Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen Hoover. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen Hoover. Pokaż wszystkie posty

8/02/2017 09:07:00 PM

Colleen Hoover "Confess"

Colleen Hoover "Confess"



Autor: Colleen Hoover
Tytuł: "Confess"
Tytuł oryginału: "Confess"
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 299








"To niesamowite, że nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo byliśmy samotni i przerażeni, dopóki nie zjawia się ktoś u naszego boku"
Auburn właśnie przeprowadziła się do Teksasu. Znajduje pracę jako fryzjerka, ale jest w naprawdę kiepskiej sytuacji finansowej i bardzo przydałoby się jej dodatkowe zajęcie. Kiedy więc widzi na drzwiach galerii sztuki ogłoszenie "Zatrudnię do pomocy", postanawia zaryzykować. Tak poznaje Owena, młodego, przystojnego i niesamowicie utalentowanego malarza, który jako inspirację do swojej sztuki wykorzystuje anonimowe wyznania innych ludzi. Ta dwójka jest sobą od początku zafascynowana. Ale jeśli spodziewacie się, że będzie to typowa historia miłosna, jesteście w błędzie. Auburn oraz Owen mają za sobą niezwykle trudną przeszłość, ich obecna sytuacja również jest skomplikowana. I chociaż bardzo chcieliby być razem, będą musieli pokonać ogromne przeszkody.

Lubię Colleen Hoover. Wprawdzie "Hopeless" mnie nie zachwyciło i nawet nie doczytałam do końca, za to już "Maybe someday" przeczytałam z zainteresowaniem, a "Ugly love" wręcz pochłonęłam. Po "Confess" spodziewałam się wiele, a otrzymałam... no cóż. 


Zacznijmy jednak od zalet. Pomysł wykorzystania anonimowych wyznań (co ważne: prawdziwych, nie zmyślonych przez autorkę!) jest świetny. Sama historia dwójki głównych bohaterów jest interesująca i naprawdę pokręcona, co tylko dodaje fabule smaczku. Książka podzielona jest na dwie części i tę drugą przeczytałam ze znacznie większym zainteresowaniem...

...ale mimo wszystko nie mogłam się wciągnąć w całą historię. Losy Auburn i Owena, choć tragiczne, nie chwyciły mnie za serce. Zakończenie powieści mnie nie przekonało - wydaje mi się, że wszystko poszło zbyt gładko. Dodatkowo stwierdzenie głównych bohaterów, że zaczęli się w sobie zakochiwać dopiero długo po ich pierwszym spotkaniu i zaryzykowaniu wszystkiego, co dla nich w życiu najważniejsze... Jakoś nie wydaje mi się to wiarygodne. Albo byłaby to miłość od pierwszego wejrzenia, albo tylko fascynacja. Ale dla niej samej Auburn nie powinna całkowicie poświęcać swojej przyszłości, Owen podobnie. Wydało mi się to naprawdę nierozsądne i mało wiarygodne. I jeszcze niektóre wyrażenia opisujące reakcję Auburn na Owena... nie, to nie jest ani fajne, ani wzruszające, ani romantyczne: skóra, która wygląda tak nieskazitelnie, że mam ochotę popędzić za jego ojcem i przybić mu piątkę za spłodzenie tak wzorcowego syna? Naprawdę?

To nie jest bardzo zła książka, po prostu wyjątkowo nie przypadła mi do gustu. W sieci można spotkać jednak głównie entuzjastyczne opinie, więc... chyba sami powinniście się przekonać czy "Confess" się Wam spodoba. Sama chętnie podam tę powieść dalej, może ucieszy kogoś innego;) Nie będę jednak rezygnować z kolejnych książek autorki bo wiem, że zdarzają się wśród nich takie tytuły, którymi jestem absolutnie zachwycona. Szkoda byłoby je przegapić;)

Moja ocena: 3,5/6
_______________
Zródła zdjęć:
1. lubimyczytac.pl/ksiazka/4408249/confess
2. Photo by Mike Petrucci on Unsplash

5/01/2016 02:00:00 PM

Colleen Hoover "Ugly love"

Colleen Hoover "Ugly love"




Autor: Colleen Hoover
Tytuł: "Ugly love"
Tytuł oryginału: "Ugly love"
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 344






"Love isn't always pretty. Sometimes you spend all your time hoping it'll eventually be something different. Something better. Then, before you know it, you're back to square one, and you lost your heart somewhere along the way"

Tate i Miles poznali się przypadkiem. Chociaż nie był to zwykły przypadek. Ona właśnie wprowadzała się do mieszkania swojego brata w San Francisco. On leżał pijany pod jego drzwiami. To, co powiedział tej nocy upojony alkoholem Miles, Tate zapamiętała na długo.
I od tego właśnie zaczęła się ich historia.

Czy "Ugly love" to typowy romans? Nie. To za to typowy przedstawiciel gatunku new adult. Ona ma 23 lata, on 25. Miles ma za sobą trudną przeszłość. Tak ciężką, że nie może się w nikim zakochać. Tate jest oczywiście zafascynowana przystojnym pilotem i w końcu zgadza się na jego nietypową propozycję: układ przypominający friends with benefits. Tyle że oni wcale nie są przyjaciółmi. Ale od tej pory mają spotykać się głównie w celu uprawiania seksu. Nie rozmawiać o przeszłości. I nie liczyć na wspólną przyszłość. O ile Milesowi taka umowa wydaje się odpowiadać (w końcu sam ją zaproponował), to Tate ciągle liczy na coś więcej. Najpierw jednak musiałaby poznać tragiczną przeszłość chłopaka i sprawić, że ten zapomniałby choć w części o tym, co go spotkało. To jednak będzie wyjątkowo trudne.

W moim prywatnym rankingu powieści Colleen Hoover "Ugly love" plasuje się na drugim miejscu: tuż za "Maybe someday", które bardzo mi się podobało, a przed "Hopeless", którego lekturę przerwałam. To całkiem niezły wynik, chociaż nie ukrywam, że liczyłam na więcej. O wiele więcej.

Samą historię ciężko ocenić, dopóki nie pozna się jej w całości. Ale do tego trzeba przeczytać książkę do końca. Bo chociaż z rozdziałów pisanych z perspektywy Tate wiemy, co dzieje się w teraźniejszości, a w wydarzenia mające miejsce sześć lat przed głównym czasem akcji wprowadzają nas rozdziały "pisane" przez Milesa, to... ciężko wcześniej dokładnie dowiedzieć się, o jakie tragiczne zdarzenia z przeszłości chodzi.


Mam wobec tej powieści mieszane uczucia. Bo chociaż całość wypada naprawdę dobrze i ostatecznie "Ugly love" okazuje się być powieścią o ciężkich doświadczeniach życiowych, załamaniu i miłości, która pozwala człowiekowi na nowe życie, to... początkowo układ Milesa i Tate polegał tylko na seksie. Właściwie to był główny cel ich wszystkich spotkań. A ich wyczyny w sypialni (i nie tylko) zostały bardzo szczegółowo opisane. Ok, ale... jeśli chodzi o mnie, książka składająca się w połowie ze scen erotycznych (takie przynajmniej miałam wrażenie po lekturze) to chyba trochę za dużo. Chociaż oczywiście miłośnicy takich klimatów powinni być zadowoleni;)

Nie mam większych zastrzeżeń do stylu pisania autorki. O wiele przyjemniej czytało mi się "Ugly love" niż "Bez słów", które również skończyłam kilka dni temu. Widać, że Colleen Hoover radzi sobie znacznie lepiej niż Mia Sheridan. A rozdziały pisane z perspektywy Milesa często przybierają formę strumienia świadomości, co - choć zaskakujące - okazało się być świetnym pomysłem.

Lektura "Ugly love" okazała się doskonałym sposobem na odprężenie. Chociaż samo zakończenie (a właściwie całość historii Milesa, którą wtedy poznałam) nieco mną wstrząsnęło. Nie zachwycam się tą powieścią tak, jak wiele innych osób, bo uważam że mnóstwo scen erotycznych mogło zostać zastąpionych przez opisy uczuć głównych bohaterów oraz prób radzenia sobie z trudną sytuacją (choć i takie rzeczy możemy oczywiście w książce znaleźć). W takich momentach okazuję się być niepoprawną romantyczką. Nie przeczę jednak, że ogólnie książka mi się podobała;) Mogę polecić ją miłośnikom Colleen Hoover, nurtu new adult oraz osobom, które lubią skomplikowane historie miłosne.

Moja ocena: 5/6

____________
Zródła zdjęć: 
1.  http://lubimyczytac.pl/ksiazka/297208/ugly-love
2. unsplash.com

6/10/2015 05:30:00 AM

Colleen Hoover "Maybe someday"

Colleen Hoover "Maybe someday"



Autor: Colleen Hoover
Tytuł: "Maybe someday"
Tytuł oryginału: "Maybe someday"
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 380

"Jak to możliwe, że dwoje dobrych ludzi, mających dobre intencje, wikła się w coś tak niesamowicie złego?"
Sydney ma wiele: wymarzone studia (pomimo sprzeciwu rodziców), chłopaka i przyjaciółkę-współlokatorkę. Ale wystarczy jedna chwila, żeby większość z tego stracić. W swoje 22 urodziny dziewczyna dowiaduje się, że jej chłopak i przyjaciółka sypiają ze sobą. Zostaje też bez pracy, pieniędzy i mieszkania. Samotną i zrozpaczoną Sydney "przygarnia" Ridge - muzyk z sąsiedztwa, z którym Syd wprawdzie nigdy osobiście nie rozmawiała, ale wymieniła ostatnio sporo sms-ów i pomogła mu w pisaniu tekstów piosenek. Przystojny gitarzysta oferuje jej pokój w swoim mieszkaniu, które dzieli razem z sympatycznym choć aż za bardzo skłonnym do żartów Warrenem i jędzowatą Bridgette. 
Myślicie, że to początek wielkiego romansu? Piękny muzyk z blokadą twórczą dotyczącą pisania tekstów i nieszczęśliwa dziewczyna, która pomaga mu w tworzeniu piosenek? Hm, nie do końca. Tu nic nie jest takie proste. 

To było moje pierwsze spotkanie z Colleen Hoover, ponieważ ominęła mnie fascynacja "Hopeless". Teraz jednak miałam ochotę na podobną lekturę, a muzyk pojawiający się w fabule był dodatkową zachętą;)


Relacja Ridge'a i Sydney jest bardzo skomplikowana. Ciągnie ich do siebie, to pewne. Ale Sydney jest świeżo po bolesnym rozstaniu, a Ridge... on ma swoje problemy i zobowiązania. Obserwowanie, jak ta dwójka próbuje poradzić sobie z rodzącym się uczuciem, jak pracuje nad piosenkami dla zespołu Ridge'a i jak toczy bitwę na głupie psikusy z Warrenem było fascynujące;)
Mimo wszystko pierwsza połowa powieści podobała mi się bardziej. Może dlatego, że wtedy nie wiedziałam jeszcze wszystkiego o dwójce głównych bohaterów, że oni sami dopiero się poznawali (choć w jakże dziwnych i burzliwych okolicznościach) i że fabuła nie skupiała się tylko na ich relacji.

Bardzo podobał mi się wątek muzyczny. Gra na gitarze, śpiew, pisanie tekstów... a także to, że czytelnik może naprawdę posłuchać piosenek, które stworzyli Ridge i Sydney (dla zainteresowanych: TUTAJ). 

To idealna historia na oderwanie się od problemów albo po prostu na odpoczynek po pracy. Chociaż nie mam pojęcia, na ile kwestie opisane w tej książce (a dotyczące muzyki i zdrowia) są przedstawione w odpowiedni sposób. Tutaj muszę zasięgnąć porady moich ekspertów, czyli - w tym przypadku - przyjaciółki i chłopaka.

"Maybe someday" to interesująca i trochę nietypowa (przynajmniej dla mnie) historia. Zakończenie nieco mnie rozczarowało, liczyłam na coś innego. Ale polubiłam dwójkę głównych bohaterów, którzy wydali mi się naprawdę rozsądnymi i zdolnymi do poświęceń osobami. A jednocześnie tak bardzo pragnęli miłości... i tak bardzo kochali muzykę. Doceniam też poczucie humoru autorki - to zawsze jest mile widziane;)

Nieidealna historia o nieidealnych ludziach. Za to przeczytałam ją w idealnym dla mnie momencie;)

Moja ocena: 4,5/6
____________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251187/maybe-someday
2. http://splitshire.com/wp-content/uploads/2014/02/SplitShire_IMG_6119.jpg
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger