11/11/2016 09:18:00 AM

Aleksandra Zaprutko-Janicka "Piękno bez konserwantów. Sekrety urody naszych prababek"

Aleksandra Zaprutko-Janicka "Piękno bez konserwantów. Sekrety urody naszych prababek"




Autor: Aleksandra Zaprutko-Janicka
Tytuł: "Piękno bez konserwantów. Sekrety urody naszych prababek"
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 288








Jesteś zmęczona tym, że choć używasz całej masy najnowszych kosmetyków, nie dają one oczekiwanych rezultatów? Nie chcesz niepotrzebnie faszerować się zawartą w nich chemią? Może sięgniesz do sposobów stosowanych w dwudziestoleciu międzywojennym?

Odważysz się?

W swojej nowej książce Aleksandra Zaprutko-Janicka w fascynujący sposób opowiada o przedwojennych sposobach dbania o urodę. Może się wydawać, że wtedy kobiety używały zwykłego zestawu mydło + woda, i to było wszystko. Jednak wiele z naszych prababek miało do dyspozycji kosmetyki, często lepsze niż te produkowane współcześnie. Bo nawet, jeśli te dostępne na rynku im nie odpowiadały (a było z czego wybierać!), mogły same stworzyć poszczególne preparaty. Przepisy na nie również znajdują się w "Pięknie bez konserwantów".

Książka jest interesująca, chociaż nie ukrywam że sama nie mam zamiaru sięgać po zawarte w niej receptury na kosmetyki. Po części, przyznaję, z lenistwa. Wygodniej jest przecież sięgnąć po gotowe produkty, pięknie zapakowane, czekające tylko na mnie na sklepowych półkach. Po drugie, z braku czasu. Musiałabym zamówić poszczególne produkty potrzebne do wytworzenia kosmetyków w specjalnych sklepach internetowych, a potem zabrać się za sam proces tworzenia. Z drugiej strony, wizja posiadania takich zdrowszych dla skóry kosmetyków i wyglądania niczym przedwojenna piękność jest niezwykle kusząca;)


Chociaż ten tytuł spodobał mi się najmniej ze wszystkich wydanych w serii "Ciekawostki historyczne" (nie licząc "Polskiego imperium", którego jeszcze nie czytałam, ale które już grzecznie czeka na mojej półce) i tak będę go polecać. Przede wszystkim kobietom zafascynowanym życiem codziennym w przedwojennej Polsce (czyli takim, jak ja;) Oraz tym interesującym się kosmetykami i kosmetologią, a także chcącym wypróbować międzywojenne przepisy na urodę. Naprawdę warto;)

A na zachętę krótki fragment o pielęgnacji włosów:

"Przed wojną dbałość o włosy opierała się na trzech fundamentach - myciu, szczotkowaniu i masażu. [...] Co dzisiaj może wydawać się szokujące, w ramach zwyczajnego dbania o higienę zalecano mycie włosów... raz na miesiąc! Ewentualnie, jeśli ktoś borykał się z problemem przetłuszczania się, można je było raz na tydzień zmywać na dwa różne sposoby. Na przykład z pomocą łagodnego mydła i letniej wody lub żółtka jaja kurzego i letniej wody. Wykorzystywanie do tego zimnej wody uznawane było za niezdrowe. Miało to być dla włosów wyjątkowo szkodliwe i powodować ich wypadanie"
Moja ocena: 4/6
_______________
Zródła zdjęć: 
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3699563/piekno-bez-konserwantow-sekrety-urody-naszych-prababek
2.unsplash.com

11/07/2016 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Edward Frederic Benson "Po drugiej stronie drzwi"

Ponure Poniedziałki: Edward Frederic Benson "Po drugiej stronie drzwi"
Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Widzialne i niewidzialne" (C&T, 2015)
"Niepewne stąpanie po schodach rozlegało się coraz bliżej korytarza; słyszałam także szuranie dłoni przesuwającej się po omacku wzdłuż balustrady. Kroki przemierzyły część korytarza między schodami a moimi drzwiami, pózniej zaś o drzwi otarła się z szelestem jakaś tkanina i dotykające ich po ciemku palce"
Przeczytaliście powyższy cytat? To już nie musicie sięgać po całe opowiadanie, bo poznaliście to, co w nim najlepsze.
Tekst to zapis rozmowy między panią Aldwych, a gościem odwiedzającym jej niedawno kupiony dom. W większości dotyczy on teorii kobiety, wyjaśniającej pochodzenie niezwykłych zjawisk (duchy, dziwne hałasy itd.) Szczerze przyznaję, że wydał mi się po prostu nudny. Nie lubię takich rozważań, a stare opowiadania grozy często są ich pełne. Na szczęście pod koniec lektury troszkę się ożywiłam.

Pani Aldwych opisała swoje spotkanie z duchem, kiedy pewnej nocy została sama w domu. Obudziła się i poczuła ogromny lęk, którego przyczyny nie potrafiła sprecyzować. Nie minęło jednak dużo czasu i usłyszała kroki... Tajemnicza postać zbliżała się do jej sypialni, a potem minęła ją, zahaczając po drodze o klamkę. I to właśnie dla tego fragmentu warto było przeczytać całe opowiadanie.

Edward Frederic Benson pisał naprawdę dobrze. Choć czasami jego teksty mnie nudzą, właśnie ze względu na wcześniej wspomniane rozważania, czy też dziwne teorie, które w ogóle mnie nie przekonują. Stworzył jednak kilka naprawdę dobrych opowiadań (słynny "Pokój na wieży", "Noc Gavona", o których pewnie jeszcze napiszę...). I nawet w tych, które mi się nie podobają, widać jego świetny styl, który błyszczy zwłaszcza wtedy, kiedy autor opisuje niezwykłe i tajemnicze zjawiska.

Pani Aldwych mogła uważać, że tak naprawdę nie miała do czynienia z duchem. Nieważne. Ważne że to, co widziała i słyszała, zostało przedstawione w tak przekonujący sposób. Nie potrzebuję już jej wyjaśnienia, ani też wyjaśnień samego autora. Ta jedna scena zapadnie mi w pamięć i to chyba wystarczy. Tymczasem będę nadal poznawać teksty Bensona (nie skończyłam jeszcze całego zbioru) z nadzieją, że będzie tam więcej opowieści o duchach.

Moja ocena: 3/6
_____________
Zródło zdjęcia: unsplash.com

11/03/2016 08:48:00 AM

Charlie Donlea "Dziewczyna z Summit Lake"

Charlie Donlea "Dziewczyna z Summit Lake"
Autor: Charlie Donlea
Tytuł: "Dziewczyna z Summit Lake"
Tytuł oryginału: "Summit Lake"
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2016
Liczba stron:416
"Tak to chyba jest w małych miasteczkach. Dzieje się dużo podejrzanych rzeczy"
To jednak nie będzie opowieść o małym miasteczku. A przynajmniej nie będzie ono na pierwszym planie. Summit Lake to tylko miejsce akcji, miejsce morderstwa Bekki Eckersley oraz prowadzenia dziennikarskiego śledztwa w tej sprawie przez Kelsey Castle. "Dziewczyna z Summit Lake" to przede wszystkim historia tych dwóch kobiet i tego, co je spotkało.

Becca Eckersley była studentką pierwszego roku prawa. Córka bogatych rodziców, pochodząca z dobrej rodziny z prawniczymi tradycjami, mająca wielu znajomych. Brutalnie zamordowana, kiedy uczyła się do egzaminu w letnim domu jej rodziców w małym miasteczku Summit Lake. Co się stało? Kto ją zaatakował? Czy było to tylko zwyczajne włamanie, które skończyło się bardzo źle, jak sugeruje policja? A może zrobił to ktoś, kto dobrze znał Beccę? Ponieważ policyjne śledztwo toczy się niezwykle powoli, a sprawa wygląda na intrygującą, do Summit Lake zostaje wysłana Kelsey Castle. To dziennikarka specjalizująca się w podobnych sprawach. Ma za zadanie odkryć, co tak naprawdę stało się z Beccą i co doprowadziło do jej śmierci. To ma być też rodzaj terapii - z dala od Miami, gdzie mieszka na co dzień, Kelsey ma zapomnieć o traumatycznych przeżyciach, które niedawno były jej udziałem. Kobieta początkowo bagatelizuje całą sprawę uznając, że nie ma w niej nic niezwykłego. Jednak szybko wpada na trop. I od tej pory robi wszystko, żeby odkryć prawdę o życiu i śmierci Becci.

Ta powieść intrygowała mnie już od dawna, jeszcze od czasu kiedy widziałam tylko jej zapowiedzi. W końcu miałam szansę ją przeczytać i przyznaję, że jestem zadowolona. Chociaż mam do niej trochę zastrzeżeń. Ale po kolei.

Do mocnych stron książki zdecydowanie należy miejsce akcji. Urokliwe miasteczko Summit Lake, z jednej strony położone nad jeziorem, z drugiej otoczone przez góry, nie wydaje się być miejscem, w którym ktoś może popełnić morderstwo. Jest zbyt idealne. A jednak ma tam miejsce straszliwa zbrodnia, która wstrząsa lokalną społecznością. Interesująca jest też postać Becci. Poznajemy ją dzięki rozdziałom opisującym jej życie w collegu i na pierwszym roku studiów. Możemy dowiedzieć się, jaka była, co ją interesowało i jak wyglądały jej relacje z przyjaciółmi. Przy okazji możemy obstawiać, kto z nich (jeśli to jedna z tych osób) mógł ją zamordować. Sama konstrukcja powieści również mi się podobała. Akcja biegnie dwutorowo - na przemian możemy obserwować życie Becci i wydarzenia przybliżające ją do tragicznej śmierci, a także dziennikarskie śledztwo prowadzone przez Kelsey Castle.

Nie podobało mi się wyjaśnienie zagadki morderstwa. Autorka troszkę zakpiła sobie z czytelnika, wyłącząjąc z grona podejrzanych bardzo prawdopodobną osobę, a później cudownie przywracając ją do niego na samym końcu powieści. O ile coś podobnego podoba mi się w wykonaniu Jeffery'ego Deavera (który bardzo zręcznie potrafi zmanipulować i wywieść w pole czytelnika), o tyle ten zabieg zastosowany w "Dziewczynie..." nie przypadł mi do gustu. Nie do końca też polubiłam Kelsey. Miała być ona bardzo sprytną dziennikarką śledczą. Tymczasem zwierzanie się ze szczegółów śledztwa nowo poznanej w Summit Lake osobie było bardzo nierozsądne. Wiem, że budziła ona zaufanie, ale szanujący się dziennikarz nie powinien tak łatwo opowiadać o tym, co właśnie udało mu się odkryć. Zwłaszcza w sprawie, którą ktoś z pewnych względów bardzo chce zatuszować.

Ostatecznie "Dziewczyna z Summit Lake" okazała sie przyzwoitą, wciągającą lekturą. Powinna spodobać się miłośnikom mało krwawych kryminałów, którzy chętnie będą przyglądać się życiu Becci oraz postępom w śledztwie Kelsey i zechcą sami zmierzyć się z zagadką śmierci tytułowej dziewczyny. Nie jest to jednak mroczna książka, której się spodziewałam. Chociaż przyznaję, że historia Becci zapadła mi w pamięć i skłoniła do rozmyślań. Bo okazała się ona niezwykle ciekawą, niejednoznaczną osobą. Szkoda, że autorka nie poświęciła temu wątkowi jeszcze więcej miejsca. Z drugiej strony, zasygnalizowała pewne rzeczy, pozostawiając czytelnikowi miejsce do rozważań i snucia własnych teorii.

Jeżeli chodzi o książki wydane w tym roku przez Filię, zdecydowanie bardziej polecam "Dziewczynę w walizce". Natomiast ta lektura również powinna się sprawdzić, jeśli zechcecie na chwilę przenieść się w wyobraźni do urokliwego Summit Lake i rozwiązać zagadkę śmierci studentki prawa. Na leniwy, jesienny wieczór - będzie bardzo dobra.

Moja ocena: 4/6
___________
Zródła zdjęć: 
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/292938/dziewczyna-z-summit-lake
2. unsplash.com
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger