4/30/2014 01:30:00 AM

Simon Beckett "Chemia śmierci"

Simon Beckett "Chemia śmierci"



Autor: Simon Beckett
Tytuł: "Chemia śmierci"
Tytuł oryginału: "The Chemistry of Death"
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2006
Liczba stron: 246



"Byłem kiedyś innym człowiekiem. Byłem Davidem Hunterem, który zgłębił chemię śmierci, widział produkt końcowy niezliczonych przypadków gwałtu i przemocy, wypadków naturalnych i mieszanych. Który na co dzień widywał pozbawione skalpów czaszki i szczycił się wiedzą, której istnienia wielu nawet nie podejrzewało. To, co działo się z ludzkim ciałem po śmierci, nie było dla mnie żadną tajemnicą"
Kariera Davida Huntera, jednego z najlepszych antropologów sądowych w Anglii, została przerwana przez pewne tragiczne wydarzenia. Po wszystkim Hunter podjął się pracy lekarza rodzinnego w małej, położonej na uboczu miejscowości Manham. Liczył na spokój i na to, że być może z czasem odzyska wewnętrzną równowagę. Wydawało się, że trafił w odpowiednie miejsce. Do czasu, kiedy w pobliżu odkryto brutalnie okaleczone zwłoki młodej kobiety. Jak się szybko okazało, to nie było ostatnie takie znalezisko...

Po lekturze mam tylko jedno pytanie: dlaczego sięgnęłam po powieść Becketta dopiero teraz? Trzeba było to zrobić o wiele szybciej.
Główny bohater z trudną przeszłością, klaustrofobiczna atmosfera małego miasteczka, seryjny morderca czający się gdzieś wśród przerażonych mieszkańców i opisy ludzkich zwłok w różnych stadiach rozkładu. No nie mówcie, że Was to nie zachęca;)
"Większość seryjnych morderców schwytano dzięki szczęściu albo dzięki temu, że popełnili rażący błąd [...] Gdy w końcu wpadają, pierwszą reakcją ich znajomych i sąsiadów jest zawsze niedowierzanie. Dopiero patrząc wstecz, ich bliscy stwierdzają, że ten wyszczerbiony, ząbkowany nóż zawsze tam był, tylko po prostu go nie widzieli"
Bardzo podoba mi się sposób narracji, jakim posługuje się Simon Beckett. Wszystko pisane jest z perspektywy głównego bohatera, a styl autora sprawia, że z zapartym tchem czytałam nawet o tak prozaicznej rzeczy, jak wizyta Huntera w pobliskiej szkole. Po prostu nie nudziłam się podczas lektury i nie miałam ochoty odkładać książki na bliżej nieokreślony czas i zajmować się czymś innym. 
Znalezienie odpowiedzi na pytanie "Kto jest mordercą?" nie było szczególnie łatwe, ale też i nie było niemożliwe. Chociaż w pewnym momencie podejrzewałam dosłownie wszystkich, łącznie z charyzmatycznym starszym pastorem i lekarzem, który poruszał się na wózku. No cóż, nie byłabym dobrym detektywem;) Za to ostatecznie częściowo udało mi się odgadnąć, kto był sprawcą.
Podobał mi się również opis małego Manham i jego mieszkańców - sama pochodzę z niewielkiej miejscowości i wiem, jak potrafią się zachowywać mieszkający tam ludzie. Jednocześnie odczuwam masochistyczną przyjemność z czytania o tragicznych zdarzeniach rozgrywających się w takich właśnie miejscach. Może dlatego tak lubię Kinga i jego opowiadania...
Jeszcze jeden plus dla autora - za zakończenie. Takie typowe dla horrorów i thrillerów, mile widziane przeze mnie również w książkach. Chociaż chyba na ekranie wypada to trochę lepiej.

Mogę się "przyczepić" tylko do dwóch rzeczy. Beckett bardzo lubi stosować sformułowania w stylu: "W dniach, które nadeszły potem, popołudnie to miało kojarzyć mi się z ostatnim przebłyskiem błękitu przed nadciągającą burzą" mające na celu podkreślenie mrocznej atmosfery i nadciągającej katastrofy. Jedno czy dwa takie zdania są w porządku, ale kiedy pojawia się ich więcej... mogą już raczej śmieszyć. Ale chyba nie powinnam zwracać na to uwagi, w końcu sama piszę podobnie... 
Drugi zarzut dotyczy źle skonstruowanych zdań, które znalazły się w tekście. Na szczęście nie było ich dużo.

Mogę z radością napisać, że trafiłam na naprawdę dobrą książkę. Kolejna część już czeka na półce.
A tymczasem... polecam!

Moja ocena: 5/6
______________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/29755/chemia-smierci
2. http://www.pinterest.com/pin/383720830722461395/

4/25/2014 01:30:00 AM

Anne Holt "Ślepa bogini"

Anne Holt "Ślepa bogini"


Autor: Anne Holt
Tytuł: "Ślepa bogini"
Tytuł oryginału: "Blind gudinne"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 335





"Chciał zostać złapany. Usiadł na środku ruchliwej ulicy i czekał na policjantów. Ale dlaczego nie chciał im nic powiedzieć, przyznać się, że to on zabił tego mężczyznę nad rzeką? Dlaczego boi się więzienia, skoro nie boi się policji? I dlaczego, na miłość boską, upiera się, żebym to ja go broniła?"
Podczas spaceru z psem adwokat Karen Borg znalazła zmasakrowane zwłoki mężczyzny. Sprawcę morderstwa szybko złapano - właściwie on sam się o to postarał. Chłopak nie chciał jednak nic mówić, upierał się tylko, żeby jego obrońcą była właśnie Karen. Wkrótce do pierwszych zwłok dołączyły kolejne - kiedy znany adwokat został zamordowany w swoim mieszkaniu, a ślady wskazywały na powiązanie z poprzednią sprawą. Policjanci wpadli na trop dużej organizacji zajmującej się handlem narkotykami, w skład której mogły wchodzić osoby znane z pierwszych stron gazet. Cała sztuka polegała na tym, żeby odpowiednio te podejrzenia udowodnić...

Zapowiadało się naprawdę dobrze. Jednak po kilkudziesięciu stronach napięcie opadło, a ja zaczęłam się zastanawiać, kto tak naprawdę jest głównym bohaterem tej historii. Stawiałam na Karen Borg. Można też było brać pod uwagę prokuratora policji Hakona Sanda. Zerknęłam na okładkę i ze zdumieniem przeczytałam, że jest to "pierwszy tom cyklu o Hanne Wilhelmsen, śledczej z komendy Okręgowej Policji w Oslo". Jednak do końca lektury nie pozbyłam się wrażenia, że Hanne wcale nie wysuwa się na pierwszy plan. Być może to przez moją nieuwagę - nie mogłam się skupić na czytaniu. A może trochę zawiniła autorka. Ocenę pozostawiam Wam. 

Sama historia, chociaż miała duży potencjał, również mnie nie przekonała. Ale wiele osób ją docenia, podkreślając na przykład dobre przedstawienie pracy policji, umieszczenie wątku politycznego czy złożoność emocjonalną postaci. Ja nie potrafiłam tego dostrzec. Bohaterowie również nie wzbudzili mojej większej sympatii - może poza Billym T., jednak była to tak przerysowana postać... 
Miałam też wrażenie, że język powieści nie należy do najpiękniejszych - powtórzenia, źle skonstruowane zdania...

Podsumowując: powieść mnie nie zachwyciła, chociaż niezaprzeczalnie posiada swoje dobre strony. Czy wynika to z chwilowego kryzysu czytelniczego, który sprawia, że ciężko mi nawet pisać o książkach (co widać) ? Nie wiem. Przeczytajcie "Ślepą boginię" i oceńcie ją sami. Chociaż, jeśli chodzi o tę autorkę, polecam raczej "To, co się nigdy nie zdarza".

Moja ocena: 3,5/6
________________
Źródła zdjęć:
1. Własne.
2. http://www.gratisography.com

4/22/2014 12:43:00 PM

Komiksowo

Komiksowo
Czytanie idzie mi wyjątkowo wolno. Z Ponurych Poniedziałków chwilowo zrezygnowałam. Nie chcę jednak, żeby na blogu zapanowała cisza... Dlatego dzisiaj zapraszam na krótką historię z mojego życia;) A tak poważnie, to dzięki komiksom automatycznie generowanym przez aplikację Bistrips (dostępną na facebooku), które często bywają zaskakująco trafne, chciałam przedstawić kilka faktów dotyczących mojej (nie)skromnej osoby. Podobno awatar, który stworzyłam, jest do mnie bardzo podobny... Nie mogę zaprzeczyć;)

Zacznijmy od rzeczy podstawowej, czyli od kawy.

A tak wyglądam podczas kolejnej wizyty w lokalnej bibliotece

Pisanie pracy magisterskiej oraz uczenie się do egzaminów wygląda mniej więcej tak (gościnnie występuje przyjaciółka Małgorzata;) 



Okropne książki? Mowa o horrorach? Nie pozbędę się ich!

A tak w ogóle...


To nie jest post sponsorowany, po prostu lubię tę aplikację;) Znacie ją? Korzystacie z niej?

Zapraszam na stronę bloga na facebooku oraz na mój profil na pinterest.
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger