Ponure Poniedziałki: Robert McCammon "Nightcrawlers"

Opowiadanie można przeczytać online TUTAJ

Hard rain coming down
Jest deszczowy, burzowy wieczór. Pogoda z minuty na minutę się pogarsza. W dodatku w każdej chwili może pojawić się tornado. W taką porę lepiej znalezć sobie bezpieczne schronienie, a nie podróżować po autostradzie... Albo siedzieć w (wydawałoby się - bezpiecznym) zajezdzie gdzieś przy głównej drodze, ale jednak z dala od cywilizacji. Któż wie, kto może się tam jeszcze pojawić. I jakie straszne rzeczy mogą się tam wydarzyć...

Napięcie w opowiadaniu rośnie stopniowo. Najpierw dowiadujemy się o niebezpiecznej pogodzie. Pozniej, razem z właścicielem zajazdu, czytamy w gazecie pozostawionej przez jednego z klientów o tajemniczej śmierci kilku osób w pewnym hotelu. Sprawy nie udało się wyjaśnić. Następnie zaczynają przyjeżdżać goście: miejscowy policjant, rodzina z dwójką dzieci i bardzo podejrzanie wyglądający (oraz niesamowicie nerwowy) mężczyzna. Wiadomo już, że będą z tego kłopoty.
The door opened, and in a stinging gust of wind and rain a man who looked like walking death stepped into my diner.
Podobała mi się atmosfera tego tekstu, tak zresztą typowa dla wielu horrorów: okropna pogoda, grupa ludzi zgromadzona gdzieś z dala od miasta i ta niepewność, co się zaraz wydarzy... "Nightcrawlers" przypominał mi trochę opowiadania Stephena Kinga, chociaż mój ulubiony pisarz na pewno dodałby do tekstu trochę odniesień do amerykańskiej popkultury (zwłaszcza muzyki) i nieco więcej makabrycznych opisów, być może również zmodyfikowałby sam pomysł McCammona (chociaż ten jest naprawdę bardzo dobry). W każdym razie dzięki temu podobieństwu całość czytało mi się jeszcze lepiej. 


Robert McCammon to autor między innymi takich powieści, jak "Łabędzi śpiew" i "Magiczne lata". Sama znam go z horroru "Widmo", który opisywałam TUTAJ i muszę przyznać, że "Nightcrawlers" prezentują się o wiele lepiej niż opowieść o zatopionej łodzi podwodnej pełnej nazistów-zombie (wybaczcie ten spoiler). To coś o wiele bardziej w moim klimacie. Dlatego jeśli chcecie zapoznać się z dziełami grozy tego pisarza, polecam na początek właśnie "Nightcrawlers". To nie idealne, ale po prostu dobre opowiadanie z dreszczykiem, w sam raz do lektury w ciemną, burzową noc, kiedy nie macie zamiaru wychodzić z domu (nie przyjmujcie też wtedy gości, zwłaszcza podejrzanie wyglądających mężczyzn).

Moja ocena: 4,5/6
_______________
Zródło zdjęcia: Photo by Jonas Kaiser on Unsplash

4 komentarze:

  1. Czytałam "Łabędzi śpiew", który wywarł na mnie ogromnie wrażenie, więc chętnie poznam też to opowiadanie. Uwielbiam jak horror ma właśnie taką scenerię pełną zwiastunów makabrycznych wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się bardzo podobało. Chętnie zobaczyłbym serial w tym klimacie, tylko z jakąś nowszą wojną w tle. Ale samo opowiadanie ma wszystko, czego mógłbym wymagać - fajny klimacik, bardzo ciekawy pomysł i niejednoznaczne zakończenie. Czego więcej mógłbym żądać? Znów wygrzebałaś dla mnie solidną historię - dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Do tej pory niespecjalnie interesowały mnie opowiadania, ale przyznaję, że coraz bardziej przekonuję się do takiej formy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger