11/30/2012 09:12:00 AM

Dean Koontz "Opiekunowie"

Dean Koontz "Opiekunowie"



Autor: Dean Koontz
Tytuł: "Opiekunowie"
Tytuł oryginału: "Watchers"
Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz
Rok wydania 2012
Liczba stron: 512




Pierwszy to golden retriever o imieniu Einstein. Pies obdarzony niezwykłą, prawie ludzką inteligencją. Drugiego nazywają Obcym - ze względu na jego przerażający wygląd. Nie jest on podobny do człowieka ani do żadnego zwierzęcia. Został stworzony aby zabijać. Kiedy te dwa stworzenia uciekają z rządowych laboratoriów Banodyne, członkowie Agencji Bezpieczeństwa Narodowego rozpoczynają pościg. 
Dean Koontz. Z pieskiem;)
Einsteina przygarnia Travis Cornell - były członek Delta Force. Travis szybko orientuje się, z jak niezwykłym psem ma do czynienia. Retriever zaś odmienia życie samotnego dotąd mężczyzny, doprowadzając do jego spotkania z Norą - kobietą, która będzie dla obu znaczyć bardzo dużo. Jednak cała trójka musi uważać - Einsteina tropią nie tylko agenci federalni, ale także Obcy. Jest jeszcze płatny zabójca Vince Nasco, który w jakiś sposób dowiedział się o psie i teraz chce mieć go tylko dla siebie...


Dean Koontz w zgrabny sposób połączył kilka wątków. Mamy tutaj opowieść o eksperymentach naukowych polegających na przeprowadzaniu modyfikacji genetycznych, płatnego zabójcę tropiącego głównych bohaterów, historię przyjaźni człowieka i zwierzęcia... Przez ponad 500 stron "Opiekunów" nie ma miejsca na nudę - książka trzyma w napięciu. 


Do głównych bohaterów - Travisa, Nory i oczywiście Einsteina, można poczuć dużą sympatię. Wszyscy są po przejściach, każde z nich pragnie tylko poczucia bezpieczeństwa i możliwości spokojnego życia z pozostałą dwójką. Szczególnie polubiłam Einsteina. Cóż, w końcu psy to moje ulubione zwierzęta. I sama chciałabym móc porozumiewać się z moim psem w sposób, w jaki Travis i Nora rozmawiali z retrieverem... Kto nie chciałby móc prowadzić konwersacje ze swoim zwierzakiem?

Właściwie jedynym minusem "Opiekunów" jest dla mnie zakończenie. Nie mogę dokładnie napisać o co chodzi, żeby uniknąć spoilerów. Ale nie tego się spodziewałam. Myślę, że autor chyba przedobrzył. A może to niezadowolenie wynika po prostu z mojego złego humoru w trakcie czytania końcowych rozdziałów "Opiekunów"?

Polecam tę powieść. Dzięki niej, a raczej dzięki Przyjaciółce od której dostałam "Opiekunów" przekonałam się do Deana Koontza (kiedyś przeczytałam "Zabójcę strachu", jednak ta lektura mnie nie porwała).

Moja ocena: 5/6
_________________________
Źródła zdjęć:
http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/1127/1632.jpg
http://www.cci.org/atf/cf/%7BD369F549-15C4-46EE-BEE3-52B190502F3F%7D/Trixie-Dean.jpg
http://officeimg.vo.msecnd.net/en-us/images/MB900337348.jpg

11/29/2012 05:54:00 PM

Konkurs - wyniki

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie;) Odpowiedzi było tylko kilka, jednak wszystkie przeczytałam z ciekawością. Gratuluję pomysłowości;) A teraz wyniki:

Miło mi poinformować, że książkę Beaty Pawlikowskiej "Podróżuj, módl się i kochaj" otrzymuje Kasia. Jej odpowiedź na pytanie Czy nadzieja wystarczy, by bezpiecznie przepłynąć obok Przylądka Dobrej Nadziei? brzmiała:

"Przylądek Burz. Miejsce, w które niejeden podróżnik chciałby się udać i zobaczyć jego piękno. Czasami wystarczy naprawdę niewiele, by spełnić swoje marzenie. Wydaje mi się, że nadzieja wystarczy, by przepływając obok Przylądka Dobrej Nadziei, czuć się bezpiecznie. To uczucie, które ma wielką moc. Może i jest "matką głupich" - jak to twierdzą niektórzy - ale nadzieja daje nam siły i chęci do działania. To uczucie, które czasem nawet w niewielkiej mierze naprawa nas optymizmem... i taki promyk słońca wystarczy. Jak powiedział kiedyś Ambrose Bierce: "Nadzieja - marzenia i oczekiwania zawinięte w jedną paczkę.". A dla mnie nadzieja to przewodniczka. Prowadzi nas przez ciemne tunele życia, by na końcu można było odnaleźć światło i wydostać się na powierzchnię, opuszczając twardą skorupę zwątpienia. I potwierdzą to słowa z piosenki "Nadzieja":
Prowadź nas, nadziejo, w ciemny czas nadziejo!
W mrocznej mgle wyczaruj iskrę wiary."

Idę pisać maila z informacją o wygranej. Pozostałych zachęcam do zaglądania od czasu do czasu na mojego bloga - mam już pomysł na następny konkurs;)

11/24/2012 08:34:00 AM

Agnieszka Błotnicka "Koniec wiosny w Lanckoronie"

Agnieszka Błotnicka "Koniec wiosny w Lanckoronie"





Autor: Agnieszka Błotnicka
Tytuł: "Koniec wiosny w Lanckoronie"
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 272






Co robi kobieta, która właśnie przeżyła zawód miłosny i chce się ukryć na jakiś czas przed światem? Jeśli przyjmiemy logikę popularnych ostatnio seriali i książek, stwierdzimy bez wahania że owa kobieta najczęściej wyjeżdża na prowincję. Tam zachwyca się pięknem przyrody, poznaje nowych ludzi oraz uczestniczy w wydarzeniach, które na zawsze zmieniają jej życie. Wszystko wskazywało na to, że podobny scenariusz znajdę również w powieści Agnieszki Błotnickiej.
Agnieszka Błotnicka

Główną bohaterką i zarazem narratorką "Końca wiosny w Lanckoronie" jest Magda, która właśnie rozstała się ze swoim chłopakiem. Dziewczyna postanawia wyrwać się na jakiś czas z Warszawy, aby móc nad sobą popracować i przemyśleć ostatnie wydarzenia. Trafia do Lanckorony, gdzie stara się zrzucić zbędne kilogramy oraz analizuje ostatnie chwile swojego związku z Filipem. Czy ten wyjazd będzie miał jakiś wpływ na jej późniejsze życie?

W powieści Agnieszki Błotnickiej podobały mi się: poczucie humoru głównej bohaterki, pomysł wyjazdu i zmienienia swojego życia (choć już tyle razy wykorzystywany) oraz opisy jedzenia. Magda zaczyna się odchudzać, więc obsesyjnie myśli o różnego rodzaju potrawach. Były to naprawdę smakowite przemyślenia;) 
Nie zachwyciły mnie m.in. okoliczności rozstania Magdy i Filipa. Tak właściwie nie wiadomo, co się stało. Żadne z nich zadało sobie trudu, żeby usiąść, porozmawiać w porządnie wyjaśnić całą sytuację. Ech, widocznie tylko ja chciałabym wszystko wyjaśniać;) Nie spodobało mi się też zakończenie. Może jednak nie do końca je zrozumiałam.

Tradycyjna zabudowa w Lanckoronie

Pomimo tego, uważam że "Koniec wiosny w Lanckoronie" to całkiem przyzwoita powieść. Nieco różni się od schematycznych produkcji, do których odwołałam się na początku recenzji. Jednak cała historia z Filipem nie do końca mnie przekonuje. 
Mimo wszystko, jest to dość przyjemna, zabawna książka. W sam raz na poprawę humoru w długie, jesienne wieczory.

Moja ocena: 4/6

Przypominam o konkursie!;)

______________
Źródła zdjęć:
http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/92000/92178/155x220.jpg
http://www.nk.com.pl/img/writers/agnieszka_blotnicka.jpg
http://www.malopolska2008.za.pl/wadowice/l.jpg
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger