Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ponure Poniedziałki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ponure Poniedziałki. Pokaż wszystkie posty

5/20/2019 02:00:00 PM

Ponure Poniedziałki: Julius Long "The Pale Man"

Ponure Poniedziałki: Julius Long "The Pale Man"
Opowiadanie można przeczytać TUTAJ
I wonder if the man in N. 212, too, has come here for a rest. He is so very pale.
Narrator opowiadania to mężczyzna, który przyjechał do małego, cichego hotelu, aby wypocząć. Zmaga się z pewnymi problemami ze zdrowiem, dlatego musiał chwilowo zrezygnować z pracy i udać się w okolice o korzystniejszym dla niego klimacie. Bohater jest niezwykle znudzony brakiem towarzystwa. Oprócz niego stałymi gośćmi hotelu są pewna starsza pani oraz wspomniany już mężczyzna z pokoju 212. Narrator jest nim zafascynowany, dyskretnie śledzi wszystkie jego poczynania i chciałby nawiązać z nim kontakt. The Pale Man najwidoczniej unika innych ludzi i woli swoje własne towarzystwo. Jest w nim jednak - oprócz wspomnianej bladości - coś dziwnego. Otóż na początku zajmuje najbardziej oddalony od innych pokój na piętrze. Jednak co jakiś czas zmienia swoje miejsce zamieszkania, i tak z pokoju 212 przenosi się do 211, następnie do 210... Coraz bliżej pokoju narratora. Przyznacie sami, że jest to niezwykle niepokojące.

Julius Long żył w latach 1907-1955 i był autorem opowiadań o tematyce detektywistycznej oraz paranormalnej. Mieszkał w Ohio, wykonywał zawód prawnika, a prywatnie kolekcjonował broń. The Pale Man to prawdopodobnie jego najpopularniejsze opowiadanie. Inne jego teksty, o dosyć intrygujących tytułach, to na przykład: Nightcap of Terror, Death's Dancing Master czy Merely Murder.

Wydaje mi się, że dosyć łatwo przewidzieć kim jest tytułowy mężczyzna. Nie umniejsza to jednak radości z czytania, tym bardziej że mimo wszystko pomysł ze zmienianiem pokojów i przybliżaniem się do głównego bohatera był dosyć intrygujący i niepokojący zarazem. Poza tym osobiście bardzo podoba mi się pomysł hotelu jako miejsca akcji - wprowadza to dodatkowy element niepewności, ponieważ zazwyczaj bohater (i czytający) nie mają pojęcia, jakie tajemnice kryje dane miejsce oraz jego goście, o właścicielach nie wspominając. 

To było krótkie, ale udane spotkanie z klasyką horroru. Dobrze jest wrócić do Ponurych Poniedziałków i przerażających (mniej lub bardziej) opowiadań!

Moja ocena: 4,5/6

3/25/2019 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: M. R. James "Szkolne opowiadanie"

Ponure Poniedziałki: M. R. James "Szkolne opowiadanie"
Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Opowieści starego antykwariusza" (C&T, 2005)
Nigdy nie wiesz, co przyjdzie do głowy chłopcom w szkole. Mają swoją własną mitologię. Przy okazji, to dobry temat dla ciebie: folklor szkolnych pensjonatów.
Faktycznie, ogromne i ponure gmachy dawnych szkolnych internatów (a także niektórych współczesnych) mogą być idealną scenerią dla historii o duchach i wszelkich zjawiskach niewyjaśnionych. O takich opowieściach zaczynają rozmawiać między sobą dwaj mężczyźni, usadowieni bezpiecznie i wygodnie w palarni, którzy lata szkolne mają już dawno za sobą. Ale może jednak pamiętają nietypowe zjawiska, których byli świadkami lub o których od kogoś słyszeli?

Początek tekstu przypomina zbiór krótkich creepypast, ponieważ pewne historie są wspominane tylko skrótowo i mają w sobie coś uniwersalnego, niczym powtarzane od pokoleń opowieści o duchach. W pewnym momencie jeden z bohaterów powraca do wspomnień z lat młodości i do pewnego zdarzenia, którego był świadkiem. Mamy w tej historii oczywiście internat, groźnego nauczyciela łaciny oraz wiadomości pochodzące najprawdopodobniej z zaświatów. Muszę przyznać, że całość ma tę przyjemną właściwość, że wywołuje leciutką gęsią skórkę, nie powoduje natomiast późniejszych problemów z zasypianiem. I chociaż tajemnicze zdarzenia oraz to, co działo się potem, zostają nam przybliżone może ze zbyt dużą dokładnością (opis odnalezienia pewnej studni i jej zawartości nie był moim zdaniem potrzebny), całość jest dość dobra. Dość, ponieważ M. R. James ma w swoim repertuarze o wiele mroczniejsze i zapadające w pamięć historie. 

"Szkolne opowiadanie" traktowałabym raczej jako interesującą ciekawostkę i być może przyczynek do tego, żeby wraz z przyjaciółmi ze szkolnych lat przypomnieć sobie niewyjaśnione zjawiska, które kiedyś nas spotkały oraz miejsca, które budziły w nas strach. Sama do tej pory pamiętam niesamowite historie, które opowiadałyśmy sobie z jedną z koleżanek w podstawówce. Oraz fakt, że moje gimnazjum wybudowane było na miejscu dawnego kościoła, a teren będący obecnie boiskiem był kiedyś cmentarzem... Podziemia tego budynku, w których mieściły się nasze szatnie, sprawiały dosyć ponure wrażenie.

A Wy, macie w zanadrzu jakieś przerażające historie z lat szkolnych?

Moja ocena: 4/6

3/11/2019 07:42:00 AM

Ponure Poniedziałki: Arthur Conan Doyle "Groza przestworzy"

Ponure Poniedziałki: Arthur Conan Doyle "Groza przestworzy"
Opowiadanie można znaleźć w zbiorze "17 podniebnych koszmarów" (Prószyński i S-ka, 2019).


Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy ponad chmurami, daleko poza zasięgiem naszego wzroku, żyją jakieś tajemnicze stworzenia? Oczywiście teraz wiemy, że tak nie jest, ale dawniej, kiedy lotnictwo dopiero raczkowało, mogło to być bardzo ważne pytanie. W opowiadaniu Arthura Conan Doyle'a poznajemy dziennik pewnego lotnika przekonanego o tym, że w powietrzu żyją niezwykle groźne istoty. Oczywiście dopiero na pewnej wysokości i tylko w określonych obszarach. Lotnik ten postanowił przekonać się naocznie czy jego teoria jest prawdziwa. Był niezwykle zdeterminowany i odważny. Czy jednak jego misja zakończyła się powodzeniem...?


Szczerze przyznaję, że o ile temat stworzeń żyjących w głębinach oceanu jest dla mnie fascynujący, tak nigdy nie myślałam o tym, co mogłoby - przynajmniej teoretycznie - żyć gdzieś ponad chmurami. Jak wyglądałyby takie istoty? Z czego składałyby się ich ciała? Czy byłyby niebezpieczne dla człowieka? Na te wszystkie pytania odpowiada Arthur Conan Doyle, do tego czyni to w sposób niezwykle ciekawy. I chociaż "Groza przestworzy" nie wywołuje dreszczy przerażenia u współczesnego czytelnika, osoby współczesne autorowi mogły odbierać ją zupełnie inaczej. Nawet teraz wizja lotnika wzbijającego się na coraz większą wysokość w swoim małym samolocie, samotnie, ma w sobie coś strasznego. Ma się świadomość, że cokolwiek wydarzy się gdzieś tam ponad chmurami, ten człowiek będzie z tym zupełnie sam. I chyba to przestraszyło mnie odrobinę podczas lektury, taka wizja samotnego stawiania czoła czemuś nieznanemu i niesamowicie tajemniczemu. 

Całość jest jak najbardziej poprawna, jednak raczej nie wywołuje skrajnych emocji. Nie po tylu latach. Jeśli jednak znacie tego autora tylko i wyłącznie z przygód Sherlocka Holmesa, warto sięgnąć po inny jego tekst. "Groza przestworzy" będzie tutaj dobrym wyborem, możecie też zajrzeć do wydanego przez C&T zbioru "Dziwne zjawiska". Choćby po to, żeby przekonać się, jak Arthur Conan Doyle, interesujący się przecież spirytyzmem i paranormalnymi zjawiskami, potrafił pisać o tego rodzaju sprawach. 

Moja ocena: 4/6
______________________
Źródło zdjęcia: Photo by Bryan Minear on Unsplash

3/04/2019 02:19:00 PM

Ponure Poniedziałki: E. Michael Lewis "Ładunek"

Ponure Poniedziałki: E. Michael Lewis "Ładunek"
Opowiadanie można znaleźć w zbiorze "17 podniebnych koszmarów" (Prószyński i S-ka, 2018).
Słyszałem jeszcze inny dźwięk, dochodzący z wnętrza skrzyni koło mojego ucha. Coś się w niej szamotało, coś przesiąkłego wilgocią i skalanego, coś, czego nie chciałem zobaczyć, coś, co pragnęło się wydostać na zewnątrz.
Samoloty transportowe przewożą bardzo różne ładunki. Zwłaszcza te należące do wojska. Czasem mogą to być samochody, innym razem materiały wybuchowe, czasami po prostu żołnierze. Główny bohater tego opowiadania pracował na pokładzie takiego samolotu jako specjalista od załadunku i wydawałoby się, że niewiele może go zaskoczyć i przestraszyć. Miał doświadczenie i był naprawdę dobry w tym, co robił. Jednak tym razem wysłano go w taką misję, której naprawdę wolałby nie wykonać. Mówi Wam coś nazwa Jonestown?

Kiedy podróżujesz samolotem (chociaż nie tylko, ale w tym przypadku szczególnie), Twoją uwagę na pewno zwracają wszelkie dźwięki odbiegające od normy. Zazwyczaj sygnalizują one, że coś jest nie w porządku, a im szybciej wykryje się potencjalny problem, tym lepiej. Bohater opowiadania miał jednak opory przed zgłoszeniem pilotom, że od strony zgromadzonych w ładowni trumien dobiegają odgłosy dziecięcej zabawy... Postanowił sam to sprawdzić.


Opowiadanie jest krótkie i bardzo konkretne. Autor dobrze buduje napięcie, już na samym początku sygnalizując, że będziemy mieć do czynienia z dziwnymi zdarzeniami o trudnym do wytłumaczenia charakterze. Podobało mi się, że narratorem historii był mężczyzna, którego zadaniem było zajmowanie się ładunkiem i który bez wahania postanowił sprawdzić, co jest źródłem dziwnych dźwięków. A także fakt, że główny bohater bardzo szybko stracił pewność siebie... Szkoda tylko, że autor nie rozwinął bardziej swojego pomysłu. Jestem ciekawa co by było, gdyby lot trwał o wiele dłużej - jakie jeszcze niespodzianki czekałyby na bohaterów tekstu?

Czytałam już horror kolejowy (głównie w wydaniu Stefana Grabińskiego), ale nie przyszłoby mi do głowy, że można stworzyć cały zbiór opowiadań grozy dotyczących horroru...samolotowego?;) Jednak już pierwszy tekst przekonał mnie, że był to naprawdę trafiony pomysł. Nie mogę się doczekać dalszej lektury "17 podniebnych koszmarów", tym bardziej że w książce znalazły się teksty takich autorów, jak Arthur Conan Doyle, Roald Dahl, Ray Bradbury, Joe Hill czy Stephen King. Opowiadanie E. Michaela Lewisa było bardzo dobre, choć chętnie przeczytałabym jeszcze dłuższy tekst tego autora. Zbiór rozpoczął się mocnym akcentem, mam nadzieję że dalej będzie jeszcze lepiej.

Moja ocena: 4,5/6
____________________________
Źródło zdjęcia: https://unsplash.com/photos/aGpFT7AXhag

2/18/2019 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Joyce Carol Oates "Where Are You Going, Where Have You Been?"

Ponure Poniedziałki: Joyce Carol Oates "Where Are You Going, Where Have You Been?"
Opowiadanie można przeczytać online TUTAJ
Her name was Connie. She was fifteen and she had a quick, nervous giggling habit of craning her neck to glance into mirrors or checking other people's faces to make sure her own was all right.
Ładna nastolatka, niezbyt dobrze dogadująca się z rodzicami i starszą siostrą. Znudzona, próbująca znaleźć jakąś rozrywkę w okazjonalnych wypadach z przyjaciółką do centrum handlowego i restauracji. Przy okazji tych wyjść próbująca skupić na sobie uwagę płci przeciwnej, co czasem się udawało. Dziewczyna, jakich wiele. A jednak musiało być w niej coś wyjątkowego, skoro pewnego wieczoru chłopak, który zobaczył ją na parkingu postanowił, że musi ją zdobyć. 
Gonna get you, baby
Kiedy Arnold przyjechał do domu Connie pewnego niedzielnego popołudnia i zaproponował wspólne spędzenie czasu, dziewczyna była na równi zaniepokojona, jak i zaintrygowana. W ogóle go nie znała (choć pamiętała go z tamtego wieczoru, kiedy widziała go przelotnie na parkingu), w dodatku w domu nie było nikogo oprócz niej. Ale takie zainteresowanie naprawdę może pochlebiać. Szczególnie kiedy ma się w perspektywie zrobienie czegoś ciekawego w to nudne, upalne popołudnie. Im dłużej jednak Connie rozmawiała z nieznajomym, tym bardziej coś jej nie pasowało...


Autorka zadedykowała swoje opowiadanie Bobowi Dylanowi. To jego piosenka It's All Over Now, Baby Blue zainspirowała ją do napisania tekstu. Luźno opartego na historii mordercy Charlesa Schmida. To jedno z bardziej znanych dzieł Joyce Carol Oates, które doczekało się mnóstwa interpretacji. Można rozumieć je dosłownie, ale również doszukiwać się w nim pewnych ukrytych znaczeń. Connie i Arnold mogą reprezentować pewne określone siły lub postawy, a tajemnicze liczby namalowane na samochodzie mężczyzny mogą być zarówno odniesieniem do konkretnego fragmentu Biblii, jak też do wieku bohaterów tekstu. Całą historię można również odczytywać alegorycznie i - podobnie jak w przypadku jej określonych fragmentów - na kilka sposobów. Tak naprawdę to od czytelnika zależy, którą interpretację wybierze, czy też może pozostanie przy dosłownym odczytaniu fabuły.

To intrygująca, wzbudzająca niepokój historia. Od początku wiadomo, że nie skończy się dobrze, chociaż pierwsze akapity nie zapowiadają jeszcze niczego szczególnego: ot, opis życia znudzonej nastolatki, skupionej na podrywaniu chłopaków. Cały tekst ma jednak niesamowicie ponurą i duszną atmosferę, a im dłużej go czytamy, tym większe mamy przekonanie, że wszystko zmierza w naprawdę złym kierunku. Joyce Carol Oates udało się stworzyć świetnie napisane i bardzo sugestywne opowiadanie, dające możliwość wielu różnych interpretacji. Z pewnością warto je przeczytać. A jeśli jesteście zainteresowani przypadkiem Charlesa Schmida, na którym luźno opiera się ta historia, polecam przeczytać artykuł Dona Mosera The Pied Piper of Tucson: He Cruised in a Golden Car, Looking for the Action, opublikowany w magazynie Life w 1966 roku. Jest dostępny online, a odnośnik do niego można znaleźć TUTAJ (wybaczcie, nie działa mi bezpośredni link). W oparciu o tę sprawę Jaśmin z mojego ulubionego kanału na YT Stanowo mogłaby stworzyć naprawdę dobry odcinek.

Moja ocena: 5/6
___________________
Źródło zdjęcia: https://unsplash.com/photos/6sTTfLhurao

2/11/2019 09:44:00 AM

Ponure Poniedziałki: Angela Carter "The Lady of the House of Love"

Ponure Poniedziałki: Angela Carter "The Lady of the House of Love"
Opowiadanie można przeczytać online TUTAJ

Gdzieś w Rumunii, w posiadłości położonej tuż obok kompletnie opuszczonej wioski, mieszka dziedziczka rodu. Jest wampirem, w prostej linii potomkiem Drakuli. I bardzo chciałaby być człowiekiem. Czy młody, przystojny żołnierz, który właśnie zmierza do wioski - kompletnie nieświadomy tego, co go tam czeka - może odmienić jej los? 

To mroczna opowieść, wykorzystująca motywy rodem z gotyckich powieści o wampirach. A także przedstawiająca, w zmienionej formie, baśń o śpiącej królewnie. Początkowo została napisana jako słuchowisko radiowe zatytułowane "Vampirella" (prawidziwie koszmarny tytuł). Później, już w formie opowiadania, ukazała się w zbiorze "The Bloody Chamber". "The Lady..." zawiera mnóstwo odniesień do innych tekstów kultury, a ich wyszukiwanie może być dobrą zabawą. Oprócz tego ważna jest również symbolika: skowronek więziony w klatce przez piękną wampirzycę, niesamowite róże otaczające jej posiadłość, światło (i jego brak), a także... rower, na którym przyjechał dzielny żołnierz. Ponadto same główne postacie reprezentują dwa różne światy. Wampirzyca to ucieleśnienie wszystkiego co mroczne, tajemnicze i niewyjaśnione, a zarazem należące do przeszłości. Angielski żołnierz reprezentuje z kolei przyszłość i racjonalizm. Nawet jego odwaga wynika z tego, że po prostu nie wierzy w zjawiska nadprzyrodzone (this lack of imagination gives his heroism to the hero). 


Opowiadanie podzielone jest na dwie części. Początkowo poznajemy główną bohaterkę i jej codzienne (conocne) zwyczaje, a także jej pragnienie zostania człowiekiem. Mężczyzna, przepowiedziany jej przez karty tarota, pojawia się dopiero później. Czy uda mu się pomóc wampirzycy? A może stanie się jej kolejnym posiłkiem? Autorka utrzymuje czytelnika w napięciu do samego końca. 

Podobało mi się wykorzystanie i przekształcenie przez Angelę Carter znanych motywów, a także przewrotne odwrócenie konwencji (czy można zamienić wampira w człowieka?). Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że wszystkiego było nieco za dużo, przez co czytanie było trochę męczące. Może po prostu - jakkolwiek lubię wampiry i wszelkie odniesienia literackie - to nie do końca były moje klimaty. Tak czy inaczej, warto sięgnąć po ten tekst. Sama chętnie zajrzałabym też do całego zbioru, żeby przeczytać kolejne niesamowite opowiadania i tropić następne powiązania z baśniami (i nie tylko).

Moja ocena: 4/6
______________________
Źródło zdjęcia: Photo by Nikita Tikhomirov on Unsplash

1/21/2019 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Kacper Kotulak "Death metal"

Ponure Poniedziałki: Kacper Kotulak "Death metal"
Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Pokłosie. Antologia opowiadań w hołdzie Stephenowi Kingowi" (Wydawnictwo Gmork, 2015)

Tommy był biedny. Tak bardzo, ze ledwo wiązał koniec z końcem. Jemu i jego dziewczynie ciężko było opłacić czynsz, a już na pewno mężczyzna musiał pożegnać się z marzeniami o nowej gitarze. Nie stać go było nawet na używaną i mocno przecenioną gitarę, którą widział na wystawie miejscowego lombardu. To musiał być zresztą jakiś przekręt - instrument wyglądał na porządny i niezniszczony, piękny okaz czarnego B.C. Rich Mockingbirda, wystawiony był za śmieszne pieniądze, a mimo to wciąż tkwił w lombardzie. Czasami wprawdzie znikał na kilka dni, ale zawsze pojawiał się znowu, w tym samym miejscu, tyle że z jeszcze niższą ceną. Mimo wszystko gitara przyciągała Tommy'ego jak magnes. Musiał ją mieć. 


Opowiadanie wykorzystuje znany w horrorach motyw, pojawiający się często i u Stephena Kinga: przeklęty przedmiot. Nie przypominam sobie jednak, żebym kiedyś czytała tekst, w którym feralnym przedmiotem była właśnie gitara. To mnie zaciekawiło. Całość jest krótka, ale sprawnie napisana. Zadziornie, momentami brutalnie (w końcu to horror), z elementami humoru. To wszystko sprawiło, że choć sam pomysł naprawdę nie jest niczym nowym, a w dodatku nie potrafił mnie przestraszyć, to i tak czytałam z ogromną przyjemnością. 
Cecil Boyd, na co dzień właściciel lombardu, siedział za ladą rozparty na plastikowym krześle i bawił się rewolwerem Smith&Wesson. W miejscu takim jak to broń była równie oczywistym elementem wyposażenia, co sam Cecil Boyd.
Czy opowiadanie przywodziło na myśl prozę Kinga? W pewnym sensie tak, już ze względu na fabułę. W twórczości Kinga przewija się motyw przeklętych przedmiotów oraz ludzi opętanych chęcią ich posiadania - weźmy na przykład "Christine" i złowrogi samochód obdarzony własną inteligencją czy "Sklepik z marzeniami", w którym ludzie płacili niewiarygodnie wysoką cenę za rzeczy, które musieli mieć. Również umieszczenie akcji opowiadania w USA budzi odpowiednie skojarzenia. Biorąc pod uwagę to, jak również sam sposób poprowadzenia narracji "Death metal"miał pełne prawo znaleźć się w tym zbiorze. Czy pozostałe teksty wypadają równie dobrze? Nie wszystkie, sądząc po opiniach na Lubimy Czytać. Sama nie miałam jeszcze okazji się o tym przekonać... A Wy?

Moja ocena: 4,5/6
_______________
Źródło zdjęcia: Photo by Ana Grave on Unsplash

1/14/2019 09:00:00 AM

Ponure Poniedziałki: Algernon Blackwood "Drugie skrzydło"

Ponure Poniedziałki: Algernon Blackwood "Drugie skrzydło"
Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Wendigo i inne upiory" (C&T, 2006)
Zdumiewało go, że po zmierzchu zawsze ktoś zaglądał przez uchylone drzwi do jego sypialni i wycofywał się tak szybko, że nigdy nie był w stanie dostrzec twarzy.
Oczywiście ani rodzice, ani niania niespecjalnie wierzyli małemu Timowi, kiedy mówił o tych niezwykłych odwiedzinach. Na szczęście chłopiec w ogóle nie bał się tajemniczej istoty, zaglądającej do jego pokoju, a czasem przyprowadzającej ze sobą towarzystwo... Nie wyczuwał bijącego od niej zła. O co więc chodziło? Kto pojawiał się o zmierzchu w jego sypialni i obserwował, czy chłopiec już zasnął? Tim miał na ten temat pewną teorię.
- To przychodzi z Korytarza Koszmarów - stwierdził - ale nie jest koszmarem.
Wyobrażał sobie, że tajemnicza istota zamieszkuje zamknięte drugie skrzydło jego domu, do którego nikt nie wchodził. Wydawało mu się, że jest władcą snów i opiekuje się nim. Nie obawiał się jej. Dlatego, kiedy nadarzyła się okazja, żeby (oczywiście w tajemnicy przed rodzicami) odwiedzić drugie skrzydło, w ogóle się nie wahał. 


Opowiadanie zaczęło się niezwykle obiecująco. Od razu przyszedł mi na myśl klasyczny wątek potworów straszących małe dzieci. Blackwood miał jednak zupełnie inny pomysł na ten tekst. A to już nie do końca mi się spodobało. Chociaż cała koncepcja nie była zła. Podczas lektury zastanawiałam się jednak, na ile rzeczywiście mamy tu do czynienia z fantastycznymi wydarzeniami, a na ile wszystko rozgrywa się jedynie w wyobraźni chłopca. Zakończenie natomiast nieco mnie rozczarowało. Autor mógł zrezygnować ze zbędnych (moim zdaniem) objaśnień, bo jeśli wiemy za dużo, groza zaczyna się ulatniać. Może lepiej było zostawić czytelnika z kilkoma pytaniami odnośnie natury niepokojących zjawisk, które obserwował (i w których uczestniczył) Tim. Te niedociągnięcia wynagrodził mi jednak styl pisania Blackwooda sprawiający, że nawet banalna historia wciąga i przykuwa uwagę. 

Podsumowując: tekst jest dobry, ale spodziewałam się czegoś innego, a zastosowane przez autora rozwiązanie zupełnie mi nie odpowiada. To jednak nie koniec mojej przygody z twórczością Algernona Blackwooda, spodziewam się więc, że jeszcze wiele emocji przede mną.

Moja ocena: 4/6
________________________
Źródło zdjęcia: Photo by Greg Panagiotoglou on Unsplash


1/07/2019 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Joe Hill "Zdjęcie"

Ponure Poniedziałki: Joe Hill "Zdjęcie"
Tekst pochodzi ze zbioru "Dziwna pogoda" (Albatros, 2018)


Czy fotografie naprawdę mają moc odbierania duszy? Czy utrwalenie kogoś na zdjęciu może sprawić, że zabierzemy mu część jego osobowości? W to wierzyły (a być może nadal wierzą) niektóre plemiona. Nam, żyjącym w tym "lepszym", nowoczesnym świecie, wydaje się to śmieszne. Ale co by było, gdyby to była prawda? Gdyby ktoś miał aparat, który ma moc odbierania fragmentów wspomnień fotografowanej osoby? Gdyby ścigał różnych ludzi i - robiąc im zdjęcia - kradł im pamięć? To wszystko wydawało się niemożliwe, a główny bohater tej noweli wyśmiałby każdego, kto myśli inaczej. Do czasu, aż spotkał swoją sąsiadkę, wyraźnie skołowaną i mającą problemy z pamięcią, która dodatkowo bredziła coś o człowieku, który ją prześladował i robił jej zdjęcia. Oczywiście nie uwierzył od razu, chociaż poczuł się bardzo nieswojo. Ale bardzo szybko sam zetknął się z tajemniczym człowiekiem, który miał tylne siedzenie samochodu zapełnione albumami z fotografiami różnych ludzi i którego aparat wyglądał jak polaroid, choć tak naprawdę wcale nim nie był.


Czytając ten tekst miałam wrażenie, że napisał go Stephen King. Często tak jest, kiedy sięgam po utwory Joe'go Hilla, tym razem jednak to uczucie było niezwykle mocne. Może dlatego, że Hill poruszył tutaj temat starości, który tak często przewija się w ostatnich dziełach Kinga? Bo jak to jest, że nagle zaczynamy tracić pamięć, tak jakby ktoś chciał zabrać nam wszystkie wspomnienia? Czy zdjęcia naprawdę przechowują w sobie kawałek duszy fotografowanej osoby? I czy zakompleksiony, niezbyt pewny siebie nastolatek może pokonać kogoś, kto wydaje się być naprawdę groźnym przeciwnikiem?

To nowela przesycona grozą, ale też nostalgią. Między innymi dzięki temu, że czas akcji to koniec lat 80. Ale nie tylko. Główny bohater za wszelką cenę chce uratować gwałtownie tracącą pamięć staruszkę, która kiedyś była jego nianią i bezgranicznie go kochała. Za to teraz sama została przez niego zapomniana, do czasu aż na jaw wyszła sprawa człowieka z polaroidem. Tekst nie przeraża, za to jego czytanie wywołuje niepokój. Podczas lektury zaczynamy się zastanawiać nie tylko nad kwestią aparatu wymazującego wspomnienia i jego właściciela, tajemniczego mężczyzny, ale też nad zjawiskiem utraty pamięci. A także (czasem celowego) zapominania o pewnych, wcześniej niezwykle dla nas ważnych, osobach. 

Nie znalazłam w "Zdjęciu" wiele grozy, za to nie zawiodłam się na klimacie całości oraz konstrukcji całej historii, opowiedzianej z perspektywy głównego bohatera. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wykorzystując pomysł Hilla, jego ojciec mógłby stworzyć grubą, wielowątkową powieść, świetną lekturę na ponure zimowe wieczory. Tęsknię za takimi książkami Kinga;)

Moja ocena: 4,5/6
_______________
Zródło zdjęcia: https://unsplash.com/photos/BT67irL6UfE

12/10/2018 10:01:00 AM

Ponure Poniedziałki: Micah Dean Hicks "Ghost Jeep"

Ponure Poniedziałki: Micah Dean Hicks "Ghost Jeep"
Opowiadanie można przeczytać online TUTAJ
We have a '90s model Jeep Cherokee, green and dirty and banged up so bad only the driver's side doors open […] We have been sixteen and riding around the same small town since the night we died twenty years ago
Może powinnam wybrać opowiadanie o Swiętach, Mikołaju albo choćby o śniegu. Ale zaintrygował mnie tytuł tego tekstu, a kilka pierwszych zdań pozwoliło mi wciągnąć się w tę historię. To opowieść o trójce nastolatków, która dwadzieścia lat temu zginęła w wypadku samochodowym. Od tego czasu co noc przemierzają te same ulice małego miasteczka, wciąż wracają do znanych sobie miejsc, nawet jeśli te już dawno nie istnieją. Mieszkańcy wiedzą o nich i czasami mogą ich zobaczyć. Ale teraz pierwszy raz zdarzyło się, że ktoś zapragnął wsiąść do ich samochodu i wyruszyć z nimi w podróż...


To niezbyt straszne opowiadanie. Za to niezwykle smutne i nostalgiczne. Główni bohaterowie chcieliby się wyrwać ze stanu, w jakim się znajdują. A dziewczyna, która desperacko chce do nich dołączyć, chce uciec od swojego obecnego życia. To wszystko nie jest jednak takie proste. Razem z nastolatkami włóczymy się po miasteczku, którego mieszkańcy - choć żywi - might as well be ghosts, too. Poznajemy miejsca, które już dawno obróciły się w ruinę, a które w oczach bohaterów wyglądają tak, jak za ich życia. Wreszcie wysłuchujemy opowieści o wypadku i wtedy już wiemy, dlaczego ta trójka nie może zaznać spokoju. Podobnie jak ludzie żyjący w miasteczku...
We are angry. But mostly, we're hurt
Jeśli lubicie podobne klimaty (samochody-widmo, duchy, małe miasteczka...) to polecam lekturę tego opowiadania. Nie przestraszy Was, ale może zainteresować. Może niekoniecznie nadaje się na grudniową lekturę (jeśli ktoś chce wprawić się w świąteczny nastrój, nawet czytając horrory), ale z pewnością jest godne uwagi. 

Moja ocena: 4,5/6  
_________________________
Zródło zdjęcia: Photo by Holly Mandarich on Unsplash

12/03/2018 07:00:00 AM

Ponure Poniedziałki: Kate Pullinger "Breathe"

Ponure Poniedziałki: Kate Pullinger "Breathe"
Tekst możecie przeczytać, korzystając ze smartfona. Wystarczy kliknąć TUTAJ

"Breathe" to krótka opowieść o Flo, dziewczynie, która widzi duchy. Opowiada ona o tym czytelnikowi. Jednak chwilami do narracji wkrada się ktoś jeszcze. Ktoś, kto zwraca się już bezpośrednio do nas...

O "Breathe" przeczytałam na portalu Lubimy Czytać, dokładnie TU. Nie jest to typowe opowiadanie, a twórcy artykułu określają tekst mianem książki. Z tym jednak też trudno mi się zgodzić. W każdym razie jest to przykład zjawiska, które zyskało fachową nazwę "literatura ambientowa". Chodzi o pewną personalizację i o to, że akcja książki może zostać przeniesiona do Waszego miejsca zamieszkania. Dosłownie. "Breathe" korzysta z naszej lokalizacji i kamery w telefonie. W tekście pojawia się zdjęcie tego, co aktualnie jest przed nami. W fabułę wplecione są znajome nazwy ulic i miejscowości. Można odnieść wrażenie, że całość naprawdę skierowana jest dokładnie do nas. Dodatkowo w pewnym momencie podczas czytania litery zaczynają znikać z ekranu, obraz ciemnieje lub zaczyna się trząść... To wszystko, w połączeniu z fabułą rodem z horroru, może przerazić czytelnika. 

Ale... czy na pewno przeraża? Wydaje mi się, że 105 stron, z czego większość zawierająca tylko jedno (ewentualnie 2-3) zdanie, to trochę za mało, żeby stworzyć spójną i wciągającą (choćby tylko na chwilę) fabułę. A przynajmniej tutaj niezbyt się to udało. Tak, było to dla mnie niezwykłe doświadczenie i dostrzegam w takiej formie literatury ogromny potencjał. Mimo wszystko sam tekst mnie znudził. I to tyle, jeśli chodzi o jakieś głębsze emocje. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że gdyby za to samo wzięli się na przykład Stephen King, Peter Straub czy Dan Simmons, efekt byłby znacznie lepszy. 

A może to tylko ja marudzę, a innym się podobało? Chciałam się tego dowiedzieć z komentarzy pod wspomnianym wcześniej artykułem na LC. Jednak ograniczały się one głównie do narzekania na nowe technologie/bronienia ich i wychwalania książki papierowej. Czy naprawdę większość wypowiadających się osób nawet nie spróbowała przeczytać "Breathe", zanim napisała coś o takiej formie literatury? 

Co Wy myślicie o tej historii i jej formie? 

11/12/2018 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Stephen King "Opowieści makabryczne"

Ponure Poniedziałki: Stephen King "Opowieści makabryczne"


Dzisiaj będzie trochę nietypowo. Początkowo miałam wybrać jeden komiks z całego zbioru "Opowieści makabryczne" i trochę o nim opowiedzieć, ale ostatecznie zdecydowałam się napisać o całości. Tematyka jak najbardziej pasuje do Ponurych Poniedziałków. A czy same historie stworzone przez Kinga i zilustrowane przez Berniego i Michele Wrightson przerażają? No cóż, niekoniecznie. Ale i tak czytanie ich jest świetną zabawą, nie tylko dla fanów Stephena Kinga. 

Tytułowe makabryczne opowieści, to pięć historii prezentowanych przez Upiora, zwracającego się do czytelników "dzieciaczki". To komiksy pełne potwornych i groteskowych wydarzeń, których bohaterowie nigdy nie kończą dobrze. Ale... w pewnym sensie sami są sobie winni. Upiór opowie nam na przykład, że nie warto otwierać starych skrzyń z tajemniczymi napisami, bo nigdy nie wiadomo co może czaić się w środku. Oraz, że meteoryty mogą być niezwykle niebezpieczne. A także wspomni nieco o tym, że karaluchy bardzo lubią się podkradać...


Podobają mi się opowieści wymyślone przez Stephena Kinga, zwłaszcza czarny humor w nich zawarty. Ilustracje Wrightsonów świetnie do nich pasują, tworząc niepowtarzalny klimat. Jeśli jesteście fanami horrorów z lat 80. lub seriali w rodzaju "Opowieści z krypty", to będzie lektura dla Was. I chociaż Was nie przerazi (chyba, że jesteście dzieciaczkami, czytającymi "Opowieści makabryczne" w nocy pod kołdrą i podskakującymi na każdy głośniejszy odgłos), to zapewni kilka chwil rozrywki w starym, dobrym stylu. 

Warto wiedzieć, że "Opowieści makabryczne" to w oryginale "Creepshow" - dokładnie jak tytuł filmu z 1982 roku, wyreżyserowanego przez George'a Romero. Scenariusz do niego napisał Stephen King. A historie w nim zawarte... tak, możecie poznać również z tego komiksu. Czyż to nie świetny powód, żeby sięgnąć po tę lekturę? A może najpierw obejrzeć film? (Jeżeli chodzi o kolejność chronologiczną: najpierw powstał film, a krótko po jego premierze wydano komiks) Wybór pozostawiam Wam. Niech dodatkową zachętą będzie fakt, że King sam wystąpił w tym filmie, wcielając się w rolę Jordy'ego Verrilla. W produkcji można zobaczyć również Joe Hilla, czyli jednego z synów Stephena. 


I jak, dzieciaczki? Zachęciłam Was do lektury albo do seansu?;)
________________
Źródła zdjęć: 
1. https://en.wikipedia.org/w/index.php?curid=28904053
2. https://www.imdb.com/title/tt0083767/mediaindex?ref_=tt_pv_mi_sm

11/05/2018 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Agatha Christie "Domek pod Słowikami" ("Philomel Cottage")

Ponure Poniedziałki: Agatha Christie "Domek pod Słowikami" ("Philomel Cottage")
Opowiadanie w oryginale można przeczytać online TUTAJ
Polskie tłumaczenie znajdziecie w zbiorze "Tajemnica lorda Listerdale'a"

Alix i George to młode, niezwykle szczęśliwe małżeństwo. Chociaż zaręczyli się zaledwie po tygodniu znajomości i bardzo szybko wzięli ślub, wydaje się że dobrze się znają. Kupili uroczy domek na wsi, tytułowy Philomel Cottage. George pracuje, a Alix zajmuje się domem. Idylla, prawda? Jednak po miesiącu pięknego, małżeńskiego życia, Alix przypadkowo dowiaduje się kilku rzeczy o swoim mężu, które zaczynają ją niepokoić. Może wcale nie zna go tak dobrze, jak się jej wydawało?
The man's a perfect stranger to you! You know nothing about him!
Oczywiście to opowiadanie nie jest typowym horrorem. Znalazłam je jednak w zestawieniu "17 Short Stories That Will Scare The Pants Off You In No Time" (swoją drogą, świetna nazwa;) i pomyślałam, że warto po nie sięgnąć. Tym bardziej, że Agatha Christie szybko przechodzi od opisu szczęśliwego małżeńskiego życia do bardzo niepokojących kwestii. Pierwsza to wzmianka o tym, że małżonkowie nie znają się zbyt długo. I pozornie nic w tym złego, w końcu na pewno przemyśleli swoją decyzję, a także rozmawiali z drugą połową o swoim dotychczasowym życiu. Nie ulega jednak wątpliwości, że szybki ślub i przeprowadzka do domu położnego na uboczu jakiejś wioski może wywoływać mieszane uczucia. Kolejną dziwną sprawą jest rozmowa Alix z ogrodnikiem. Starszy mężczyzna mówi rzeczy, o których kobieta pierwszy raz słyszy i które nie pokrywają się z tym, o czym informował ją mąż. Może to tylko efekt przekręcenia przez ogrodnika pewnych informacji, a może George chce ukryć coś przed żoną. Kiedy dodatkowo Alix znajduje jego kalendarz z odręcznymi zapiskami... 

Wbrew pozorom kawa ma w tym tekście duże znaczenie

Dosyć szybko nabieramy podejrzeń odnośnie George'a. Agatha Christie nie byłaby jednak sobą, gdyby nie zdecydowała się na zaskakujące zakończenie. I chyba właśnie ono, oraz nastrój całego opowiadania, spodobały mi się najbardziej. Pozornie wiemy wszystko. A tak naprawdę do ostatniej chwili jesteśmy podejrzliwi i nie do końca przeczuwamy, co się wydarzy. 

Czy to historia o mężu, który zastawił na swoją żonę pułapkę? A może wręcz przeciwnie? Nie bez powodu Christie wspomina w tekście o komnacie Sinobrodego. Powinna jednak wymienić jeszcze Szeherezadę... 

Moja ocena: 4,5/6
_______________
Źródło zdjęcia: Photo by Isaac Benhesed on Unsplash

9/17/2018 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Stefan Grabiński "W willi nad morzem"

Ponure Poniedziałki: Stefan Grabiński "W willi nad morzem"
Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Na wzgórzu róż", online można je znaleźć TUTAJ

Leniwe lato spędzane w pięknej wilii położonej nad brzegiem morza. Dobre jedzenie, piękne widoki, cygara wypalane bez pośpiechu i spacery po plaży ze starym przyjacielem z młodości. Takie miały być dla narratora te wakacje. Początkowo faktycznie tak wyglądały. Ale szybko okazało się, że przyjaciel zaczyna dziwnie się zachowywać, unika pewnych tematów... a na samego narratora zaczynają czyhać jakieś tajemnicze siły.
Być może kazało mi zawitać w jego progi jeszcze i coś innego, czego określić nie umiem, jakaś siła przyciągająca nieświadomie z dali, szczególny przypadek
Opowiadanie rozpoczyna się zwyczajnie, ale szybko wkrada się w nie atmosfera niepokoju i przygnębienia. Cóż bohaterowi po wakacjach w pięknej wilii, kiedy jej mieszkańcy tak dziwnie się zachowują, a i on sam jakby nie był już sobą... 


Wprawdzie wolę horrory kolejowe Stefana Grabińskiego, ale i tym opowiadaniem mnie nie rozczarował. Przede wszystkim ze względu na jego klimat. Pozornie nie dzieje się nic niezwykłego, tylko kilka dziwnych wydarzeń, które jednak bez problemu można zbagatelizować albo wytłumaczyć prozaicznymi powodami. Czytelnik wie jednak, że cała historia skrywa pewną tajemnicę. I chociaż częściowo się jej domyśla, to finałowa scena i tak powinna pozostać pewnym zaskoczeniem. 

"W willi nad morzem" to tekst, który działa na czytelnika przede wszystkim swoją atmosferą. Nie opisano w nim żadnych makabrycznych wydarzeń, a i tak podczas lektury możecie poczuć się trochę nieswojo. Wprawdzie opowiadanie nie spodobało mi się tak bardzo, jak historie o pociągach-widmo i tajemniczych sygnałach odbieranych przez dróżników na samotnych stacjach, ale i tak będę je polecać miłośnikom starego horroru. Nie bez powodu Stefan Grabiński bywa nazywany polskim Edgarem Allanem Poe.

Moja ocena: 4,5/6
___________________
Źródło zdjęcia:  Photo by Alexandre Nishimura on Unsplash

8/27/2018 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Saki "The Cobweb"

Ponure Poniedziałki: Saki "The Cobweb"
Opowiadanie można przeczytać online TUTAJ (w oryginale)
W polskim przekładzie można je znaleźć w zbiorze "Małomówność lady Anny i inne opowiadania" (Czytelnik, 1986)

Czasem ludzie są tak związani z pewnym miejscem, w którym żyją od lat, że wręcz niemożliwe jest wyobrażenie sobie, że ich tam zabraknie. Tak było również z farmą, w której posiadanie weszli Emma i jej mąż. Młoda kobieta była pełna zapału do pracy i oczami wyobraźni już widziała zmiany, jakich dokona zarówno w funkcjonowaniu gospodarstwa, jak i w jego wyglądzie. Szczególnie chciała zająć się kuchnią, uporządkować ją i stworzyć tam przytulny zakątek. W kuchni jednak od kilkudziesięciu lat niepodzielnie rządziła Martha Mountjoy. Teraz miała już 94 lata, wiek jednak nie utrudniał jej wykonywania codziennych obowiązków. Była nierozerwalnie związana z farmą i chyba tylko śmierć mogła sprawić, że przestałaby pracować. I dopiero wtedy Emma mogłaby naprawdę poczuć się panią domu. Ale przecież nikt nie życzyłby staruszce śmierci, prawda? 
She was so old and so much a part of the place, it was difficult to think of her exactly as a living thing
W starszej pani było coś strasznego, coś nie z tego świata. Być może to za sprawą tego, że żyła już tak długo i widziała tak wiele. Chociaż to, co działo się poza farmą, niezbyt ją obchodziło. Mimo wszystko nie była raczej uroczą staruszką, tylko kobietą o twardym charakterze, nie pozwalającą na wprowadzanie zmian w jej pracy. I potrafiącą przeczuć zbliżającą się śmierć...


Lubię opowiadania Sakiego (a właściwie Hectora Hugh Munro). Mają w sobie grozę czającą się gdzieś pod powierzchnią. Nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę okaże się prawdziwym zagrożeniem i źródłem strachu. Pisarz lubił wyprowadzać czytelników w pole, a dodatkowo momentami prezentował prawdziwie angielskie poczucie humoru. "The Cobweb" (w polskim przekładzie "Pajęczyna") to tekst, któremu jednak bliżej do horroru niż do satyry. I chociaż podświadomie przeczuwamy, jakie będzie jego zakończenie, to i tak lektura daje ogromną satysfakcję. Tym razem nie odczujemy dużego strachu, może jedynie lekki dreszczyk... Trzeba jednak przyznać, że postać Marthy ma w sobie coś nieziemskiego i fascynującego jednocześnie. Sama staruszka może i nie jest groźna, ale...

Moja ocena: 4/6
___________________
Źródło zdjęcia: Photo by Denny Müller on Unsplash

8/20/2018 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Jakub i Wilhelm Grimm "Trzy wężowe listki"

Ponure Poniedziałki: Jakub i Wilhelm Grimm "Trzy wężowe listki"
Baśń można znalezć na przykład w wydaniu "Ptak-straszydło i inne baśnie braci Grimm" (Wydawnictwo Alfa, 1990)
Król miał córkę, była ona bardzo piękna, ale też straszna dziwaczka. Ślubowała tylko tego wziąć sobie za pana i małżonka, który jej przyrzeknie, że jeśli ona pierwsza umrze, on każe się żywcem wraz z nią pogrzebać.
- Jeśli będzie mnie całym sercem kochał - mówiła - to cóż mu przyjdzie z życia beze mnie?
Może, gdyby królewna nie była tak piękna (i nie była dziedziczką królestwa) nie znalazłby się żaden śmiałek. Jednak główny bohater baśni naprawdę ją pokochał i odważył się zaryzykować. Nie trzeba było długo czekać i - jak się domyślacie - jego żona umarła, a on musiał dotrzymać złożonej wcześniej obietnicy. Ale to dopiero początek historii...


Kolejna fascynująca baśń ludowa, spisana przez braci Grimm. Baśń o miłości, niezwykłym przywiązaniu i o tym, że przywracanie ludzi do życia za pomocą tajemniczych praktyk magicznych zazwyczaj nikomu nie wychodzi na dobre. Zaciekawił mnie tutaj zwłaszcza ten ostatni motyw. Jeśli czytaliście "Cmętarz zwieżąt" Kinga i jeśli przeraził Was on tak, jak mnie, to na pewno wiecie o czym mówię. Okazuje się (co w zasadzie nie jest niczym dziwnym), że już dawno, dawno temu ludzie wiedzieli, że jeśli da się im władzę nad życiem i śmiercią, nie zakończy się to pomyślnie, choćby mieli jak najlepsze intencje. A i powracający z zaświatów człowiek nie będzie już taki, jak wcześniej. 
W młodej królowej po obudzeniu z martwych zaszła jednak jakaś zmiana: zdawało się, że w jej sercu zgasła wszelka miłość, jaką żywiła do swego małżonka
Podobnie jak w przypadku opisywanego przeze mnie ostatnio "Ptaka-straszydło", jeśli szukacie pogłębionej interpretacji, powinniście sięgnąć do prac Bruno Bettelheima (choć nie wiem czy pisał akurat o tej baśni, ale na pewno może podrzucić kilka interesujących tropów) albo na przykład Philipa Pullmana. Ja chciałam tylko zwrócić uwagę na grozę zawartą w "Trzech wężowych listkach", może trochę mniej znanej baśni braci Grimm. Ta opowieść o miłości aż po grób (i dalej) jest wyjątkowo mroczna i niepokojąca. Idealna do czytania dzieciom na dobranoc?

Moja ocena: 5/6
_______________
Zródło zdjęcia: Photo by Sachin Amarasinghe on Unsplash

8/13/2018 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Kelley Armstrong "A Haunted House of Her Own"

Ponure Poniedziałki: Kelley Armstrong "A Haunted House of Her Own"
Opowiadanie można przeczytać online TUTAJ
Tanya couldn't understand why realtors failed to recognize the commercial potential of haunted houses
Myśleliście kiedyś o tym, żeby otworzyć swój własny pensjonat? Dla wielu to może być wymarzona praca. Tylko jak przyciągnąć klientów... Czasem wystarczy rozpuścić plotkę, że budynek jest nawiedzony. Na taki pomysł wpadła Tanya. Wraz z mężem kupili stary dom w stylu wiktoriańskim i zaczęli dostosowywać go do swoich planów - wyremontowali, nabyli potrzebne meble. W międzyczasie kobieta starała się dowiedzieć jak najwięcej o historii samego budynku. Może dzieją się tam jakieś niepokojące rzeczy? Może miejscowa legenda głosi, że tam straszy? A może trzeba taką legendę wymyślić samemu...? Jedno jest pewne: jeśli bardzo pragniesz obecności ducha, ten duch z pewnością wkrótce się pojawi.

Tym razem trafiłam na opowiadanie, którego tematyka bardzo mi odpowiada. Nawiedzone domy, w dodatku takie, w których kiedyś doszło do niezwykle tragicznych wydarzeń, zazwyczaj wiążą się dla mnie z interesującą i pełną emocji historią. Podobnie było i w tym przypadku, chociaż od razu wypada zaznaczyć, że cały tekst nie jest wyjątkowo oryginalny, a kolejność wydarzeń można odgadnąć. Nie traci przy tym jednak swojego uroku. 


Mamy tu do czynienia ze schematem znanym z dużej ilości horrorów, czy to książkowych czy filmowych. Przy czym autorka nieco się tym schematem bawi. Młode małżeństwo kupuje dom, który okazuje się być nawiedzony. Inaczej jednak niż w przypadku większości tego rodzaju historii, główna bohaterka przyjmuje ten fakt (przynajmniej początkowo) z radością - w końcu duchy to świetna reklama dla mającego się właśnie otworzyć pensjonatu. Z pewnością ludzie chętnie zapłacą za możliwość noclegu w miejscu, w którym można mieć do czynienia ze zjawiskami paranormalnymi. Z drugiej strony szybko okazuje się, że nietypowi "lokatorzy" mogą być niebezpieczni dla nowych mieszkańców. Mąż Tanyi zaczyna się dziwnie zachowywać i wykazuje niezdrowe zainteresowanie pudłami zgromadzonymi w piwnicy - w których znajdują się rzeczy należące do zamordowanej przed laty rodziny Rowe.  

Duży plus za nawiązanie do "Lśnienia" Stephena Kinga;) Oraz za zakończenie, które choć jednych może nieco rozczarować, dla mnie jest jak najbardziej do przyjęcia. Nie chcę jednak zdradzać tutaj zbyt dużo. Jeśli lubicie podobne historie i szukacie klimatycznego opowiadania na letni wieczór/bezsenność w letnią noc, "A Haunted House of Her Own" sprawdzi się bardzo dobrze. 

Moja ocena: 4,5/6
______________
Zródło zdjęcia: Photo by Ksenia Makagonova on Unsplash


6/25/2018 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Vincent Michael Zito "The Owner's Guide to Home Repair, Page 238: What to Do About Water Odor"

Ponure Poniedziałki: Vincent Michael Zito "The Owner's Guide to Home Repair, Page 238: What to Do About Water Odor"
Opowiadanie można przeczytać online TUTAJ

Kiedy woda z kranu w Waszym domu zaczyna dziwnie pachnieć (a to bardzo łagodne określenie), dobrze jest zwrócić się do odpowiedniego poradnika, który krok po kroku wyjaśni Wam, co należy zrobić i jak można to naprawić. Możecie też przeczytać opowiadanie Vincenta Michaela Zito i zobaczyć, jak poradził sobie z podobnym problemem główny bohater...
Turn the crystal knob on your kitchen faucet and shut off the water. Step back. Wave the air in front of you, cough, snort, pinch your nose, do whatever you must to clear the repulsive smell clogging your nostrils as if you've just inhaled rotten meat
 Mężczyzna zauważył, że woda w jego domu okropnie cuchnie, tak jakby w rurach umarło jakieś zwierzątko i teraz zapach jego rozkładającego się ciała rozprzestrzeniał się po całym domu. Zastosował się do instrukcji z "The Owner's Guide to Home Repair", ale nic nie pomogło. Zapytał sąsiada czy ten ma podobny problem, okazało się jednak, że nie. A w urzędzie powiedziano mu, że tylko on zgłasza taki wypadek, a ujęcie wody jest przecież wspólne, więc... to jego bardzo osobisty problem. I musi sobie sam z nim poradzić. Domyślacie się, co było zródłem tego zapachu?

 
Opowiadanie nie ma porywającej i pełnej napięcia fabuły, jednak nie od razu zdradza wszystkie swoje tajemnice. Niektóre osoby szybko odkryją, co było przyczyną problemów głównego bohatera, inne będą się nad tym zastanawiać prawie do końca. Całość nie jest specjalnie odkrywcza, jednak moją uwagę zwrócił sposób, w jaki tekst został napisany: naśladuje on instrukcję z tytułowego poradnika. Od początku do końca. Spodobało mi się to, bo do tej pory chyba nie spotkałam się z podobną konstrukcją opowiadania. To sprawiło, że nawet dosyć banalny pomysł na fabułę okazał się w jakimś stopniu intrygujący. Polecam, chociaż może bardziej w ramach doskonalenia umiejętności językowych niż jako tekst wywołujący dreszcze przerażenia.

Moja ocena: 4/6
_______________
Zródło zdjęcia: Photo by Imani on Unsplash

6/11/2018 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Jakub i Wilhelm Grimm "Ptak-straszydło"

Ponure Poniedziałki: Jakub i Wilhelm Grimm "Ptak-straszydło"
Baśń znajdziecie w zbiorze "Ptak-straszydło i inne baśnie braci Grimm" (Wydawnictwo ALFA, 1990)

Żył sobie raz czarownik, który przybierał postać biedaka, chodził od domu do domu żebrząc i porywał ładne dziewczęta. Nikt nie wiedział, co się z nimi potem działo, bo żadna z nich nigdy już do domu nie wróciła.
Tak zaczyna się jedna z baśni braci Grimm, której raczej nie będę czytać dzieciom na lekcjach bibliotecznych. To opowieść o okrutnym czarowniku, który porywał młode kobiety i więził je w swoim domu. Każdą z nich poddawał pewnej próbie, a jeśli dziewczyna jej nie przeszła... cóż, jej los był dosyć okrutny. Tylko ktoś obdarzony ogromnym sprytem i pomysłowością mógł stawić czoła czarownikowi. I w końcu tak się stało...

Wybrałam tę baśń, ponieważ idealnie pasuje do mojego cyklu. Z pewnością wiecie, że oryginalne teksty braci Grimm nie były pozbawione okrucieństwa. Współcześnie mamy zazwyczaj do czynienia z ich "wygładzonymi" wersjami, dostosowanymi do najmłodszych czytelników. Udało mi się jednak znaleźć w bibliotece zbiór prezentujący tę bardziej krwawą stronę baśni braci Grimm. I właśnie dlatego w "Ptaku-straszydle" już na wstępie dostajemy informację o porywaniu przez czarownika ładnych dziewcząt, dosyć szybko pojawia się też opis rozczłonkowanego ciała (Na samym środku stała ogromna, zakrwawiona miednica, a w niej martwe, porąbane ciała ludzkie; obok znajdował się pień drzewa, na nim zaś leżał błyszczący topór). Chwilę później natrafiamy natomiast na scenę morderstwa (Pchnął ją na ziemię, powlókł za włosy do pnia i tam uciął jej głowę i porąbał ciało na kawałki, aż krew pociekła strumieniem po podłodze). Dalej mamy jeszcze trupią głowę z wyszczerzonymi zębami i palenie żywcem. Horror, jak się patrzy.


Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że pisanie o grozie wyłaniającej się z tekstów braci Grimm nie jest niczym odkrywczym. Wystarczy wspomnieć chociażby o książce Philipa Pullmana "Baśnie Braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury" czy o pracach naukowych poświęconych literaturze grozy, które często odwołują się do tych właśnie tekstów. Wspominam o "Ptaku..." z kilku przyczyn: po pierwsze, wydaje mi się że nie jest to baśń, którą zna prawie każdy (jak na przykład "Jaś i Małgosia"), a jest na tyle mroczna i intrygująca, że zdecydowanie warto tutaj o niej napisać. Po drugie, tekst wykorzystuje motyw znany z opowieści o Sinobrodym (o którym przed Grimmami pisał Charles Perrault), a który bardzo mi się podoba i o którym można długo rozmawiać w kontekście horroru i jego interpretacji (Sinobrody to pierwowzór współczesnych seryjnych morderców, a postrzeganie jego postaci - oraz postaci kobiecych występujących w baśni - zmieniało się na przestrzeni lat, często wydobywano z tego tekstu nowe znaczenia). Trzeci powód był taki, że... to wydanie baśni miałam po prostu pod ręką i w czasie, kiedy mam mnóstwo nowych obowiązków, najłatwiej było mi właśnie stamtąd wybrać i przeczytać tekst do kolejnego Ponurego Poniedziałku. 

Chciałam jeszcze napisać o jednym, niezwykle interesującym szczególe, który znalazłam w tym tekście. Mianowicie, kiedy głównej bohaterce udało się przechytrzyć czarownika, ten ogłosił: Próba wypadła pomyślnie, zostaniesz więc moją żoną. I, jak piszą dalej bracia Grimm, w tym momencie stracił nad dziewczyną wszelką moc i musiał robić wszystko, czego zażądała. Czy tak właśnie wygląda narzeczeństwo? Mam nieco inne doświadczenia:P


Podsumowując: "Ptak-straszydło" to piękna, okrutna baśń wykorzystująca jeden z bardzo znanych motywów, pojawiający się już wcześniej w ludowych opowieściach i do dzisiaj chętnie wykorzystywany w tekstach kultury. To pełna grozy i makabrycznych opisów opowieść, którą niekoniecznie będziemy czytać dzieciom, ale... po którą powinni sięgnąć wszyscy chcący odpocząć nieco od współczesnego horroru. Dajcie się porwać klimatowi tej opowieści, dodatkowo podkreślonemu przez fantastyczne ilustracje Ewy Salamon. Naprawdę warto!

Moja ocena: 5/6

Wszystkich zainteresowanych naukowym aspektem grozy w tekstach dla dzieci odsyłam do książki Katarzyny Slany "Groza w literaturze dziecięcej. Od Grimmów do Gaimana".
____________
Zdjęcia: własne

6/04/2018 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Stephen King "Laurie"

Ponure Poniedziałki: Stephen King "Laurie"
Opowiadanie można przeczytać online TUTAJ
Six months after his wife of forty years died, Lloyd Sunderland's sister drove from Boca Raton to Caymen Key to visit him. She brought with her a dark gray puppy which she said was a Border Collie - Mudi mix. Lloyd had no idea what a Mudi was, and didn't care.
Tak zaczyna się ta historia. Mężczyzna załamany po śmierci żony i pies, a właściwie suczka, która do niego trafiła. Początkowo Lloyd był niechętny zwierzakowi, jednak szybko się do niego przywiązał i stali się nierozłączni. Brzmi raczej jak historia dla dzieci, a nie najnowsze opowiadanie Stephena Kinga, prawda? Nie dajcie się jednak zwieść pozorom...

...bo chociaż "Laurie" nie jest horrorem, nie brakuje w tym tekście atmosfery przygnębienia. I nawet jeśli początkowo wydaje się nam, że wszystko zaczyna się bohaterom układać, to jednak cały czas mamy przeczucie, że w pewnym momencie wydarzy się coś strasznego. I faktycznie tak się dzieje, chociaż muszę przyznać, że akurat takiego pomysłu Kinga się nie spodziewałam. 


Dlaczego piszę tutaj o "Laurie", chociaż opowiadaniu bardzo daleko do typowego horroru? Nie tylko ze względu na autora. Tekst idealnie pasuje do mojego cyklu ze względu na dużą dawkę... ponurości? Chyba mogę tak to nazwać;) To przede wszystkim dosyć smutna historia o starzeniu się i umieraniu, co jest typowe dla ostatnich dzieł Stephena Kinga. I niezwykle przygnębiające. Poza tym, jednego z bohaterów spotyka bardzo nieprzyjemna przygoda. 

Ale jest w tym wszystkim i coś pozytywnego - tytułowa Laurie, szczeniaczek, który na powrót wprowadza sens w życie Lloyda, załamanego po stracie żony i nie mającego nikogo, poza mieszkającą dosyć daleko siostrą. Piesek stał się ważnym bohaterem całej historii. Która kończy się dopiskiem "Thinking of Vixen". O co chodzi? Jak wyjaśnił autor na facebooku: Several people have asked me about the dedication at the end of "Laurie", the story I posted. Vixen was my wife's dog. We all loved her, but she was a one-woman Corgi. A sweter, gentler dog you'd never meet. She died early this spring.

Moja ocena: 5/6
______________
Źródło zdjęcia: Photo by Echo Grid on Unsplash
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger