12/31/2018 09:46:00 AM

Wyzwanie czytelnicze - styczeń

Wyzwanie czytelnicze - styczeń

Dzień dobry!;) Dziękuję wszystkim, którzy zgłosili chęć dołączenia do mojego skromnego (i nieco dziwnego) wyzwania czytelniczego. A oto kilka zasad:
  • czytamy książki, które pasują do opisów umieszczonych na grafice
  • linki do opinii o książkach przeczytanych w danym miesiącu (wraz z informacją, do którego punktu się odnoszą) lub same informacje o przeczytanym tytule można zamieszczać pod konkretnym postem na moim blogu. Lektury styczniowe proszę zgłaszać tutaj;) 
  • na początku każdego miesiąca postaram się zamieścić post z podsumowaniem wyników, który jednocześnie może być podpowiedzią dla osób poszukujących tytułów do danej kategorii
  • do wyzwania można dołączyć w dowolnym momencie
  • nie ma problemu z rozpowszechnianiem grafiki, proszę tylko o nie usuwanie z niej adresu bloga;)
  • jeśli będziecie zamieszczać na swoich blogach recenzje książek przeczytanych w ramach wyzwania, będzie mi miło jeśli zamieścicie do niego link. Ale nie jest to konieczne;)
  • dla najbardziej aktywnych uczestników przewiduję drobne upominki;)

Powodzenia! 
________________
Źródło zdjęcia: https://unsplash.com/photos/YTUZcmmf1eU

12/27/2018 10:25:00 AM

Najlepsze i najgorsze lektury 2018 roku

Najlepsze i najgorsze lektury 2018 roku
Zazwyczaj nie robię podobnych podsumowań. Ale w tym roku robią je chyba wszyscy;) Poza tym to doskonała okazja żeby zastanowić się nad tym, jaki był dla mnie ten czytelniczy 2018 rok i jeszcze raz podyskutować o pewnych lekturach. Zatem, zaczynamy!


Najlepsze: 


1. Swietłana Aleksijewicz "Czarnobylska modlitwa"  Najbardziej wstrząsający reportaż, jaki do tej pory czytałam, i jednocześnie moje pierwsze spotkanie z tą noblistką. Już wiem, że na jednym nie poprzestanę. Na półce już czeka "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety".

2. Dmitry Glukhovsky "Tekst"  Jeden z moich ulubionych pisarzy i jego najnowsza powieść, tym razem zupełnie inna niż cykl "Metro..." czy "Futu.re". Swietnie pokazująca to, jak wiele informacji o nas samych przechowują nasze smartfony i jak niebezpiecznym narzędziem mogą się stać w czyichś rękach. Trzymająca w napięciu, refleksyjna, bardzo dobrze napisana książka.

3. Gillian Flynn "Ostre przedmioty"  Książka, która bardzo zaskoczyła mnie zarówno klimatem stworzonym przez autorkę, jak i samą historią. Opowieść o miasteczku pełnym sekretów, morderstwach i rodzinie, której z całą pewnością nie można zaliczyć do zwyczajnych.



Najgorsze:


1. Laila Shukri "Jestem żoną szejka"  Napisana fatalnym stylem historia, która sama w sobie mogłaby być niezwykle interesująca. Gdyby tylko była lepiej opowiedziana. I pozbawiona fragmentów jakby żywcem przepisanych z Wikipedii. I bardziej wiarygodna. 

2. Agata Przybyłek "Takie rzeczy tylko z mężem"  Historia o tym, jak Zuzanna postanowiła naprawić swoje małżeństwo. Miało być śmiesznie, a było bardziej smutno (jeśli weźmiemy pod uwagę wątek małżeński). Dodatkowo w powieści irytowało mnie mnóstwo rzeczy, a fatalna korekta tylko to uczucie pogłębiała. Od tej pory powieściom obyczajowym mówię zdecydowane: raczej nie;)

3. To miejsce przyznaję ex aequo powieści "365 dni" Blanki Lipskiej oraz całemu cyklowi "Rodzina Donovanów" Sierry Cartwright ("Więzy", "Piętno", "Boss"). Ta pierwsza była tak zła, że nawet nie pisałam o niej na blogu. Cykl za to nie był tak okropny, jednak niesamowicie powtarzalny i bardzo płytki. Wydaje mi się zresztą, że za jakiś czas pojawi się o nim osobny wpis. 



W tym roku nie czytałam tak dużo, jakbym chciała, ale i tak miałam z czego wybierać najlepsze i najgorsze książki. I o ile te najmniej udane wskazałam z łatwością, o tyle nad tymi, które wywarły na mnie największe wrażenie, musiałam się już zastanowić. 
A Wy, macie swoje subiektywne zestawienia podsumowujące 2018 rok? A może czytaliście któreś z powyższych tytułów i nie zgadzacie się ze mną? Zapraszam do dyskusji;)

Przypominam też o moim wyzwaniu czytelniczym, do którego można w każdej chwili dołączyć;) Więcej informacji TUTAJ
___________________
Źródła zdjęć:
1. https://unsplash.com/photos/9pw4TKvT3po
Pozostałe: lubimyczytac.pl

12/16/2018 10:51:00 AM

Wyzwanie czytelnicze 2019

Wyzwanie czytelnicze 2019

Uwaga, to nie jest post, w którym organizuję wielką akcję i zbieram tysiące chętnych (chociaż...;) To post o wyzwaniu czytelniczym, które wymyśliłam sama dla siebie. Natomiast jeśli ktoś będzie chciał się przyłączyć, to zapraszam;)

O co chodzi? Szukając inspiracji do stworzenia i prowadzenia dyskusyjnego klubu książki w mojej bibliotece, natknęłam się na grafiki z różnego rodzaju wyzwaniami książkowymi na nowy rok. Zazwyczaj były tam podane cechy książki, którą należy przeczytać. I tak na przykład ludzie mieli na swojej liście powieści wydane przed 1920 rokiem, powieści autorów mających mniej niż 30 lat czy książki z zieloną okładką. Zainspirowana tym wszystkim, postanowiłam stworzyć własną wersję takiej listy, niektóre pomysły zapożyczając (że tak to ładnie nazwę) z grafik, które udało mi się znaleźć, inne natomiast wymyślając samodzielnie lub modyfikując po swojemu te, na które się gdzieś natknęłam. Tak powstała lista 20 pozycji do przeczytania, która - mam nadzieję - będzie dla mnie dobrą mobilizacją w nowym roku. Ogólnie z wyzwaniami idzie mi słabo (chyba, że dotyczą klasyki horroru), ale wiecie: nowy rok, nowa ja i inne takie historie;) A że w 2018 czytałam (jak na mnie) dosyć mało, może to będzie inspiracja do bardziej regularnego i szybszego sięgania po kolejne lektury. 

Gdyby ktoś chciał się przyłączyć, pomyślę nad bardziej zorganizowaną akcją, comiesięcznymi podsumowaniami i być może drobnymi nagrodami dla uczestników. Dlatego publikuję grafikę już teraz. Jeśli jesteście chętni, dajcie znać do 31 grudnia tutaj, w wiadomości mailowej lub na facebooku, podając przy okazji jakiś kontakt do siebie (najlepiej maila). Jeżeli nie będzie chętnych, wezmę udział w wyzwaniu sama i od czasu do czasu będę pisać o wynikach. Niech to będzie takie moje postanowienie noworoczne - zadbanie o to, żeby znów czytać dużo i z przyjemnością;) 

Grafika prezentuje się tak: 


Stworzyłam ją sama, więc wybaczcie wszelkie błędy i niedociągnięcia. Można ją dowolnie udostępniać, nie usuwając jednak informacji, skąd pochodzi.

Chcecie przyłączyć się do mojego wyzwania? A może już w jakimś uczestniczycie lub - tak jak ja - wymyślicie na zbliżający się Nowy Rok swoje własne wyzwanie czytelnicze?;)
________________
Źródło zdjęcia: Photo by 2Photo Pots on Unsplash

12/12/2018 07:30:00 AM

Swietłana Aleksijewicz "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości"

Swietłana Aleksijewicz "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości"


Autor: Swietłana Aleksijewicz
Tytuł: "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości"
Tytuł oryginału: ЧЕРНОБЫЛЬСКАЯ МОЛИТВА. ХРОНИКА БУДУЩЕГО
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 281

To nie jest opowieść o tym, jak doszło do katastrofy w Czarnobylu. Nie poznacie z tego reportażu co działo się, minuta po minucie, w czasie awarii. Swietłana Aleksijewicz daje za to dojść do głosu tym, których życie Czarnobyl naznaczył na zawsze: likwidatorom (usuwającym skutki awarii), ich rodzinom, ludziom wysiedlonym ze skażonych terenów, dzieciom, które zachorowały wskutek wystawienia na działanie promieniowania. Możecie się dowiedzieć, jak Czarnobyl wyglądał z perspektywy zwykłych ludzi. Jak bardzo nie rozumieją tego, co ich spotkało i w jaki sposób próbują zrozumieć. To książka, którą trzeba sobie dawkować, inaczej ogrom nieszczęścia i mnóstwo pytań pozostających bez odpowiedzi mogą naprawdę przytłoczyć.

Już na samym początku poznajemy wstrząsającą opowieść żony jednego ze strażaków, którzy gasili pożar reaktora w noc awarii. W tej historii straszniejsze od samej walki z żywiołem są skutki promieniowania i to, jak wpływa ono na ludzkie ciało. To niezwykle przejmujący fragment, jeden z najmocniejszych w całej książce. "Czarnobylska modlitwa" kończy się natomiast monologiem innej kobiety, żony jednego z likwidatorów, którego również dopadła straszna choroba. Czarnobyl, poświęcenie, cierpienie, miłość i śmierć. To wszystko przewija się nie tylko w opowieściach tych zrozpaczonych kobiet, ale i wszystkich innych. Także tych, którzy nie byli w centrum wydarzeń, a dla których Czarnobyl i tak stał się synonimem końca świata, jaki znali: ludzi, których domy pogrzebano, a ich samych wysiedlono z dala od rodzinnych wsi. Jednocześnie możemy dowiedzieć się, jakie były reakcje na wieść o awarii, jak nierozważnie postępowano, jak ciężko było wytłumaczyć, czym jest promieniowanie, którego przecież nie widać. To tylko jeden reportaż, a tyle różnych aspektów tego samego zdarzenia...

Autorka oddaje głos nie tylko osobom mieszkającym najbliżej reaktora, w Prypeci. Wysłuchuje też (a może przede wszystkim) wielu Białorusinów. Czy wiedzieliście, jak bardzo ten naród został poszkodowany w wyniku katastrofy? Jak niewielka odległość dzieli Czarnobyl od Białorusi i jaki obszar tego kraju został skażony? Przyznaję, że nie zdawałam sobie z tego sprawy. "Czarnobylska modlitwa" to także opowieść o pewnym specyficznym gatunku człowieka, o "człowieku radzieckim". Zdolnym do największych poświęceń dla ojczyzny, ślepo wierzącym w to, co mówi władza i bojącym się jej. 

Obecność Swietłany Aleksijewicz w tym reportażu nie jest mocno wyczuwalna. Autorka usuwa się w cień i pozwala mówić ludziom, z którymi się spotykała. Czytelnik ma wrażenie, że staje z nimi twarzą w twarz, że zwracają się oni bezpośrednio do niego. Niełatwo jest udźwignąć ciężar tylu tragicznych historii, tylu ludzkich losów. 
"Czarnobylska modlitwa" to reportaż, który można (a nawet trzeba!) przeczytać, nawet jeśli niewiele wie się o samej katastrofie. Informacje techniczne łatwo można uzupełnić. Spotkania z ludźmi naznaczonymi Czarnobylem będą za to bezcenną lekcją. Jeszcze nigdy żaden reportaż nie poruszył mnie tak mocno.

Moja ocena: 6/6

12/10/2018 10:01:00 AM

Ponure Poniedziałki: Micah Dean Hicks "Ghost Jeep"

Ponure Poniedziałki: Micah Dean Hicks "Ghost Jeep"
Opowiadanie można przeczytać online TUTAJ
We have a '90s model Jeep Cherokee, green and dirty and banged up so bad only the driver's side doors open […] We have been sixteen and riding around the same small town since the night we died twenty years ago
Może powinnam wybrać opowiadanie o Swiętach, Mikołaju albo choćby o śniegu. Ale zaintrygował mnie tytuł tego tekstu, a kilka pierwszych zdań pozwoliło mi wciągnąć się w tę historię. To opowieść o trójce nastolatków, która dwadzieścia lat temu zginęła w wypadku samochodowym. Od tego czasu co noc przemierzają te same ulice małego miasteczka, wciąż wracają do znanych sobie miejsc, nawet jeśli te już dawno nie istnieją. Mieszkańcy wiedzą o nich i czasami mogą ich zobaczyć. Ale teraz pierwszy raz zdarzyło się, że ktoś zapragnął wsiąść do ich samochodu i wyruszyć z nimi w podróż...


To niezbyt straszne opowiadanie. Za to niezwykle smutne i nostalgiczne. Główni bohaterowie chcieliby się wyrwać ze stanu, w jakim się znajdują. A dziewczyna, która desperacko chce do nich dołączyć, chce uciec od swojego obecnego życia. To wszystko nie jest jednak takie proste. Razem z nastolatkami włóczymy się po miasteczku, którego mieszkańcy - choć żywi - might as well be ghosts, too. Poznajemy miejsca, które już dawno obróciły się w ruinę, a które w oczach bohaterów wyglądają tak, jak za ich życia. Wreszcie wysłuchujemy opowieści o wypadku i wtedy już wiemy, dlaczego ta trójka nie może zaznać spokoju. Podobnie jak ludzie żyjący w miasteczku...
We are angry. But mostly, we're hurt
Jeśli lubicie podobne klimaty (samochody-widmo, duchy, małe miasteczka...) to polecam lekturę tego opowiadania. Nie przestraszy Was, ale może zainteresować. Może niekoniecznie nadaje się na grudniową lekturę (jeśli ktoś chce wprawić się w świąteczny nastrój, nawet czytając horrory), ale z pewnością jest godne uwagi. 

Moja ocena: 4,5/6  
_________________________
Zródło zdjęcia: Photo by Holly Mandarich on Unsplash

12/05/2018 07:00:00 AM

Val McDermid "Miejsce egzekucji"

Val McDermid "Miejsce egzekucji"
Autor: Val McDermid
Tytuł: "Miejsce egzekucji"
Tytuł oryginału: "A Place of Execution"
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 582
To, co miało miejsce w małej wiosce w Derbyshire pewnej grudniowej nocy, przyniosło następstwa, których nikt nie mógł przewidzieć. Tak dzieje się często w sprawach zawierających element tajemnicy. Nikt nie wie, co się naprawdę wydarzyło, a życie wszystkich zostaje sprawdzone mikroskopem. Nagle różne rodzaje sekretów wychodzą na jaw. I często nie jest to przyjemny widok. 
Grudzień 1963 roku, mała wioska Scardale gdzieś w Derbyshire, w Anglii. Trzynastoletnia Alison Carter wychodzi na spacer z psem i przepada bez śladu. Zrozpaczona matka zgłasza zaginięcie na policję. Do sprawy zostaje oddelegowany młody funkcjonariusz, inspektor George Bennet. Jadąc na miejsce zdarzenia nie przypuszcza jeszcze, że zaginięcie Alison będzie miało na niego taki wpływ, że będzie to najważniejsze śledztwo w jego karierze. Ponad 30 lat później do sprawy wraca dziennikarka, Catherine Heathcote, która chce napisać o niej reportaż. Nie wie, że wracając do dawnych wydarzeń wyciągnie na światło dzienne fakty, które powinny na zawsze pozostać w ukryciu.

"Miejsce egzekucji" to świetnie napisany kryminał. Spodobało mi się już samo miejsce akcji, czyli niewielka i trudno dostępna osada Scardale. Prawie wszyscy jej mieszkańcy są ze sobą w jakiś sposób spokrewnieni. Trzymają się razem i są niezwykle nieufni wobec ludzi "z zewnątrz". Niełatwo prowadzić śledztwo w takich warunkach. Inspektor Bennet jednak bardzo angażuje się w tą sprawę i naprawdę chce zrobić wszystko, żeby odnaleźć Alison. Jednak aby dowiedzieć się, co stało się z dziewczyną, on i inni policjanci będą musieli przeprowadzić żmudne poszukiwania śladów w całej okolicy oraz porozmawiać z mieszkańcami Scardale. Ci ostatni, choć również zależy im na znalezieniu dziewczyny, nie ułatwiają dochodzenia. Pewne fakty ujawniają stopniowo, o innych w ogóle nie chcą mówić. Człowiekiem, który mógłby pomóc, jest Philip Hawkin, ojczym zaginionej, który nie pochodzi ze Scardale i nie przesiąkł jeszcze tamtejszymi zwyczajami. On jednak, jako jedyny, wydaje się zbytnio nie przejmować losem Alison. To wszystko w połączeniu ze znalezionymi w lesie śladami krwi i pogarszającą się pogodą (grudniowe mrozy) daje coraz mniejszą nadzieję na odnalezienie dziewczyny żywej. Bennet jednak się nie poddaje i jest zdeterminowany, żeby dowiedzieć się, co się stało i chociaż w ten sposób pomóc zdruzgotanej matce Alison. 


Niektórych może znudzić skrupulatne opisywanie przebiegu śledztwa, wszystkich czynności podejmowanych przez policjantów oraz rozmów z podejrzanymi. Jednak dla mnie (i dla wielu innych czytelników) było to fascynujące. Może ze względu na wszystkie okoliczności zdarzenia oraz miejsce akcji, a na pewno dzięki umiejętnościom pisarskim autorki, która naprawdę nie nudzi czytelnika. Razem z Bennetem podążałam wszystkimi tropami, przemierzałam okolice Scardale i próbowałam wyciągnąć z małomównych mieszkańców wioski jakiekolwiek informacje. Gdy sprawa została zamknięta, można było - choćby częściowo - odetchnąć z ulgą. Do czasu, kiedy po kilkudziesięciu latach Catherine Heathcote zaczęła pisać reportaż na ten temat...

Ciężko napisać więcej, żeby nie zdradzić istotnych szczegółów fabuły. Natomiast musicie uwierzyć mi na słowo: zamknięcie sprawy to nie koniec całej historii. Na uwagę zasługuje konstrukcja powieści. Sprawę Alison poznajemy jakby z tekstu reportażu Cahterine, żeby zaraz po jego lekturze przenieść się do czasów bardziej współczesnych i już w toku "normalnej" narracji przeczytać o okolicznościach jego powstania i odkryciach dziennikarki. 

Drobne zastrzeżenia mogę mieć jedynie do samego zakończenia - bo chociaż było ono zaskakujące i szokujące, to jednak... pewne podejrzenia pojawiały się już wcześniej w czasie lektury i bardziej wnikliwy czytelnik mógł się chociaż częściowo domyślić, co mogło się stać. Nie zmienia to jednak faktu, że "Miejsce egzekucji" to godny polecenia kryminał. Akcja nie pędzi tu na łeb, na szyję i nie każdemu przypadnie go gustu Anglia lat 60. Mi jednak to powolne tempo bardzo odpowiadało, a klimat całej książki dodatkowo czynił lekturę przyjemniejszą. Jeśli macie kilka wolnych wieczorów i lubicie kryminały, zachęcam do sięgnięcia po powieść Val McDermid.

Moja ocena: 5/6
_________________
Źródła zdjęć:
1. Moje
2. Photo by Sam Barber on Unsplash

12/03/2018 07:00:00 AM

Ponure Poniedziałki: Kate Pullinger "Breathe"

Ponure Poniedziałki: Kate Pullinger "Breathe"
Tekst możecie przeczytać, korzystając ze smartfona. Wystarczy kliknąć TUTAJ

"Breathe" to krótka opowieść o Flo, dziewczynie, która widzi duchy. Opowiada ona o tym czytelnikowi. Jednak chwilami do narracji wkrada się ktoś jeszcze. Ktoś, kto zwraca się już bezpośrednio do nas...

O "Breathe" przeczytałam na portalu Lubimy Czytać, dokładnie TU. Nie jest to typowe opowiadanie, a twórcy artykułu określają tekst mianem książki. Z tym jednak też trudno mi się zgodzić. W każdym razie jest to przykład zjawiska, które zyskało fachową nazwę "literatura ambientowa". Chodzi o pewną personalizację i o to, że akcja książki może zostać przeniesiona do Waszego miejsca zamieszkania. Dosłownie. "Breathe" korzysta z naszej lokalizacji i kamery w telefonie. W tekście pojawia się zdjęcie tego, co aktualnie jest przed nami. W fabułę wplecione są znajome nazwy ulic i miejscowości. Można odnieść wrażenie, że całość naprawdę skierowana jest dokładnie do nas. Dodatkowo w pewnym momencie podczas czytania litery zaczynają znikać z ekranu, obraz ciemnieje lub zaczyna się trząść... To wszystko, w połączeniu z fabułą rodem z horroru, może przerazić czytelnika. 

Ale... czy na pewno przeraża? Wydaje mi się, że 105 stron, z czego większość zawierająca tylko jedno (ewentualnie 2-3) zdanie, to trochę za mało, żeby stworzyć spójną i wciągającą (choćby tylko na chwilę) fabułę. A przynajmniej tutaj niezbyt się to udało. Tak, było to dla mnie niezwykłe doświadczenie i dostrzegam w takiej formie literatury ogromny potencjał. Mimo wszystko sam tekst mnie znudził. I to tyle, jeśli chodzi o jakieś głębsze emocje. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że gdyby za to samo wzięli się na przykład Stephen King, Peter Straub czy Dan Simmons, efekt byłby znacznie lepszy. 

A może to tylko ja marudzę, a innym się podobało? Chciałam się tego dowiedzieć z komentarzy pod wspomnianym wcześniej artykułem na LC. Jednak ograniczały się one głównie do narzekania na nowe technologie/bronienia ich i wychwalania książki papierowej. Czy naprawdę większość wypowiadających się osób nawet nie spróbowała przeczytać "Breathe", zanim napisała coś o takiej formie literatury? 

Co Wy myślicie o tej historii i jej formie? 

12/01/2018 10:15:00 AM

Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger