7/31/2014 08:02:00 AM

J.D. Bujak "Spadek"

J.D. Bujak "Spadek"



Autor: J.D. Bujak
Tytuł: "Spadek"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 455





Przyznajcie się, na czyim blogu przeczytałam pochlebną recenzję tej książki?

Główną bohaterką powieści jest Małgorzata (zwana Megi), młoda lekarka mieszkająca w Gdańsku. Pewnego dnia kobieta dowiaduje się, że zmarła jej daleka krewna, a ona sama otrzymała w spadku kamienicę w centrum Krakowa. Małgorzata szybko przeprowadza się do nowego domu, jednak pewne niepokojące zjawiska nie pozwalają jej cieszyć się tym miejscem zamieszkania. Czyżby kamienica była nawiedzona?

Zapowiada się dobrze, prawda? Niestety, rewelacyjny (chociaż mało odkrywczy) pomysł na powieść nie został w pełni wykorzystany. Dodatkowo lekturę utrudniały mi różne niezbyt mądre wątki, refleksje i wydarzenia, wprowadzane przez autorkę. Podczas czytania stworzyłam całą ich listę. Powiedzcie, proszę, czy tylko ja czepiam się szczegółów (i mogłabym to sobie odpuścić) czy też książka jest po prostu niedopracowana:

- Jedna z pierwszych scen: pogrzeb ciotki Małgorzaty. Bohaterka rozpacza, ale: "Zdrowy rozsądek podpowiadał jej, że nie powinna płakać. Przecież prawie nie znała ciotki. Podobnie zresztą jak tych wszystkich zmarłych, których obecność podświadomie wyczuwała [...] Nie pasowała tutaj. Była inna. Żywa". Zmarli na cmentarzu...serio? I dlaczego nie wypada płakać na pogrzebie krewnej, nawet takiej, której się nie znało?

- Małgorzata jest dorosłą kobietą, lekarzem, ale zachowuje się jak nastolatka. Jest po prostu głupia, bezmyślna (Nie, nie uważam, żeby wszystkie nastolatki takie były! W poprzednim zdaniu chodziło mi raczej o niedojrzałość głównej bohaterki), nie kojarzy prostych faktów, rumieni się na każdą wzmiankę o facecie, który się jej podoba... 
Zresztą, jako lekarz też się nie sprawdza. Często nie udziela nawet pierwszej pomocy rannym (a duchy były złośliwe i kilka osób uszkodziły), tylko od razu dzwoni po karetkę. 
Po wypadku samochodowym nabywa umiejętność wyczuwania, kiedy ktoś jest chory. Informuje pielęgniarkę w szpitalu, w którym leży, że coś jest nie w porządku z jej brzuchem. Okazuje się, że dziewczyna ma guza na jajniku. Małgorzata jest zaniepokojona tylko tym, że to ONA ma jakieś dziwne przeczucia, co nie jest normalne. Chorą pielęgniarką się nie przejmuje. 
Dodatkowo bohaterka, pomimo licznych dowodów (głosy, dziwne wizje, ataki duchów, zjawy pojawiające się na zdjęciach) nie wierzy w istnienie zjawisk paranormalnych. Widzi, słyszy (i odczuwa na własnej skórze) obecność duchów, ale... przecież jest RACJONALISTKĄ.
Ech... Małgorzata to po prostu - przepraszam za wyrażenie - idiotka. Ale z jakiegoś powodu wszyscy ją lubią, opiekują się nią i jeszcze znajduje faceta swoich marzeń. Aha, posiada też niezwykłe zdolności, które czynią ją wyjątkową. No tak, przecież jest główną bohaterką...


- Autorka nie do końca poradziła sobie z opisywaniem realiów życia w Krakowie (i w ogóle w Polsce). W jej świecie rezonans magnetyczny można wykonać od ręki, na krakowski Rynek (nie w jego pobliże) najwyraźniej dojeżdża się tramwajem, osoba mająca niespełna 60 lat opisywana jest jako "starsza kobieta", w centrum Krakowa nie ma żadnej herbaciarni z prawdziwego zdarzenia (dopiero jeden z bohaterów taką otworzył), wszyscy pacjenci szpitala mają swoje prywatne pokoje (zatłoczone sale? zapomnijcie), zaparowane po prysznicu lustro jest dziwnym zjawiskiem, tak samo jak chłód we wnętrzu starej kamienicy z grubymi murami...

- W książce występują dziwne przeskoki czasowe. Na przykład Małgorzata wychodzi ze szpitala po nocnej zmianie, od razu jedzie do domu, rozmawia chwilę ze znajomym i... już jest godzina 16. 
Albo: jedna z bohaterek dowiaduje się w sierpniu, że jest w ciąży. Następnie narratorka pokrótce opisuje wydarzenia rozgrywające się od sierpnia do grudnia. Potem mamy rozdział zatytułowany "7 miesięcy później". Ta sama bohaterka nadal jest w ciąży ze swoim pierwszym dzieckiem.

- W powieści można natrafić na dosyć dziwne wyrażenia i niezbyt zgrabnie skonstruowane zdania. Na przykład: "Ruchem ręki starła z twarzy resztkę snu", "Nad ogródkiem zawisła gęsta, biała mgła, skutecznie odcinając ciekawskim widok na ogródek", "Granicki ostatni przekroczył wysoki próg strychu, zerkając po raz ostatni do ciemnego i dusznego wnętrza". Na szczęście takich "kwiatków" nie ma zbyt dużo, ale jednak od czasu do czasu się pojawiają.

Moja lista zarzutów jest dłuższa, ale wypisywanie tutaj wszystkiego chyba nie ma sensu. 

Podsumowując: pomysł był dobry, początek powieści zapowiadał się nawet obiecująco, a autorka potrafi pisać i przykuć uwagę czytelnika, ale... książka jest bardzo niedopracowana. Miałam wrażenie, jakbym czytała opowiadanie publikowane przez jakąś nastolatkę na blogu: "cudowna" główna bohaterka (Mary Sue?), brak logiki, zaczerpnięcie motywu niezwykłego mężczyzny (ukochanego bohaterki) ze "Zmierzchu" i przekombinowane zakończenie. A wystarczyłoby poprawić błędy logiczne i zbyt "udziwnione" wyrażenia, wprowadzić nieco więcej realizmu w opisy codziennego życia (co tym wyraźniej kontrastowałoby z przedstawianymi paranormalnymi zjawiskami) i nie idealizować tak głównej bohaterki. Przecież autorka jest w stanie stworzyć naprawdę dobrą powieść... potrzeba tylko więcej pracy.

Dlaczego przeczytałam tę książkę, skoro tak mi się nie podobała? Początkowo byłam po prostu zaciekawiona. A potem... postanowiłam, że poznam historię Małgorzaty do końca - ostatecznie lektura nie zajęła mi dużo czasu. Ale i tak... to nie był dobra decyzja. Czytanie i analizowanie takich historii jest raczej odpowiednim zadaniem dla ekipy z "Przyczajonej logiki, ukrytego słownika".
Mam nadzieję, że pozostałe książki autorki są lepsze. Jednak nie zamierzam już po nie sięgać.

Moja ocena: 2/6
_____________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/110924/spadek
2. unsplash.com

7/28/2014 01:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Ambrose Bierce "Człowiek i wąż"

Ponure Poniedziałki: Ambrose Bierce "Człowiek i wąż"
Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Jeździec na niebie" (Czytelnik, 1978)

"Żaden tedy człek rozumny a uczony nie poważy się zadać temu kłam, albowiem godne wiary relacye tudzież mnogie świadków potwierdzenia dowodzą, iż żmija w ślepiach swoich posiada moc magnetyczną: ktokolwiek popadnie w jej krąg, mimo woli swej przyciągany będzie i zginie marnie od ukąszenia onej"
Tym zdaniem, pochodzącym z książki czytanej właśnie przez głównego bohatera, rozpoczyna się opowiadanie Ambrose'a Bierce'a. Wspomniany bohater to Harker Brayton - mężczyzna przebywający właśnie w gościnie u przyjaciela, "doktora Druringa, wybitnego zoologa". Harker nie wierzył w to, że węże mogą posiadać opisywane powyżej niezwykłe moce. Uznał, że to bzdury. Szybko miał okazję zweryfikować ten pogląd - od razu po przeczytaniu cytowanego zdania Brayton zauważył pod łóżkiem dwa małe, świecące punkciki. Oczy węża.
"Jeśli nawet gad był nieszkodliwy, to w każdym razie sama jego obecność stawała się uwłaczająca. Znalazł się tu prawem kaduka, był "nie na miejscu", dopuścił się impertynencji [...] Co więcej - o, nieznośna myśli! - wyziewy tego potwora zanieczyszczały powietrze, którym sam Brayton oddychał" 
Wspominałam już kiedyś w Ponurych Poniedziałkach o autorze tego opowiadania. Było to przy okazji recenzji jego innej pracy: "Przy moście nad Sowim Potokiem". Ten tekst jest utrzymany w zupełnie innym klimacie. Nie odwołuje się do wojny secesyjnej, za to cechują go ironia i poczucie humoru - czego nie znalazłam w poznanych dotychczas opowiadaniach Bierce'a o tematyce wojennej (nic dziwnego).

Wiem, to nie jest oko węża. Nie znalazłam odpowiedniego zdjęcia:/

Mogłoby się wydawać, że opowiadanie jest banalne. Przewidywalne. Ale trzeba zauważyć dwie rzeczy: to, jak autor żartuje i wykorzystuje znane konwencje (wiadomo, że pod łóżkiem rzeczywiście znajdzie się wąż i że w takiej sytuacji bohater musi zostać zahipnotyzowany - bo przed chwilą o tym przeczytał); oraz to, w jaki sposób Bierce zakończył swój tekst. Ostatnie zdanie wprawia czytelnika w zdumienie i jest idealnym podsumowaniem całego pomysłu. To zresztą charakterystyczne dla tego autora - zakończenia innych jego prac często są równie zaskakujące i szokujące, podkreślając przy tym mroczny charakter opisywanych historii. 

"Człowiek i wąż" to krótkie opowiadanie, które nie jest zbyt straszne. Autorowi udało się jednak, na zaledwie kilkunastu stronach, przyciągnąć uwagę czytelnika, rozśmieszyć go, sprawić, aby pomyślał że historia jest banalna i zaskoczyć go zakończeniem. Taki niepozorny tekst, a tyle emocji podczas lektury...

Moja ocena: 4,5/6

Chciałam tylko przypomnieć... KONKURS!
________________
Źródło zdjęcia: http://www.imcreator.com/free/nature/animals/an-eye

7/23/2014 07:30:00 PM

Tim Rob Smith "Ofiara 44"

Tim Rob Smith "Ofiara 44"



Autor: Tim Rob Smith
Tytuł: "Ofiara 44"
Tytuł oryginału: "Child 44"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 421



"Przestępstwo nie istnieje"
Morderstwo? Takie rzeczy zdarzają się tylko na zgniłym, kapitalistycznym Zachodzie. Dlatego kiedy Lew Demidow, funkcjonariusz MGB, otrzymuje zadanie przekonania rodziny małego Arkadego, że chłopiec zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku, nie zgłasza żadnych zastrzeżeń i bezwzględnie wykonuje swoją misję. Wątpliwości pojawiają się później, kiedy Lew wpada na trop kolejnych morderstw. Ale w Związku Radzieckim takie zbrodnie się nie zdarzają. Każdego, kto twierdzi inaczej, czeka... śmierć.

Jestem pod wrażeniem. Autor zadał sobie wiele trudu, żeby odtworzyć realia życia w ZSRR lat 50., gdzie nikomu nie można było ufać. Każdy mógł być współpracownikiem służb bezpieczeństwa, każdy mógł kogoś zadenuncjować... I nieważne, że dany człowiek był niewinny. Jak powiedział Andriej Wyszyński: "Dajcie mi człowieka, a paragraf sam się znajdzie".
"Praca śledczego polegała na tym, aby dopóty zdzierać warstwę niewinności, dopóki nie odsłoni winy. Jeśli nie udało mu się dowieść winy podejrzanego, oznaczało to, że zdarł za mało"
Już sam początek powieści, odwołujący się do Wielkiego Głodu na Ukrainie, zniszczył mnie psychicznie. Ale to było tylko zachętą, żeby czytać dalej. Następujące później opisy funkcjonowania ZSRR pod władzą Stalina z jednej strony oraz zbrodni popełnianych na dzieciach z drugiej, mogą odstraszyć co wrażliwsze osoby.


Nie myślcie sobie, że główny bohater (Lew) szybko przekonał się do konieczności poprowadzenia śledztwa. O nie. To wymagało czasu. Lew musiał przestać wierzyć w system, któremu wcześniej bezkrytycznie ufał. Musiała go spotkać osobista tragedia. Kiedy partia, państwo, praca, miłość - wszystko, w co wierzył - okazało się kłamstwem, zostało mu tylko to śledztwo i pragnienie, żeby chociaż w jednej sprawie okazać się naprawdę wartościowym człowiekiem. 

Tim Rob Smith czerpał inspirację z historii Andrieja Czikatiły - rosyjskiego seryjnego mordercy, zwanego "rzeźnikiem z Rostowa". Wykorzystał jego historię (która już sama w sobie jest przerażająca), dodał kilka wątków... i otrzymał powieść osadzoną w radzieckich realiach, z typowym "amerykańskim" zakończeniem. Naprawdę, nie mogłam się nie uśmiechnąć, czytając ostatnie strony.

Książka jest bardzo dobrze napisana. Wciąga. Zadziwia. Przeraża. Tym bardziej, że duża część opisanych historii wydarzyła się naprawdę. Za pracę, jaką wykonał Tim Rob Smith, należą mu się słowa uznania. Można jednak mieć wrażenie, że wewnętrzna przemiana głównego bohatera była mało wiarygodna. I to zakończenie... Rozumiem, że autor chciał dać czytelnikom iskierkę nadziei (tak bardzo brakowało jej w całej książce). Ale chyba trochę przesadził. 

Mimo wszystko, polecam - szczególnie osobom interesującym się historią Rosji XX wieku. I lubiącym mocne wrażenia. 

Moja ocena: 4,5/6

Przypominam o KONKURSIE;)
________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/29204/ofiara-44
2. Gratisography.com 
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger