Morgan Matson "Aż po horyzont"




Autor: Morgan Matson
Tytuł: "Aż po horyzont"
Tytuł oryginału: "Amy and Roger's epic detour"
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 453








"Największych odkryć dokonują ci, którzy wcale się tego nie spodziewają. W ten sposób Kolumb odkrył Amerykę. Pinzon dotarł do Brazylii, chociaż zamierzał dopłynąć do Indii Zachodnich. Stanley przypadkiem trafił na wodospad Wiktoria. No i ty. Moje odkrycie, którego dokonałem, chociaż wcale na to nie liczyłem."
Takiej powieści potrzebowałam. Książki o młodych ludziach, którzy wyruszają w drogę. O podróży, która zmienia ludzkie życie.
Zabrzmiało to górnolotnie, wiem. I nie bardzo pasuje do "Aż po horyzont". Ale... po kolei.

Główna bohaterka to siedemnastoletnia Amy. Po tragicznej śmierci ojca dziewczyny, matka Amy decyduje o przeprowadzce reszty rodziny na drugi koniec kraju. Ona sama już mieszka w nowym miejscu i właśnie je urządza. Brat bliźniak Amy przebywa obecnie w ośrodku odwykowym. A sama nastolatka musi jakoś dojechać do nowego miejsca zamieszkania, transportując przy okazji rodzinny samochód. Tyle, że Amy nie prowadzi. Już nie. Dlatego w podróży będzie jej towarzyszył Roger, syn przyjaciółki matki Amy. Ta dwójka ma przejechać Amerykę według ściśle określonego planu. Ale po drodze wydarza się kilka rzeczy, które sprawiają, że odtąd młodzi sami wyznaczają sobie trasę i miejsca, które chcą po drodze odwiedzić. I nie jest to tylko turystyczna wycieczka...


Romans wisi w powietrzu. To już wiemy. Ale nie jest nachalnie przedstawiony, w dodatku autorka nie poświęca mu zbyt wiele miejsca w książce. Wszystko dzieje się jakoś obok, przy okazji... W końcu Amy jest nadal zdruzgotana po śmierci ojca i skupia się głównie na tych uczuciach oraz walce ze strachem. A Roger desperacko próbuje nawiązać kontakt ze swoją byłą dziewczyną. Od początku wiadomo jednak, że w końcu coś ich połączy. 
Na minus - każdy (albo prawie każdy) spotkany po drodze chłopak okazywał Amy zainteresowanie. A ona nie do końca wiedziała, o co chodzi. Serio? To już było nudne. 

Jeśli chodzi o tego rodzaju "powieści drogi", o wiele bardziej podobało mi się "Na krawędzi nigdy" - pomimo przesłodzonego zakończenia. Ale i ta książka zyskała moje uznanie. Po prostu ten motyw zawsze do mnie trafia. I te zdjęcia, notatki o podróży oraz playlisty, które można znaleźć w środku... naprawdę miły dodatek;)

"Aż po horyzont" to powieść z gatunku young adult. Nie jest typowym romansem, jak już wspominałam. To raczej książka o odkrywaniu siebie i radzeniu sobie z trudną przeszłością. I o podróżowaniu. Ciężko mi ją ocenić. Sama inaczej poprowadziłabym akcję, wycięłabym kilka wątków... i podejrzewam, że powstałaby z tego raczej idylliczna opowieść. A nie o to w tej książce chodzi. Podobało mi się zakończenie. Nie było bajkowe, ale takie... realne. Życiowe. I dające nadzieję. 
Nie wiem, może po prostu trafiłam z tą powieścią na odpowiedni moment. Ale cieszyłam się lekturą, a o to przecież chodzi. Zwłaszcza w wakacje;)

A Wy, chcecie wyruszyć w podróż?

Moja ocena: 4,5/6
___________________
Źródła zdjęć: 
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/180671/az-po-horyzont
2. http://barnimages.com/turn-right-traffic-signal/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger