1/11/2016 04:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Stephen King "Letni grom"

Ponure Poniedziałki: Stephen King "Letni grom"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Bazar złych snów" (Prószyński i S-ka, 2015)


To chyba oczywiste, że mój powrót do Ponurych Poniedziałków będzie związany z którymś z opowiadań Stephena Kinga? W końcu mogłabym pisać o nich  godzinami. W dodatku sam King dostarczył mi dużo nowego materiału do PP, a to dzięki nowemu zbiorowi opowiadań;) 
Btw, wiecie że jego nowa książka ("End of watch") będzie miała premierę w lipcu? A kolejna powieść Joe Hilla ("The Fireman") pojawi się już w maju? Nie mogę się doczekać!

Przejdźmy jednak do opowiadania. "Letni grom" nazwałabym "epizodem z końca świata". Mamy tutaj Ziemię po wojnie atomowej, dwóch mężczyzn, którym udało się przeżyć i psa. Nie chodzi jednak o ich walkę o przetrwanie. Raczej o czekanie na koniec...

Trochę przerażający ten zachód słońca...

Robinson i Timlin są sąsiadami. Jedynymi z ich okolicy, którzy jeszcze pozostali przy życiu. Ten pierwszy przygarnął psa-przybłędę, któremu nadał imię Gandalf (to cud, że pies przeżył tak długo, żeby zyskać nowego właściciela). Ta trójka nie przeżywa niesamowitych przygód, dni mijają im spokojnie. O ile "spokój" jest właściwym słowem w takiej sytuacji. Jeszcze żyją. Ale wiedzą, że choroba popromienna może ich dopaść w każdej chwili. Marna perspektywa.
"Każdego pięknego letniego postapokaliptycznego dnia Robinson przypinał smycz do obroży Gandalfa [...] i pokonywali spacerem trzy kilometry dzielące ich od ekskluzywnej enklawy dziś zamieszkiwanej tylko przez Howarda Timlina"
W opowiadaniu nie znajdziemy wielu wydarzeń, opisu końca świata czy ekscytujących przygód głównych (i jedynych) bohaterów. Nie jest to coś w rodzaju "Bastionu", "Komórki" czy - odwołując się do innego autora - "Jestem legendą". Ten tekst tchnie przejmującym smutkiem. Jest o utracie resztek nadziei, o zakończeniu wszystkiego, o czekaniu na śmierć. Ach, i jeszcze o ukochanym motocyklu (jaka szkoda, że King musiał już definitywnie odstawić harley'a do garażu). Być może nie niesie ze sobą żadnych głębszych treści. I na pewno Was nie przerazi. Jednak podczas lektury możecie poczuć się jakoś nieswojo... 


To tylko epizod. Nie rozbudowana opowieść o końcu świata (coś podobnego King zrobił już w "Dniu rozdania świadectw"). Ale kto powiedział, że przyjrzenie się bliżej tragedii kilku osób nie może być podobnie wstrząsające?
"Nigdy by nie przypuszczał, że zagłada może być tak piękna"

Moja ocena: 5/6 
___________________
Źródło zdjęcia: http://www.goodfreephotos.com/places/wisconsin/kettle-moraine-south/wisconsin-kettle-moraine-south-big-red-sunset.jpg.php

1/06/2016 12:31:00 PM

Aleksandra Zaprutko-Janicka "Okupacja od kuchni"

Aleksandra Zaprutko-Janicka "Okupacja od kuchni"


Autor: Aleksandra Zaprutko-Janicka
Tytuł: "Okupacja od kuchni"
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 297




Na temat II wojny światowej pojawiło się już mnóstwo publikacji. Ile jednak traktuje o... gotowaniu w czasie wojny?

Muszę przyznać, że do tej pory nie zastanawiałam się zbytnio nad tym, jak w czasach wojennych radzono sobie ze zdobywaniem żywności. Wiedziałam oczywiście o trudnościach z aprowizacją oraz o szmuglowaniu żywności (on objął ją wpół, ona gruba jak wół, pod paltem schowana rąbanka...). Nigdy jednak nie zagłębiałam się w ten temat. Okazuje się, że jest to fascynujące zagadnienie. A wyżywienie rodziny w czasie okupacji było bardzo, bardzo trudnym zadaniem.

Autorka skupiła się na życiu mieszkańców miast - to oni mieli największe problemy z pozyskaniem świeżej żywności. Kartki na jedzenie, chleb "dźwiękowiec" (gdyż był czarny i kwaśny i powodował wzdęcia), erzace żywności, ziemniaki przygotowywane na sto sposobów... Wojenna kuchnia wymagała ogromnej zaradności (żeby zdobyć jakiekolwiek produkty) oraz pomysłowości (żeby przygotować z nich smaczne potrawy). Aleksandra Zaprutko-Janicka opisuje to wszystko w bardzo przystępny oraz ciekawy sposób. Odnosi się przy tym do wielu materiałów źródłowych, przytacza też rodzinne historie różnych osób dotyczące wojennej kuchni domowej. Dodatkowo opisuje współczesne doświadczenia z taką właśnie kuchnią.

Nie, tak to raczej nie wyglądało.

Wyobrażacie sobie dzień bez kawy? Ok, wiem że nie wszyscy ją lubią, ale w miejsce "kawy" możecie wstawić dowolny napój, bez którego byłoby Wam ciężko. 
Problem braku kawy częściowo rozwiązywały kawiarnie. Częściowo. Jak pisze autorka: 
"Kto nie miał pieniędzy na obiad, a chciał znaleźć się choć na chwilę w przyjemnym kawiarnianym zgiełku, zamawiał herbatę lub kawę. Tę ostatnią, prawdziwą i aromatyczną - z powodu permanentnego jej braku - traktowana niemal z namaszczeniem. Wypadało się nią delektować, wszak kosztowała aż 80 groszy za filiżankę, a kiedy już się ją kupiło, można było z czystym sumieniem godzinami okupować kawiarniany stolik. I tylko najpierw należało dokładnie sprawdzić, co właściwie zostało zaserwowane. Kawa występowała często w formie tak zwanej półczarnej. Tym nieco kuriozalnym określeniem nazywano kawę nalaną wyłącznie do połowy filiżanki."
Jeżeli kogoś nie było stać na kawiarnię lub chciał uniknąć niebezpieczeństwa nalotu, które czasem Niemcy urządzali w lokalach gastronomicznych (aresztując wszystkich obecnych), dobrym, choć niekoniecznie smacznym rozwiązaniem, był erzac kawy. Erzac czyli produkt zastępczy. I tak kawę przygotowywano na przykład z odpowiednio spreparowanych żołędzi. Parzono również kawę z cykorii (znaną i dzisiaj). Popularna była tez kawa zbożowa, wcześniej podawana raczej w niezamożnych domach. Bądź pita wyłącznie przez dzieci. Można też było przygotować kawę z marchewki. Jak? Wystarczyło upalić korzeń pokrajany w kostkę i rozdrobnić. Czytając to wszystko powinniście docenić to, że dzisiaj mamy dostęp do pysznej, aromatycznej kawy. Oraz innych "prawdziwych" produktów, a nie ich erzaców.


"Okupację od kuchni" przeczytałam bardzo szybko i z dużym zainteresowaniem. Jak już wcześniej wspomniałam, duża w tym zasługa autorki i jej stylu pisania. Nie trzeba być miłośnikiem historii, żeby znaleźć w tej książce coś dla siebie. Dodatkowo na uznanie zasługuje oprawa graficzna całej serii "Ciekawostki Historyczne.pl". Te książki naprawdę ładnie wyglądają na półce (jeśli komuś zależy na takich drobiazgach;)
W mojej kolekcji znajduje się też "Epoka hipokryzji". Czekam również na "Polskie Imperium", chociaż akurat ta tematyka średnio mnie interesuje;)
Jedyne zastrzeżenie: książka jest za krótka;) Z chęcią przeczytałabym więcej w tym temacie, również z różnych perspektyw (nie tylko mieszkańców miast i miasteczek). Autorka sama przyznaje, że nie wyczerpała tematu. Może kiedyś pokusi się o napisanie kontynuacji?;)

PS. Jeśli czytanie o okupacyjnej kuchni to dla Was za mało, na końcu książki znajdują się przepisy. Możecie samodzielnie przygotować potrawy, które - być może - w czasie wojny gotowały Wasze prababcie. To na pewno będzie niezwykłe doświadczenie. Czasem może się też okazać zaskakująco smaczne.

Moja ocena: 4,5/6
___________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/260451/okupacja-od-kuchni
2. http://barnimages.com/homemade-bread-for-breakfast/
3. http://kaboompics.com/one_foto/768#

12/16/2015 08:30:00 AM

Richard Paul Evans "Obietnica pod jemiołą"

Richard Paul Evans "Obietnica pod jemiołą"


Autor: Richard Paul Evans
Tytuł: "Obietnica pod jemiołą"
Tytuł oryginału: "The mistletoe promise"
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 224



"W nieskończoność karzemy innych za ten sam błąd. Wobec siebie postępujemy identycznie. To nie jest właściwe, mimo to nadal to robimy"
Elise i Nicolas. Dwoje ludzi, których pozornie łączy tylko praca w tym samym biurowcu. W rzeczywistości jednak mają ze sobą więcej wspólnego, niż może się wydawać. Ale nie uprzedzajmy faktów. 
Kiedy podczas przerwy na lunch Nicolas odważa się podejść do Elise i zaproponować jej bardzo nietypową umowę, kobieta jest totalnie zaskoczona. Nie zna tego przystojnego, bogatego prawnika, a on mimo to chce zawrzeć z nią osobliwy układ. I spisać go w formie umowy, tak żeby obie strony nie miały żadnych wątpliwości co do tego, jak ich wzajemna relacja trwająca od Święta Dziękczynienia do Wigilii powinna wyglądać.
Jeśli w tym momencie pomyśleliście o Grey'u... to muszę Wam powiedzieć, że byłam dokładnie na tym samym tropie. Który oczywiście okazał się mylny. W końcu to Evans, nie E.L. James. I bardzo dobrze!

Umowa, a w zasadzie: obietnica pod jemiołą polega na tym, że Elise i James będą przez wspomniany wyżej okres udawać parę. Oboje są samotni i nie mają z kim wychodzić na imprezy firmowe czy koncerty, a taka niezobowiązująca relacja może im pomóc uniknąć odpowiedzi na mnóstwo kłopotliwych pytań ("dlaczego dalej nie znalazłeś sobie dziewczyny?" "znowu przyszłaś sama, jak co roku?"). Przynajmniej do czasu jej zakończenia. O tym jednak nasi bohaterowie będą myśleć później. 


Nie jest to może szalenie oryginalny pomysł. Sama fabuła też nie jest specjalnie wiarygodna. Ale nie o to tutaj chodzi. Evans w "Obietnicy pod jemiołą" porusza bardzo ważny temat, aktualny szczególnie w okresie świątecznym: przebaczenie. Szybko okazuje się bowiem, że przeszłość Elise zdecydowanie nie należy do przyjemnych. Kobieta nie tylko ma za sobą niezbyt przyjemne dzieciństwo. Prześladuje ją też pamięć o okropnym błędzie, który kiedyś popełniła. Nie potrafi sobie wybaczyć i nie wierzy, że w ogóle zasługuje na przebaczenie. Czy relacja z Nicolasem zmieni coś w jej życiu? A może, kiedy tylko mężczyzna dowie się o jej przeszłości, zerwie umowę i czym prędzej ucieknie?

Nie będzie chyba zaskoczeniem jeśli zdradzę, że ta powieść dobrze się kończy - jak to u Evansa. Nie mogę jednak nazwać jej całkowicie lekką i przyjemną lekturą: życie Elise nie było łatwe i kiedy już czytelnik dowiaduje się, co kobieta kiedyś zrobiła, nie może uwolnić się od myśli o tym zdarzeniu. Ale to dobrze. Dzięki temu można dodatkowo "przepracować" temat poruszony przez autora. Tak. Pod tym względem to bardzo dobra książka. I jest czymś więcej niż tylko kolejną banalną opowieścią o miłości, osadzoną w świątecznym klimacie.  

Książka ma niewiele stron i jej lektura nie zajmuje dużo czasu. Może więc warto sięgnąć po tę opowieść gdzieś między robieniem świątecznych zakupów, a sprzątaniem całego domu? Wydaje mi się, że to odpowiednia powieść na Boże Narodzenie. Niektórzy mogą uznać ją za zbyt banalną - mimo wszystko - i niedostatecznie eksploatującą temat. Ale od czegoś trzeba zacząć, a grube, poważne tomy można zostawić na inną okazję;)

Moja ocena: 4,5/6
_______________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/263810/obietnica-pod-jemiola
2. http://kaboompics.com/one_foto/792#
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger