Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

1/02/2019 06:30:00 AM

Anna Sulińska "Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u"

Anna Sulińska "Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u"
Autor: Anna Sulińska
Tytuł: "Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u"
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 234

O historii lotnictwa pisze się sporo. Tematy takie, jak wspomnienia pilotów czy katastrofy lotnicze cieszą się sporym zainteresowaniem. A co z tymi, które witają pasażerów na pokładzie, podają im jedzenie, uspokajają podczas lotu i robią mnóstwo innych rzeczy, o których nawet się nie myśli? Anna Sulińska postanowiła poświęcić swój reportaż tej mniej docenianej grupie, czyli stewardesom. Skupiła się na początkach tego zawodu w Polsce i na pracy w czasach PRL-u, kiedy to zostanie stewardesą mogło się udać jedynie nielicznym, a sam zawód cieszył się dużym prestiżem. Nie było jej jednak łatwo dotrzeć do kobiet, które kiedyś tak pracowały i które chciałyby o tej pracy opowiedzieć. 

Jak wyglądały rozmowy kwalifikacyjne i jakie kandydatki brano w ogóle pod uwagę? Na pewno musiały znać co najmniej dwa języki i mieć odpowiednią prezencję. Mówiąc wprost, brzydkie i niezgrabne nie miały szans. Musiały też wykazać się opanowaniem, wiedzieć jak radzić sobie w trudnych sytuacjach, potrafić przygotować i podać ekskluzywny posiłek pasażerom na pokładzie. Nie mogły być im straszne turbulencje czy awarie samolotu. Jeśli już kandydatkom udało się pozytywnie przejść proces rekrutacji, czekało je mnóstwo ciężkiej pracy: kilkunastogodzinne zmiany, nocowanie w hotelach, nagłe zmiany grafiku. Jednocześnie dla wielu (jeśli nie dla wszystkich) praca stewardesy była niesamowitą przygodą. Możliwość spędzenia wielu godzin w powietrzu, odwiedzenia krajów, które (jeśli miałyby "zwykły" zawód) pozostałyby tylko w sferze marzeń, prestiż, a także świetna okazja do dorobienia...


Jak dorabiały stewardesy? Kobiety dobrze wiedziały, w których krajach można tanio kupić pewne towary, a w których je sprzedać. Zresztą wiadomo było, że w Polsce czasów PRL-u brakowało dosłownie wszystkiego, a na dobrach przywiezionych z zagranicy można było nieźle zarobić. Stewardesy sprowadzały też niedostępne w kraju leki czy ubranka dla dzieci. Oczywiście nie wszystko całkiem legalnie. Często wiele ryzykowały, ale równie często ryzyko naprawdę się opłacało. 

Reportaż Anny Sulińskiej porusza również wiele innych zagadnień związanych z pracą stewardesy. Autorka przedstawia w nim także pokrótce historię Polskich Linii Lotniczych LOT. Brakowało mi jedynie bardziej osobistych historii stewardes - tego, jak ich zawód wpływał na życie rodzinne lub możliwość znalezienia partnera (ta kwestia była poruszona, ale chętnie przeczytałabym więcej) oraz tego, czy i jak częste loty i długa nieobecność w domu wpływały na ich relacje z dziećmi. Z drugiej strony, czytając o tym jak trudno było dotrzeć do niektórych kobiet i jak niechętnie wypowiadały się one na pewne tematy, rozumiem że uzyskanie podobnych wypowiedzi byłoby niezwykle trudne. 

"Wniebowzięte" są z jednej strony pełne historii i statystyk, a z drugiej naszpikowane anegdotami, co sprawia, że ten reportaż bardzo dobrze się czyta. Myślę, że to dobra propozycja zarówno dla osób zainteresowanych szeroko pojętym lotnictwem, dla tych szukających informacji o życiu w PRL-u, jak również dla osób pragnących poznać opowieści niezwykłych kobiet. Polecam. 

Moja ocena: 4,5/6
_______________
Źródło zdjęcia: https://unsplash.com/photos/M0AWNxnLaMw

12/05/2018 07:00:00 AM

Val McDermid "Miejsce egzekucji"

Val McDermid "Miejsce egzekucji"
Autor: Val McDermid
Tytuł: "Miejsce egzekucji"
Tytuł oryginału: "A Place of Execution"
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 582
To, co miało miejsce w małej wiosce w Derbyshire pewnej grudniowej nocy, przyniosło następstwa, których nikt nie mógł przewidzieć. Tak dzieje się często w sprawach zawierających element tajemnicy. Nikt nie wie, co się naprawdę wydarzyło, a życie wszystkich zostaje sprawdzone mikroskopem. Nagle różne rodzaje sekretów wychodzą na jaw. I często nie jest to przyjemny widok. 
Grudzień 1963 roku, mała wioska Scardale gdzieś w Derbyshire, w Anglii. Trzynastoletnia Alison Carter wychodzi na spacer z psem i przepada bez śladu. Zrozpaczona matka zgłasza zaginięcie na policję. Do sprawy zostaje oddelegowany młody funkcjonariusz, inspektor George Bennet. Jadąc na miejsce zdarzenia nie przypuszcza jeszcze, że zaginięcie Alison będzie miało na niego taki wpływ, że będzie to najważniejsze śledztwo w jego karierze. Ponad 30 lat później do sprawy wraca dziennikarka, Catherine Heathcote, która chce napisać o niej reportaż. Nie wie, że wracając do dawnych wydarzeń wyciągnie na światło dzienne fakty, które powinny na zawsze pozostać w ukryciu.

"Miejsce egzekucji" to świetnie napisany kryminał. Spodobało mi się już samo miejsce akcji, czyli niewielka i trudno dostępna osada Scardale. Prawie wszyscy jej mieszkańcy są ze sobą w jakiś sposób spokrewnieni. Trzymają się razem i są niezwykle nieufni wobec ludzi "z zewnątrz". Niełatwo prowadzić śledztwo w takich warunkach. Inspektor Bennet jednak bardzo angażuje się w tą sprawę i naprawdę chce zrobić wszystko, żeby odnaleźć Alison. Jednak aby dowiedzieć się, co stało się z dziewczyną, on i inni policjanci będą musieli przeprowadzić żmudne poszukiwania śladów w całej okolicy oraz porozmawiać z mieszkańcami Scardale. Ci ostatni, choć również zależy im na znalezieniu dziewczyny, nie ułatwiają dochodzenia. Pewne fakty ujawniają stopniowo, o innych w ogóle nie chcą mówić. Człowiekiem, który mógłby pomóc, jest Philip Hawkin, ojczym zaginionej, który nie pochodzi ze Scardale i nie przesiąkł jeszcze tamtejszymi zwyczajami. On jednak, jako jedyny, wydaje się zbytnio nie przejmować losem Alison. To wszystko w połączeniu ze znalezionymi w lesie śladami krwi i pogarszającą się pogodą (grudniowe mrozy) daje coraz mniejszą nadzieję na odnalezienie dziewczyny żywej. Bennet jednak się nie poddaje i jest zdeterminowany, żeby dowiedzieć się, co się stało i chociaż w ten sposób pomóc zdruzgotanej matce Alison. 


Niektórych może znudzić skrupulatne opisywanie przebiegu śledztwa, wszystkich czynności podejmowanych przez policjantów oraz rozmów z podejrzanymi. Jednak dla mnie (i dla wielu innych czytelników) było to fascynujące. Może ze względu na wszystkie okoliczności zdarzenia oraz miejsce akcji, a na pewno dzięki umiejętnościom pisarskim autorki, która naprawdę nie nudzi czytelnika. Razem z Bennetem podążałam wszystkimi tropami, przemierzałam okolice Scardale i próbowałam wyciągnąć z małomównych mieszkańców wioski jakiekolwiek informacje. Gdy sprawa została zamknięta, można było - choćby częściowo - odetchnąć z ulgą. Do czasu, kiedy po kilkudziesięciu latach Catherine Heathcote zaczęła pisać reportaż na ten temat...

Ciężko napisać więcej, żeby nie zdradzić istotnych szczegółów fabuły. Natomiast musicie uwierzyć mi na słowo: zamknięcie sprawy to nie koniec całej historii. Na uwagę zasługuje konstrukcja powieści. Sprawę Alison poznajemy jakby z tekstu reportażu Cahterine, żeby zaraz po jego lekturze przenieść się do czasów bardziej współczesnych i już w toku "normalnej" narracji przeczytać o okolicznościach jego powstania i odkryciach dziennikarki. 

Drobne zastrzeżenia mogę mieć jedynie do samego zakończenia - bo chociaż było ono zaskakujące i szokujące, to jednak... pewne podejrzenia pojawiały się już wcześniej w czasie lektury i bardziej wnikliwy czytelnik mógł się chociaż częściowo domyślić, co mogło się stać. Nie zmienia to jednak faktu, że "Miejsce egzekucji" to godny polecenia kryminał. Akcja nie pędzi tu na łeb, na szyję i nie każdemu przypadnie go gustu Anglia lat 60. Mi jednak to powolne tempo bardzo odpowiadało, a klimat całej książki dodatkowo czynił lekturę przyjemniejszą. Jeśli macie kilka wolnych wieczorów i lubicie kryminały, zachęcam do sięgnięcia po powieść Val McDermid.

Moja ocena: 5/6
_________________
Źródła zdjęć:
1. Moje
2. Photo by Sam Barber on Unsplash

11/30/2018 08:56:00 AM

Wolfgang Bauer "Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki"

Wolfgang Bauer "Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki"
Autor: Wolfgang Bauer
Tytuł: "Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki"
Tytuł oryginału: "Die geraubten Madchen: Boko Haram und der Terror im Herzen Afrikas"
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2017 
Liczba stron: 173

Słyszeliście o Boko Haram? Nazwę tej organizacji można różnie tłumaczyć: "książki to grzech", "nowoczesne wychowanie to grzech", "zakazać zachodniej oświaty"... Ma powiązania z Al-Kaidą i Państwem Islamskim, działa głównie na terenie Nigerii, a cały świat usłyszał o niej kiedy w 2014 roku jej bojownicy uprowadzili dużą grupę dziewcząt z internatu w Chibok. Jakie były ich dalsze losy? I co spotkało mnóstwo innych kobiet, również porwanych przez Boko Haram? Autorowi udało się dotrzeć do tych, które uciekły z niewoli i zdecydowały się o tym opowiedzieć. 

Początkowo myślałam, że Wolfgang Bauer skupi się głównie na dziewczętach z Chibok. Ich historia stała się jednak tylko punktem wyjścia do scharakteryzowania organizacji i opisania jej zbrodni. W imieniu porwanych - i tych z internatu i tysięcy innych - wypowiadają się kobiety, które przeżyły to samo. Widziały śmierć swoich najbliższych, zostały zmuszone do przejścia na Islam i uwięzione. Niektórym kazano poślubić swoich prześladowców. Inne szkolono do przeprowadzania samobójczych zamachów. Wszystkie przeszły przez piekło. 

To wstrząsający reportaż. Poruszający tym bardziej, że autor często oddaje głos samym porwanym. Ich opowieści przeplata fragmentami opisującymi powstanie Boko Haram i zbrodniczą działalność organizacji. Dodatkowym atutem książki są piękne i pełne wyrazu zdjęcia kobiet, z którymi Wolfgang Bauer przeprowadzał wywiady. Czy z ich oczu można wyczytać, co takiego je spotkało?

Nie będę się rozpisywać. To ważny reportaż, który uświadamia nas o tym, że w wielu krajach świata właśnie teraz dzieją się przerażające rzeczy. Warto o tym wiedzieć. Bo to pierwszy krok do tego, żeby postarać się znaleźć jakieś rozwiązanie.
_____________
Źródło zdjęcia: własne

11/22/2018 09:52:00 AM

Michelle Richmond "I że cię nie opuszczę"

Michelle Richmond "I że cię nie opuszczę"

Autor: Michelle Richmond
Tytuł: "I że cię nie opuszczę"
Tytuł oryginału: "The Marriage Pact"
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 484

Chcę, żeby nam się udało. Nie boję się poświęcenia. Nie cofnę się przed niczym, co jest dobre dla naszego małżeństwa.
Ludzie wstępujący w związek małżeński wierzą, że od tego momentu ich życie będzie przypominać bajkę. Będą mieć obok siebie ukochaną osobę, razem stawią czoła wszystkim problemom i będą żyć długo i szczęśliwie. Zycie jednak różnie się układa i często weryfikuje te wyobrażenia. Wiele małżeństw się rozpada. Czy tajemniczy Pakt może być na to receptą?

Alice i Jake w prezencie ślubnym otrzymali dziwną drewnianą skrzynkę. Było to zaproszenie do Paktu, niezwykłej organizacji, stojącej na straży nierozerwalności małżeństwa. Para zdecydowała się do niego przystąpić i podpisała umowę. Początkowo założenia Paktu i zasady w nim obowiązujące wydały im się nieco śmieszne, ale niepozbawione sensu: Zawsze odbieraj telefon od małżonka. Regularnie obdarowujcie się prezentami. Kilka razy w roku wyjedźcie gdzieś razem. I chociaż Jake jest zdumiony objętością podręcznika, w którym spisano wszystkie zasady, wydaje się że nie stanie się nic strasznego, jeśli o kilku regułach się zapomni. Do czasu pierwszego wykroczenia...  Para szybko przekonuje się, że Pakt jest niezwykle poważną organizacją, która surowo karze każde wykroczenie. I że Paktu - podobnie jak małżonka - nie opuszcza się aż do śmierci...


Niesamowicie spodobał mi się pomysł na fabułę. Pakt i zasady przez niego stworzone z jednej strony przerażają, a z drugiej fascynują. Uważnie śledziłam próby dostosowania się do nich dwójki głównych bohaterów, a także ewolucję ich poglądów - bo w różnych momentach patrzyli na Pakt inaczej. Przechodzili od zaangażowania aż do śmiertelnego przerażenia. Sama organizacja okazała się być niezwykle intrygująca. Pakt to rodzaj elitarnej sekty, której członkowie wybierani są niezwykle starannie. Obowiązuje ich mnóstwo zasad, wszyscy są ściśle kontrolowani... i chyba nie do końca chcielibyście wiedzieć, co spotyka tych, którzy popełniają wykroczenia. 

Podczas lektury nie sposób powstrzymać się od rozmyślań o instytucji małżeństwa i o tym, co zrobić aby faktycznie było ono nierozerwalne. Ciekawe, czy ludzie naprawdę byliby gotowi wiele poświęcić i poddać się nieustannej kontroli, byle tylko utrzymać przy sobie ukochaną osobę. I na ile to wzajemne przywiązanie wynikałoby z miłości, a na ile ze strachu przed konsekwencjami. Pod tym względem to była fascynująca lektura. Natomiast jeśli chodzi o samą fabułę, bardzo mi się podobała... aż do zakończenia. Nie wydało mi się ono zbyt przekonujące i naprawdę liczyłam na coś innego. 
Nie polubiłam też Alice. Bo o ile Jake praktycznie od razu zyskał moją sympatię, o tyle jego żona wydawała się być skupiona na mnóstwie rzeczy (praca, muzyka), ale nie na mężu. A jej zaangażowanie w ich relację momentami wynikało chyba bardziej z potrzeby przestrzegania reguł Paktu, niż z ogromnej miłości. 

"I że cię nie opuszczę" to wciągający thriller psychologiczny, dla wszystkich miłośników gatunku. Zwłaszcza dla tych, który właśnie przygotowują się do ślubu;) I chociaż mam tej książce nieco do zarzucenia, a pisanie recenzji idzie mi ostatnio wyjątkowo opornie, to i tak zachęcam Was do lektury. Na koniec jeszcze uwaga (bardziej dla mnie) na przyszłość: czytanie jednej powieści przez miesiąc z przerwami (ze względu na brak czasu) naprawdę nie jest dobrym pomysłem. Ciężko się później skupić na fabule i wszystko dokładnie przemyśleć.

Moja ocena: 4,5/6
__________________
Źródła zdjęć: 
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4844350/i-ze-cie-nie-opuszcze
2. Photo by Gades Photography on Unsplash

11/07/2018 02:18:00 PM

Tetsuya Honda "Przeczucie"

Tetsuya Honda "Przeczucie"

Autor: Tetsuya Honda
Tytuł: "Przeczucie"
Tytuł oryginału: ストロベリーナイト ("The Silent Dead")
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 352

Czy wciąż się boisz... upalnych letnich nocy?
W Tokio zostają znalezione ludzkie zwłoki. Okaleczone, owinięte niebieską folią, wciśnięte w żywopłot. Czyżby sprawca porzucił ciało nie dokończywszy dzieła? A może to było celowe działanie i chodziło o to, żeby ktoś szybko odnalazł makabryczny "pakunek"? Do sprawy zostaje przydzielona między innymi komisarz Reiko Himekawa ze swoim zespołem. Reiko to bystra i utalentowana młoda kobieta, która bardzo szybko wspina się po szczeblach kariery. Ma niesamowity zmysł, umożliwiający jej błyskawiczne łączenie faktów oraz wyciąganie wniosków nawet z pozornie ze sobą nie związanych wydarzeń. I chociaż w pracy idzie jej świetnie (nawet pomimo tego, że musi zmagać się z przytykami odnośnie swojego wieku i płci), to w życiu osobistym nie jest już tak różowo. Reiko, jak na bohaterkę kryminału przystało, zmaga się z tragicznymi wydarzeniami ze swojej przeszłości. Ta pozornie silna kobieta do tej pory nie może zapomnieć pewnej dusznej, letniej nocy sprzed lat. Co się wtedy wydarzyło? Jak przebiegnie obecne śledztwo? I czy sprawca ograniczy się tylko do jednej ofiary?

To było moje pierwsze spotkanie z japońskim kryminałem. Nie mam zupełnie porównania i ciężko mi stwierdzić, na ile "Przeczucie" jest rzeczywiście japońskie, a na ile autor uczynił je bardziej strawnym dla zachodniego czytelnika. Zdziwieniem dla nas może być na przykład fakt, że hierarchia w tamtejszej policji jest tak istotna. Oraz że policjanci dojeżdżają na miejsce przestępstwa metrem;) Ale w swojej istocie "Przeczucie" opowiada o tym samym, co wiele czytanych już przeze mnie kryminałów - o sprawie makabrycznego zabójstwa oraz o żmudnym śledztwie, mającym na celu wytropienie sprawcy. 


Niektórych powieść Hondy znudziła. Trochę się im nie dziwię. Opisy mozolnej, policyjnej roboty, przesłuchań kolejnych świadków czy zapoznawanie czytelnika z zasadami funkcjonowania japońskiej policji nie wszystkim się spodobają. Ale w drugiej części książki akcja zdecydowanie przyśpiesza. I prowadzi do finału, który... z jednej strony był dosyć przewidywalny, a z drugiej bardzo mi się podobał dzięki pewnemu rozwiązaniu zastosowanemu przez autora. Chciałabym jednak uniknąć tutaj zdradzania zakończenia. 

Najważniejsza tutaj jest postać Reiko. To dobra policjantka, która dzięki tytułowym przeczuciom jest w stanie osiągnąć bardzo dobre wyniki w śledztwie i szybko złapać przestępców. To jej dar i to dzięki niemu (a także swojej ciężkiej pracy) zaszła tak daleko. Ale pewnie nic z tego by się nie wydarzyło, gdyby nie upalna letnia noc sprzed lat, o której prawdę poznajemy w trakcie lektury. Zastanawiam się, jak zmienia się postać Reiko na przestrzeni całego cyklu książek (bo "Przeczucie" to pierwsza powieść z tą bohaterką). 

Pomysł Strawberry Night, o którym więcej przeczytacie już w samej książce, był wyjątkowo makabryczny. Zestawienie go z powierzchownością Japończyków - przestrzegających zasad, szanujących innych, bardzo ułożonych - stanowi szczególny kontrast i tylko zwiększa brutalność niektórych scen. To jedna z mocniejszych stron całej powieści. 

Podsumowując: akcja nie zawsze pędzi w zawrotnym tempie, a bardziej doświadczeni czytelnicy mogą w trakcie lektury nabrać pewnych podejrzeń co do śledztwa, ale... i tak polecam ten kryminał miłośnikom gatunku. Dobrze czasem sięgnąć po coś innego, niż literatura europejska czy amerykańska, do których jesteśmy już tak przyzwyczajeni. Myślę, że czytanie o śledztwie toczącym się w Kraju Kwitnącej Wiśni będzie niezwykle interesującym doświadczeniem. 

Moja ocena: 4,5/6
______________________
Źródła zdjęć: 
1. Moje
2. Photo by Thomas Ribaud on Unsplash

10/30/2018 10:02:00 AM

Laila Shukri "Jestem żoną szejka"

Laila Shukri "Jestem żoną szejka"


Autor: Laila Shukri
Tytuł: "Jestem żoną szejka"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 389
Myślę, że kiedy ci nieprzeciętni mężczyźni poznają tę wyjątkową dla nich kobietę, która ich zafascynuje nie tylko swoją urodą, ale również wnętrzem, potrafią stworzyć, nawet jeżeli to trwa tylko ograniczony czas, zupełnie unikalną relację przepełnioną miłością, zrozumieniem, humorem i ciepłem. Przy tym, korzystając ze swoich ogromnych fortun, uszczęśliwiają wybranki pięknymi przedmiotami, wygodnym trybem życia i wszechobecnym przepychem.
Nieprzeciętni mężczyźni to arabscy szejkowie. Ich nieprzeciętność polega chyba jedynie na posiadaniu bajecznej fortuny i egzotycznej (dla nas, oczywiście) urody. Zoną jednego z takich szejków jest autorka książki, Laila Shukri. A przynajmniej kobieta tak twierdzi. Opisuje ona, jak doszło do tego że poślubiła Salima, jak radzi sobie w nowej dla niej roli (przedtem była zwykłą dziewczyną z Polski pracującą w jednej z firm w Dubaju) i jakie problemy napotyka w swoim życiu. A także jak bardzo rozkoszuje się luksusami, do których ma dostęp na co dzień.

Nie będzie dużym spoilerem, jeżeli napiszę, że małżeństwo Laili i Salima nie jest usłane różami. Wprawdzie mężczyzna rozpieszcza swoją żonę, ofiarowując jej coraz to nowe przepiękne komplety biżuterii, drogie ubrania i akcesoria, zabierając ją w dalekie podróże. Ale kobieta jest zdziwiona, że po ślubie musi nosić abaję, nikab i hidżab. Ze jej mąż pragnąłby, żeby przeszła na islam. I że jest o nią chorobliwie zazdrosny i traktuje ją jak swoją własność. Z drugiej strony jest zachwycona przepychem, który ją otacza, zresztą bardzo szybko odnajduje się w roli madame, pani domu, której głównym zajęciem jest wydawanie służbie rozkazów i rozkoszowanie się bogactem. Takie zachowania męża, jak opuszczanie jej na długie tygodnie i zabieranie ze sobą dzieci, pobicie czy nawet gwałt, nie sprawiają że rozważa odejście od niego albo chociaż trochę bardziej realnie patrzy na swojego mężczyznę. Pod koniec książki stwierdza nawet Nie wiem, czy jestem księżniczką, czy niewolnicą, czy może jedną i drugą. Może tylko jestem do szaleństwa zakochaną kobietą. To już pozostawię bez komentarza.


Opisany wyżej wątek to jedno. Można różnie oceniać zachowanie narratorki, można się z nią nie zgadzać. Ale mamy tutaj coś jeszcze, o czym warto wspomnieć: sam sposób pisania i konstrukcję książki, które według mnie są nie do przyjęcia. Laila Shukri pisze niesamowicie chaotycznie, przeskakuje z tematu na temat, pomija różne wydarzenia, a do innych ciągle wraca. Już bardzo dawno (a być może jeszcze nigdy) nie czytałam czegoś napisanego tak... nieporządnie i nieumiejętnie. Kolejną kwestią są dialogi bohaterów. Są one albo wyjątkowo zdawkowe, albo wyglądające na żywcem przeklejone z wikipedii. Na przykład, kiedy Salim pyta żonę, czy nie chciałaby wybrać dla siebie jakiegoś kompletu biżuterii z szafirów z Celjonu, ta odpowiada: Myślę, że to świetny pomysł. - Ucieszyłam się. - Rzeczywiście szafiry to moje ulubione kamienie, a te, które stamtąd pochodzą, są znane na całym świecie. Jeden z nich, niebieski szafir, znajdował się w pierścionku zaręczynowym księżnej Diany, a teraz nosi go Kate, księżna Cambridge, żona księcia Williama. Niebieski szafir symbolizuje miłość, zaangażowanie i wierność, ale również królewską władzę, lojalność i mądrość. Dlatego... Pozwólcie, że nie będę cytować całej wypowiedzi. Jest ona przerażająco długa i nudna.
I jeszcze jedna uwaga: autopromocja, którą stosuje autorka, przekracza nawet to, co w swoich książkach robi (moja niestety nie-ulubiona) Katarzyna Michalak. W "Jestem żoną szejka" co chwilę natrafiamy na fragmenty dotyczące innych książek autorki. Jeśli komuś spodoba się ta pozycja, z pewnością i tak sięgnie po inne, nie wiem po co taka nachalna reklama.

Jest jedna rzecz, która podobała mi się w tej książce: fragmenty dotyczące prywatnego życia bogatych obywateli ZEA oraz trudnej sytuacji ludzi, którzy dla nich pracują. Oczywiście ciężko stwierdzić, że "podobało mi się" czytanie o wykorzystywaniu ludzi lub o ich torturowaniu. Ale były to rzeczy, o których wiem niewiele, a o których warto mieć świadomość. Myślę, że to właśnie te fragmenty (chociaż czasami też wyglądające jak przeklejone z innych stron czy książek) są największym atutem tej powieści. Bo ciężko mi nazwać "Jestem żoną szejka" biografią czy też ogólnie literaturą faktu. Do całej historii w niej zawartej odnoszę się dosyć sceptycznie. Łagodnie mówiąc;)

Dlaczego w ogóle przeczytałam tę książkę, skoro tak bardzo mi się nie podbała? Z ciekawości. Wcześniej nie miałam pojęcia o stylu pisania autorki, choć same tytuły nie były mi obce (Nawet czasem je polecałam, kiedy jeszcze pracowałam w księgarni. Gdybym tylko wiedziała...). Dopiero ta lektura pozwoliła mi poznać ich tematykę i wyrobić sobie własne zdanie. Teraz przyznaję, że chętnie sięgnęłabym po coś podobnego, jednak napisanego o wiele lepiej i bardziej wiarygodnego. Czy ktoś jest w stanie polecić taką pozycję? Bo ja "Jestem żoną szejka" zdecydowanie nie polecam.

Moja ocena: 2,5/6
__________________________
Źródła zdjęć:
1. Moje 
2. Photo by rawpixel on Unsplash

9/19/2018 07:30:00 AM

Agata Przybyłek "Takie rzeczy tylko z mężem"

Agata Przybyłek "Takie rzeczy tylko z mężem"
Autor: Agata Przybyłek
Tytuł: "Takie rzeczy tylko z mężem"
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 380

Podobno życie mężatki jest wyjątkowo ciężkie. Zwłaszcza takiej, której mąż przestaje ja zauważać, dziecko wykazuje się niezwykłą pomysłowością w wymyślaniu kolejnych psot, a całe otoczenie (zarówno w domu jak i w pracy) jakby się zmówiło, żeby tylko skomplikować jej egzystencję. W takiej sytuacji jest Zuzanna, główna bohaterka książki. Jej mąż, Ludwik, już dawno przestał się nią interesować, dnie spędza w pracy a wieczory na wyjściach z kolegami i poszukiwaniu skarbów (archeologia to jego pasja). Na głowie kobiety zostaje cały dom, opieka nad dzieckiem (w czym czasami Ludwik łaskawie pomaga), a także radzenie sobie z dziwnymi pomysłami matki, problemami siostry, podrzuconą do jej domu siostrzenicą Ludwika i pomieszkującym u niej przystojnym wuefistą, którego z mieszkania wyrzuciła dziewczyna. Oj, jest tego sporo. Miało być z humorem i o życiu. A jak było?

Chyba nie nadaję się do czytania powieści obyczajowych, bo zwyczajnie mnie one irytują. Zuzannę znielubiłam już od pierwszej strony, kiedy to okazało się że kobieta właśnie spowodowała stłuczkę, ale zupełnie się tym nie przejęła. Wręcz twierdziła, że nic takiego się nie stało (Czy urwane drzwi w innym aucie to nic takiego? Dyskutowałabym) i szybko ulotniła się z miejsca zdarzenia. Następnie zdążyła zwierzyć się tłumowi obcych ludzi z problemów małżeńskich na spotkaniu autorskim, na które przypadkowo trafiła. I ta sytuacja stała się punktem wyjścia do historii, w której Zuzanna próbuje naprawić swoje małżeństwo... ale jakoś nie bardzo się starała. A może już nawet nie było czego naprawiać. Ale nie jestem ekspertem. 


Książka faktycznie napisana jest z humorem, ale ten humor nie zawsze mnie przekonywał (na przykład sytuacja z samochodem). Nie do końca przekonało mnie też wykorzystywanie ogranych stereotypów (historia z Kasią ubierającą się na czarno - skoro tak się ubiera i przyjechała z dużego miasta, na pewno jest satanistką, więc od razu należy znienawidzić ją i jej rodzinę). Ale najwięcej zastrzeżeń mam do wątku małżeńskiego. Uwaga, jeżeli Twój mąż:
  • praktycznie się do ciebie nie odzywa, chyba że czegoś potrzebuje;
  • w ogóle cię nie przytula, o innych rzeczach nie wspominając;
  • prawie codziennie wieczorem wychodzi z kolegami albo u nich nocuje;
  • nie reaguje, kiedy dzwonisz do niego w panice, że zepsuł ci się samochód i jesteś sama gdzieś w terenie, a zbliża się noc;
  • w żaden sposób nie okazuje, że cię kocha (chyba że wymuszony pocałunek albo wywalczone wyjście na wspólny spacer się liczą)
a jednocześnie twierdzi, że "przecież cię kocham, mamy dziecko, mieszkamy razem, o co ci w ogóle chodzi" to... chyba z waszym małżeństwem jest coś bardzo nie w porządku i czas szukać pomocy z zewnątrz. Tym bardziej, że pomysły Zuzanny na zwrócenie uwagi męża nie odniosły żadnego skutku. Powiedzenie wprost, o co chodzi - nie działało w ogóle albo zadziałało na chwilkę (wspomniany wcześniej wymuszony wspólny spacer, po którym mąż szybko uciekł na kolejne spotkanie z kolegami). Założenie seksownej bielizny - mąż to zignorował, kazał jej się ubrać i poszedł spać. Wysyłanie sobie kwiatów, rzekomo od tajemniczego wielbiciela - mąż stwierdził że to na pewno pomyłka, bo kto by się zainteresował Zuzanną... Dla mnie ten wątek był naprawdę smutny.

Wiem, że sama używam zdań wielokrotnie złożonych i że to może być męczące w odbiorze (przyznaję się do winy). Podobnie robi autorka i takie konstrukcje jak: Muszę jednak przyznać, że udało jej się skutecznie odciągnąć moje myśli od Teodora, bo zaczęła mnie zżerać ciekawość, kogo też ona na tym spacerze sobie upolowała, a do tego, nie małą niespodziankę przygotował dla mnie też mój, przypominający sobie nagle o moim istnieniu, mąż potrafiły mnie trochę zmęczyć. Zwłaszcza w połączeniu z fatalną korektą. Niestety w książce jest mnóstwo literówek i błędów. 

Podsumowując, pomysł na historię był naprawdę obiecujący, ale mam wrażenie że ostatecznie po prostu nie wyszło. Przynajmniej do mnie pewne rozwiązania fabularne zupełnie nie trafiły. Zuzanna okazała się być irytującą postacią, która nie zauważa pewnych oczywistych rzeczy. Poczucie humoru autorki rozminęło się z moim. Ilość błędów mnie przeraziła. Na pewno powieść spodoba się wielbicielkom gatunku i osobom, które szukają lekkiej, niewymagającej lektury na weekend. Ja powinnam wrócić do swoich ulubionych thrillerów i kryminałów. Cóż, kiedy nadal jestem w nastroju na dobrą powieść obyczajową...

Moja ocena: 3,5/6
_________________
Źródła zdjęć: 
1. Moje
2. Photo by Milan Popovic on Unsplash

9/12/2018 06:30:00 AM

Gillian Flynn "Ostre przedmioty"

Gillian Flynn "Ostre przedmioty"
Autor: Gillian Flynn
Tytuł: "Ostre przedmioty"
Tytuł oryginału: "Sharp Objects"
Wydawnictwo: Burda Książki
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 359

Camille to kobieta, która już dawno wyjechała z małego, rodzinnego miasteczka. Atmosfera Wind Gap ją przytłaczała, relacje z rodziną nie układały się najlepiej. Po skończeniu studiów zamieszkała w Chicago i znalazła pracę jako reporterka w podrzędnej gazecie. Teraz musi na jakiś czas wrócić do Wind Gap i napisać serię artykułów o morderstwach i zaginięciach dzieci. Jedną z dziewczynek zabito w poprzednim roku, właśnie zaginęła kolejna... Redaktor naczelny uważa, że to sprawa którą naprawdę warto się zająć. I że Camille będzie do tego odpowiednią osobą - w końcu jest miejscowa, wszyscy ją znają i łatwiej będzie jej uzyskać różne informacje. Nie bierze jednak pod uwagę tego, że Wind Gap nie jest typowym miasteczkiem, że nie wszyscy przepadają tam za Camille (nawet jej własna matka) oraz że samej reporterce nie uśmiecha się powrót do miejsc z dzieciństwa i wczesnej młodości. Jednak przyjeżdża na miejsce i usiłuje zmierzyć się z trudnym tematem oraz lokalną społecznością. A sprawy nabierają tempa, kiedy znalezione zostaje ciało porwanej niedawno dziewczynki... Kto to zrobił? I kto będzie następny? 

Nie czułam się szczególnie oddana temu miastu. Było to miejsce, gdzie umarła moja siostra, miejsce, gdzie zaczęłam się ciąć. Tak mała i duszna mieścina, że codziennie spotykałam na ulicy ludzi, których nie znosiłam. Ludzi, którzy coś o mnie wiedzieli. To tego rodzaju miejsce, które odciska piętno.
Na początku myślałam, że będę miała do czynienia z typowym kryminałem/thrillerem, że nic w tej książce mnie nie zaskoczy. Szybko okazało się, że byłam w błędzie. W miarę lektury tytuł coraz bardziej zyskiwał na znaczeniu. Dowiadujemy się o depresji głównej bohaterki i o jej niezwykłym zwyczaju wycinania sobie na skórze różnych słów. Jej całe ciało było pokryte bliznami. Poznajemy również relacje Camille z matką oraz dziwne zwyczaje panujące w jej rodzinnym domu. "Ostre przedmioty" to więc z jednej strony niezwykle ponura historia rodzinna, a z drugiej przerażająca opowieść o morderstwach popełnianych na dzieciach. Policja jest bezradna, nie może jednoznacznie wskazać podejrzanego, a śledztwo w dużej mierze opiera się na podążaniu tropem lokalnych plotek. Mieszkańcy Wind Gap mają przecież swoją teorię na temat tego, kto zabił dwie dziewczynki, a następnie wyrwał im zęby, a ciała porzucił. To musi być ktoś przyjezdny, na pewno żaden z miejscowych, przecież to sami porządni ludzie...


Atmosfera tej lektury jest niezwykle duszna, niepokojąca. Po pewnym czasie wydaje się, że na znaczeniu zyskuje wątek rodziny Camille i bardzo niezdrowych relacji w niej panujących. Toksyczna matka, która na co dzień kreuje się na idealną kobietę i szanowaną obywatelkę Wind Gap. Ojczym, który nikomu nie wchodzi w drogę. Oraz przyrodnia siostra Camille, Amma, będąca chyba najbardziej nietuzinkową postacią. Ta trzynastolatka w szkole i poza nią jest lokalną królową, dużo imprezuje, ubiera się niezwykle wyzywająco i nie stroni od używek. Natomiast w domu nosi "grzeczne" sukienki i bawi się domkiem dla lalek, będącym dokładnym odwzorowaniem jej rodzinnej rezydencji. Psycholog z pewnością miałby tutaj co analizować. 

Ostatecznie jednak "Ostre przedmioty" okazały się być kryminałem, i to bardzo mrocznym. Jednocześnie takim, w który niepodzielnie wpleciona jest zagmatwana i pełna tajemnic historia rodzinna. Jeśli macie ochotę na coś nietypowego, a jednak nadal w kryminalnych klimatach, polecam tę lekturę. Jak napisał o tej książce Stephen King: to nie jakaś tam płytka powieść oparta na chwytliwych pomysłach; jej groza narasta.
Chcecie zmierzyć się z tą historią? Polecam!

Moja ocena: 5/6
____________
Zródła zdjęć: 
1. Moje
2. Photo by Vladislav M on Unsplash

9/05/2018 07:30:00 AM

Marek Krajewski "Mock. Pojedynek"

Marek Krajewski "Mock. Pojedynek"

Autor: Marek Krajewski
Tytuł: "Mock. Pojedynek"
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 400

Jeśli nie czytaliście wcześniej żadnej książki o Mocku, nie musicie się martwić. Chociaż "Pojedynek" jest już kolejną częścią z cyklu, opowiada on o wydarzeniach z czasów, kiedy Mock był jeszcze studentem. To doskonałe uzupełnienie serii i niezwykle interesująca powieść dla fanów Eberharda, ale również dobra propozycja na pierwsze spotkanie z tą postacią.

Wrocław, a właściwie Breslau, rok 1905. Eberhard Mock to ubogi syn szewca z Wałbrzycha, który studiuje na Uniwersytecie Wrocławskim. Ma ambitne plany, chce zostać w życiu kimś: marzy mu się kariera naukowa i prestiżowa posada profesora w jednej z wrocławskich szkół. Nieoczekiwanie jednak Eberhard zostaje wplątany w pewną uniwersytecką intrygę i musi podjąć swoje pierwsze w życiu śledztwo. Śledztwo, które zmieni go na zawsze. Kiedy samobójstwo popełniają dwaj szanowani wykładowcy Uniwersytetu, a w świecie akademickim powstają kolejne intrygi, Mock wkracza na drogę, z której nie będzie już powrotu. Jak głosi hasło reklamowe książki, "Pojedynek" to pierwszy krok w otchłań.

Okazuje się, że Mock już od czasu studiów miał konkretne zainteresowania: filologia klasyczna, alkohol i sprzedajne kobiety. Od młodości również wykazywał pewną przebiegłość i jasność w formułowaniu wniosków, jednak w czasie trwania akcji tej powieści dopiero uczył się pracy śledczej. I wciąż jeszcze miał nadzieję, że jego marzenie o karierze naukowej stanie się faktem. Na początku był również idealistą. Ale życie szybko zweryfikowało pewne założenia. Podobało mi się, że mogliśmy się tutaj przyjrzeć ewolucji głównego bohatera.

Wrocław, lata 90. XIX wieku

"Mock. Pojedynek" to książka nieco mniej brutalna niż poprzednie części. Za to również pełna intryg, z zagmatwaną zagadką, której rozwiązania nasz bohater musi się podjąć. Nie wszystkie literackie powroty do młodości konkretnych postaci się udają, ta seria jednak jest wyjątkowo dobra. Ale nie spodoba się wszystkim. Trzeba wczuć się w klimat dawnego Breslau, który Marek Krajewski przedstawia bardzo sugestywnie. Nie można bać się podróży śladami Mocka. A ten nie waha się zagłębiać w najbardziej podejrzane i niebezpieczne dzielnice. Chociaż jest dopiero na początku swojej drogi. I jeszcze nie do końca uświadamia sobie, co go tak naprawdę czeka. Zauroczenie piękną Rosjanką poznaną na uniwersytecie może okazać się fatalne w skutkach. Sprzeniewierzenie się swoim zasadom też zapewne nie okaże się korzystne. A udział w tytułowym pojedynku... no cóż, na pewno będzie niósł ze sobą jakieś konsekwencje.

Niektórzy narzekają na zbyt dużo odniesień do kultury antycznej i liczne łacińskie cytaty (w znakomitej większości tłumaczone przez autora). Trochę tego nie rozumiem. Czyż nie na tym polega urok tych powieści? Czy Mock nie zajmował się filologią klasyczną, do której zamiłowanie pozostało mu na całe życie? Uważam że to świetny wątek, działający na korzyść całego cyklu.

Na pewno jestem stronnicza, gdyż Mock jest jedną z moich ulubionych postaci literackich. Ale jak mogłabym źle ocenić powieść, która według mnie jest naprawdę dobra i przy której tak dobrze się bawiłam?
Warto sięgnąć po ten tytuł jeszcze z jednego względu: jeśli chcecie przy okazji lektury dowiedzieć się czegoś o życiu studenckim ponad sto lat temu, o studenckich korporacjach, a także pojedynkach i bardzo dziwnym (jak na nasze czasy) pojmowaniu pojęcia honoru, ta powieść będzie interesującym źródłem informacji.

Moja ocena: 5/6
________________
Źródła zdjęć:
1. Moje
2. https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=120557

8/29/2018 07:25:00 AM

Sandie Jones "Rywalka"

Sandie Jones "Rywalka"


Autor: Sandie Jones
Tytuł: "Rywalka"
Tytuł oryginału: "The Other Woman"
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 397
Musisz mieć przyszłego męża po swojej stronie, sprawić, by dostrzegł, co ona robi i co przez nią przeżywasz.
Gdyby tylko to było takie proste...
Emily myśli, że spotkało ją wielkie szczęście - poznała przystojnego Adama, który wydaje się być ideałem mężczyzny. A do tego zapewnia ją o swojej miłości. Jest tylko jeden szczegół, który nie pozwala jej w pełni cieszyć się nowym związkiem. Matka Adama, uwielbiana przez wszystkich urocza Pammy, szybko zamienia życie Emily w piekło. I robi to tak sprytnie, że kobieta nie może niczego jej udowodnić, bo zostanie uznana za wariatkę. Do tego dochodzi przeszłość Adama i tajemnicza Rachel, o której ten nie chce mówić. Czy naprawdę warto się w to wszystko pakować?

Kiedy zaczynałam lekturę, wydawało mi się że "Rywalka" będzie powieścią o stereotypowej wrednej teściowej, która za wszelką cenę chce uprzykrzyć życie wybrance syna. I początkowo faktycznie tak było. Pammy okazała się być mistrzynią manipulacji, zręcznie wmanewrowując Emily w krępujące sytuacje. Potrafiła też jednym - z pozoru niewinnym - słówkiem zniszczyć jej dobry nastrój. I miała syna całkowicie po swojej stronie.
O ile podczas czytania powieści mogłam być zła na Pammy (i byłoby to uzasadnione), muszę stwierdzić że bardziej irytował mnie Adam. Skończony maminsynek. Wiem, że rodziców powinno się kochać i szanować, ale relacja Adama z matką od początku nie wydawała mi się normalna. Emily nie mogła nawet rzucić niewinnego żarciku na temat Pameli (naprawdę nie mając na myśli niczego złego) ani jakiejkolwiek krytycznej uwagi, bo jej ukochany od razu się obrażał i trzeba było go przepraszać. Ja uciekałabym gdzie pieprz rośnie, za to Emily brnęła w ten związek z konsekwencją godną podziwu. Nie przerażała jej zła teściowa, pragnąca zniszczyć jej życie. Nie odstraszały jej też niepokojące zachowania Adama, które od czasu do czasu dawały o sobie znać. Wspomniane już obrażanie się, wytykanie Emily braku szacunku do niego, kiedy (podobno) nieodpowiednio się ubrała, skłonność do nadużywania alkoholu. Rozumiem, że to była dla niej wielka miłość i naprawdę nie wyobrażała sobie spotkać już w życiu kogoś, z kim czułaby się tak dobrze. Mimo wszystko główna bohaterka wydała mi się osobą, która z podziwu godnym uporem nie dostrzega (albo raczej nie chce dostrzegać) sygnałów nakazujących zakończenie tego związku. Za to całkowicie skupia się na swojej relacji z przyszłą teściową, co zakrawa niemal na obsesję.


Z jednej strony autorka nie zawiodła, jeśli chodzi o zakończenie i całkowite pokręcenie fabuły. Z drugiej, wydaje mi się że nie było to do końca dopracowane. Wszystko stało się zbyt szybko, a kilka kwestii nie zostało do końca wyjaśnionych i nie ukrywam, że trochę mi to przeszkadza. Nie będę rozwijać tego tematu, żeby uniknąć większych spoilerów, natomiast... czuję się trochę rozczarowana.

Mimo wszystko "Rywalka" to nie najgorszy thriller, który szybko się czytało. Może jedynie zbyt przewidywalny. I nie do końca tylko i wyłącznie o wrednej teściowej. Za to trzeba przyznać autorce jedno: doskonale poradziła sobie z opisaniem intryg Pammy i tego, jak mogła manipulować otoczeniem. Próbowała też wprowadzić czytelników w błąd i w dużej części jej się to udało, ale... nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że powinna jeszcze popracować nad fabułą.

Polecam osobom, które nie mają ogromnych oczekiwań co do lektury i chcą "na luzie" przeczytać jakiś thriller. Fajerwerków nie będzie. Za to możecie spędzić kilka miłych (lub irytujących, jeśli jesteście mną) chwil z tą książką.

Moja ocena: 4/6
__________________
Źródła zdjęć: 
1. Własne
2. Photo by Joel Overbeck on Unsplash

8/23/2018 08:30:00 AM

Leisa Rayven "Zła Julia"

Leisa Rayven "Zła Julia"
Autor: Leisa Rayven
Tytuł: "Zła Julia"
Tytuł oryginału: "Broken Juliet"
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 368

Jeżeli nie czytaliście pierwszej części zatytułowanej "Zły Romeo", odsyłam Was do mojej recenzji TUTAJ

"Zła Julia" to bezpośrednia kontynuacja pierwszego tomu z cyklu Starcrossed. W dalszym ciągu na przemian poznajemy wydarzenia rozgrywające się w życiu Cassie i Ethana obecnie oraz w przeszłości. Dowiadujemy się w końcu, dlaczego rozstali się w niezwykle dramatycznych okolicznościach i co działo się z nimi od tamtego czasu. Obserwujemy też ich próby powrotu do siebie. Ethan jest na to gotowy. Tym razem jednak Cassie ma poważne wątpliwości...


O ile "Złego Romea" przeczytałam w napięciu i byłam bardzo zadowolona z lektury, to "Zła Julia" sprawiła mi trochę kłopotów. Może dlatego, że to dokładna powtórka z pierwszej części. Autorka nie tylko opowiada całą historię w taki sam sposób (co jest jak najbardziej zrozumiałe). Opisy uczuć głównych bohaterów są takie same, znów dostajemy sceny z zajęć aktorskich i prób przedstawienia oraz opisy namiętnego seksu. Dużo opisów. Powtarzalność nie jest jednak tak bardzo męcząca. "Gorsze" są sceny miłosne. Chodzi o to, że uczucie między Cassie a Ethanem opiera się głównie na seksie. I owszem, dostajemy informacje o tym, że nie mogą bez siebie żyć, że zmieniają całe życie, byle tylko odzyskać ukochaną osobę. Ale w momentach, kiedy są razem, ich jedyną aktywnością jest właśnie seks. Odnoszę wrażenie, że nie robią niczego innego i że niepohamowana namiętność jest podstawą ich związku. Jestem w stanie to zrozumieć, natomiast nie jest to romantyczne uczucie, o jakim chciałabym przeczytać. Czyli to moja wina, bo zle dobrałam sobie lekturę;)

"Złą Julię" polecam wszystkim, którym podobała się pierwsza część oraz miłośnikom new adult. Nie ukrywam, że z ciekawości sięgnę również po trzecią część i mam nadzieję, że po lekturze nie będę już tak narzekać;) Poza tym lubię od czasu do czasu zmienić klimat z thrillerów i horrorów na coś lżejszego. Jednak... za dużo było tu dla mnie scen seksu, które przyćmiewały opis tej rzekomo niesamowitej miłości łączącej Cassie i Ethana. Chyba robię się za stara na takie książki;)

Moja ocena: 3,5/6
____________
Zródła zdjęć:
1. Moje
2. Photo by Alex Holyoake on Unsplash

6/27/2018 08:30:00 AM

Riley Sager "Ocalałe"

Riley Sager "Ocalałe"


Autor: Riley Sager
Tytuł: "Ocalałe"
Tytuł oryginału: "Final Girls"
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 432
Jednak jakimś cudem to my krzyczałyśmy najgłośniej, uciekałyśmy najszybciej, walczyłyśmy najbardziej zawzięcie. Udało nam się przetrwać.
Ocalałe, final girls. Niczym bohaterki krwawych horrorów, jedyne, które przeżyły. Są trzy: Lisa (masakra w akademiku), Samantha (upiorna noc w hotelu) i Quincy (krwawy pobyt w domku w środku lasu). Na co dzień nie utrzymują ze sobą kontaktów, Quincy twierdzi nawet, że nigdy nie czuła się Ocalałą i nie życzy sobie takiej etykietki. Kiedy jednak Lisa popełnia samobójstwo, pozostałe dwie kobiety są wstrząśnięte. To Lisa była najsilniejsza z nich wszystkich, to ona radziła sobie najlepiej... A co, jeśli ktoś ją zamordował? I teraz czyha na pozostałe...? I dlaczego Samantha tak dziwnie się zachowuje, czyżby miała z tą sprawą coś wspólnego?

To kolejny thriller, który miałam na swojej liście do przeczytania. Książka bardzo w moim klimacie, nawiązująca bowiem swoją tematyką do horrorów. "Ocalałe" zaczynają się jednak w momencie, w którym większość filmów grozy się kończy: udało się złapać/zabić sprawcę masakry, ostatnia osoba, która przeżyła, jest już bezpieczna. Jak jednak może poradzić sobie z tym, że jej wszyscy przyjaciele zginęli? Jak przejść do porządku dziennego nad faktem, że teraz jej twarz pojawia się we wszystkich mediach, a tłum dziennikarzy koczuje pod domem? Jak po czymś takim można prowadzić normalne życie? 


Trzeba przyznać, że Quincy bardzo się stara poradzić sobie z nową sytuacją. Znalazła sobie hobby, które przekształciła w pracę: prowadzi blog kulinarny cieszący się sporą popularnością. Mieszka razem ze swoim chłopakiem. I tylko od czasu do czasu kontaktuje się z policjantem, który ją uratował - mężczyzna upewnia się, że wszystko z nią w porządku i w razie czego gotów jest przyjechać na każde jej wezwanie. Pomimo tego Quincy jest uzależniona od xanaxu i drobnych kradzieży. Cały czas czuje, że jej życie nie wróciło na właściwe tory, chociaż pozornie udaje jej się zachowywać kruchą równowagę. Kiedy dociera do niej wieść o śmierci Lisy, jest wstrząśnięta. Niedługo potem pod jej drzwiami zjawia się Sam, która dotychczas się z nią nie kontaktowała. Po raz kolejny Quincy musi zmierzyć się z przeszłością, o której tak bardzo chciałaby zapomnieć. 

Nie podobało mi się dziwne zachowanie Sam i prowokowanie Quincy do robienia coraz bardziej ryzykownych rzeczy. Wprowadziła niezły zamęt, a przy okazji jej postawa wzbudziła wiele pytań i wątpliwości. Nie ukrywam też, że miałam kilka teorii dotyczących śmierci Lisy, a także samej masakry w Pine Cottage, którą cudem przeżyła Quincy. Autor chętnie podrzucał mylne tropy i umiejętnie stopniował napięcie, zdradzając kawałek po kawałku kulisy wydarzeń sprzed dziesięciu lat, tragicznej nocy, całkowicie zapomnianej przez Quincy. Dopiero na końcu czytelnik dowiaduje się, co naprawdę zdarzyło się w Pine Cottage, a także jaki los ostatecznie spotkał wszystkie Ocalałe. Okazało się to dla mnie sporym zaskoczeniem. 

Jedynym mankamentem była dla mnie postać Sam, której zwyczajnie nie polubiłam. Natomiast sama tematyka, a także konstrukcja powieści, bardzo mi się spodobały. To jeden z lepszych thrillerów, jakie czytałam w tym roku. Teraz czekam na kolejną pozycję od tego autora, "The Last Time I Lied".

Moja ocena: 5/6
________
Źródła zdjęć:
1. Moje
2. https://unsplash.com/photos/DtryM6WS_Mo

6/13/2018 04:30:00 PM

Brittainy C. Cherry "Kochając pana Danielsa"

Brittainy C. Cherry "Kochając pana Danielsa"
Autor: Brittainy C. Cherry
Tytuł: "Kochając pana Danielsa"
Tytuł oryginału: "Loving Mr Daniels"
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 432
Wiecie jaka jest największa zaleta torebki? Można w niej nosić książki
Chciałam na chwilę oderwać się od thrillerów i poczytać coś lekkiego, o miłości. Dostałam książkę, w której po lekturze pierwszych stron czytelnik dowiaduje się o śmierci kilku osób. Fantastycznie, pomyślałam. Ale wątek miłosny też bardzo szybko się pojawił. A cała powieść okazała się być czymś więcej, niż tylko "zwykłym" romansem. Chociaż nie do końca mnie zachwyciła.

Ashlyn musi poradzić sobie z kilkoma niesamowicie przykrymi sprawami. Przede wszystkim - zmarła jej siostra blizniaczka, bez której dziewczyna nie wyobraża sobie życia. W dodatku jest zmuszona do przeprowadzki do innej części kraju i zamieszkania u ojca, który do tego pory nie interesował się zbytnio losem swoich córek. To dla niej praktycznie obcy mężczyzna. A matka z jakiegoś powodu na to wszystko pozwala i przestaje się do niej odzywać. Jakby tego było mało, niesamowicie przystojny chłopak, z którym Ashlyn szybko nawiązuje znajomość w nowym miejscu i który kompletnie zawrócił jej w głowie, okazuje się być... jej nowym nauczycielem. I nieważne, że różnica wieku między nimi jest niewielka. Taka relacja pomiędzy uczennicą a nauczycielem zupełnie nie wchodzi w grę. Na pociechę Ashlyn ma listę zadań od zmarłej siostry i pakiet listów, każdy do przeczytania po zrealizowaniu konkretnego celu. Ale czy to wystarczy? Jak Ashlyn poradzi sobie z odejściem siostry i czy jej uczucie do pana Danielsa ma w ogóle rację bytu?


Podobało mi się, że autorka nie ograniczyła się do opisania samej relacji pomiędzy Ashlyn i panem Danielsem. Równie ważne były tutaj kwestie radzenia sobie z żałobą oraz problemów dorastania i akceptacji odmienności. To zdecydowany plus tej powieści. Fascynacja głównych bohaterów dziełami Szekspira również była ciekawym wątkiem, chociaż nazywanie tego pisarza "Szeksem" nieco mnie zaskoczyło;) 
Nie będę zdradzać zakończenia, ale decyzje głównej bohaterki były w większości naprawdę mądre i przemyślane. I nie do końca typowe dla historii miłosnych.

W "Kochając pana Danielsa" było też kilka rzeczy, które nie zyskały mojej aprobaty. Scena namiętnych pocałunków na cmentarzu (rozumiem, że w danej chwili mogło nie być lepszego miejsca, ale... naprawdę?) czy zbyt wzniosłe, napuszone zdania używane czasami w narracji lub w rozmowach bohaterów, na przykład: Nasze serca zawsze będą dla siebie bić. Przeznaczeniem naszych dusz było wspólne spalanie się w tajemnym płomieniu rozpalającym wszechświat nadzieją i pasją. Większość ludzi nie potrafiła tego pojąć. Przyznaję, ja też nie potrafię;)

Niektórzy zarzucają też "Kochając pana Danielsa" niedopracowanie wątku miłosnego oraz zbyt szybkie i niedbałe zakończenie całej historii. Faktycznie, autorka mogła bardziej nad tym popracować. Całość wypada jednak dosyć dobrze, zwłaszcza jeśli lubicie pełne dramatów opowieści o miłości i dojrzewaniu, ze słodko-gorzkim zakończeniem. Jeśli jesteście miłośnikami new adult, a zwłaszcza powieści Colleen Hoover, też spokojnie możecie sięgnąć po "Kochając pana Danielsa". Jeżeli natomiast szukacie czegoś bardziej skupionego na historii miłosnej głównych bohaterów... chyba musicie wybrać inną książkę.

Moja ocena: 4/6
___________
Zródła zdjęć:
1. Moje
2. Photo by Aziz Acharki on Unsplash

5/18/2018 09:09:00 AM

Dariusz Kaliński "Czerwona zaraza"

Dariusz Kaliński "Czerwona zaraza"




Autor: Dariusz Kaliński
Tytuł: "Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski?"
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 297







"Patrzę na was ludzi i zastanawiam się, czego wy się cieszycie, to że jednego wroga pędzimy przed sobą, a drugiego wprowadzamy do kraju?"
Rzeczywiście, armia rosyjska była początkowo przyjmowana przez znękanych wojną Polaków bardzo entuzjastycznie. Nic dziwnego: sowieci "wyzwalali" Polskę od Niemców, wydawało się, że teraz w końcu będzie dobrze, a wojna, rabunki i morderstwa pozostaną tylko wspomnieniem. Niestety, tak się nie stało. O tym, jak wojska ZSRS zachowywały się po wkroczeniu do Polski i jak sowieci wprowadzali w naszym kraju swoje rządy, opowiada Dariusz Kaliński w książce "Czerwona zaraza".

Autor w sposób bardzo konkretny przedstawił wszystkie aspekty związane z "wyzwalaniem" Polski przez Rosjan pod koniec II wojny światowej i zaraz po niej. Opowiada więc, bardzo często oddając głos naocznym świadkom tamtych wydarzeń, o gwałtach, jakich sowieccy żołnierze (trzeba jednak pamiętać, że w szeregach Armii Czerwonej byli nie tylko Rosjanie, zresztą informacje o tym znajdziecie też w książce) dopuszczali się na Polkach, o dokonywanych przez nich rabunkach, wysiedlaniu ludzi oraz zorganizowanym demontażu i wywozie na wschód wielu polskich przedsiębiorstw. Czytając "Czerwoną zarazę" można w dobitny sposób uświadomić sobie, że 8 maja 1945 roku wcale nie był dla Polaków końcem wojny. Oczywiście większość osób zdaje sobie z tego sprawę, jednak dopiero konfrontacja z relacjami osób żyjących w tamtych czasach oraz z suchymi faktami na temat zbrodni popełnionych przez sowietów może dobitnie uświadomić, jak było naprawdę.


Dariusz Kaliński stworzył bardzo konkretne opracowanie, które naprawdę warto poznać. Ciężko mi napisać coś więcej, ale dane zebrane przez autora oraz relacje świadków (a zwłaszcza te ostatnie) przemawiają same za siebie. Nie sposób przejść obok nich obojętnie, zwłaszcza jeśli chodzi o przemoc wobec kobiet i dzieci... Na szczęście nie słyszałam od mojej rodziny podobnych historii z Rosjanami w roli głównej (a może nie chcieli o tym mówić lub po prostu tego nie pamiętam...) za to Babcia bardzo często wspominała o banderowcach. Zbrodnie UPA w Bieszczadach to kolejny temat, o którym powinnam więcej poczytać...

"Czerwoną zarazę" polecam miłośnikom historii, ale nie tylko. W końcu dobrze wiedzieć, choć ogólnie, co spotkało nasze babcie i naszych dziadków w czasie II wojny światowej oraz tuż po niej. Musicie tylko pamiętać, że wiele relacji zawartych w tej książce jest bardzo wstrząsających. Niech to Was jednak nie powstrzymuje od lektury.

Moja ocena: 5/6
___________________
Zródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4397892/czerwona-zaraza-jak-naprawde-wygladalo-wyzwolenie-polski
2. http://ciekawostkihistoryczne.pl/2015/04/26/mamy-prawo-do-wszystkich-polek-sowieckie-gwalty-nad-wisla/

4/25/2018 09:07:00 AM

Claire Kendal "Wiem o tobie wszystko"

Claire Kendal "Wiem o tobie wszystko"
Autor: Claire Kendal
Tytuł: "Wiem o tobie wszystko"
Tytuł oryginału: "The Book of You"
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 413
Żaden inny mężczyzna nie zrobi Ci tego, co ja mogę. Żaden inny nie będzie Cię kochać tak jak ja.
Życie Clarissy przypomina koszmar. Po nieudanych próbach zajścia w ciążę rozstała się ze swoim partnerem. Została właściwie sama - rodzice mieszkają daleko, z przyjaciółmi już dawno urwał się kontakt. Jest tylko on, Rafe. Pojawia się wszędzie tam, gdzie Clarissa. Zasypuje ją dowodami uwielbienia. Nieustannie dzwoni. To byłoby nawet romantyczne gdyby nie fakt, że kobieta nie życzy sobie jego obecności, a Rafe nie przyjmuje tego do wiadomości. Zamiast tego intensyfikuje swoje działania. Jest stalkerem. Śmiertelnie niebezpiecznym. 

Temat stalkingu jest już na szczęście szerzej znany. Dobrze, bo dzięki temu osoby nim dotknięte mogą szybciej otrzymać pomoc. Jednak czy tak będzie z Clarissą? Przecież to, że Rafe nieustannie ją śledzi, przysyła miłe liściki i ogólnie próbuje nawiązać kontakt, może nie być uznane za wystarczający dowód. Do czasu, aż mężczyzna spróbuje na nią napaść. Albo aż jego przesyłki będą zawierać brutalne grozby zamiast wyznań miłosnych. Rafe jest jednak sprytny, wie jak się zachować, żeby nie można mu było niczego zarzucić. Chyba, że Clarissa czymś go sprowokuje. To jednak byłoby niebezpieczne dla jej zdrowia. I życia. Mimo to kobieta robi wszystko, żeby go unikać. Niezmiernie się cieszy, kiedy zostaje powołana do ławy przysięgłych w długim, kilkutygodniowym procesie. Daje jej to możliwość unikania Rafe'a, choćby chwilowego zniknięcia mu z oczu (spotkań pod jej domem i na stacji kolejowej nie da się jednak uniknąć). W sądzie poznaje przystojnego strażaka Roberta, również ławnika w tym samym procesie. Mężczyzna daje jej poczucie bezpieczeństwa i nadzieję, że pewnego dnia między nimi zrodzi się uczucie. Czy jednak może mu ufać? Tutaj też pojawiają się wątpliwości (choć raczej u czytelnika, nie u Clarissy).


Podobało mi się, że autorka nie ograniczyła swojej historii do tylko i wyłącznie jednego wątku. Oczywiście stalking wysuwa się tutaj na pierwszy plan, jednak mamy też do czynienia z innymi tematami: zdradą małżeńską (mężczyzna, z którym była związana Clarissa, zostawił dla niej żonę, a wspomnienie o tym przewija się przez całą książkę), procesem sądowym i tym, jak może zostać potraktowany świadek (gorzej, niż oskarżeni - i dlatego Clarissa, stawiając się na miejscu zeznającej kobiety ocenia, jak wobec niej mogliby się zachować sąd i przysięgli, gdyby oskarżyła Rafe'a) oraz rozpaczliwą chęcią posiadania dziecka (to również z tego powodu rozpadł się związek Clarissy). Do gustu przypadło mi również zakończenie. Pewne sprawy się wyjaśniły, inne pozostały niedopowiedziane, całość daje pewną nadzieję, ale nie jest niesamowicie optymistyczna. Interesujący był również sposób narracji - część wydarzeń poznajemy z perspektywy Clarissy, czytając jej wpisy do notesu zawierającego wszystkie informacje o kontaktach z Rafe'm. Miał to być dowód dla policji, że mężczyzna rzeczywiście ją prześladuje. 

Podczas lektury nie sposób choć na chwilę nie postawić się w sytuacji głównej bohaterki. Jak byście się czuli, gdyby ktoś śledził każdy Wasz krok? Nieustannie dzwonił, zostawiał listy i prezenty (czasem będące na pozór pięknymi, romantycznymi gestami, innym razem będące zawoalowaną grozbą). Próbował obrócić przeciwko Wam waszych znajomych. Grzebał w śmieciach i w ten sposób zdobywał kolejne informacje o Was. Przesyłał Wam niepokojące zdjęcia... Temat stalkingu został bardzo dobrze przedstawiony przez autorkę. A poruszenie w powieści również innych kwestii uczyniło ją tylko bardziej interesującą. Powieść naprawdę mi się podobała. To kolejny z dobrych thrillerów, po które sięgnęłam w tym roku.

Moja ocena: 5/6
________________
Zródła zdjęć: 
1. Moje
2. Photo by Mike Wilson on Unsplash

Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger