9/20/2017 06:30:00 PM

Blake Crouch "Pustkowia"

Blake Crouch "Pustkowia"



Autor: Blake Crouch
Tytuł: "Pustkowia"
Tytuł oryginału: "Desert Places"
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 304






"Witam. Na twojej posiadłości znajduje się zakopane ciało, całe we krwi. Nazwisko tej nieszczęsnej młodej damy brzmi Rita Jones. Na pewno widziałeś twarz tej zaginionej nauczycielki w wiadomościach. W kieszeni jej dżinsów znajdziesz kawałek papieru z numerem telefonu. Masz jeden dzień, żeby zadzwonić pod ten numer"
Kiedy pisarz Andrew Thomas znajduje w swojej skrzynce pocztowej powyższy list, początkowo uznaje go za żart. W końcu tworzy kryminały i już niejednokrotnie miał okazję poznać makabryczne poczucie humoru swoich fanów. Jednak coś w tym liście nie daje mu spokoju. Postanawia poszukać ciała... i znajduje je. Jak również numer telefonu w kieszeni ofiary. Od tej pory poukładane życie Andrew zmienia się całkowicie. Kto go prześladuje? Czego chce? I do czego posunie się pisarz, żeby uwolnić się od psychopatycznego mordercy?

Autora kojarzyłam do tej pory tylko z książkami z serii "Wayward Pines" (tak, najpierw były książki, potem serial). "Pustkowia" były jego debiutem i zarazem pierwszą powieścią Croucha, którą przeczytałam. Czy był to debiut udany? Jak najbardziej. Chociaż mam też kilka zastrzeżeń.


Przede wszystkim spodobał mi się tutaj sam pomysł: ktoś śledzi znanego pisarza i dzięki zręcznej intrydze jest w stanie kontrolować wszystkie jego poczynania. Jeśli Andrew Thomas nie będzie słuchał swojego prześladowcy, ten z łatwością wrobi go w swoje zbrodnie lub zlikwiduje jego bliskich. A skoro już o bliskich mowa... tożsamość mordercy była dużym zaskoczeniem, choć autor zdecydował się na jej ujawnienie dosyć szybko. Nie przeszkadzało mi to jednak w odbiorze powieści, wręcz przeciwnie. Bardzo dobrym wątkiem jest również przemiana zachodząca w głównym bohaterze. Myślę, że to jeden z najlepszych elementów całej książki. 

Zakończenie jest dobre, choć wielu czytelnikom nie przypadło ono do gustu. Ja jednak jestem w stanie uwierzyć w taką właśnie zmianę Andrew Thomasa. Ale sama rozwiązałabym to inaczej...
SPOILERY
Mordercą szybko okazuje się być brat blizniak Andrew, który za wszelką cenę chce rozbudzić w pisarzu mordercze instynkty. W powieści nie brakuje też momentów, w których Andrew za pomocą wyobrazni przenosi się w inne miejsca (na przykład będąc uwięzionym w domu na pustkowiu marzy o tym, że jest bezpieczny w swoim domu nad jeziorem, co pozwala mu zasnąć). O ileż ciekawiej byłoby, gdyby Orson, złowieszczy brat blizniak, okazał się tylko i wyłącznie wymysłem głównego bohatera, pozwalającym mu usprawiedliwiać swoje zbrodnie i przerzucać winę na kogoś innego? Taką jego... mroczną połową?;)
KONIEC SPOILERÓW

Ogólnie książkę oceniam naprawdę dobrze. Obok kilku niedopracowanych wątków pojawiają się też te doskonale poprowadzone, a całość trzyma w napięciu. Tytułowe pustkowia odnoszą się nie tylko do domku pośrodku niczego, gdzie przetrzymywany jest Andrew, można je również rozmieć bardziej filozoficznie...
Przeczytałam tę książkę z polecenia Goodreads - szukałam czegoś mrocznego na urlop. I znalazłam!
"Coś istniało tam, w lesie, w mojej głowie, i to wprawiało mnie w niepokój"

Moja ocena: 4,5/6
____________
Zródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/94346/pustkowia
2. Photo by Nathan Anderson on Unsplash

9/18/2017 06:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Abraham Merrit "Lud z otchłani"

Ponure Poniedziałki: Abraham Merrit "Lud z otchłani"
Opowiadania można posłuchać TUTAJ

Dwaj podróżnicy przebywający gdzieś na terenach Alaski, rozbili obóz z widokiem na niezwykłą górę o pięciu szczytach, która swoim kształtem przypominała ludzką dłoń. Kiedy nadeszła noc, mężczyzni zaobserwowali niezwykłe zjawisko: snop światła, które wydobywało się z opisanej góry, a chwilę potem rozpadło na miliony oddzielnych światełek. Ogarnęło ich przerażenie. I właśnie wtedy do ich obozu przybył człowiek. Śmiertelnie zmęczony, poraniony... Opowiedział im, że był w rozpadlinie na dnie góry. Opisał to, co tam zobaczył: schody prowadzące w dół, niezwykłe miasto na dnie otchłani, upiorne światła... prawdziwe piekło. Chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o istotach zamieszkujących otchłań? Nie jestem pewna, czy jest to dobry pomysł...

Autorem tego opowiadania jest Abraham Merrit, żyjący w latach 1884-1943. Był dziennikarzem, a pisanie utworów fantastycznych traktował raczej jako hobby. Przyczynił się do popularyzacji twórczości H.P. Lovecrafta oraz Roberta E. Howarda. Sam tworzył teksty utrzymane w nieco podobnych klimatach.


Wydany w 1918 roku "Lud z otchłani" to opowieść o tajemniczej i przerażającej cywilizacji, zamieszkującej dno pewnej góry gdzieś z daleka od ludzkich siedzib. Te złowróżbne istoty powinny dawno wymrzeć, bo należą raczej do czasów starożytnych. Jednak przetrwały miliony lat i nadal czyhają na nowe ofiary. A jeśli już ktoś wpadnie w ich ręce (a raczej macki lub coś podobnego...), będzie miał olbrzymie problemy z powrotem do świata zewnętrznego. 

Relacja człowieka, któremu pomogli dwaj podróżnicy, jest niezwykle sugestywna i naprawdę może wywołać ciarki. Merrit dobrze wiedział, jak wpłynąć na wyobraznię czytelnika i jakie koszmarne obrazy mu podsunąć, żeby ten jeszcze długą chwilę po lekturze nie mógł się od nich uwolnić. Opowiadanie powinno spodobać się miłośnikom prozy Lovecrafta. I myślę, że idealnie pasuje do wrześniowej odsłony wyzwania "Klasyka horroru 2". Polecam.

Moja ocena: 5/6

Opowiadanie przeczytane w ramach wyzwania "Klasyka horroru 2"
http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html
 __________________________
Zródło zdjęcia: https://en.wikipedia.org/wiki/A._Merritt#/media/File:A._Merrit%27s_Fantasy_Magazine_December_1949.jpg

9/13/2017 05:30:00 PM

Mary Kay Andrews "Babski wieczór"

Mary Kay Andrews "Babski wieczór"
Autor: Mary Kay Andrews
Tytuł: "Babski wieczór" 
Tytuł oryginału: "Ladies' Night"
Wydawnictwo: Między Słowami
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 589

Grace to bardzo znana i ogromnie popularna blogerka lifestylowa. Miesza wraz z mężem w prawdziwej rezydencji na zamkniętym osiedlu i na co dzień korzysta z naprawdę ekskluzywnych i drogich produktów (również dzięki reklamodawcom, którzy udostępniają jej różne rzeczy w zamian za promowanie ich na łamach Świata według Grace). Jej życie jest bardzo poukładane i naprawdę szczęśliwie... tak jej się przynajmniej wydaje. Do czasu, kiedy nakrywa swojego męża i asystentkę w garażu w niedwuznacznej sytuacji. Dalej wszystko dzieje się już bardzo szybko: Grace wjeżdża ukochanym samochodem Bena do basenu, ten wzywa policję, sprawa o rozwód zostaje wniesiona do sądu, a kobieta zostaje bez środków do życia - mąż bardzo postarał się, żeby odciąć ją od pieniędzy, rzeczy osobistych oraz bloga, który był jej jedynym zródłem utrzymania. W dodatku Grace zostaje przymusowo wysłana na terapię dla rozwodników. Czy może być gorzej? Wspomnijmy jeszcze, że sędzia prowadzący jej sprawę jest zaciekłym wrogiem kobiet... Jak wyplątać się z tego całego zamieszania, odzyskać stracone rzeczy (i własną godność) oraz rozpocząć życie na nowo? O tym właśnie będzie ta opowieść.

Mary Kay Andrews określana jest przez wydawcę jako mistrzyni ciętej riposty. Przyznaję, że nie do końca zauważyłam to w powieści, a przynajmniej nie bawiła mnie ona tak jak koleżankę, która podczas lektury co chwilę wybuchała głośnym śmiechem. Nie znaczy to jednak, że "Babski wieczór" jest złą książką. O nie.


Właściwie od początku czujemy sympatię do głównej bohaterki. Może nas zrazić pierwsza scena, kiedy Grace komponuje idealną scenerię do zdjęcia na bloga (ale z drugiej strony - kto z nas, blogerów, kiedyś tak nie robił?;) i dostajemy opis jej wspaniałego świata, w którym absolutnie nie ma miejsca na przypadkowość i bylejakość. Jednak już chwilę pózniej, przy opisie zdrady Bena, zaczynamy kobiecie współczuć. Potem towarzyszymy jej przez całą powieść i obserwujemy zmagania Grace z naprawdę niesympatycznym prawie-byłym-mężem, jej próby ponownego poukładania sobie życia, spotkania grupy terapeutycznej i nowe znajomości. I wtedy okazuje się, że Grace to naprawdę niezwykła kobieta, bardzo zdolna i bardzo uparta, która naprawdę zasługuje na kolejną szansę od losu i szczęśliwe życie. Zaczynamy coraz bardziej jej kibicować. Czy nie o to chodziło autorce?

Powieść porusza bardzo trudny i przykry temat, jakim jest rozpad związku i rozwód. Chociaż współczujemy bohaterom, to czasem trudno się nie uśmiechnąć, kiedy poznajemy ich historie (mąż lubiący przebierać się w damską bieliznę i tańczyć do pewnej piosenki oraz załamana żona, która w ramach zemsty wrzuca filmik z takim "przedstawieniem" na YouTube?). W książce nie brakuje też innych - już naprawdę zabawnych momentów - na przykład prób przemycania pieska na terapię grupową (jakoś nikogo nie dziwiła torba, która od czasu do czasu się poruszała i wydawała dziwne dzwięki) czy scen z udziałem zadziornej papugi Landrynki. Jednak ogólnie "Babski wieczór" wydał mi się po prostu powieścią obyczajową, bardzo ciepłą i niosącą optymistyczne przesłanie - nawet jeżeli nasze życie się zawali, możemy wszystko ułożyć sobie na nowo. Musimy mieć jednak ekipę, która będzie nas wspierać. Nawet, jeśli tą grupą będą ludzie poznani na terapii dla rozwodników;)

Nie jest to może niesamowicie oryginalna lektura, ale naprawdę przypadła mi do gustu. Autorka z humorem opowiedziała o trudnych wydarzeniach w życiu swoich bohaterów i oczywiście pozwoliła im na szczęśliwe zakończenie. Dodatkowym atutem "Babskiego wieczoru" są fragmenty, w których Grace zajmuje się dekoracją wnętrz. To może być ciekawa inspiracja do zwrócenia większej uwagi na przestrzeń wokół nas oraz do jej zmian. Albo do pisania bloga! Bo o blogowaniu bardzo dużo możemy w "Babskim wieczorze" przeczytać.

Moja ocena: 4,5/6
_________________
Zródła zdjęć: 
1. Moje własne
2. Photo by Annie Spratt on Unsplash
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger