2/13/2019 03:41:00 PM

Stefan Darda "Nowy dom na Wyrębach" (część I i II)

Stefan Darda "Nowy dom na Wyrębach" (część I i II)
Autor: Stefan Darda
Tytuł: "Nowy dom na Wyrębach"/"Nowy dom na Wyrębach II"
Wydawnictwo: Videograf
Rok wydania: 2017/2018
Liczba stron: 368/304
Uważaj na swoje najskrytsze tajemnice. Niektóre z nich mogą cię zabić.
Zacznijmy od tego, że jeśli jeszcze nie znacie historii domu na Wyrębach, powinniście sięgnąć po pierwszą część książki. Wydawało mi się, że pisałam jej recenzję i w tym miejscu chciałam Was do niej odesłać, okazało się jednak, że coś mi się pomyliło - wprawdzie czytałam powieść, a później wracałam do niej w formie audiobooka, jednak nigdy nie poświęciłam jej żadnego tekstu. Czyli moje pierwsze spotkanie z nią miało miejsce, kiedy jeszcze nie prowadziłam bloga (powieść miała premierę w 2008 roku i niewykluczone, że niedługo po tym po nią sięgnęłam). Od razu polubiłam prozę Stefana Dardy, dlatego ucieszyłam się, kiedy w moje ręce trafiły dwie kolejne części historii o Wyrębach. Jeśli nie znacie "Domu na Wyrębach" i chcecie uniknąć spoilerów, radzę nie czytać dalej;)

Krótkie przypomnienie: bohaterem pierwszej części był Marek Leśniewski, wykładowca akademicki, który porzucił swoje dotychczasowe życie we Wrocławiu i przeprowadził się do przysiółka Wyręby, na Lubelszczyźnie. Jego jedyny sąsiad był wprawdzie bardzo nieprzyjemny, ale (raczej) nieszkodliwy. A cisza, spokój i kontakt z naturą to było dla Marka coś pięknego. Do czasu, aż nie zaczęły go nękać pewne zjawiska natury paranormalnej. Cała historia miała dla mnie niesamowity klimat i naprawdę mi się spodobała. Po dosyć zaskakującym zakończeniu byłam pewna, że autor nie napisze już kolejnych części. Czekała mnie jednak niespodzianka.


Głównym bohaterem "Nowego domu..." jest Hubert Kosmala, najlepszy przyjaciel Marka, który odziedziczył po nim domek w Wyrębach. Hubert wyrzuca sobie, że nie pomógł w porę Markowi i że zbagatelizował jego problemy. Jednak to nie czas na samokrytykę. Okazuje się, że demoniczna siła prześladująca przyjaciela, teraz zagraża Hubertowi i jego rodzinie. Co zrobić, kiedy sny niebezpiecznie mieszają się z rzeczywistością, w okolicy grasuje nadnaturalnych rozmiarów wilk i naprawdę nie wiadomo, do kogo zwrócić się o pomoc?

Dobrze, że miałam pod ręką oba tomy. Dzięki temu zaraz po zakończeniu lektury pierwszego mogłam sięgnąć po drugi i nie musiałam się denerwować, że cała historia urywa się w TAKIM momencie;) Od razu muszę przyznać, że kontynuacja nie przypadła mi do gustu tak bardzo, jak pierwsza część. Może dlatego, że tutaj dużą rolę odgrywała postać Ewy, której jakoś nie potrafiłam polubić. Nie przekonał mnie również pomysł na wprowadzenie tajemniczej "sekty" niezwykle wysokich ludzi jeżdżących różnokolorowymi garbusami (chociaż przewrotnie skojarzyło mi się to nieco z "małymi ludźmi w żółtych płaszczach" Kinga, jednak tamto opowiadanie czytałam już zbyt dawno, żeby je pamiętać). Za to bardzo podobało mi się to, że wszystkie strachy u Dardy mają słowiańskie korzenie. W końcu demony rodem z wierzeń naszych przodków to znakomici bohaterowie horrorów. Miło było również wrócić do samych Wyrębów. To miejsce jest idealnym tłem dla historii o strzygach (i nie tylko). W końcu kto oparłby się strasznej historii rozgrywającej się w drewnianym domu rozświetlonym blaskiem świec, w dodatku położonym tuż obok ponurego lasu? Ja na pewno nie.

Mimo wszystko, mam mieszane uczucia. Nie uważam, żeby kontynuacja była złym pomysłem, w dodatku bardzo mnie ona zaciekawiła. Nie spodobało mi się jednak kilka wątków oraz wprowadzenie pewnych postaci. Może chodzi o to, że Wyręby z pierwszej powieści były dla mnie bardziej tajemnicze? Z drugiej strony, w nowych częściach ponownie doceniłam klimat książek, udało mi się też polubić Huberta (za którym, o ile sobie dobrze przypominam, wcześniej nie przepadałam). I o ile nie darzyłam Ewy sympatią, to już włączenie w fabułę postaci Józefa Durkacza było strzałem w dziesiątkę. Podsumowując: to była dobra lektura, jednak to do pierwszej części cyklu będę wracać, to do niej mam sentyment. Za to, pozostając w klimacie polskiego horroru i twórczości Stefana Dardy, chciałabym odświeżyć sobie cykl "Czarny Wygon". Tym bardziej, że także i w tym przypadku powstały już nowe części i wreszcie mogę poznać tę historię w całości.

Moja ocena: 4/6

Książki przeczytane w ramach mojego WYZWANIA CZYTELNICZEGO 2019 (ale zaliczę sobie do niego tylko jeden tom, w końcu jeden temat=jedna książka), kategoria "Polski horror". 
_________________
Źródło zdjęcia: https://unsplash.com/photos/5rsy1FOkaH0

2/11/2019 09:44:00 AM

Ponure Poniedziałki: Angela Carter "The Lady of the House of Love"

Ponure Poniedziałki: Angela Carter "The Lady of the House of Love"
Opowiadanie można przeczytać online TUTAJ

Gdzieś w Rumunii, w posiadłości położonej tuż obok kompletnie opuszczonej wioski, mieszka dziedziczka rodu. Jest wampirem, w prostej linii potomkiem Drakuli. I bardzo chciałaby być człowiekiem. Czy młody, przystojny żołnierz, który właśnie zmierza do wioski - kompletnie nieświadomy tego, co go tam czeka - może odmienić jej los? 

To mroczna opowieść, wykorzystująca motywy rodem z gotyckich powieści o wampirach. A także przedstawiająca, w zmienionej formie, baśń o śpiącej królewnie. Początkowo została napisana jako słuchowisko radiowe zatytułowane "Vampirella" (prawidziwie koszmarny tytuł). Później, już w formie opowiadania, ukazała się w zbiorze "The Bloody Chamber". "The Lady..." zawiera mnóstwo odniesień do innych tekstów kultury, a ich wyszukiwanie może być dobrą zabawą. Oprócz tego ważna jest również symbolika: skowronek więziony w klatce przez piękną wampirzycę, niesamowite róże otaczające jej posiadłość, światło (i jego brak), a także... rower, na którym przyjechał dzielny żołnierz. Ponadto same główne postacie reprezentują dwa różne światy. Wampirzyca to ucieleśnienie wszystkiego co mroczne, tajemnicze i niewyjaśnione, a zarazem należące do przeszłości. Angielski żołnierz reprezentuje z kolei przyszłość i racjonalizm. Nawet jego odwaga wynika z tego, że po prostu nie wierzy w zjawiska nadprzyrodzone (this lack of imagination gives his heroism to the hero). 


Opowiadanie podzielone jest na dwie części. Początkowo poznajemy główną bohaterkę i jej codzienne (conocne) zwyczaje, a także jej pragnienie zostania człowiekiem. Mężczyzna, przepowiedziany jej przez karty tarota, pojawia się dopiero później. Czy uda mu się pomóc wampirzycy? A może stanie się jej kolejnym posiłkiem? Autorka utrzymuje czytelnika w napięciu do samego końca. 

Podobało mi się wykorzystanie i przekształcenie przez Angelę Carter znanych motywów, a także przewrotne odwrócenie konwencji (czy można zamienić wampira w człowieka?). Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że wszystkiego było nieco za dużo, przez co czytanie było trochę męczące. Może po prostu - jakkolwiek lubię wampiry i wszelkie odniesienia literackie - to nie do końca były moje klimaty. Tak czy inaczej, warto sięgnąć po ten tekst. Sama chętnie zajrzałabym też do całego zbioru, żeby przeczytać kolejne niesamowite opowiadania i tropić następne powiązania z baśniami (i nie tylko).

Moja ocena: 4/6
______________________
Źródło zdjęcia: Photo by Nikita Tikhomirov on Unsplash

2/07/2019 09:39:00 PM

Swietłana Aleksijewicz "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety"

Swietłana Aleksijewicz "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety"


Autor: Swietłana Aleksijewicz
Tytuł: "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety"
Tytuł oryginału: "У войны не женское лицо"
Wydawnictwo: Czarne 
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 349

Piszę nie o wojnie, ale o człowieku na wojnie. Piszę historię nie wojny, ale uczuć. Jestem historykiem duszy.
Tak pisze o sobie we wstępie Swietłana Aleksijewicz. To prawda, autorki nie interesują daty bitew, ruchy wojsk, strategie dowódców. Ona chce zajrzeć w głąb duszy ludzkiej, przekonać się czym dla konkretnego człowieka była wojna, co go spotkało, co wtedy czuł. W swoim reportażu Aleksijewicz skupia się na kobietach walczących w armii radzieckiej w czasie II wojny światowej. Chce zapytać o rzeczy, którymi do tej pory nikt się nie interesował. Chce dać głos tym, których nikt nie chciał słuchać, bo w powszechnej świadomości to mężczyźni byli bohaterami tej wojny. Oczywiście tylko ci, którzy nie skończyli jako inwalidzi (o nich wolano zapomnieć) i nie trafili do niewoli (bo tacy byli podejrzani - skoro nie wybrali śmierci, tylko niemiecką niewolę, to na pewno współpracowali z wrogiem). Los dla kobiet - żołnierek, sanitariuszek, partyzantek - też nie był zbytnio łaskawy. W czasie wojny szanowane i podziwiane, odznaczane medalami, a po niej zapomniane, traktowane z pogardą przez tych, dla których narażały życie. 
My, frontowe dziewczyny, dostałyśmy nieźle w kość. I po wojnie nam się dostało, po wojnie stoczyłyśmy jeszcze jedną wojnę. Też straszliwą. Jakoś mężczyźni nas zostawili. Nie obronili.
Swietłana Aleksijewicz długo zbierała materiały do tej książki. Odwiedziła mnóstwo kobiet, które brały bezpośredni udział w wojnie. Rozmawiała z nimi, wszystko nagrywając. W reportażu oddaje im głos. Wreszcie mogą o sobie opowiedzieć. Czasami widać jednak, że się hamują. O pewnych rzeczach się nie wspomina, nawet po latach. Na przykład o tym, że rosyjscy żołnierze nie zawsze traktowali swoje towarzyszki broni z szacunkiem, nie wspominając już o tym, jak brutalni byli wobec kobiet na "wyzwalanych" i zdobywanych terytoriach. Ale pomijając te kwestie, wypowiedzi bohaterek reportażu są wstrząsającym świadectwem tamtych czasów. Tego, jak ludzie wierzyli w zwycięstwo, ile byli gotowi poświęcić dla ojczyzny i jak straszna naprawdę jest wojna - wreszcie przedstawiona z perspektywy kobiet, bardziej "po ludzku", a nie tylko z czysto żołnierskiego punktu widzenia. Ciężko mi coś więcej napisać, trudno oceniać... bo jak można ocenić historię czyjegoś życia? Trzeba jej po prostu wysłuchać. Zwłaszcza kiedy jest to tak wstrząsająca opowieść, utkana z wielu głosów.
Wie pani, o czym wszyscy myśleliśmy w czasie wojny? Marzyliśmy: "Żeby tak dożyć... Po wojnie - jacy to będą szczęśliwi ludzie! Jakie zacznie się szczęśliwe, piękne życie! Ludzie, którzy tyle przeżyli, będą się nawzajem żałować. Kochać. To będą inni ludzie". 
_________________
Źródło zdjęcia: https://unsplash.com/photos/9kbaq1xoIr0
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger