Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marek Hłasko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marek Hłasko. Pokaż wszystkie posty

1/09/2019 02:26:00 PM

Marek Hłasko "Następny do raju"

Marek Hłasko "Następny do raju"


Autor: Marek Hłasko
Tytuł: "Następny do raju"
Wydawnictwo: Da Capo
Rok wydania: 1994 (pierwsze wydanie w roku 1957)
Liczba stron: 253
"Przyjechałem tutaj, żeby wozić drzewo, a nie po to, żeby bawić się w grabarza"
Lata 50., górska baza zwózki drewna. Nie dość, że warunki w bazie są tragiczne (zwłaszcza zimą), że trafiają do niej same wyrzutki, ludzie którzy nigdzie indziej nie dostaną już pracy, to jeszcze samo zajęcie jest śmiertelnie niebezpieczne. Łatwo wypaść z wąskiej, śliskiej drogi i razem z samochodem wyładowanym drewnem runąć w przepaść. Wypadki są niezwykle częste. Dlatego pracujący w bazie Warszawiak, Apostoł, Orsaczek i Dziewiątka z niecierpliwością czekają na obiecane nowe samochody. Zamiast nich zjawia się przedstawiciel partii, Zabawa, który ma pilnować, żeby praca przebiegała zgodnie z planem. Sprowadza ze sobą nie tylko dodatkowego pracownika, ale też swoją  żonę, Wandę, która desperacko pragnie wrócić do miasta i chwyta się każdego możliwego sposobu, żeby osiągnąć swój cel.
To jest właśnie baza - powiedział. - Nas czterech i ta nora. Do przedwczoraj był piąty, ale już dobija do raju. Jutro przyjedzie komisja, obejrzy tę kupę szmelcu i na pewno napisze, że kierowca poniósł śmierć z własnej winy. Tak robią za każdym razem.
Cała historia była mi już znana. A to dlatego, że wcześniej oglądałam film "Baza ludzi umarłych", będący jej ekranizacją. Do filmu przyciągnęło mnie głównie to, że reprezentował stare polskie kino (jest z 1958 roku) oraz że jego akcja rozgrywa się w Bieszczadach. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że Bieszczady są tam tylko z nazwy, a wszelkie plenery (widziałam to wyraźnie, w końcu znam swoje strony) kręcono zupełnie gdzie indziej. Jak się okazało - w Kotlinie Kłodzkiej. Pomijając ten szczegół, film niesamowicie mi się spodobał i do dzisiaj jest jednym z moich ulubionych. Już nie pamiętam, czy to dzięki niemu sięgnęłam po książki Hłaski, czy też poznałam tego pisarza już wcześniej. W każdym razie moja fascynacja tym polskim autorem trwa do dziś i w końcu sięgnęłam po "Następnego do raju", literacki pierwowzór "Bazy ludzi umarłych". I naprawdę nie żałuję.

Ta powieść ma wszystko, co charakterystyczne dla twórczości Hłaski - poczucie beznadziei, tragicznych bohaterów, próbujących wyrwać się ze środowiska w którym żyją (i którym się to nie udaje) oraz kobietę, która w ogóle nie jest postacią pozytywną. Realizmu dodaje jej fakt, że sam autor pracował przez krótki czas w podobnej bazie i dzięki temu wiedział, jak przedstawić warunki życia w takim miejscu.

To wciągająca literatura. I niesamowicie przygnębiająca zarazem. Bohaterów ciężko polubić, nie są kryształowi i wcale się z tym nie kryją. Niektórzy są niesamowicie cyniczni. Inni mają jeszcze marzenia, ale dobrze wiemy, że nie uda im się ich zrealizować. Chcą odjechać z bazy, ale zupełnie nie mają do czego wracać. Nie chcą być "następnymi do raju", następnymi, których zmiażdżone przez tony drewna i stali szczątki będą zbierać koledzy... a jednak mają świadomość, że prawdopodobnie taki właśnie los ich czeka.

Najbardziej poruszającą sceną, zarówno w książce jak i w filmie, jest moment pogrzebu jednego z bohaterów. Noc, mały kościółek, trumna z ciałem i pijani koledzy nieboszczyka. I śpiew, ale nie żaden psalm ani pieśń kościelna tylko coś zupełnie nie pasującego do sytuacji... a jednocześnie pasującego doskonale.

Ciężko mi napisać coś więcej o tej powieści. Proza Hłaski jest z jednej strony niezwykle szorstka, często wręcz brutalna, a jednocześnie niezwykle poruszająca. Jeśli czytaliście już coś jego autorstwa, na pewno wiecie o co chodzi. Do tej konkretnej historii mam wyjątkowo emocjonalny stosunek. I chociaż wiem, że nie wszystkim przypadnie ona do gustu, to i tak bardzo polecam. To w końcu zupełnie inne klimaty, niż tak często opisywane teraz na blogach nowości wydawnicze, modne thrillery czy gorące romanse. Ale warto sięgnąć po coś tego autora, a następnie obejrzeć ekranizacje. Jeśli o mnie chodzi, pozostaję nieuleczalną fanką zarówno Marka Hłaski, jak i starego, polskiego kina. 

Moja ocena: 5/6 

1/14/2016 09:08:00 AM

Marek Hłasko "Wilk"

Marek Hłasko "Wilk"



Autor: Marek Hłasko
Tytuł: "Wilk"
Wydawnictwo: Iskry
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 351









"Strasznie jest mieć piętnaście lat przegłodowanych. Strasznie jest mieszkać na ulicy, która donikąd nie prowadzi, ale to wszystko jest niczym, naprawdę niczym, wobec tych utraconych marzeń - dobrych marzeń"
Lata dwudzieste XX wieku. Warszawa, Marymont. Rysiek Lewandowski to młody chłopak, który bardzo dużo marzy. Marzy o byciu kowbojem (pod wpływem filmów z Kenem Maynardem, które udało mu się zobaczyć w kinie), marzy o tym, żeby już nigdy nie być głodnym, marzy o lepszym życiu. Na każdym kroku spotyka się jednak z odrzuceniem, z obojętnością, z brakiem pomocy. Bo nie jest tak, że Rysiek chce dostać wszystko za darmo. On chce to wypracować, zrobić coś sam... ale do tego potrzebuje jakiegoś impulsu, popchnięcia go we właściwą stronę, znalezienia pracy, o którą tak trudno... Ciężkie jest życie nastolatka, który nie ma żadnych dobrych wspomnień i nie może liczyć na nie w przyszłości.

Trudno mi pisać o tej powieści Hłaski. Czuję, że wymaga ona głębszej analizy, a sama nie potrafię jej przeprowadzić. 
"Wilk" to zaginiona powieść Hłaski, odnaleziona i opublikowana dopiero w 2015 roku. Ma związek z nigdy nieukończoną "Sonatą Marymoncką". Hłasko napisał ją w wieku 19 lat. I to widać - widać, że ten tekst nie dorównuje jeszcze chociażby "Pierwszemu krokowi w chmurach". Z drugiej strony można zauważyć ogromną pracę, jaką wykonał autor, chociażby przy przedstawieniu przedwojennego Marymontu. 

Najbardziej podobała mi się pierwsza połowa książki. Można w niej odnaleźć motywy charakterystyczne i dla późniejszej twórczości Hłaski - rozpacz, beznadzieja, poczucie przegranej i tego, że wszystko jest źle. W drugiej części elementy te są również obecne, ale dołącza do nich pierwiastek ideologiczny (komunizm). Oczywiście nie jest to powieść ideologiczna, nie można jej odbierać w ten sposób. Nie zmienia to jednak faktu, że początek książki czytało mi się o wiele przyjemniej. 

Wiem, że nie napisałam niczego konkretnego. Ale z ulubionymi autorami bywa tak: albo możemy powiedzieć o nich bardzo dużo, analizować ich twórczość i dyskutować z innymi fanami, albo jesteśmy w stanie wykrztusić tylko: "to jest świetne, bardzo mi się podoba" i nie potrafimy rozwinąć tematu. W przypadku Marka Hłaski zaliczam się do tej drugiej kategorii.

Miłośników Hłaski nie trzeba do "Wilka" zachęcać. Tych, którzy dopiero chcą sięgnąć po któryś z jego tekstów, należy delikatnie ostrzec: "Wilk" nie dorównuje późniejszym książkom. Stanowi jednak doskonałą ich zapowiedź i zawiera już właściwie wszystkie elementy, które można w nich odnaleźć. 

Moja ocena: 4,5/6
__________________
Źródło zdjęcia: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/261106/wilk
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger