4/09/2014 01:30:00 AM

Joe Hill "Rogi"

Joe Hill "Rogi"




Autor: Joe Hill
Tytuł: "Rogi"
Tytuł oryginału: "Horns"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 373







"Ignatius Martin Perrish spędził noc w pijanym widzie, wyczyniając straszne rzeczy. Następnego ranka obudził się z bólem głowy. [...] Chwiejąc się nad toaletą zerknął na swoje odbicie w lustrze nad umywalką i zobaczył, że przez noc wyrosły mu rogi"
Rogi. Nie takie, jakie ma jeleń ("someone help Will Graham"). Rogi diabła. Poprzedniej nocy Ig musiał zrobić coś paskudnego, skoro teraz zaczął zmieniać się w demona. Dodatkowo okazuje się, że rogi mają dziwny wpływ na ludzi, z którymi styka się Ig. Wyzwalają w nich wszystko, co najgorsze i skłaniają do wyjawiania najbrudniejszych myśli i tajemnic. Mężczyzna nie wie, co się z nim dzieje. Może jednak rogi pozwolą mu znaleźć mordercę swojej dziewczyny? Na razie o jej zgwałcenie i zabicie wszyscy podejrzewają Iga, chociaż nie ma przeciwko niemu żadnych dowodów. 
Jego życie już wcześniej było piekłem. Czy teraz może być gorzej?

Po przeczytaniu powieści musiałam przemyśleć całą historię. Zwłaszcza, że moja opinia różni się od tych, które widziałam na Lubimy Czytać. Niektórzy piszą, że to nie jest horror, lecz kryminał - bo książka skupia się na sprawie morderstwa Merrin, dziewczyny Iga. Ktoś wręcz zarzucił autorowi, że zbyt szybko odkrył, kim był zabójca. Nie znam się zbytnio na tym gatunku literackim (chociaż chciałabym), ale wydaje mi się, że powieści, w której główny bohater zmienia się w diabła i chce zemścić się na zabójcy swojej ukochanej, bliżej jednak do horroru. Przynajmniej sama tak odebrałam tę książkę. 
Większość osób twierdzi również, że Joe Hill pisze zupełnie inaczej niż jego ojciec, Stephen King. Hill rzeczywiście ma swój indywidualny styl, który jednak w pewnym stopniu przypomina mi powieści starszego Kinga. Nie chodzi o naśladownictwo, raczej o rodzinne podobieństwo. W moim odczuciu Hill nie prześcignął jeszcze Kinga (co również sugeruje wiele osób). Ale jest na dobrej drodze.

Jeśli chodzi o samą powieść - jest dobra. Przede wszystkim, Hill miał bardzo ciekawy pomysł na fabułę. I zadbał o to, żeby książka zawierała wiele odniesień do historii związanych z diabłem - za Igiem podąża stado węży, jego broń to znalezione przypadkowo widły, a tekst, na który mężczyzna natrafia w pewnym opuszczonym miejscu, jest podpisany "L. Morningstar". Takich aluzji jest zapewne więcej, a odnajdywanie ich może być niezłą zabawą. 

Na początku myślałam, że głównym problemem bohatera są świeżo otrzymane rogi. I rzeczywiście, nie umilały mu one życia. Jednak to też powieść o morderstwie, cierpieniu i przyjaźni - a może jej braku?
Trochę nie podobała mi się konstrukcja książki - wracanie co jakiś czas do zdarzeń z przeszłości. To było potrzebne i pomogło lepiej zrozumieć całą fabułę, ale miałam wrażenie, że przez ten zabieg (szczególnie na początku) całe napięcie poszło w diabły.

Zakończenie jest... zastanawiające. Oczywiście od początku wszystko zmierza do ostatecznej konfrontacji Iga z jego przeciwnikami. Akcja poprowadzona jest bardzo sprawnie. 
Czy końcowe rozdziały mnie satysfakcjonują? Ciężko powiedzieć. Nie tak to sobie wyobrażałam. Ale - w świetle wcześniejszych wydarzeń - jest to całkiem logiczne.

Czy to horror? Czy Hill jest lepszy od Kinga? Czy chcielibyście poznać najskrytsze myśli Waszych bliskich? Być może w odpowiedzi na te pytania pomoże Wam lektura "Rogów". I pamiętajcie - nawet, jeżeli jesteście nieszczęśliwi i wściekli na wszystko i wszystkich, uważajcie z alkoholem. Może się zdarzyć, że wskutek pijatyki zrobicie kilka strasznych rzeczy, a następnego dnia spojrzycie w lustro i zaczniecie krzyczeć...

Moja ocena: 4,5/6
___________________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna
2. http://www.pinterest.com/pin/82612974386983795/

4/07/2014 01:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Daphne du Maurier "Nie oglądaj się teraz"

Ponure Poniedziałki: Daphne du Maurier "Nie oglądaj się teraz"
Wszystko zaczęło się od zabawy. I od zdania "Nie oglądaj się teraz", wypowiedzianego w złym miejscu i w złym czasie. A może to, co nastąpiło później, i tak miało się wydarzyć?

John i Laura to małżeństwo, które przyjechało do Wenecji aby odpocząć i zapomnieć o tragedii, jaka niedawno ich spotkała - śmierci córeczki Christiny. Kiedy ich poznajemy, są właśnie w restauracji. Wydaje się, że Laura już doszła do siebie, a przynajmniej tego chciałby John. Wciąga on żonę w ich starą grę, polegającą na wymyślaniu fantastycznych historii na temat przypadkowo spotykanych ludzi. Mówiąc "Nie oglądaj się teraz" zwraca uwagę Laury na siedzące przy sąsiednim stoliku bliźniaczki - kobiety w podeszłym wieku. Później, tego samego wieczoru, Laura zawiera z nimi znajomość. Jedna z bliźniaczek twierdzi, że posiada zdolność jasnowidzenia. Kobieta utrzymuje, że widzi zmarłą córeczkę małżeństwa. Sugeruje też, że John i Laura powinni jak najszybciej wyjechać z miasta, ponieważ grozi im niebezpieczeństwo. Laura rzeczywiście wraca do Anglii (tak się przynajmniej wydaje), natomiast John...

Gdzieś w Wenecji. Mało mrocznie, prawda?
Jak zwykle w przypadku Daphne du Maurier muszę zwrócić uwagę na dopracowaną, niepokojącą historię oraz piękny literacki język. Wprawdzie to opowiadanie nie zajmuje pierwszego miejsca w moim osobistym rankingu dzieł brytyjskiej autorki, jednak nadal uważam, że jest warte przeczytania. Zwłaszcza, zanim obejrzy się film ("Nie oglądaj się teraz", 1973). 

Napisałam, że cała historia zaczęła się od zabawy. Ale atmosfera opowiadania od początku nie była radosna. Groza, tajemnica, niedomówienia... Niepokój wzbudzają też postaci bliźniaczek. Czy naprawdę potrafią przepowiadać przyszłość? A może to oszustki? Morderczynie?

Mimo wszystko, czegoś mi w tekście zabrakło. Może to "wina" głównego motywu wykorzystanego przez autorkę, za którym po prostu nie przepadam? 
Zakończenie jest... mroczne. Groteskowe. I świetnie pasuje do całości. Czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy bohaterowie mogli zrobić cokolwiek, żeby oszukać przeznaczenie. To pytanie pozostaje jednak bez odpowiedzi.

Trudno napisać coś więcej o tym opowiadaniu, nie zdradzając kolejnych szczegółów z fabuły. Po prostu - przeczytajcie. Daphne du Maurier miała naprawdę niepokojące pomysły. Teraz mogą się one niektórym wydać mało odkrywcze, ale nie można zapominać, że to pisarka (przynajmniej w niektórych przypadkach) była pierwsza.

Moja ocena: 4,5/6
___________________
Źródło zdjęcia: http://picjumbo.com/

4/02/2014 01:30:00 AM

Kathleen DeMarco "Królowa żurawin"

Kathleen DeMarco "Królowa żurawin"


Autor: Kathleen DeMarco
Tytuł: "Królowa żurawin"
Tytuł oryginału: "Cranberry Queen"
Wydawnictwo: MUZA SA
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 275



"Środek nocy jest najgorszy, zawsze tak było. Człowiek się budzi i uderza go fala samotności"
Diana przeżywa ciężkie chwile. Trzy lata temu zostawił ją chłopak, a ona do tej pory nie może się pozbierać. A kiedy sytuacja trochę się stabilizuje, kobietę spotyka kolejna tragedia - tym razem o wiele większa. Jej rodzice i brat giną w wypadku samochodowym. Diana pogrąża się w rozpaczy. Pewnego dnia ucieka od znajomych, którzy chcą jej pomóc, wsiada w samochód i jedzie przed siebie. Po drodze zderza się ze staruszką na motorze, psuje swoje auto i trafia do zupełnie obcych ludzi, którzy oferują jej nocleg. Czy pobyt w Pine Barrens zmieni coś w życiu Diany?

Nie oczekujcie cukierkowej historii kobiety, której życie w jednej chwili zmienia się na lepsze. Dianę spotkało wiele złych rzeczy i naprawdę nie jest jej łatwo. Rozpoczęta pod wpływem impulsu podróż może jej pomóc, ale leczenie będzie bolesne. Zarówno dla Diany, jak i dla otoczenia.
"Nie ma już tej dzikiej dziewczyny o rozwianych na wietrze włosach. Wyglądała na szczęśliwą i ładną, ale już nie ma ze mną nic wspólnego."
Podobało mi się, że postaci mają złożony charakter i właściwie każdy skrywa jakąś tajemnicę. Nawet Rosie, szalona staruszka na motorze. Ucieszyło mnie też, że zakończenie nie jest typowe dla np. komedii romantycznych (a ta książka komedią nie jest, o nie!). Zawiera za to iskierkę nadziei. I to wystarczy, żeby się uśmiechnąć.


Głowna bohaterka jest chwilami denerwująca, ma tendencję do ranienia ludzi, którzy chcą jej pomóc. Nie ma dobrego zdania o sobie, a czasem daje się ponieść wyobraźni. Mimo wszystko, ciężko mieć do niej pretensje - po tym, co ją spotkało. Diana może niektórych irytować, ale myślę, że wiele osób będzie po prostu jej współczuć. 
Najbardziej kontrowersyjna jest postać Louisy, wnuczki Rosie. Ktoś o tak pokręconej osobowości nie może pozostawić nikogo obojętnym.

Podczas czytania ma się ochotę sięgnąć po żurawiny (lubicie?). A po skończeniu lektury aż chce się pojechać do Pine Barrens. Koniecznie w październiku, kiedy jest tam najpiękniej. 

To nie jest bardzo ambitna książka. Z drugiej strony "Królowa żurawin" nie należy do powieści, w których wszyscy są mili, a główna bohaterka w krótkim czasie odmienia swoje życie. To raczej słodko-gorzka opowieść, z nutką realizmu i odrobiną nadziei.

Moja ocena: 4,5/6
_____________________
Źródła zdjęć: 
1. http://nakanapie.pl/krolowa-zurawin-demarco-kathleen-ksiazka,634892
2. unsplash.com
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger