2/16/2015 01:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Prosper Merimee "Lokis. Rękopis profesora Wittembacha"

Ponure Poniedziałki: Prosper Merimee "Lokis. Rękopis profesora Wittembacha"
Tak. To tak jakby logo PP.

Tekst można znaleźć w zbiorze "Fantastyczne opowieści" (Wydawnictwo Literackie, 1975).


Żmudź. Gęste, litewskie lasy, dzikie zwierzęta (zwłaszcza niedźwiedzie) i niesamowita atmosfera. Do tego świata, w którym żywo obecne są ludowe wierzenia i zabobony, przybywa profesor Wittembach. Ten etnograf i lingwista bada język żmudzki, gdyż zlecono mu przetłumaczenie nań Ewangelii wg św. Mateusza. Uczony nawiązuje znajomość z ekscentrycznym hrabią Michałem Szemiotem i jego piękną narzeczoną, Julią. Od początku jednak mężczyzna ma poczucie, że coś jest bardzo nie w porządku. Dziwne, jakby zwierzęce zachowanie hrabiego, obłęd, w który popadła jego matka (i podejrzany doktor, mający dziwne poglądy na proces jej leczenia), spotkanie w lasach wiedźmy i jej złowróżbne słowa skierowane do Szemiota... Wszystko to wprowadza nerwową atmosferę. I sprawi, że profesor na długo zapamięta tę podróż...


Prosper Merimee żył w latach 1803-1870. Był Francuzem. Oprócz pisania i tłumaczenia (literatury rosyjskiej, hiszpańskiej i angielskiej), zajmował się również prawem, historią i archeologią. Sławę zyskał dzięki nowelom i opowiadaniom, takim jak "Lokis", "Wenus z Ille" czy "Carmen", która stała się inspiracją dla Georgesa Bizeta.

Do tekstu bardzo pasuje określenie "opowieść fantastyczna". Wprawdzie "Lokis" jest klasyfikowany jako nowela grozy, jednak samej grozy nie znajdziemy w nim zbyt wiele (przynajmniej ja nie znalazłam). Za to fantastyczny, lekko niepokojący nastrój, jest stale obecny.


Uważni czytelnicy już na początku odnajdą wskazówki co do dalszego przebiegu całej historii. Podczas lektury miłośnicy literatury okresu romantyzmu będą zadowoleni. Podobnie jak osoby chętnie odnajdujące w dziełach zagranicznych pisarzy polskie wątki ("Trzech budrysów"). Również ludzie interesujący się kulturą i językiem dawnej Żmudzi powinni być usatysfakcjonowani. Szkoda tylko, że autor nie wprowadził nieco więcej grozy do swojej opowieści - warunki były idealne. Niektórych mogą też znudzić pewne fragmenty. Mi jednak te dygresje (opisy natury, rozmowy bohaterów dotyczące różnych tematów) nie przeszkadzały.

"Lokis" to nowela tak znana (przynajmniej w moim odczuciu), że trochę wstyd jej nie przeczytać.W każdym razie lekturę, a następnie obejrzenie ekranizacji w reżyserii Janusza Majewskiego, będę szczerze polecać. Ale nie spodziewajcie się po nich dużej dawki grozy czy wywołania silnych emocji. Niestety.

Moja ocena: 4,5/6

Opowiadanie przeczytane również w ramach wyzwania "Groza z zamierzchłych czasów"


TynipicTynipic
_______________________
Źródła zdjęć:
1. https://www.pinterest.com/pin/534521049498060851/
2. https://www.pinterest.com/pin/292874781988807705/

2/13/2015 01:30:00 AM

Trzynaście linków #6

Trzynaście linków #6
Dzisiaj będzie bibliotekarsko. Przynajmniej, jeśli chodzi o ilustracje do samego wpisu. Po prostu muszę się nacieszyć moim statusem bibliotekarki, dopóki jeszcze pracuję;)
Btw, jest zagadka: który obrazek można śmiało uznać za moją podobiznę?






Na pierwszym miejscu oczywiście Flynn Carsen. W pełni popieram;)

Czego to ludzie nie zostawiają w książkach... A jeśli chodzi o przedostatnie zdjęcie - serio? Ja naprawdę lubiłam "Syzyfowe prace".
Czyli powinnam mieć na imię Abigail albo Nanette? Nie, dziękuję.


Sama jestem (od niedawna) fanką "The Lizzie Bennet Diaries".

Dla mnie (konieczna) powtórka z zajęć, dla Was (być może) nowa wiedza;)

Nie fascynują Was takie opowieści?


Przyznaję, żadnego z tych faktów wcześniej nie znałam.

Nie próbowałam jednocześnie zmywać naczyń i czytać. Jeszcze...
Bardzo dobra recenzja biografii, która mnie fascynuje. Nie tylko dla miłośników kina i historii.


Czyli co nas wkurza w książkach. Ktoś sie zgadza?

Wiem, Super Bowl już za nami (tak, jakby ktoś z nas to oglądał...) Ale gdyby ktoś szukał powieści związanej ze sportem, tu jest mała ściągawka.

Nie wiecie, o co chodzi z tym szkorbutem (Oprócz tego, że jest to nazwa choroby...ale ja nie o tym. W każdym razie nie tylko) ? Wstydźcie się.


Od czasu do czasu trzeba sobie przypomnieć o tym filmie (książki nie cierpię, poza tym film był pierwszy... poza tym grał w nim Robin Williams, więc...)

Dziękuję za uwagę. Jeszcze kilka pytań: czy niedawno zainstalowany na blogu disqus nie sprawia Wam kłopotu? Czy możecie polecić jakieś strony/artykuły, które mogłyby się tutaj znaleźć w następnym odcinku? Czy oddaliście w terminie książki do biblioteki?

                                                                  TynipicTynipic  
__________________________
Źródła zdjęć:
1. https://www.pinterest.com/pin/483574078714997061/
2. https://www.pinterest.com/pin/483574078714996906/
3. https://www.pinterest.com/pin/483574078714996885/
4. https://www.pinterest.com/pin/483574078714151470/
5. https://www.pinterest.com/pin/483574078714901928/

2/11/2015 01:17:00 PM

Stanisław Kryciński "Bieszczady. Od Komańczy do Wołosatego"

Stanisław Kryciński "Bieszczady. Od Komańczy do Wołosatego"



Autor: Stanisław Kryciński
Tytuł: "Bieszczady. Od Komańczy do Wołosatego"
Wydawnictwo: Libra
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 274




Skąd wzięły się nazwy bieszczadzkich miejscowości? Jaka jest historia tych wsi i miasteczek? Jacy byli ludzie w nich mieszkający - nie tylko pod względem narodowości, ale też charakteru? Na te i wiele innych pytań odpowiada w swojej najnowszej książce Stanisław Kryciński.

Autor jest z wykształcenia chemikiem. Historia i krajoznawstwo, szczególnie w odniesieniu do południowo-wschodniej Polski, to jego pasje. W jego dorobku wydawniczym znajduje się kilkanaście opracowań dotyczących tego regionu. Pozycja zatytułowana "Bieszczady. Od Komańczy do Wołosatego" jest niejako kontynuacją wydanej rok wcześniej książki "Bieszczady. Tam gdzie diabły, hucuły, ukraińce". Autor opisuje w niej te fragmenty regionu, którym nie poświęcił miejsca w poprzednim opracowaniu. Znajdują się tutaj informacje m.in. o dolinie Osławy, Wołosatym, Lutowiskach czy Otrycie. Wiadomości dotyczące historii i geografii poszczególnych obszarów połączono z opisem kultury tych ziem oraz przedstawieniem działalności znanych osób związanych z Bieszczadami, takich jak Wincenty Pol czy Kazimierz Józef Turowski. Szczególną zaletą publikacji jest zebranie informacji dotyczących etymologii nazw wielu miejsc w Bieszczadach. Może to być niezwykle interesujące dla osób zaciekawionych tematem.
Dobre uzupełnienie tekstu stanowią mapy, częściowo przedstawiające opisywane tereny, oraz zdjęcia - głównie zabytków architektonicznych. Szkoda jednak, że fotografie są wyłącznie czarno-białe.

Są Bieszczady, musi być zdjęcie misia!

Opracowanie, oprócz niewątpliwych zalet, posiada też kilka wad.
Chociaż autor zastosował podział na rozdziały i podrozdziały, które w założeniu miały dotyczyć poszczególnych miejscowości i tematów, nie można się oprzeć wrażeniu, że w jego opowieść wkradł się pewien chaos. Informacje dotyczące tych samych osób czy wsi można znaleźć w różnych częściach książki, a sam spis treści nie zawsze pomaga w ich zlokalizowaniu. W związku z tym idealnym uzupełnieniem publikacji byłyby indeksy: nazw geograficznych oraz nazwisk, jak również spis zamieszczonych ilustracji.
Wartość książki obniża również bardzo niestarannie wykonana korekta. Źle odmienione wyrazy, błędy interpunkcyjne czy brak polskich znaków są powszechne. Zdania takie, jak: Byli to tak zwani Wołosi, czyli mieszana etnicznie karpacką ludność pasterską osadzana, między innymi w bieszczadzkich wsiach, na prawie wołoskim albo Bydło to kupowane było chętnie nawet przez kupców w zachodniej Europy; (zamiana "z" na "w" zdarzała się bardzo często) czy Z Leska obaj panowie, wraz asystą, wybrali się samochodem nie zawierają wprawdzie poważnych błędów, ale i tak wywołują irytację czytelnika. O ile na kilka pomyłek byłoby można przymknąć oko, o tyle na bardzo często pojawiające się niedociągnięcia nie sposób nie zwrócić uwagi.
I jeszcze jeden zarzut. Właściwie to uwaga. Autor opisuje oddziały UPA tak, jakby to byli zwykli partyzanci. Jakby nie zrobili niczego złego, jedynie bronili Ukraińców mieszkających w Bieszczadach. Ale ja też tu mieszkam, znam historię i słuchałam opowieści mojej Babci o "banderowcach"...

"Bieszczady. Od Komańczy do Wołosatego" to interesująca pozycja. Piękna okładka skrywa ciekawą treść, uzupełnioną mapami i ilustracjami. Czerpanie przyjemności z lektury oraz korzystanie z książki w celach naukowych utrudniają jednak chaotyczny układ tekstu, mnogość błędów oraz mało rozbudowany aparat pomocniczy.
Mimo wszystko jest to lektura godna uwagi, zwłaszcza dla osób mieszkających na opisywanych terenach oraz - po prostu - kochających Bieszczady i interesujących się ich historią. Szczególnie, jeśli o tej historii mają już jakieś pojęcie.

TynipicTynipic
______________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/243083/bieszczady-od-komanczy-do-wolosatego
2. unsplash.com
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger