Ponure Poniedziałki: Aleksy K. Tołstoj "Rodzina wilkołaka"


Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Opowieści niesamowite. Groza i niesamowitość w prozie rosyjskiej XIX i początku XX wieku" (PIW, 1990).


Jedną z ulubionych rozrywek ludzkości jest opowiadanie strasznych historii. Czy to przy ognisku czy przy kominku, w słoneczny dzień lub w księżycową noc... W opowiadaniu Aleksego Tołstoja mamy do czynienia z podobną sytuacją. Otóż grupa szlachetnie urodzonych osób, goszcząca u księżny Schwarzenberg, wieczorami zabawiała się opowiadaniem przerażających historyjek. Jako że towarzystwo pochodziło z różnych krajów, każdy starał się przedstawić pozostałym ludowe podania z ojczystych stron. Jednak dopiero stary markiz d'Urfe zauważył, że nikt z obecnych nie przeżył na własnej skórze tego, o czym z tak wielkim zapałem mówi. Dopiero on, jako jedyny, może opowiedzieć niezwykłe i wstrząsające wydarzenia z własnej przeszłości. Z czasów, gdy udał się w charakterze posła z misją dyplomatyczną do hospodara mołdawskiego...

Młody d'Urfe, podróżując przez Serbię, zatrzymał się w gościnie w pewnej wsi. Mieszkańcy domu, w którym miał nocować, byli z jakiegoś powodu ogromnie przygnębieni, co wydało się gościowi bardzo dziwne. Zaraz jednak wyjaśniono mu, że cała rodzina martwi się o dziadka, który wraz z innymi ludźmi z okolicy wyruszył na wyprawę przeciwko groźnemu zbójnikowi terroryzującemu okolicę. Na odchodnym starzec zapowiedział, że jeśli nie wróci przed upływem dziesięciu dni, będzie to oznaczało że zginął. Jeśli jednak pojawi się po tym terminie... zaklinam was, abyście dla swego dobra do domu mnie nie wpuszczali. Gdyby tak się stało - nakazuję wam - zapomnijcie, żem był wam ojcem i wbijcie mi kołek osinowy w piersi, choćbym nie wiem, co robił i mówił. Oznaczać to będzie, żem się w przeklętego wilkołaka przemienił i przyszedł krew waszą wyssać
Właśnie mijał dziesiąty dzień...


Trzeba jeszcze dodać, podając za Aleksym Tołstojem (bo jak to, ten wilkołak jakoś zbytnio podobny do wampira!) następujące wyjaśnienie: wilkołaki, jak nazywają u ludów słowiańskich wampiry, to według wyobrażeń tubylców nic innego jak nieboszczycy, którzy wychodzą z grobów, aby wyssać krew z żyjących. Mają analogiczne przyzwyczajenia, co i wszystkie pozostałe wampiry, lecz pewna cecha szczególna czyni je jeszcze bardziej niebezpiecznymi, wilkołaki, łaskawe panie, wysysają przeważnie krew z najbliższych swych krewnych i najwierniejszych swych przyjaciół, a ci zaś, kiedy umrą, również przemieniają się w wampiry.
Widać wyraźnie, że opisane wilkołaki nie mają wiele wspólnego z likantropią... Ale nie o to chodzi. Najważniejsze jest to, że mogą być śmiertelnie niebezpieczne.

Opowiadanie jest genialne. Aleksy Tołstoj stworzył tak zajmującą opowieść i przedstawił ją tak umiejętnie stopniując napięcie, że nie mogłam się oderwać od lektury.
Właściwie nie mamy wątpliwości, że stary Gorcza jest już wilkołakiem, choć wrócił do domu w takim momencie, że jego rodzina nie jest pewna czy minęło już "przepisowe" dziesięć dni. Jego dziwne zachowanie zdaje się wiele wyjaśniać. Wychodzenie z domu w środku nocy, próby wywabienia wnuków na zewnątrz (czyżby w celu zabicia ich?), czuwanie najstarszego syna, który zawczasu przygotował sobie osinowy kołek, aby użyć go w razie potrzeby... Mimo wszystko do pewnego momentu nikt z rodziny nie decyduje się na radykalny krok. A Gorcza staje się coraz groźniejszy, co z przerażeniem obserwuje d'Urfe, którego zła pogoda zmusiła do korzystania z gościnności nieszczęsnej rodziny dłużej, niż to było przewidziane. Wszystko jest tym bardziej przerażające, że potencjalny wilkołak wydaje się polować na swoje własne dzieci i wnuki. Na najbliższych.

W całym tekście nie brakuje scen wywołujących dreszcz zgrozy. Nagłe pojawienie się starego, wracającego z wyprawy, i szalone ujadanie psa, który przecież bardzo dobrze go znał. Zły sen markiza i zobaczona po przebudzeniu twarz starego, wpatrującego się w gościa przez okno. Piękna Zdenka i zmiana, jaka w niej zaszła, pod wpływem nieszczęść które dotknęły jej rodzinę... Gdyby ktoś zdecydował się stworzyć wierną adaptację tego opowiadania, miałby wielkie pole do popisu. 

Zachwycam się całym opowiadaniem. jedynie samo zakończenie, ostatnie zdanie, budzi moje wątpliwości. Czy nie byłoby lepiej, gdyby na koniec swojej opowieści markiz d'Urfe uśmiechnął się diabolicznie, odsłaniając jednocześnie niezwykłej długości kły? I tutaj opowieść mogłaby się urwać... Nie będę jednak sugerować, że jestem lepsza w snuciu opowieści od Aleksego Tołstoja. O nie.
A "Rodzinę wilkołaka" gorąco polecam. Najlepiej w nocy, czytaną/opowiadaną przy kominku lub ognisku. Lub przy samym świetle Księżyca. Koniecznie w pełni.

Moja ocena: 5,5/6
_____________________
Źródło zdjęcia: https://www.pinterest.com/pin/375417318908595686/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger