Ostatnio rzadziej odwiedzam Wasze blogi. Jestem (prawie) cały czas zmęczona. Za kubek kawy mogłabym oddać królestwo (gdybym tylko jakieś miała). Tak jest, kończę pisać pracę magisterską. Ale ja nie o tym. A przynajmniej tym razem nie chodzi mi o to, żeby na ten fakt narzekać.
Temat mojej pracy to "Recenzje książek na łamach polskich blogów". Może część z Was kojarzy, że jakiś rok temu męczyłam blogosferę prośbami o wypełnienie ankiety. Wyniki już dawno zebrane i opracowane. Ostatnio pracowałam nad rozdziałem dotyczącym treści recenzji na blogach książkowych. Przeprowadziłam analizę wybranych stron. Oto kilka wniosków, do jakich doszłam (od razu uprzedzam - będzie bez nazwisk i adresów blogów).
Zacznijmy od tego, czy na "blogach z recenzjami książek" rzeczywiście przeważają recenzje.
Otóż nie zawsze. Wprawdzie bywały blogi, na których stosunek recenzji do innych tekstów prezentował się bardzo dobrze (82% recenzji, 18% innych), ale na pozostałych stronach wyglądało to nieco inaczej. Na przykład 52-48%. I ekstremalny przypadek - 18% recenzji, 82% innych wpisów.
Pisząc "inne", mam na myśli posty w większości związane z książkami i szeroko pojętą kulturą. Blogerzy, dumnie nazywający się recenzentami, recenzują coraz mniej. To dobrze?
Kolejna kwestia - błędy. Stylistyczne, składniowe, fleksyjne, interpunkcyjne... no i literówki. Brakuje tylko ortograficznych, ale tutaj pomaga autokorekta. Nie będę nikogo cytować, bo nie chodzi o to, żeby wyśmiewać się z konkretnych blogerów. Nie jest też tak, że wszystkie teksty na blogach upstrzone są błędami, że w ogóle nie potrafimy pisać, że powinno się nas wysłać z powrotem do podstawówki... Faktem jest, że część recenzji czyta się z przyjemnością - piękny język, dobra składnia, staranność w wykonaniu... Ale przy niektórych blogach męczyłam się straszliwie. I chyba nikt nie zwraca tym osobom uwagi, że pewnych tekstów po prostu nie da się czytać. Wręcz przeciwnie - entuzjastyczne komentarze świadczą o tym, że nikomu (a przynajmniej tej grupie odbiorców) nie przeszkadza kiepska jakość recenzji.
Ok, teraz możecie wytknąć błędy, które sama popełniam. Ale poważnie, nie chodzi o to, żeby od razu wszystkich krytykować. Tylko... jeśli napiszę zły tekst, niech nikt nie ośmiela się go pochwalić!
Za to słownictwo oceniające używane przez blogerów jest bardzo zróżnicowane. Książki mogą być: ciekawe, interesujące, poruszające, intrygujące, ekscytujące, przezabawne, elektryzujące, genialne, klimatyczne, ale także nieciekawe, toporne, nijakie, powtarzalne, zniechęcające... Mogłabym wyliczać tak dalej, ale biorąc pod uwagę, że zgromadziłam łącznie ponad 200 określeń - trwałoby to zbyt długo.
Wiem, to nie jest dokładny opis przeprowadzonej przeze mnie analizy. To tylko kilka faktów i trochę hejtu. I pewnie parę błędów, na dodatek.
Wniosek z tego postu jest dla mnie prosty: ważne, żeby pisać o książkach (nieważne, w jakiej formie) i żeby robić to z pasją. Jeżeli przy okazji będziemy dbać o poprawność językową... będzie naprawdę dobrze.
Jeśli chcecie skrytykować ten post, weźcie pod uwagę wypowiedź tego pana:
A poważnie, wszelkie konstruktywne komentarze będą mile widziane.
________________
Źródła zdjęć:
http://www.pinterest.com/pin/483574078710321749/
http://www.pinterest.com/pin/189010515583083683/
http://www.pinterest.com/pin/554857616561597689/
