9/01/2014 01:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Jan Barszczewski "Włosy krzyczące na głowie"

Ponure Poniedziałki: Jan Barszczewski "Włosy krzyczące na głowie"
Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Polskie opowieści z dreszczykiem" (Państwowe Wydawnictwo ISKRY, 1969) oraz z antologii "Ja gorę" (Wydawnictwo Alfa, 1983).

"Włosy, włosy zatruły życie moje!"
Dwaj znajomi spotykają się przypadkowo w obcym mieście i idą na obiad do traktierni. Tam natrafiają na dziwnego człowieka, który wydaje się być bardzo zdesperowany i udręczony. Zapytany o powód, odpowiada, że jego włosy krzyczą. Czy inni tego nie słyszą? I tak mężczyzna, w nadziei, że nowo przybyli zdołają mu pomóc, zaczyna snuć swoją historię...

Jan Barszczewski to, cytując Wikipedię: "polski i białoruski pisarz, poeta i wydawca". Urodził się w 1790 lub 1794 roku, zmarł w roku 1851. Był autorem wierszy i opowiadań. Najczęściej wymienia się jego zbiór "Szlachcic Zawalnia, czyli Białoruś w fantastycznych opowiadaniach".

Kto zgadnie, jaki horror miał na myśli twórca
tego plakatu? To mój pierwszy typ, jeśli chodzi
o historię ze strasznymi włosami;)

Tekst składa się głównie z opowieści mężczyzny zagadniętego w traktierni. Mamy w niej czarnego bohatera - złowrogiego starca, niewinną pannę i tajemne moce. Opowiadanie przykuwa uwagę czytelnika, głównie za sprawą dziwnego pomysłu. Bo czy słyszeliście kiedyś o krzyczących włosach? W odbiorze może za to przeszkadzać język, jakim "Włosy..." zostały napisane. Oczywiście, jeśli dla kogoś przeszkodą jest XIX-wieczny styl;)

Opowiadanie ma klimat. Nie jest (dla mnie) przerażające, ale z pewnością tajemnicze. Jego główne zalety to pomysł oraz piękny styl autora. Tekst zbytnio nie zaskakuje, ponieważ Jan Barszczewski postanowił wykorzystać klasyczne motywy pojawiające się w tego rodzaju opowieściach wywodzących się z folkloru. Na szczęście nie wszystko jest oczywiste, a autor zostawia czytelnika z kilkoma pytaniami bez odpowiedzi. W tym przypadku wyjątkowo mi się to podobało. 

To może być dobra lektura dla osób interesujących się historią polskiego horroru. I dla tych, którzy chcą poznać różne oblicza rodzimej XIX-wiecznej literatury. Oraz dla wszystkich zainteresowanych grozą, nie tylko w tym najpopularniejszym wydaniu.

Moja ocena: 4,5/6
____________________
Źródło zdjęcia: http://www.pinterest.com/pin/311733605427172369/

8/29/2014 01:30:00 AM

Robert R. McCammon "Widmo"

Robert R. McCammon "Widmo"



Autor: Robert R. McCammon
Tytuł: "Widmo"
Tytuł oryginału: "The night boat"
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 1995
Liczba stron: 223



" - Przecież oni nie żyją... - przekonywał się. - NIE ŻYJĄ!
Echo rozniosło te słowa po doku. Słowa dziwne, straszne.
I nieprawdziwe."
Mężczyzna nurkujący u wybrzeży Coquiny, małej karaibskiej wysepki, odkrywa wrak statku podwodnego i wydobywa go na powierzchnię. Łódź pochodzi z czasów II wojny światowej,ale wydaje się być w doskonałym stanie. Wkrótce okazuje się, że załoga U-Boota nadal znajduje się na pokładzie. I w dalszym ciągu stanowi zagrożenie...

Nawiedzone okręty to znany motyw. Tutaj jednak mamy do czynienia z jego małą modyfikacją: U-Bootem widmo i zombie-załogą na pokładzie. Dorzućmy do tego szczyptę voodoo, "klasyczną" konstrukcję samej historii (wszystko zgodnie z regułami horroru), dokładne opisy poszczególnych scen i otrzymamy dobry materiał na film. Mam wrażenie, że powieść McCammona całkiem nieźle sprawdziłaby się na srebrnym ekranie.

Gustowna okładka, według mnie znacznie lepsza
niż ta w polskim wydaniu
Nie przeszkadzała mi przewidywalność tej powieści, wręcz przeciwnie: czytając najpierw o zatonięciu statku, później o jego "niespodziewanym" wynurzeniu się, następnie widząc oczami wyobraźni dramatyczną scenę, w której U-Boot taranuje samotnego rybaka w łódce, dobrze się bawiłam (Bo wiedziałam, że to tylko fikcja. A fabuła była rodem z kinowych horrorów z lat 80., co uznałam za urocze) Kiedy jeszcze pojawił się groźny kaznodzieja (voodoo, ale zawsze), wieszczący zagładę, jeśli wyspiarze nie pozbędą się łodzi, nie mogłam przestać się uśmiechać.

Niestety, drugą połowę powieści czytało mi się już gorzej. Może po prostu poczułam się zmęczona tym schematem i dziwnym sposobem narracji ("Zanim Cheyne zdążył odezwać się, dziewczyna stanęła przed nim tak blisko, aż musiał cofnąć się"). Nie ukrywam też, że kiedy jeszcze nie wiedziałam dokładnie kto (lub co) czai się w U-Boocie, książka była o wiele ciekawsza. Potem z łodzi podwodnej wyskoczyli zombie-naziści, czytelnik mógł poznać ich całą historię i atmosfera tajemniczości zniknęła. Ale przyznaję, że cały pomysł ma w sobie coś przerażającego. Autorowi należy się również plus za finał powieści, w którym nie oszczędza swoich bohaterów. Nie wszystkich czeka cukierkowy happy-end.

Mam wrażenie, że od "Widma" do "Łabędziego śpiewu" Robert McCammon przebył długą drogę. I znacznie poprawił swój styl (wprawdzie nie czytałam tej drugiej powieści ale podejrzewam, że zachwyty nad nią są chociaż w pewnej mierze uzasadnione). Mimo wszystko, "Widmo" może spodobać się miłośnikom horroru, którzy chcą poczuć klimat produkcji grozy powstałych w latach 80. (książkę wydano po raz pierwszy w 1980 roku). 
Jest w tej historii coś strasznego (i nie piszę tylko o strasznej - chwilami - konstrukcji zdań). Są tez dobrze znane fanom gatunku motywy i konwencje. Wszystko razem chwilami wywołuje uśmiech politowania. A chwilami sprawia, że z zapałem śledzimy akcję powieści. Chociaż i tak domyślamy się, co będzie dalej.

Moja ocena: 3,5/6

Książka przeczytana w ramach wyzwania "Klasyka horroru"


TynipicTynipicTynipic

Stworzyłam nową wersję strony "O mnie" i... tym akcentem kończę zmiany i porządki na blogu. Przynajmniej na razie;)
________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/62724/widmo
2. http://www.pinterest.com/pin/102808803967268370/

8/27/2014 01:30:00 AM

Rachel Hauck "Suknia ślubna"

Rachel Hauck "Suknia ślubna"



Autor: Rachel Hauck
Tytuł: "Suknia ślubna"
Tytuł oryginału: "Wedding dress"
Wydawnictwo: Święty Wojciech
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 378



"Wszystkie panny młode chciały wyglądać tak samo. Charlotte nigdy tego nie rozumiała [...] Uważała to za swoją osobistą misję, wręcz powołanie - ubierać panny młode naprawdę wyjątkowo. I jeśli panna młoda otrzymywała suknię idealnie do niej pasującą, dusza Charlotte pławiła się w czystej satysfakcji"
Charlotte prowadzi salon z sukniami ślubnymi. Kocha tę pracę, uwielbia pomagać przyszłym pannom młodym. Jednak nie ekscytuje się zbytnio przygotowaniami do swojego ślubu. Ostatecznie narzeczony z nią zrywa, a kobieta zostaje z... suknią ślubną, znalezioną w starym kufrze kupionym na aukcji antyków. Podobno ubranie ma ponad sto lat i naprawdę niezwykłą historię. Charlotte chce dowiedzieć się, do kogo suknia należała wcześniej. Rozpoczyna poszukiwania, które doprowadzą do odkrycia niezwykłych faktów, również dotyczących jej życia...

Zaliczyłabym tę książkę do kategorii "lekkie, łatwe i przyjemne". Nie jest to jednak typowy romans, coś w stylu harlequinów (na szczęście!) Historia tajemniczej sukni ślubnej jest wciągająca - czytelnik, a raczej czytelniczka, chce dowiedzieć się, czy ktokolwiek miał ją na sobie, zanim została zamknięta w kufrze i skazana na zapomnienie. Narracja prowadzona jest na kilku poziomach. Naprzemiennie poznajemy wydarzenia rozgrywające się w czasach współczesnych oraz w przeszłości. We wszystkich tych historiach napięcie jest umiejętnie stopniowane, a same opowieści łączą się ze sobą tak, że pod koniec książki otrzymujemy jedną, spójną całość.

Zdjęcie mało związane z treścią książki, ale za to ładne;)

Podobało mi się poruszenie przez autorkę kwestii wiary. Bohaterowie w większości są religijni, a więź z Bogiem jest dla nich czymś naturalnym. Także sama fabuła przypadła mi do gustu. Dodatkowo autorka ma lekkie pióro co sprawiło, że książkę czytało się szybko i przyjemnie. Szkoda tylko, że pisarka nie popracowała nad swoim stylem - zdarzały się powtórzenia, których z łatwością można było uniknąć. Miałam też wrażenie, że w całej historii istnieje kilka słabych punktów... ale nie zagłębiałam się w to zbytnio. 

Ciężko mi ocenić "Suknię ślubną", ponieważ zazwyczaj nie czytam tego rodzaju powieści. Z jednej strony to interesująca i wciągająca historia z przesłaniem. Z drugiej - chyba trochę zbyt idealna i nieco niedopracowana książka. Ale trzeba przyznać, że takie lektury też mają swój urok i potrafią podnieść czytelnika na duchu. Jeśli tylko sięgnie się po nie w odpowiednim momencie.

Moja ocena: 4,5/6



TynipicTynipicTynipic
___________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/181346/suknia-slubna
2. unsplash.com
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger