęcia na bloga (ale z drugiej strony - kto z nas, blogerów, kiedyś tak nie robił?;) i dostajemy opis jej wspaniałego świata, w którym absolutnie nie ma miejsca na przypadkowość i bylejakość. Jednak już chwilę pózniej, przy opisie zdrady Bena, zaczynamy kobiecie współczuć. Potem towarzyszymy jej przez całą powieść i obserwujemy zmagania Grace z naprawdę niesympatycznym prawie-byłym-mężem, jej próby ponownego poukładania sobie życia, spotkania grupy terapeutycznej i nowe znajomości. I wtedy okazuje się, że Grace to naprawdę niezwykła kobieta, bardzo zdolna i bardzo uparta, która naprawdę zasługuje na kolejną szansę od losu i szczęśliwe życie. Zaczynamy coraz bardziej jej kibicować. Czy nie o to chodziło autorce?

Powieść porusza bardzo trudny i przykry temat, jakim jest rozpad związku i rozwód. Chociaż współczujemy bohaterom, to czasem trudno się nie uśmiechnąć, kiedy poznajemy ich historie (mąż lubiący przebierać się w damską bieliznę i tańczyć do pewnej piosenki oraz załamana żona, która w ramach zemsty wrzuca filmik z takim "przedstawieniem" na YouTube?). W książce nie brakuje też innych - już naprawdę zabawnych momentów - na przykład prób przemycania pieska na terapię grupową (jakoś nikogo nie dziwiła torba, która od czasu do czasu się poruszała i wydawała dziwne dzwięki) czy scen z udziałem zadziornej papugi Landrynki. Jednak ogólnie "Babski wieczór" wydał mi się po prostu powieścią obyczajową, bardzo ciepłą i niosącą optymistyczne przesłanie - nawet jeżeli nasze życie się zawali, możemy wszystko ułożyć sobie na nowo. Musimy mieć jednak ekipę, która będzie nas wspierać. Nawet, jeśli tą grupą będą ludzie poznani na terapii dla rozwodników;)

Nie jest to może niesamowicie oryginalna lektura, ale naprawdę przypadła mi do gustu. Autorka z humorem opowiedziała o trudnych wydarzeniach w życiu swoich bohaterów i oczywiście pozwoliła im na szczęśliwe zakończenie. Dodatkowym atutem "Babskiego wieczoru" są fragmenty, w których Grace zajmuje się dekoracją wnętrz. To może być ciekawa inspiracja do zwrócenia większej uwagi na przestrzeń wokół nas oraz do jej zmian. Albo do pisania bloga! Bo o blogowaniu bardzo dużo możemy w "Babskim wieczorze" przeczytać.

Moja ocena: 4,5/6
_________________
Zródła zdjęć: 
1. Moje własne
2. Photo by Annie Spratt on Unsplash
Ponure Poniedziałki: Robert W. Chambers "Naprawiacz reputacji"

Ponure Poniedziałki: Robert W. Chambers "Naprawiacz reputacji"

Opowiadania wysłuchałam TUTAJ
"Strange is the night where black stars rise"

Stany Zjednoczone, 1920 rok. Główny bohater opowiadania, o którym wiemy że odbył leczenie psychiatryczne (i który twierdzi, że został niesłusznie wysłany do szpitala), jest zafascynowany sztuką "Król w żółci". Często odwiedza pana Wilde, tytułowego naprawiacza reputacji, a także mieszkających w pobliżu płatnerza i jego piękną córkę, Constance. W Constance zakochany jest kuzyn bohatera, jednak mężczyzna nie może pozwolić na ich małżeństwo. Czy myślicie, że chodzi o nieodwzajemnioną miłość? O nie, tutaj w grę wchodzą zupełnie inne powody. Czym zajmuje się naprawiacz reputacji? O czym jest tajemnicza sztuka, która wywiera niezwykły wpływ na każdego, kto ją przeczyta? I jakie są prawdziwe zamiary głównego bohatera?

To bardzo niepokojące opowiadanie. Obserwujemy w nim narastające szaleństwo głównego bohatera, Hildreda Castaigne. Po raz pierwszy w twórczości Chambersa mamy również do czynienia z "Królem w żółci", sztuką o której będzie wspomniał również w kolejnych swoich tekstach, sztuką podobno szokującą i zakazaną. Do tego możemy zapoznać się z wizją Stanów Zjednoczonych przyszłości (Fakt, tekst dotyczy lat 20. XX wieku. Jednak został wydany w 1895 roku). USA to w niej państwo silne, uporządkowane, takie które nie przyjmuje imigrantów i w którym właśnie otwarto pierwsze komory śmierci - ponieważ władze uznały, że każdy obywatel ma prawo popełnić samobójstwo, jeśli nie jest już w stanie dłużej znosić życia. Komora śmierci nie odgrywa może w opowiadaniu istotnej roli, jednak cały czas jest obecna gdzieś w tle: bohaterowie spacerują w jej pobliżu, mogą zaobserwować ludzi, którzy chcą z niej skorzystać, a narrator (i jednocześnie główny bohater) bardzo często o niej wspomina. To dodatkowy element wzmagający nastrój niepokoju.


Jednak głównym wątkiem, który naprawdę fascynuje czytelnika, jest "Król w żółci". To książka całkowicie zmyślona przez Chambersa, ale w jego opowiadaniach przybiera naprawdę realną postać - znajdziemy w nich cytaty ze sztuki oraz bohaterów, na których przeczytanie tego tekstu pozostawiło prawdziwe piętno. W "Naprawiaczu reputacji" wielokrotnie jest mowa o mieście Carcosa, o czarnych gwiazdach, o żółtym znaku, a także o samej postaci Króla w żółci. Te wzmianki, w połączeniu z narastającym szaleństwem głównego bohatera (które możemy lepiej poznać dzięki pierwszoosobowej narracji) sprawiają, że cały tekst odebrałam jako niezwykle interesujący i wywołujący dreszczyk przerażenia. Naprawdę warto go uważnie przeczytać, tym bardziej że autor zastosował w nim niezwykle ciekawy zabieg: początkowo wierzymy głównemu bohaterowi, jednak bardzo szybko zauważamy oznaki jego szaleństwa. A ponieważ wszystkie wydarzenia poznajemy z jego perspektywy, szybko możemy zacząć kwestionować cały świat przedstawiony...

O Carcosie, Królu w żółci, inspiracjach Chambersa i o tym, kto z kolei inspirował się jego pracami, można pisać bardzo długo. Zachęcam, żebyście sami prześledzili te wątki, najlepiej zaczynając właśnie od "Naprawiacza reputacji", a następnie sięgając po inne opowiadania ze zbioru "Król w żółci". To literackie śledztwo doprowadzi Was do twórczości H.P. Lovecrafta oraz Amrose'a Bierce'a, a także... do serialu "True Detective". Jesteście na to gotowi? 

Moja ocena: 5/6

Opowiadanie przeczytane w ramach wyzwania "Klasyka horroru 2"
http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html
_____________________
Zródło zdjęcia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Repairer_of_Reputations_Chapter_1.jpg
Frances Gies, Joseph Gies "Życie w średniowiecznym zamku"

Frances Gies, Joseph Gies "Życie w średniowiecznym zamku"





Autorzy: Frances Gies, Joseph Gies
Tytuł: "Życie w średniowiecznym zamku"
Tytuł oryginału: "Life in a Medieval Castle"
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 320







"Zanurzamy się w to niechlujne, niebezpieczne i nieprzyjemne, a jednak zarazem tak nieodparcie czarujące życie trzynastego stulecia"

Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądało życie codzienne w średniowieczu? Albo jak budowano zamki i czy w takiej średniowiecznej warowni było miejsce np. na toaletę? Co jedzono w XIII wieku na śniadanie? Jaka była ulubiona rozrywka rycerzy? Na te i wiele innych pytań odpowiada wydana niedawno przez Znak książka małżeństwa historyków, zafascynowanych czasami średniowiecza.

Książka podzielona jest na kilkanaście rozdziałów, a każdy z nich dotyczy innej kwestii związanej z życiem na zamku. Najbardziej podobał mi się ten zatytułowany "Pani zamku", w którym poruszono między innymi temat życia małżeńskiego oraz romansów. Najtrudniej było mi z kolei przebrnąć przez części poświęcone architekturze, polowaniom oraz prowadzeniu wojen.

"Życie w średniowiecznym zamku" jest bardzo ładnie wydane, chociaż nie ukrywam, że liczyłam na twardą oprawę (i się zawiodłam). Ale oprócz wartości estetycznych zawiera również olbrzymią dawkę wiedzy, podanej w przystępny sposób. Chociaż nie jest to książka dla tych, którzy historię omijali do tej pory szerokim łukiem. Za to dla zainteresowanych tematem oraz osób chcących poszerzyć swoją wiedzę i uzupełnić wiadomości pozyskane z innych źródeł będzie idealna. Sprawdzi się również jako prezent dla pasjonatów historii.

Jestem zadowolona z lektury. Chociaż niektóre kwestie naprawdę mnie nie interesowały, o innych czytałam z zaciekawieniem. I nareszcie, choć trochę, miałam szansę wrócić do czytania książek historycznych - co bardzo zaniedbałam już po maturze (i czego żałuję, bo wiele wiadomości już wyleciało mi z głowy - a byłam naprawdę dobra z historii). Szkoda tylko, że autorzy skupiali się głównie na zamkach i zwyczajach angielskich (ewentualnie odnosząc się do całej Europy Zachodniej). Teraz muszę poszukać kolejnej książki, tym razem odnoszącej się do Polski. Chociaż... "Boże igrzysko" już od dawna czeka na półce;)

Moja ocena: 5/6
__________
Zródła zdjęć:

1.  http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4548842/zycie-w-sredniowiecznym-zamku


2. Photo by Megan Sanford on Unsplash
Ponure Poniedziałki: Ray Bradbury "Naznaczona ogniem"

Ponure Poniedziałki: Ray Bradbury "Naznaczona ogniem"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Pazdziernikowa kraina" (C&T, 2009)
"Przez długi czas stali w oślepiającym blasku słońca, obserwując jaśniejące cyferblaty swoich staroświeckich zegarków na łańcuszku, choć cienie chwiały się, słaniały im u stóp, a pod przewiewnymi letnimi kapeluszami pełzły strużki potu"
Dwóch staruszków wpatrujących się w drzwi pewnej kamienicy w upalny, letni dzień. Na kogo czekają? Czy to umówione spotkanie? A może mają zamiar śledzić tę osobę? Co mają z tym wszystkim wspólnego wysokie temperatury oraz narastająca wściekłość? I co się stanie, kiedy termometr wskaże 33 stopnie Celsjusza?

Ponieważ zaczął się wrzesień, postanowiłam wrócić do kojarzącego się z jesienią zbioru opowiadań Raya Bradbury'ego. I zaskoczyło mnie w nim opowiadanie pasujące bardziej do wakacji - o upale oraz o tym, jak działa on na ludzi. Wiadomo przecież, że zbyt wysokie temperatury mogą mieć wpływ na bardziej agresywne zachowania, co potwierdzają badania współczesnych psychologów. Ale już Szekspir pisał, że w tak gorące dni krew nie jest lodem. Nie należy się więc dziwić głównym bohaterom "Naznaczonej ogniem", że są dosyć zaniepokojeni zachowaniem obserwowanej przez nich kobiety. Jeden z nich chce za wszelką cenę zapobiec mogącemu się zdarzyć nieszczęściu. Tylko... czy mu się to uda? I kto w całej tej historii będzie prawdziwym agresorem?


Bardzo lubię opowiadania Bradbury'ego. Nie musiał epatować brutalnością, żeby stworzyć niezwykły, mroczny nastrój swoich tekstów. Tak jak i tutaj. Z pozoru w opowiadaniu nie dzieje się nic, co mogłoby przerażać: ot, wściekła na cały świat kobieta i dwóch staruszków, którzy uparli się, żeby ją śledzić. To brzmi nawet zabawnie. Gdyby nie to, że do końca nie wiemy, co konkretnie złego może się stać. Za to przeczuwamy, że coś wydarzy się na pewno. 

Muszę sobie dozować teksty tego autora. Niektóre są dla mnie niezwykle przygnębiające. Jednak ich ponury klimat i piękny, literacki język (a także tytuł całego zbioru;) sprawiają, że są one świetną lekturą na jesień. Która - przynajmniej dla mnie - rozpoczęła się już z początkiem września;)

Moja ocena: 5/6

Opowiadanie przeczytane w ramach wyzwania "Klasyka horroru 2"
http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html
____________________
Zródło zdjęcia:

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger