11/07/2014 09:30:00 PM

Sarah Addison Allen "Królowa słodyczy"

Sarah Addison Allen "Królowa słodyczy"



Autor: Sarah Addison Allen
Tytuł: "Królowa słodyczy"
Tytuł oryginału: "The Sugar Queen"
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 256



"Książki potrafią być zaborcze, prawda? Chodzisz po księgarni i nagle któraś się na ciebie rzuca, jakby umiała się ruszać. Czasami to, co zawiera, zmienia twoje życie, a czasem nawet nie chcesz jej przeczytać. Czasem sama jej obecność wystarcza, żeby przynieść ulgę"

Tytułowa królowa słodyczy to Josey, nieszczęśliwa 27-latka z lekką nadwagą. Mieszka wraz z matką i służącą w Łysym Stoku, małej miejscowości zawdzięczającej popularność wśród turystów kurortowi narciarskiemu zbudowanemu tam przez ojca dziewczyny. Stłamszona, zdegradowana do roli nic nie znaczącej pomocnicy matki, a w dodatku nieszczęśliwie zakochana w swoim listonoszu, Josey ma właśnie dodatkowy kłopot - dziką lokatorkę w szafie. Della Lee pojawiła się tam pewnej nocy i odmówiła wyjścia. Zagroziła zdradzeniem sekretu Josey - tajnej skrytki zawierającej mnóstwo słodyczy, czyli najlepszego leku na zło tego świata, jaki zdołała wypracować dziewczyna. Trzeba jednak przyznać, że Della Lee chce się odwdzięczyć w zamian za "gościnę" - zaczyna tak kierować wyborami Josey, że ta po raz pierwszy ma szansę spróbować samodzielnego życia i zawalczyć o to, czego najbardziej pragnie (oprócz słodyczy).

Początkowo wydawało mi się, że to będzie słodka (tak, serio) opowieść o miłości i zmianie życia na lepsze. I częściowo miałam rację. Chociaż jest w tej historii coś więcej, jakaś gorycz, pewien smutek.

Urzekł mnie tutaj jeden wątek - historia dziewczyny, za którą chodziły książki. Dosłownie. Zjawiały się nie wiadomo skąd i zawsze dotyczyły czegoś, o czym w danej chwili chciałaby albo powinna przeczytać. Chwilami bywały też złośliwe. Na przykład kiedy dziewczyna - pokłócona z chłopakiem - właśnie miała udać się na spotkanie z przystojniakiem poznanym w barze i znalazła przy samochodzie egzemplarz "Pani Bovary". Ten pomysł zasługuje na oddzielną książkę.

Mam mieszane uczucia. Część książki mi się podobała, inne pomysły były przewidywalne lub do bólu słodkie. Ogólny pozytywny wydźwięk powieści oraz styl autorki - dobry, choć nie wybitny - sprawiły, że książkę oceniłam na 4. To nie do końca moje klimaty i "Królowa słodyczy" nie poprawiła mi humoru, ale może w Waszym przypadku będzie inaczej?

Moja ocena: 4/6

TynipicTynipicTynipic
___________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/62982/krolowa-slodyczy
2. http://www.pinterest.com/pin/42291683975780321/
3. http://www.pinterest.com/pin/497014508849744286/

11/05/2014 01:30:00 AM

Przemysław Borkowski "Hotel Zaświat"

Przemysław Borkowski "Hotel Zaświat"



Autor: Przemysław Borkowski
Tytuł: "Hotel Zaświat"
Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 312




"W zasadzie nic się tu nie dzieje, po prostu spotykam masę dziwaków, którzy wygadują niestworzone rzeczy"
Główny bohater powieści, Krzysztof, powraca na wieś do domu, w którym się wychował. Wraca po raz ostatni, aby go sprzedać. Na miejscu konfrontuje swoje wspomnienia z rzeczywistością i ze smutkiem zauważa zmiany, jakie zaszły w okolicy. Wyczuwa też jakieś - jeszcze bliżej nieokreślone - zło, które się tam zagnieździło. "Przy okazji", podczas wędrówek po starych kątach, znajduje porzucone ludzkie szczątki - tu rękę, tam ucho...
"Mam czasem wrażenie, że oczekuję tu końca świata, a nie sprzedaję dom"
To miał być horror. Kolejny dowód, że nie należy ufać reklamom. Ciężko mi zaklasyfikować "Hotel Zaświat" do jednej kategorii. Są tu oczywiście elementy powieści grozy, ale zbyt ich mało, żeby cała książka była horrorem. Są refleksje głównego bohatera, jednak całość nie jest też typową powieścią o dojrzewaniu czy tęsknocie za dzieciństwem. To taki misz-masz, złożony z wielu kawałków.
Początkowo najbardziej interesował mnie wątek "horrorowy". Doczekał się on swojego, dosyć makabrycznego, rozwiązania, które jednak mnie nie satysfakcjonowało. Doceniłam za to coś innego. W tekście pojawia się kilka opowiadań. Historia o karpiach-ludojadach, napisana przez młodego policjanta, jest po prostu świetna. Choć osobiście zakończyłabym ją inaczej.


W powieści pojawia się dużo wątków. Są bardzo interesujące, ale może lepiej byłoby ograniczyć się do kilku i bardziej je rozwinąć? Jest tu i materiał na horror, i na thriller i na dobrą powieść obyczajową.

Styl Przemysława Borkowskiego, znanego - może przypomnę - z Kabaretu Moralnego Niepokoju, jest dobry, chociaż początkowo przeraziła mnie ilość powtórzeń. Na szczęście później było już lepiej. Chociaż nadal nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że mógł jeszcze bardziej popracować nad tekstem...

Podsumowując: chcecie przeczytać polski horror? Sięgnijcie po "Dom na wyrębach" Dardy. "Hotel Zaświat" to nieco inna kategoria. Albo raczej - coś poza kategoriami;) Nie wszystkim się spodoba, większość pewnie poczuje niedosyt. Ale warto przeczytać tę książkę, choćby dla pewnych fragmentów (karpie-ludojady!).

Moja ocena: 4/6


TynipicTynipicTynipic
_____________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/166825/hotel-zaswiat
2. unsplash.com

11/03/2014 01:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Greg Egan "Neighbourhood Watch"

Ponure Poniedziałki: Greg Egan "Neighbourhood Watch"
Opowiadanie można przeczytać (w oryginale) TUTAJ


Senne miasteczko gdzieś w Australii. Wbrew pozorom nie jest tutaj zbyt spokojnie. Mieszkańcom dają się we znaki drobni przestępcy i wandale. Powołują więc straż sąsiedzką, złożoną z dwunastu osób. A straż prosi o pomoc kogoś, z kim w żadnym razie nie powinno się zawierać układów. Starannie przemyślana umowa, wiążąca obie strony, zapewnia bezpieczeństwo spokojnym obywatelom. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o tym, co będzie kiedy porozumienie wygaśnie, a groźny strażnik nie będzie już musiał kontrolować swoich morderczych skłonności...
"Part of me comes from each one of their nightmares, and each of their nightmares comes partly form me"
Greg Egan urodził się w 1961 roku. To Australijczyk. Z wykształcenia matematyk, a obecnie z zawodu pisarz science fiction. Jak podaje angielska wikipedia: "His early stories feature strong elements of supernatural horror".

"Neighbourhood Watch" należy właśnie do wcześniejszych prac autora i zdecydowanie jest horrorem. Pomysł stworzenia demona składającego się z koszmarów mieszkańców i mogącego bezkarnie zabijać wszystkie osoby łamiące prawo (ale tylko pod osłoną nocy) ma w sobie coś, co kojarzy mi się z koncepcjami Stephena Kinga. Dodajmy do tego jeszcze małego chłopca, Davida, który rzuca wyzwanie "strażnikowi" i który chce go zniszczyć - przeczuwając, że kiedy umowa przestanie obowiązywać, wydarzy się coś strasznego. King, jak nic. Ale opowiadanie Egana ma swoją niepowtarzalną atmosferę, inną niż u mojego ulubionego pisarza.

The Others - 7 Deadly Sins - Adrian Smith

Zaintrygował mnie ten pomysł. Z uwagą śledziłam opisane wydarzenia. Zakończenie, z lekkim niedopowiedzeniem, było dobre, chociaż zazwyczaj nie lubię takich zabiegów (Ale podkreślmy słowa "z lekkim" - w zasadzie łatwo przewidzieć, co było dalej. Z drugiej strony, moja szalona wyobraźnia podsuwa mi różne inne rozwiązania). Początkowo musiałam co chwilę korzystać ze słownika (przypomnijmy, że czytałam oryginalny tekst), jednak później wciągnęłam się na tyle (nie wspominając o tym, że musiałam dosyć szybko dokończyć lekturę), że poradziłam sobie bez niego. To dobry sposób na naukę języka.

Greg Egan napisał opowiadanie. Korzystając z tego samego pomysłu, Stephen King stworzyłby powieść. Jeśli chcecie krótki, konkretny tekst, którego dodatkową zaletą jest narracja pierwszoosobowa (zgadnijcie, kto jest narratorem...), kliknijcie link na górze postu i przeczytajcie "Neighbourhood Watch". Poza tym, powiedzcie szczerze - ile australijskich horrorów poznaliście do tej pory?

Moja ocena: 5/6

TynipicTynipicTynipic
_______________________
Źródło zdjęcia: http://www.reddit.com/r/ImaginaryHorrors/comments/2ig1mk/the_others_7_deadly_sins_by_adrian_smith/
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger