10/14/2013 04:50:00 PM

Charlotte Bronte "Profesor"

Charlotte Bronte "Profesor"

Autor: Charlotte Bronte
Tytuł: "Profesor"
Tytuł oryginału: "The Professor"
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 312

Tytułowy profesor to Anglik William Crimsworth. W poszukiwaniu pracy wyruszył on aż do Brukseli. Tam otrzymał posadę nauczyciela języka angielskiego w szkole monsieur Peleta. Samotny młody człowiek, pozbawiony rodziny (stracił rodziców, a z bratem i wujami z różnych przyczyn nie utrzymywał kontaktu) był zdany tylko na siebie. Jego losy z dużym wyczuciem i znajomością tematu opisała Charlotte Bronte. Sama autorka również uczyła angielskiego w belgijskiej szkole. Podobnie jak William odnalazła tam miłość, jednak w jej przypadku uczucie było z góry skazane na porażkę - jego obiektem był żonaty mężczyzna. 

Charlotte Bronte przy pracy nad swoją pierwsza powieścią
Narratorem powieści jest sam profesor. Szczegółowo opowiada on o zdarzeniach, które sprawiły że znalazł się w Brukseli, o ludziach których spotkał na swojej drodze oraz o uczuciach jakie mu towarzyszyły. Na początku polubiłam głównego bohatera za jego uczciwość oraz rozsądek. Jednak wraz z rozwojem akcji moje uczucia zaczęły ulegać zmianie. William miał denerwującą właściwość oceniania ludzi - i odczytywania ich charakterów - na podstawie ich wyglądu zewnętrznego. Fizjonomika (nauka o rozpoznawaniu cech charakteru z twarzy) była bardzo popularna w XIX wieku, jednak zbyt częste odwoływanie się do niej było dla mnie nieco irytujące. 
Profesor był bardzo pewny siebie i swoich osądów. Uważał też, że zawsze postępuje odpowiednio i jest bardzo rozsądnym człowiekiem. Nie podobało mi się jego uprzedzenie do religii katolickiej - jej wyznawców uważał za złych ludzi, a potwierdzały to oczywiście jego obserwacje. Bohater kochał za to wszystko, co angielskie - religię, ludzi, obyczaje. Również opis relacji Williama i jego wybranki nie przypadł mi do gustu. Ale to już temat na osobny post, poza tym musiałabym zdradzić zbyt dużo treści książki.


Jeden z bohaterów powieści wydał mi się za to bardzo interesujący. Myślę tutaj o Hunsdenie, młodym człowieku o arystokratycznym pochodzeniu. Był on ironiczny, lubił obrażać swoich rozmówców i traktował ich z wyższością, przez co wydawał się dosyć antypatyczny. W trudnych momentach pomagał głównemu bohaterowi, często jednak raniąc przy tym jego uczucia. Zainteresowało mnie, dlaczego Hunsden był właśnie taki - czy to były wrodzone cechy charakteru, czy też w jego życiu wydarzyło się coś, co uczyniło go tak specyficznym człowiekiem. Niestety, autorka nie pokusiła się o rozwinięcie tego wątku - jedynie pod sam koniec powieści dowiadujemy się nieco o przeszłości Hunsdena.

"Profesor" jest pierwszą powieścią Charlotte Bronte. I to widać - jej styl nie jest jeszcze w pełni ukształtowany, a niektóre pomysły są nieco naiwne. Mimo wszystko jest to interesująca lektura - choćby ze względu na osobę autorki. Z pewnością miłośnicy dziewiętnastowiecznych powieści będą zadowoleni.

Moja ocena: 4/6
_____________________
Źródła zdjęć:
1. http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/148000/148155/155x220.jpg
2. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/ed/92/b7/ed92b77fcad4cba0d0ea30f472969e92.jpg
3. http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/da/61/e6/da61e637d1c15e2c350036e42c2a7d22.jpg

10/09/2013 12:19:00 PM

Stephen King "Doktor Sen"

Stephen King "Doktor Sen"

Autor: Stephen King
Tytuł: "Doktor Sen"
Tytuł oryginału: "Doctor Sleep"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 655

"Widział w lustrze swoją twarz z zawieszonym przed nią słowem REDRUM wybitym na jego czole jak piętno. To nie był sen. W umywalce leżała koszulka zamordowanego dziecka, a w wannie kapelusz pełen krwi. Nadciągało szaleństwo. Widział, jak się zbliża, w swoich własnych wybałuszonych oczach." /s. 107/
"Doktor sen" to kontynuacja kultowego już "Lśnienia". Danny Torrance, któremu udało się przeżyć pamiętną i tragiczną zimę spędzoną w hotelu Panorama, jest już dorosły. Lśnienie (czy też - w tym tłumaczeniu - jasność) go nie opuściło. Nadal posiada swoje niezwykłe zdolności, które jednak niesamowicie go męczą - nie jest dobrze wiedzieć (i widzieć) zbyt dużo... Żeby zagłuszyć męczące go wizje, sięga po alkohol i szybko zaczyna go nadużywać. Jak jego ojciec...
Tymczasem po drogach Ameryki podróżuje Prawdziwy Węzeł - tajemnicza organizacja, której członkowie tropią ludzi posiadających jasność i żywią się ich siłą życiową. Dan będzie musiał zmierzyć się z nimi, żeby chronić Abrę - dziewczynkę obdarzoną jeszcze większą mocą niż on, której pewnego dnia udaje się skontaktować z mężczyzną za pomocą myśli. Jak poradzi sobie z duchami z przeszłości oraz z ciemną siłą, która może się okazać większa niż moc Dana i Abry razem wziętych?

Powieść jest utrzymana w stylu "starego, dobrego Kinga". Głównym bohaterem jest mężczyzna obdarzony nieprzeciętnymi, paranormalnymi zdolnościami, który musi stawić czoła niebezpiecznemu przeciwnikowi. Autor opisuje na zmianę wydarzenia dotyczące Dana, Abry oraz Prawdziwego Węzła. Podoba mi się, że Stephen King tak dobrze radzi sobie z dużą ilością wątków (co szczególnie wyraźnie widoczne jest w "Bastionie") - wszystko jest czytelne, wydarzenia nie mieszają się ze sobą, a w odpowiednim momencie łączą się w całość. Czyta się to z prawdziwą przyjemnością. Czasami też z przerażeniem - w końcu mamy do czynienia z dziełem króla horroru.

Podczas lektury - co może zabrzmieć trochę paradoksalnie - nieco przeszkadzała mi znajomość stylu autora. Wiedziałam, do czego zmierza powieść i mniej więcej w jaki sposób się zakończy. Chwilami byłam więc troszkę znudzona. Na szczęście nie udało mi się przewidzieć zakończenia (które nie do końca było w stylu Kinga!), a całość czytało się bardzo dobrze. 
Ciekawie było dowiedzieć się, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów "Lśnienia". Sam King przyznał, że interesowała go ta kwestia, a jedno pytanie ("Hej, nie wie pan może, co się stało z tym dzieciakiem ze Lśnienia?") usłyszane na spotkaniu autorskim, również zmotywowało go do rozmyślań. Ostatecznie impuls do powstania powieści przyszedł jeszcze z innej strony - o tym jednak przeczytacie już sami w posłowiu.

"Doktor Sen" klimatem różni się od pierwszej części. Z jednej strony - szkoda. Z drugiej jednak - ciężko byłoby stworzyć coś w identycznym stylu. Poza tym, chociaż teraz chodzi o starcie z Prawdziwym Węzłem, duchy z Panoramy nadal nie dają o sobie zapomnieć. 

Mam małe zastrzeżenia co do redakcji książki. Kilka błędów stylistycznych, parę literówek... to niedużo jak na ponad 600 stron powieści. Mimo wszystko trochę szkoda, że takie niespodzianki się pojawiły.


"Doktor Sen" to dobra kontynuacja. Powieść potrafi wciągnąć, zainteresować, przestraszyć...a czyż nie o to chodzi, kiedy szukamy mocniejszych wrażeń?
"To wszystko było w dziwny sposób logiczne. Od samego początku - jeszcze zanim go w ogóle zobaczył - wiedział, że hotel Panorama to złe miejsce. Teraz już zniknął z powierzchni ziemi, doszczętnie spłonął, ale kto mógł zagwarantować, że razem z nim spaliło się całe zło? Na pewno nie on. W dzieciństwie nawiedzały go widma, którym udało się uciec." /s. 415/
Moja ocena: 4,5/6
_____________________________
Źródła zdjęć: 
1. http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/178000/178864/177670-155x220.jpg
2. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/7a/18/8a/7a188a98bcf035da5f83a44de45dd455.jpg
3. http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/ff/f6/eb/fff6eb8ca7a6277ef40cddb860a415dc.jpg

10/03/2013 07:52:00 PM

Jeffery Deaver "Porzucone ofiary"

Jeffery Deaver "Porzucone ofiary"

Autor: Jeffery Deaver
Tytuł: "Porzucone ofiary"
Tytuł oryginału: "The bodies left behind"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 319

Kiedy ktoś dzwoni pod 911, a potem nagle przerywa połączenie, wiadomo że należy to sprawdzić. Ale czy wysłanie do domku położonego na kompletnym odludziu tylko jednej policjantki jest dobrym pomysłem? Zazwyczaj pewnie tak, ale tym razem Brynn McKenzie naprawdę miała pecha. Na miejscu odkryła dwie ofiary brutalnego morderstwa. Sama również znalazła się w niebezpieczeństwie, ponieważ przestępcy nie opuścili jeszcze miejsca zbrodni. Brynn uciekła do lasu - w końcu znajdowała się w parku stanowym - a po drodze przyłączyła się do niej cudem ocalała z masakry kobieta, znajoma zabitego małżeństwa. Rozpoczął się dramatyczny pościg. Tylko...kto tak naprawdę był mordercą, a kto ofiarą?

Jeffery Deaver jak zwykle zaskakuje czytelnika. Zgrabnie łączy wszystkie wątki i często udaje mu się wprowadzić osobę oddającą się lekturze w błąd. Muszę jednak przyznać, że tym razem autorowi nie do końca udało się mnie oszukać. Może dlatego, że przeczytałam już wiele jego powieści i - na wszelki wypadek - we wszystkim wietrzę podstęp?


W porównaniu do innych książek Jeffery'ego Deavera "Porzucone ofiary" nie wypada najlepiej. Fabuła powieści jest przemyślana, autor zaskakuje i wprowadza ciekawe zwroty akcji... ale brakowało mi lepszej intrygi i głównej bohaterki, którą mogłabym bardziej polubić. Czytanie o zabawie w kotka i myszkę, jaką prowadzili przestępcy i policjantka, było interesujące, chociaż chwilami nieco męczyło. Nie można było oprzeć się wrażeniu, że całość odbywa się według schematu: Brynn wyprowadza w pole morderców i zdobywa chwilową przewagę - mężczyźni odgadują zamiary policjantki i są coraz bliżej. I tak na zmianę.

Mimo wszystko "Porzucone ofiary" to dobra, trzymająca w napięciu powieść. Myślę jednak, że spodoba się przede wszystkim tym, którzy dopiero rozpoczynają poznawanie twórczości Jeffery'ego Deavera. Dla fanów autora może być nieco przewidywalna. 

Moja ocena: 4,5/6
___________________
Źródła zdjęć: 
1. http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/50000/50608/155x220.jpg
2. http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/b8/39/b4/b839b451fd119ca64efb34143e908af9.jpg
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger